Kurs franka powyżej 4 zł. To najwięcej od dwóch lat

Frank szwajcarski, fot. Pixabay

Frank szwajcarski, fot. Pixabay

Padła psychologiczna bariera kursu szwajcarskiej waluty. Za franka trzeba zapłacić już 4 zł. To najgorszy wynik od prawie dwóch i pół roku.

 

To nie jest normalny wynik. Przyznają to zresztą sami Szwajcarzy. Według Szwajcarskiego Banku Narodowego, który opiera się na danych płynących z gospodarki, kurs franka powinien być mniej więcej o 13 proc. niższy.

Szaleństwo zaczęło się przed dwoma tygodniami. Frank osiągnął wartość 3,89 zł. W ciągu roku jego wartość wobec złotego wzrosła o 5,4 proc., ale tylko w ostatnich dwóch miesiącach – o 2,17 proc.

Sytuacja ta wynika z przyczyn, które z kondycją polskiej gospodarki nie mają wiele wspólnego.

Jakie są więc powody?

– Po pierwsze, wzrost napięć geopolitycznych na świecie. A w takiej sytuacji waluty jak frank czy japoński jen zyskują na wartości. Po drugie, zapowiedzi zdecydowanego złagodzenia polityki pieniężnej w strefie euro przez Europejski Bank Centralny, czyli obniżenia stóp procentowych i stopy depozytowej głębiej poniżej zera, oraz sugestia, że możliwa jest kolejna runda zakupu aktywów – komentował Piotr Bujak, główny ekonomista banku PKO BP.

Dodatkowo wśród inwestorów wzrosły obawy związane ze spowolnieniem gospodarczym na świecie. Taka sytuacja także faworyzuje waluty uważane za „bezpieczne”, czyli właśnie franka szwajcarskiego oraz jena.

Frankowiczów czekają wielkie nerwy?

Według dr. Przemysława Kwietnia, głównego ekonomisty domu maklerskiego XTB, na umacnianie się helweckiego pieniądza wpływ mają obawy, że gospodarka światowa, a zwłaszcza europejska, wyhamowuje znacznie gwałtowniej, niż się tego spodziewano.

– Jeszcze w czerwcu EBC zapewniał, że nie jest tak źle i że liczy, iż kłopoty są jedynie przejściowe i dotyczą przemysłu oraz nie wpłyną na całą gospodarkę. A tak się właśnie dzieje. Nikt nie spodziewał się tak niekorzystnego scenariusza makroekonomicznego – zauważa.

W związku z tym frank zyskuje wobec euro, a kapitał spływający z rynków wschodzących sprawia, że tym bardziej umacnia się wobec złotego.

Mocny frank to jednak kłopot także, a może przede wszystkim dla samych Szwajcarów. Uderza bowiem w ich eksport. Dlatego od niedawna mówi się o możliwej interwencji Szwajcarskiego Banku Narodowego. Jednak zdaniem ekonomisty nie należy wiązać z tym zbyt wielkich nadziei.

– W momencie, gdy przyczyny ruchu cen na rynkach mają charakter fundamentalny, ruchy przeciwstawiające się tym tendencjom będą skuteczne tylko na chwilę. SNB musiałby się uciec do naprawdę radykalnych kroków, a chyba nie jest na to jeszcze gotowy – tłumaczy.

Dlatego posiadacze kredytów we frankach muszą uzbroić się w cierpliwość. Obecna sytuacja ma bowiem charakter procesu, a nie pojedynczego incydentu.

– Złoty jest zauważalnie niedowartościowany wobec franka, ale taka sytuacja może się jakiś czas utrzymać. Sytuacja w europejskiej gospodarce idzie w niekorzystnym kierunku. I to przekonanie rośnie – podkreśla Kwiecień.