Koronawirus uderza w branżę filmową. Zmienia się regulamin Oscarów

Pusta sala kinowa, Photo by Felix Mooneeram on Unsplash

Hollywood przeżywa największych od stu lat kryzys. Poprzednio tak źle w branży filmowej, nie tylko w USA, było w czasach epidemii grypy-hiszpanki.

 

Największym problemem dla branży filmowej jest zamknięcie kin w wielu krajach świata, a przede wszystkim na tych najbardziej dochodowych rynkach – amerykańskim, europejskim oraz azjatyckim.

To sprawiło, że wiele premier filmowych zostało przełożonych na późniejszy, jeszcze nie sprecyzowany termin. Wśród najgłośniejszych z nich są m.in. „Nie czas umierać” Cary’ego Fukanagi, czyli najnowsza część przygód Jamesa Bonda z Danielem Craigiem w roli głównej czy „The French Dispatch”, czyli najnowszy film Wesa Andersona. Oba filmy mają trafić do kin zamiast wiosną – jesienią.

Straty na razie głównie na promocji

Duża część strat, jakie już poniosły hollywoodzkie studia filmowe, wynika z wydatków na promocję filmów, których nikt nie może obejrzeć w kinie. Magazyn „Hollywood Reporter” oszacował te straty na 20 mld dolarów. Na samą promocję „Nie czas umierać” wydano ponad 100 mln dolarów. Tymczasem film najwcześniej na ekranach kinowych pojawi się w listopadzie.

Drugi problem to wstrzymana przez pandemie praca na planach filmowych, która dotyka zwłaszcza duże i kosztowne produkcji, przy których pracują ogromne, czasem kilkusetosobowe zespoły. O ile stacje telewizyjne radzą sobie realizując programy skromniejszymi ekipami bądź korzystając ze zdalnej pracy dziennikarzy z domu, o tyle dużo trudniej zrobić coś takiego w przypadku ekipy filmowej.

Otwiera się właściwie pole jedynie do kręcenia autorskich niezależnych produkcji, które mogą w artystyczny i kreatywny sposób wykorzystać izolację społeczną, ale dla Hollywood to nie będzie rozwiązanie.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Dystrybucja tylko w internecie

Część studiów filmowych decyduje się na udostępnianie swoich filmów od razu w streamingu on-line. W taki sposób w systemie video-on-demand (VOD) trafił do dystrybucji animowany film studia Universal Pictures „Trolle 2”, sequel popularnej bajki dla dzieci z 2016 r. Z początku nie wróżono tej premierze sukcesu, ale szybkie wypuszczenie go do internetu (zanim z tego modelu postanowili skorzystać inni) okazało się strzałem w dziesiątkę.

„Trolle 2” w zaledwie trzy tygodnie tylko internetowej dystrybucji zarobiły ponad 100 mln dolarów, czyli tyle samo ile pierwsza część filmu w pięć miesięcy dystrybucji kinowej. Sequel animowanego hitu odtworzono już 5 mln razy na całym świecie. A to i tak dane na 10 kwietnia. Dlatego Universal Pictures idzie za ciosem i również w dystrybucji VOD udostępni niepokazywany dotąd film „Król Staten Island”, czyli najnowszą komedię Judda Apatowa z popularnym komikiem Petem Davidsonem w roli głównej.

Kiniarze grożą producentom

Taki sukces wzbudził emocje u właścicieli sieci kinowych, którzy dotąd byli w USA przyzwyczajeni do modelu, w którym mieli przynajmniej 90 dni na wyłączność pokazywania hollywoodzkich produkcji, zanim te trafiły do VOD lub na nośniki Blue-Ray i DVD. Uznali oni, że nowy model biznesowy to zagrożenie dla ich branży. Prezes amerykańskiej sieci kinowej AMC Adam Aron zagroził nawet, że w związku z działaniami Universal Pictures (które uznał za złamanie umowy z jego siecią) w żadnym z kin należących do AMC nie będzie już filmów tego producenta.

A AMC to ważny gracz, który posiada ponad 1 tys. kin w USA, Europie oraz na Bliskim Wschodzie. Spółka kinowa w 2017 r. rozpoczęła także inwestycje w Polsce. Swoje pierwsze (i od razu największe kino) otworzyła w poznańskim centrum handlowym King Cross Marcelin. Prezes Universal Pictures Jeff Shell odpowiedział na to oświadczenie, że w takim razie filmy jego studia będą nawet po zakończeniu pandemii trafiać do dystrybucji VOD na równi z kinową.

Także w Polsce filmy kinowe szybciej trafiają do internetu. Tak stało się z głośnym filmem „Sala samobójców: Hejter” Jana Komasy, który miał swoją kinową premierę zaledwie kilka dni przed wprowadzeniem w Polsce epidemicznych obostrzeń i zamknięciem wszystkich kin. Dystrybutor filmu podjął niemal od razu decyzję o umieszczeniu filmu na dwóch platformach VOD – Player.pl oraz VOD+ telewizji Canal +. Z kolei horror „Dziś w lesie nie zaśnie nikt” Bartosza Kowalskiego trafił od razu do Netflixa. W USA zaś śladem Universal Pictures poszło też studio Warner.

Koronawirus: W tym roku wakacji nie będzie?

Jaka przyszłość czeka branżę hotelarską i całą turystykę?

Będzie trwała zmiana modelu dystrybucji?

Jest na razie za wcześnie na to, aby stwierdzić, czy pandemia na stałe zmieni model dystrybucji filmów. Nie każdy film będzie dla widzów tak samo atrakcyjny na ekranie domowego telewizora, komputera czy tabletu jak na panoramicznym kinowym ekranie. Do tego zyski na poziomie 100 mln dolarów są satysfakcjonujące dla animowanej produkcji dla dzieci, ale wielkie hity z największymi gwiazdami (jak nowy film o Bondzie czy filmy z tzw. Uniwersum Marvela) maja często budżety na poziomie 200-300 mln dolarów. „Nie czas umierać” kosztowało 250 mln dolarów, „Avengers: Koniec Gry” – 356 mln dolarów, a „Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach” nawet 379 mln dolarów. Dla takich produkcji sam internet może nawet nie zwrócić kosztów produkcji.

Z drugiej strony, jakieś zmiany na rynku, a przede wszystkim w samej dystrybucji, na pewno będą. I być może część studiów kryzysu nie przetrwa i po prostu upadnie. Tak samo jak sieci kinowe. Tak działo się w czasach epidemii hiszpanki w latach 1918-1920, gdy coraz popularniejsze były nieme filmy. Tamten kryzys przetrwały tylko większe studia, a wiele mniejszych upadło. Część historyków wskazuje na to, że mniejsze studia chętniej zatrudniały kobiety jako reżyserów lub członków ekipy. Według tej interpretacji to właśnie epidemia hiszpanki miała sprawić, że Hollywood na kolejne dziesięciolecia stało się niemal wyłącznie męską domeną.

Oscary zmienią regulamin

Zamkniecie kin zmusiło także przyznającą Oscary Amerykańską Akademię Filmową do jednorazowej zmiany regulaminu. Pojawił się bowiem problem z kwalifikacją filmów do nominacji na przyszłoroczną edycję ceremonii. Warunkiem jest bowiem to, aby dany film przez minimum tydzień był wyświetlany przynajmniej trzy razy dziennie w kinach w Los Angeles w roku poprzedzającym przyznanie nagród.

Gdyby w USA, gdzie jest obecnie najwięcej chorych i najwięcej zgonów na świecie, kina pozostały zamknięte do końca roku, nominację mogłyby uzyskać jedynie filmy, którym udało się trafić do kin w pierwszych trzech miesiącach 2020 r. A gdyby kina otworzono jednak jesienią bądź zimą, dystrybutorzy zasypaliby je premierami, co na pewno odbiłoby się na zyskach studiów filmowych, które zwykle pieczołowicie wybierają terminy premier, aby widz nie dostał jednego tygodnia zbyt wielu filmów do wyboru.

Dlatego Akademia zgodziła się w tym roku dopuścić do walki o nominację także filmy, które miały swoją wyłącznie internetową premierę w czasie obowiązywania restrykcji, ale pod warunkiem, że zostaną także udostępnione na zabezpieczonej platformie Academy Screening Room, przeznaczonej wyłącznie dla członków Akademii w terminie nie późniejszym niż 60 dni od ich premiery w formacie VOD. Dodatkowo, po otwarciu kin będzie się liczyło nie tylko pokazywanie ich w Los Angeles, ale również w Nowym Jorku, Chicago, Atlancie, San Francisco i Miami.

Być może dojdzie też do opóźnienia 93. ceremonii wręczenia Oscarów, która na razie zaplanowana jest na 28 lutego 2021 r. Ale – jak zapewnia kierownictwo Akademii – gala na pewno się w przyszłym roku odbędzie.

Koronawirus psuje i odgazowuje piwo

Branża piwna mocno odczuwa skutki pandemii koronawirusa.

Polscy reżyserzy apelują do nadawców telewizyjnych

Tymczasem Gildia Reżyserów Polskich zaapelowała do nadawców telewizyjnych, aby jak najczęściej emitowali teraz polskie filmy. Dzięki temu do polskich twórców trafią pieniądze z płaconych przez telewizje tantiem. „Globalna pandemia COVID-19 sparaliżowała funkcjonowanie niemal każdego sektora gospodarczego, w tym środowiska filmowego. Wszystkie krajowe projekty filmowe są wstrzymane, praca na planie odwołana, kina zamknięte” – napisano w liście otwartym.

Organizacje prosi zarówno nadawcę publicznego, jako nadawców prywatnych „aby w tym wyjątkowym okresie emitowali priorytetowo polskie filmy (fabularne, dokumentalne, krótkometrażowe, animowane, eksperymentalne) oraz autorskie programy telewizyjne (teatr telewizji, seriale).”

Autorzy listu wskazują, że reżyserom, aktorom, ekipom firmowym i firmom związanym z produkcją filmów obecna sytuacja grozi zapaścią. Wielu z nich może się już nie podnieść. Szczególnie, jeżeli nadzwyczajne rozwiązania będą się przedłużać. A na razie nie ma terminu ponownego otwarcia w Polsce kin i teatrów.

Zdaniem polskich reżyserów emisja polskich filmów i spektakli jest prostym rozwiązaniem, ponieważ nadawcy telewizyjni maja już do większości z nich prawa, więc nie poniosą dodatkowych kosztów, a tantiemy i tak by płacili, tyle że twórcom zagranicznym. „Dodatkowo takie wsparcie jest doskonałą okazją na promowanie polskiej kultury w polskiej telewizji oraz spełnienia misji edukacyjnej, tak ważnej dla polskiej publiczności w okresie narodowej kwarantanny” – napisali autorzy apelu.

Podpisali się pod nim m.in. Agnieszka Holland, Borys Lankosz, Andrzej Jakimowski, Joanna Kos-Krauze, Sławomir Fabicki, Leszek Dawid czy Janusz Zaorski.

Gdzie się podziewają uziemione przez pandemię koronawirusa samoloty?

Większość lotów – zwłaszcza w Europie, Azji czy USA, została wstrzymana. Gdzie znajdują się wszystkie uziemione samoloty?