Już nie Londyn a Paryż. Koronawirus zmienia ranking najbardziej obleganych lotnisk świata

Lotnisko Heathrow w Londynie nie jest już przez koronawirusa najbardziej ruchliwym w Europie (Photo by Belinda Fewings on Unsplash)

Lotnisko Heathrow w Londynie nie jest już przez koronawirusa najbardziej ruchliwym w Europie (Photo by Belinda Fewings on Unsplash)

Już nie londyńskie Heathrow, ale paryski port lotniczy im. Charlesa de Gaulle’a jest najruchliwszym lotniskiem w Europie. Zmiana na pozycji lidera transportu lotniczego na Starym Kontynencie to skutek zaburzeń w ruchu powietrznym wywołanych przez pandemię koronawirusa.

 

Z powodu pandemii doszło najpierw wiosną do niemal całkowitego wstrzymania ruchu lotniczego w Europie, a potem do jego przywrócenia w dużo mniejszym zakresie niż przed pojawieniem się koronawirusa SARS-CoV-2.

Ucierpiała na tym zdecydowana większość linii lotniczych, ale ucierpiały także porty lotnicze, bowiem liczba obsługiwanych pasażerów spadła w tym roku bardzo mocno. Doprowadziło to nawet do zmiany wieloletniego lidera rankingu na najbardziej ruchliwy europejski port lotniczy.

Dotąd palmę pierwszeństwa w tej kategorii dzierżyło londyńskie Heathrow, ale w tym roku zostało ono zdetronizowane przez port lotniczy im. Charlesa de Gaulle’a znajdujący się w Roissy-en-France na przedmieściach Paryża.

Z podparyskiego lotniska w ciągu pierwszych miesięcy skorzystało bowiem 19,27 mln pasażerów, a w całym 2020 r. szacowany ruch to ok. 23-24 mln pasażerów. O ile pozwolą na to przeciwpandemiczne restrykcje.

To i tak ogromny spadek. W 2019 r. z lotniska w Roissy-en-France skorzystało ponad 76 mln ludzi. Dla porównania, Heathrow obsłużyło w ubiegłym roku prawie 81 mln pasażerów, a w tym roku spodziewa się ich w sumie 22,6 mln. Oznacza to spadki w liczbie pasażerów na poziomie nawet 80 proc.

Nawet 26 tys. osób może stracić pracę. Lufthansa zapowiada ponad dwa razy większe zwolnienia niż planowano

Największy europejski przewoźnik lotniczy jest przez pandemię w poważnych tarapatach. Choć niemiecka spółka dostała właśnie ogromną pomoc państwową, planuje wielkie zwolnienia i pozbywanie się maszyn.

Duże straty europejskich lotnisk

To oczywiście przekłada się na przychody tych portów lotniczych. W trzecim kwartale bieżącego roku wyniosły one w przypadku Heathrow 37 mln funtów. Rok temu w analogicznym okresie było to 239 mln funtów. Spadek rok do roku wynosi więc aż 72 proc.

Jak jednak zapewnia dyrektor generalny spółki zarządzającej lotniskiem Heathrow John Holland-Kaye, londyńskiemu portowi lotniczemu nie grozi na razie bankructwo. Rezerwy gotówki mają wystarczyć na przynajmniej 12 kolejnych miesięcy, nawet jeśli przychody wyniosą wówczas zero.

Również dyrekcja lotniska im. de Gaulle’a zapewnia, że nie wisi nad lotniskiem widmo upadłości lub choćby utraty płynności finansowej. Ale jeśli nie zostaną wznowione na większą skalę loty pozaeuropejskie, a pasażerowie znów tłumie nie zaczną podróżować, za kilka miesięcy sytuacja nie będzie już tak spokojna.

Lotnisko Heathrow bardzo w tym roku ucierpiało. Co prawda w skali 9 pierwszych miesięcy 2020 r. utrzymało w Europie drugą pozycję pod względem ruchliwości, to jednak dwa kolejne porty lotnicze gonią ten największy port brytyjski.

Chodzi o holenderskie lotnisko Schiphol w Amsterdamie (17,6 mln pasażerów) oraz niemiecki Frankfurt-Hahn (16,16 mln pasażerów). Oba te porty szybciej odbijają się bowiem od kryzysowego dna niż Heathrow.

W trzecim kwartale bieżącego roku Schiphol obsłużyło bowiem 4,5 mln pasażerów, a Frankfurt-Hahn – 4 mln. Heathrow zaś 3,5 mln. Liderem pozostaje lotnisko im. de Gaulle’a z wynikiem 5,2 mln pasażerów.

Linia lotnicza Virgin Atlantic ogłosiła bankructwo

To kolejna linia lotnicza, która z powodu pandemii koronawirusa ogłasza upadłość. Ta jednak należy do jednego z biznesowych wizjonerów Richarda Bransona i byłą popularna wśród pasażerów. Jej właściciel liczy, że jednak postawi ją na nogi.

Apele do władz w Londynie o przyspieszenie testowania przybyszów

Dyrektor Holland-Kaye apeluje więc do brytyjskiego rządu, aby ten poluzował nieco przeciwpandemiczne obostrzenia, a przede wszystkim ułatwił procedurę odbywania kwarantanny po przylocie (dotyczy ona także obywateli wielu państw członkowskich UE, w tym Polski).

Obecnie obowiązek kwarantanny obejmuje 14 dni po przylocie, ale zdaniem branży lotniczej można by go skrócić nawet do tygodnia, jeśli brytyjskie władze ułatwią dostęp do tzw. szybkich testów, co pozwoliłoby nie trzymać w kwarantannie osób, które nie są zakażone.

Minister transportu Grant Shapps zapowiedział już, że ma nadzieję, że przed końcem listopada uda się wdrożyć system testowania przylatujących pasażerów, co pozwoliłoby części z nich odbywać tylko krótką kwarantannę, maksymalnie właśnie tygodniową, o ile nie stwierdzone zostanie zakażenie.

To jednak tylko luźna zapowiedź. Szefostwa spółek operujących lotniskami, jak i same linie lotnicze apelują o więcej konkretów i jasno określone terminy. Obecnie na Heathrow funkcjonują dwa stanowiska przeprowadzania płatnych szybkich testów na koronawirusa. Służą one osobom, które muszą się po wylocie z Wielkiej Brytanii wylegitymować negatywnym wynikiem w kraju docelowym.

Niemcy: Lotnisko Tegel w Berlinie "zabite" przez koronawirusa?

Berlińskie lotnisko Tegel, które dotąd było głównym portem lotniczym niemieckiej stolicy, zawiesi całkowicie na dwa miesiące swoje działanie. Wiele wskazuje na to, że może już jej nie wznowić.

 

Położone na północnych obrzeżach Berlina lotnisko Tegel powstało po II wojnie światowej, gdy …

Tracą też linie lotnicze

Mały ruch na Heathrow to także starty dla linii lotniczych. To lotnisko wciąż uważane jest za jedno z najważniejszych na świecie i branża przewiduje, że szybko wróci ono po ustaniu pandemii na pozycję lidera wśród najbardziej ruchliwych w Europie.

Dlatego przewoźnicy wciąż utrzymują tzw. sloty (czyli miejsca w rozkładzie startów i lądowań), aby ich nie utracić. A te najbardziej atrakcyjne na Heathrow (czyli poranne dla startów i popołudniowo-wieczorne dla lądowań) kosztują rocznie nawet 20 mln funtów.

Do wiosny obowiązywały też na europejskich lotniskach zasady, że utrzymanie slotu (mimo wniesienia opłaty) jest możliwe tylko jeśli wykorzystało się 80 proc. z nich. Linie lotnicze decydowały się więc na zupełnie puste przeloty, byle tylko nie stracić slotów.

Komisja Europejska zawiesiła jednak tę regułę, aby ulżyć liniom lotniczym i jednocześnie zmniejszyć niepotrzebne emisje CO2 do atmosfery przez puste samoloty startujące i lądujące kilkadziesiąt minut później na tym samy lotnisku lub jakimś innym ważnym dla danej linii lotniczej.

Ale wraz z opuszczeniem przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej i wygaśnięciem 31 grudnia pobrexitowego okresu przejściowego oraz bardzo prawdopodobnym brakiem nowej unijno-brytyjskiej umowy handlowej, zawieszenie przez KE wnoszenia opłat za sloty może w Wielkiej Brytanii wygasnąć.