Islandia: „Kopanie” bitcoinów już niedługo będzie zużywać więcej prądu niż wszystkie gospodarstwa domowe

Fragment "kopalni" bitcoinów, źródło Flickr

Fragment "kopalni" bitcoinów, źródło Flickr

Produkująca i dostarczająca energię elektryczną na Islandii spółka HS Orka ocenia, że wzrost zainteresowania „wydobywaniem” bitcoinów oraz innych kryptowalut jest na wyspie tak duże, że branża zaczyna już zużywać niemal tyle samo prądu co gospodarstwa domowe. Jeszcze w tym roku szala ma się nawet przeważyć na stronę „kopaczy” kryptowalut. Islandia zawdzięcza to wyjątkowym dobrym warunkom do wydobywania bitcoinów.

 

Islandię zamieszkuje obecnie około 350 tys. ludzi. Islandzkie społeczeństwo znane jest ze swojego poważnego podejścia do ekologii i ochrony środowiska. Niemal 100 proc. energii jest na wyspie uzyskiwane z odnawialnych źródeł, przede wszystkim dzięki technologiom geotermalnym. Islandia jest bardzo bogata w gorące źródła, a gejzery są jednym ze znaków rozpoznawczych tego kraju.

Dostęp do taniej i ekologicznej energii to nie jedyny powód, dla którego Islandia stała się rajem dla „kopaczy” kryptowalut. Panujący na wyspie raczej chłodny, ale stabilny klimat sprzyja niskim kosztom eksploatacji urządzeń elektronicznych, bowiem ich chłodzenie oraz utrzymanie w optymalnej temperaturze nie stanowi wysokiego kosztu. Islandia od lat stawia też na rozwój nowych technologii, usług informatycznych oraz budowę centrów zajmujących się przetwarzaniem danych.

„Kopanie” bitcoinów odbywa się właśnie poprzez tego rodzaju centra przetwarzające dane. Mocno rozbudowane sieci komputerowe rozwiązują skomplikowane zadania matematyczne, które służą do weryfikacji transakcji dokonywanych za pomocą wirtualnych walut. W nagrodę „kopacze” otrzymują swoją porcję kryptowalut. Jeśli dokonywać tego typu operacji na bardzo dużą skalę, przedsięwzięcie staje się wyjątkowo lukratywne. Duże zainteresowanie „kopaczy” kryptowalut Islandią zaczyna się już jednak odbijać na tamtejszym sektorze energetycznym.

Czy Bułgaria zachwieje kursem bitcoina?

Bułgarski rząd właśnie uświadomił sobie, że zarekwirowana gangsterom wirtualna waluta jest według ostatnich kursów rynkowych warta ponad 4 mld dolarów. To więcej niż 20 proc. długu narodowego Bułgarii. Gdyby jednak Sofia rzuciła na rynek aż taką ilość bitcoina, cena wirtualnej …

Islandii zabraknie prądu?

Rzecznik prasowy dostarczającej na wyspie prąd spółki HS Orka Johann Snorri Sigurbergsson powiedział w rozmowie z agencją Associated Press, że w 2018 r. „kopalnie” bitcoinów będą zużywać na Islandii więcej energii elektrycznej niż wszystkie gospodarstwa domowe razem wzięte. Jeszcze tym roku „wydobywanie” kryptowalut (zarówno funkcjonowanie, jak i chłodzenie centrów przetwarzania danych) ma pochłaniać ponad 840 gigawatogodzin rocznie. Tymczasem wszystkie islandzkie gospodarstwa domowe zużywają około 700 gigawatogodzin rocznie. „Jeszcze cztery miesiące temu nie mógłbym przewidzieć tego trendu. Potem jednak kurs bitcoina poszedł gwałtownie w górę i otrzymujemy coraz więcej zapytań w sprawie dodatkowych dostaw energii. Jedna z firm właśnie złożyła zamówienie na zakup od nas dodatkowych 18 megawatów energii” – mówił Sigurbergsson.

Jak dodał, zainteresowanie jest tak duże, że nie ma możliwości technicznych, aby dostarczyć wszystkim „kopaczom” kryptowalut tyle prądu ile by chcieli. Dlatego HS Orka wybiera tylko tych klientów, którzy chcą podpisać długoterminowe – conajmniej kilkuletnie – umowy. Najwięcej „kopalni” bitcoinów działa na Islandii w okolicy miasta Keflavik około 50 km na południowy-zachód od islandzkiej stolicy Reykjaviku. Dotąd Keflavik znany był przede wszystkim z największego międzynarodowego lotniska na Islandii oraz działającej do 2006 r. NATO-wskiej bazy lotniczej zarządzanej na codzień przez USA.

Będzie podatek od wydobycia bitcoina?

Jednak nie wszyscy na Islandii są zadowoleni z dynamicznego rozwoju „kopalni” kryptowalut. Reprezentujący w parlamencie Partię Piratów islandzki poseł o irlandzkich korzeniach Smari McCarthy napisał na Twitterze w serii tweetów, będących odpowiedzią na wypowiedź rzecznika HS Orka, że „pozyskiwanie kryptowalut praktycznie nie wymaga udziału personelu i można to robić bez jakiegokolwiek kapitału.” „Bardzo często kryptowaluty są także nieopodatkowane. Ich wartość z punktu widzenia Islandii jest niemal zerowa. Zużywamy dziesiątki, a może setki megawatów na produkcję czegoś, co nie istnieje realnie i nie ma zastosowania dla ludzi żyjących poza światem finansowych spekulacji. To nie może się dobrze skończyć” – oświadczył McCarthy.

Mocno lewicowy poseł ocenił również, że „wydobywanie” kryptowalut wiąże się dla jego kraju również z ryzykiem. „Możemy stać się przez to celem cyberataków. Musimy dobrze przemyśleć, jak zbudować nasz system bezpieczeństwa narodowego” – podkreślił McCarthy. Potwierdził również wcześniejsze doniesienia o chęci specjalnego opodatkowania przez jego ugrupowanie „kopalni” bitcoinów.

Coraz więcej prądu na bitcoiny

Zużycie prądu w związku z rozwojem „wydobycia” kryptowalut rośnie w wielu miejscach świata. Bardzo wysoka (choć już o wiele niższa niż jeszcze w grudniu 2017 r.) cena bitcoina zachęca do jego „kopania” nie tylko uczciwe firmy, ale także hakerów, którzy za pomocą specjalnego złośliwego oprogramowania budują swoje „farmy kryptowalut” z komputerów niczego nie świadomych użytkowników. Infekowane bywają też całe strony internetowe. Wiąże się to między innymi z konstrukcją systemu kryptowalut. Im więcej jest ich w obiegu tym droższe (czyli bardziej energochłonne) jest „wydobywanie” kolejnych sztuk.

Bardzo trudne jest oszacowanie tego ile naprawdę prądu zużywane jest na całym świecie do „kopania” bitcoinów. Zajmujący się rynkiem kryptowalut blog Digiconomist próbował to oszacować. Autorzy analizy, opierając się na danych Eurostatu, wyliczyli, że wszystkie „kopalnie” bitcoinów zużywają już tyle samo prądu co Dania lub Irlandia. Zastosowane przez Digiconomist metodologia badań budzi jest u wielu ekspertów wątpliwości, stąd publikacja ta nie została powszechnie uznana.