Francja: Protesty po zamknięciu przez pandemię koronawirusa księgarni

Pandemia koronawirusa to poważny problem dla księgarni (Photo by freddie marriage on Unsplash)

Pandemia koronawirusa to poważny problem dla księgarni (Photo by freddie marriage on Unsplash)

Obowiązujący we Francji od ubiegłego tygodnia drugi lockdown przewiduje m.in. zamknięcie wszystkich sklepów, które nie sprzedają „towarów pierwszej potrzeby”. Do tej kategorii zaliczono również księgarnie. Teraz słychać nad Sekwaną protesty, że to dobije i tak już ledwo zipiącą branżę księgarską.

 

Tradycyjne stacjonarne księgarnie nie tylko we Francji przeżywają poważny kryzys. Od lat przegrywają rywalizację zarówno z dużymi sieciowymi salonami sprzedającymi książki, płyty, gry komputerowe czy artykuły biurowe, jak i ze sklepami internetowymi, w tym z największym na świecie sprzedawcą detalicznym on-line, czyli Amazonem.

Obostrzenia dotyczące wychodzeniu z domu już wiosną sprawiły, że choć ludzie podczas lockdownu chętniej sięgają po książki, to jednak wolą je teraz we Francji kupić przez internet (głównie na Amazonie) czy w sklepie on-line należącym do francuskiego giganta książkowej sprzedaży stacjonarnej, czyli Fnac.

Światowy Dzień Książki: Czy koronawirus podniesie czytelnictwo?

Pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 sprawiła, że wiele osób dużo (lub nawet cały) czas spędza w domu. Czy epidemiczne realia sprawiają, że dzięki temu czyta się więcej książek?

Apele do rządu Francji o zmianę zasad lockdownu

Stowarzyszenia kulturalne oraz księgarskie, a także wielu ludzi kultury we Francji apeluje do rządu o to, aby zaliczył książki do „artykułów pierwszej potrzeby” i pozwolił małym stacjonarnym księgarniom na działanie w czasie lockdownu na podobnej zasadzie jak sklepom spożywczym czy drogeriom i aptekom.

Wskazują też na to, że ewentualne ograniczenie sprzedaży książek tylko do wielkich sieciowych księgarni i sklepów on-line to kolejny cios w branżę kulturalną. „Odkąd zamknięto teatry i kina, księgarnie są często jedynym miejscem, gdzie można wejść w namacalny kontakt z kulturą. A przecież wizyta w księgarni jest tak samo ryzykowna jak wizyta w sklepie spożywczym. To wstyd, że nie postrzegamy książki jak artykułu pierwszej potrzeby” – mówiła w telewizji France24 Anne Martelle ze Związku Księgarzy Francuskich.

Dziennikarz i krytyk literacki François Busnel stworzył nawet petycję do francuskiego rządu, w której zaapelował o zezwolenie księgarniom na normalne funkcjonowanie w czasie lockdownu. Przypomniał w niej, że „ich zamknięcie pozbawia społeczeństwo najlepszej broni w walce ze zbrodniczymi ideami, co jest tak ważne w sytuacji ponownego wzrostu w kraju napięcia na tle ekstremistycznym”.

„Miliony ludzi we Francji regularnie sięgają po książki. A w czasie pandemii robią to jeszcze chętniej. Ale polityka rządu sprawia, że nie skorzystają na tym mniejsze księgarnie tylko giganci. A to skaże na niedolę prekariatu przedstawicieli kolejnej grupy w branży kulturalnej – pisarzy” – przekonuje Busnel.

Światowy Dzień Książki, czyli jak Polacy czytają na tle Europy

Dziś (23 kwietnia) przypada Światowy Dzień Książki. Od 1995 r. jest organizowany przez UNESCO, ale jego korzenie sięgają Katalonii i lat 20. XX wieku. Właśnie w Hiszpanii obchodzi się go najhuczniej. Najwięcej czytają jednak w Europie Luksemburczycy, Szwedzi, Niemcy i …

Mniejsze księgarnie pełnią bardzo ważną funkcję na rynku

Znawcy rynku książki przekonują bowiem, że dominacja dużych graczy sprawia, że o wiele trudniej jest się przebijać nawet zdolnym debiutantom czy mniejszym wydawnictwom. Model biznesowy wielkich sieci sprzedażowych premiuje duże wydawnictwa i tzw. bezpieczne tytuły, czyli np. książki na modne tematy czy najnowsze powieści już uznanych autorów.

„To małe księgarnie pomagały często wypromować się mniej znanym, a dobrym pisarzom. W dużych sieciach rotacja towaru jest wysoka, tak jak w supermarketach. Nowości są promowane krótko i zaraz zastępowane przez kolejne tytuły. A małe księgarnie pozwalały przedłużyć sprzedażowe życie mniej oczywistym nowościom” – tłumaczył w telewizji France24 prezes francuskiej Narodowej Unii Wydawców Vincent Montagne.

Również polska badaczka rynku książki dr Sylwia Stano jest zdania, że upadek małych księgarni byłby wielkim problemem. „Jeśli znikną małe księgarnie, to zniknie nam radość związana z odkrywaniem nowej książki na półce. A to wspaniale doznanie – pójść do ulubionej księgarni i dać się zaskoczyć tym, co tam akurat na nas czeka” – mówi w rozmowie z EURACTIV.pl

Jak dodaje, „wiele małych księgarni stanowi dziś także ważne, lokalne centra kultury”. „Organizowane są w nich kluby czytelnicze, spotkania autorskie, wieczorki poetyckie, nie wspominając codziennej możliwości spotkania innych ludzi i zamienienia kilku słów o książkach, choćby przy kawie” – wyjaśnia.

Zwraca także uwagę na to, że w mniejszych księgarniach często tytuły są dobierane niejako „autorsko”. „Są to na przykład książki mniejszych wydawców, którzy świadomie zdecydowali się wydawać mniej i nie uczestniczyć w wyścigu promocyjnym i wydawniczym, z nową premierą co środę. To często te najcenniejsze książki, najbardziej dopieszczone” – mówi dr Stano.

Olga Tokarczuk rozpoczęła swój Tydzień Noblowski

Od zatytułowanego „Czuły narrator” wykładu, wygłaszanego tradycyjnie przez laureatów w Sali Giełdowej Akademii Szwedzkiej, rozpoczęła swój pobyt w Sztokholmie Olga Tokarczuk. Mówiła o współczesności, która spłyca nasze postrzeganie świata oraz o roli literatury, która może odwrócić to zjawisko.

 

Każdy z laureatów …

Rząd Francji zakazuje w ogóle sprzedaży stacjonarnej książek

Zdaniem francuskich księgarzy i wydawców przymusowe zamknięcie stacjonarnych księgarni „to wielki cios w drobny biznes, a wielki prezent dla Amazona czy Fnaca”. Tym bardziej, że okres przedświąteczny – listopad i grudzień – to dla rynku wydawniczego okres złotych żniw. Francuzi, tak jak i większość Europejczyków, najchętniej książki kupują na bożonarodzeniowe prezenty, dlatego na ten okres szykuje się różne specjalne premiery.

Na razie francuski rząd nie zdecydował się wyłączyć księgarni z zasad przeciwepidemicznych obostrzeń. Ale w ostatni piątek (30 października) premier Jean Castex ogłosił jedną zmianę w regułach lockdownu. Tyle, że akurat ta zmiana sprzedaży książek nie zwiększy.

Sklepy wielkopowierzchniowe, które mogą być otwarte, gdyż sprzedają żywność czy środki czystości, mają bowiem wstrzymać sprzedaż wszystkiego co nie jest „towarem pierwszej potrzeby”. A to znaczy, że we francuskich supermarketach i hipermarketach wyłączone z użytku mają być alejki, w których wyłożone są książki czy odzież.

Castex nie ukrywał, że jedyny powód tej decyzji to zablokowanie dużym sieciom handlowym możliwości wykorzystania sytuacji i zwiększenia swojej przewagi nad mniejszymi sklepami, które skupiają się tylko na jednym rodzaju towarów. Jak wyjaśnił francuski premier, szczególnie ujęły go apele księgarzy i kwiaciarzy.

„Całkowicie rozumiem, że ludzie są zdenerwowani, że można sprzedawać takie rzeczy, jak kwiaty i książki w supermarketach, ale nie w lokalnych sklepach. Te obostrzenia są wprowadzane po to, aby chronić obywateli, a nie ich irytować” – mówił Castex w wywiadzie dla telewizji TF1.

Na podobny krok, czyli zakaz sprzedaży przez sklepy wielkopowierzchniowe innych towarów niż żywność, środki czystości czy leki, zdecydowały się też w ostatnich dniach m.in. Wielka Brytanii i Irlandia. Ale nigdzie – także we Francji – nie ma planów uznania książek za „towar pierwszej potrzeby”.

Jakie książki czytają na wakacjach polscy europosłowie?

Jakie książki na lato? Co i dlaczego podczas wakacji czytają polscy europosłowie? Decyduje chęć zapomnienia o trudnej pracy? Dążenie do poszerzenia horyzontów intelektualnych a może nadrabianie zaległości czytelniczych? Jeśli tak samo jak redakcja EURACTIV.pl są Państwo ciekawi – po odpowiedzi …

W Polsce pandemia też uderza w księgarnie

W Polsce tymczasem, zarówno wiosną, jak i teraz, jedynym ograniczeniem w funkcjonowaniu sklepów (w tym stacjonarnych księgarni) jest wpuszczanie na raz do sklepu mniejszej liczby klientów. Nikt jednak handlu książkami nie zakazuje.

Podczas wiosennego lockdownu zamknięto natomiast w Polsce biblioteki. No i galerie handlowe, a tam także znajdowały się księgarnie, choć przede wszystkim te duże, sieciowe.

Ale w Polsce księgarze też mają rynkowe trudności. Jak podaje Polska Izba Książki, w okresie od stycznia do lipca bieżącego roku w naszym kraju zamknięto 191 księgarń, w tym 21 całkowicie niezależnych i niezrzeszonych w żadnej sieci.

Ale sytuacja prawdopodobnie jest jeszcze trudniejsza, bo to dane obejmujące tylko te punkty stacjonarnej sprzedaży książki, które są zgłaszane do prowadzonej przez PIK Ogólnopolskiej Bazy Księgarń.

Cierpią bowiem i mali, i duzi. Najważniejszy gracz na polskim rynku książki, czyli Empik, ostatecznie zamknął w maju 40 swoich salonów znajdujących się dotąd w galeriach handlowych.

Dodatkowo spółka zlikwidowała swoją sieć mniejszych księgarni Mole Mole, które funkcjonowały głównie na dworcach i w małych galeriach handlowych w mniejszych miastach. Zniknęło wszystkie 30 sklepów tej marki.

USA: Broadway w kryzysie. Teatry w Nowym Jorku zamknięte z powodu koronawirusa jeszcze przez rok?

Co najmniej do jesieni 2021 r. zamknięte będą m.in. Carnegie Hall i Metropolitan Opera.

Czytelnicy na pomoc?

Stacjonarną sprzedaż książek wesprzeć miały takie akcje, jak zorganizowana w Polsce po raz pierwszy w ubiegłym roku i wzorowana na Nocach Muzeuów – Noc Księgarń. W tym roku jednak ta październikowa impreza nie mogła się odbyć przez pandemię w normalnym trybie.

Z początku chciano ją zorganizować w sposób hybrydowy – trochę offline, a trochę on-line. Ostatecznie impreza, która ma promować stacjonarne kupowanie książek, musiała się całkowicie odbyć… przez internet, bo organizatorzy nie chcieli nikogo narażać na zakażenie się koronawirusem.

Inni proponowali także akcję „Książka na telefon”. Małe księgarnie, które nie prowadzą sprzedaży przez internet, miały przyjmować zamówienia telefonicznie, a potem wydawać książki i pobierać opłaty niczym restauracje serwujące dania na wynos. Ale skuteczność takiej akcji zależy wyłącznie od samych czytelników.

Dr Stano namawia więc do wsparcia mniejszych księgarni. Zgadza się też z diagnozą François Busnela, który w swojej petycji do francuskiego rządu przekonuje, że książki mogą pomóc rozładowywać społeczne napięcia czy poprawiać samopoczucie.

„Dla mnie książki są produktem pierwszej potrzeby, zwłaszcza teraz, podczas pandemii. Powinniśmy zrobić wszystko, żeby nie pozwolić zniknąć księgarniom. Po prostu, żeby zachować radość i zdrowie” – podkreśla ekspertka.