Bruksela sprawdza „podwójną jakość” żywności i chemii w Unii

źródło: supermarketnews.com

W Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech konsumenci skarżą się na gorszą jakość produktów importowanych z Zachodu. – Jeśli skład produktu jest inny, nie może on być sprzedawany pod tą samą nazwą i w takim samym opakowaniu co oryginał – mówi europosłanka Róża Thun. UE chce porównać żywność i chemię sprzedawane pod tymi samymi nazwami w 28 krajach Unii.

 

Parlament Europejski przyznał 800 tys. euro na zbadanie, czy rzeczywiście żywność eksportowana do naszej części Europy jest gorszej jakości. Milion euro na te same analizy przekazała wcześniej także Komisja Europejska. Przeprowadzi je podbrukselski ośrodek badawczy Joint Research Center w Geel. Przebadane będą eksportowe produkty we wszystkich krajach UE. W pierwszej kolejności żywność, później także chemia gospodarcza. Sprawdzone będą składy produktów, zgodność z informacjami na etykietach, a także waga i objętość. JRC porówna także ceny.

Róża Thun: Konsumenci mogą być oszukiwani

 – Słyszy się na przykład, że w składzie ciasteczek we Francji jest masło, a w tych samych  importowanych do Polski jest już olej palmowy, mimo że to ta sama marka – mówi europosłanka PO Róża Thun. To ona zwróciła się do Parlamentu Europejskiego, aby sfinansował badania.

Inny przykład? Chipsy sprzedawane w tym samym opakowaniu i przez tę samą firmę w Czechach i Niemczech mają inny skład: te w Niemczech zawierają 34 proc. oleju słonecznikowego, a te w Czechach mają 14 proc. oleju słonecznikowego i 21 proc. tańszego oleju palmowego. Dlaczego?

Róża Thun podejrzewa, że konsumenci mogą być oszukiwani w związku ze sprzedażą w różnych krajach UE tych samych produktów, ale różniących się jakością lub składem. Chce temu przeciwdziałać. A udało się jej już wygrać z geoblokowaniem, czyli m.in. uniemożliwianiem konsumentom zakupów przez internet we wszystkich unijnych krajach – mieszkańcy jednego kraju UE nie mogli zrobić e-zakupów w innym kraju UE. W zeszłym roku praktyki te zostały oficjalnie zakazane. 

Komisja Europejska zapewni dodatkowe fundusze na promocję produktów rolnych

Informacja prasowa Komisji Europejskiej

Komisja Europejska ogłosiła dziś (12 stycznia) zaproszenia do składania wniosków dotyczących programów promowania europejskich produktów rolnych zarówno w UE, jak i na całym świecie. Na współfinansowanie programów przeznaczono łącznie kwotę 169 mln euro (w 2017 r. wynosiła …

Inne, gorsze składy i sploty

Problem „podwójnej jakości” produktów dotyczy nie tylko żywności.

– Od jednej z pracownic fabryki wykładzin w Belgii usłyszałam, że te przeznaczone do krajów wschodniej Europy mają rzadsze sploty. Konsument w Polsce o tym nie wie, ale kupuje, bo kieruje się prestiżem marki – zwraca uwagę Róża Thun. Dodaje, że na gorszą jakość żywności skarżą się politykom wyborcy niemal tylko w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, głównie z Polski, Czech, Słowacji i Węgier.

Wielu Polaków jest też przekonanych, że lepszej jakości niż ta sprzedawana w Polsce pod identycznymi markami jest niemiecka chemia gospodarcza. Proszki do prania na Zachodzie mają być wyższej jakości, a ubrania po praniu pachną intensywniej i dłużej. Testy konsumenckie nie potwierdzają jednak, że polskie proszki piorą gorzej.

Firmy spożywcze od dawna zaprzeczają oskarżeniom o „podwójną jakość” na rynku unijnym i przekonują, że konsumentom tylko się wydaje, że dostają gorszą jakość. Tłumaczą także, że minimalnie zmieniając skład produktu, po prostu dostosowują go do lokalnych gustów.

– To niedopuszczalne. To nie dostosowywanie się do gustów, ale ich kreowanie. Jeśli skład produktu jest inny, nie może być sprzedawany pod tą samą nazwą i w tym samym opakowaniu co oryginał –  podkreśla Róża Thun.

W obecnym ustawodawstwie unijnym trudno jest rozstrzygnąć, na ile zmiana składu sprawia, że mamy już do czynienia z innym produktem.

– Jeśli nie będziemy reagować, producenci nadal będą wysyłać do krajów Europy Środkowo-Wschodniej, co się im żywnie podoba. Badania powinny rozstrzygnąć, czy zarzuty konsumentów są słuszne – zastrzega Thun.

Legalne różnice w składzie a fałszowanie żywności

Prof. Stanisław Kowalczyk z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, wykładowca w Szkole Głównej Handlowej, mówił w rozmowie z „Wyborczą”, że niektóre różnice w składach produktów tych samych marek są zgodne z prawem: – Może być więcej białka, cukru czy tłuszczu, z tym że nie można ich dodawać kosztem innych, na przykład droższych produktów. Wtedy byłaby to zmiana standardu, a więc już zafałszowanie, które powinno być karane. Przy zmianie składu mamy już inny produkt. Zdaniem prof. Kowalczyka nie należy mówić o „podwójnych standardach” w jakości żywności, ale wprost o fałszowaniu. To problem nie tylko Europy Środkowej, ale także globalny, bo fałszowanie żywności stało się powszechne i narasta na całym świecie w sposób niekontrolowany.

– Łańcuch dostaw przetworzonej żywności jest długi i okazji do fałszowania jest sporo. Konsumenci, a nawet eksperci zwykle nie są w stanie wykryć tego w smaku czy po wyglądzie jedzenia. Nieraz fałszerstwa żywności wykrywane są dopiero dzięki badaniom genetycznym – mówi Kowalczyk.

Zwraca także uwagę, że na fałszowanie narażone są bardziej państwa Europy Zachodniej, gdzie spożywa się więcej przetworzonej żywności. – Jedna z największych afer dotyczy Holandii i fałszowania mięsa wołowego, które w rzeczywistości było mięsem końskim – przypomina prof. Kowalczyk.

Jedyne pocieszenie w tym, że unijna żywność należy do najlepszej na świecie ze względu na wysokie standardy produkcji.

Sześć państw członkowskich apeluje o wycofanie glifosatu

Sześć państw członkowskich UE, które w grudniu głosowały przeciwko przedłużeniu licencji na stosowanie glifosatu zwróciło się do Komisji Europejskiej, apelując o znalezienie alternatywy dla kontrowersyjnej substancji chemicznej, powszechnie stosowanej w  środkach chwastobójczych.
 

W liście skierowanym do wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa …

Polityczna żywność

Według prof. Kowalczyka za awanturą o jakość produktów żywnościowych stoi polityka. Nie przypadkiem o unijną interwencję u producentów walczą rządy Czech i Słowacji, które mają niską samowystarczalność w produkcji żywności i sporo jej importują. W efekcie lokalni producenci muszą walczyć z dużą konkurencją z zewnątrz, w tym z polską (mamy ok. 30 proc. nadwyżki w produkcji żywności i sporo eksportujemy).

– Czechy i Słowacja już kilka lat temu zaczęły więc podawać w wątpliwość jakość importowanych produktów, ale to czysta polityka – mówi prof. Kowalczyk.

Polski minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel powiedział rok temu, że Polska nie dostrzega problemu podwójnych standardów żywności w UE, choć przyłączyła się do wniosku, by sprawą zajęła się Komisja Europejska.

Ale w październiku premier Beata Szydło, która uczestniczyła sesji otwierającej szczyt konsumencki „For Equal Quality Of Products For All” powiedziała, że problem podwójnej jakości żywności jest „w sposób szczególny widoczny w państwach Europy Środkowej”.

– To przykład podważania fundamentalnych dla naszych obywateli zasad. Tego rodzaju praktyki zasługują na szczególną dezaprobatę – stwierdziła szefowa polskiego rządu.

Artykuł opublikowany w ramach partnerstwa EURACTIV.pl z Gazetą Wyborczą.