Albicla wystartowała z kłopotami, ale twórcy polskiej platformy społecznościowej już zapowiadają ekspansję. Na razie na Węgry

Serwis Albicla ma już według jego właścicieli 40 tys. użytkowników (źródło: Albicla.com)

Serwis Albicla ma już według jego właścicieli 40 tys. użytkowników (źródło: Albicla.com)

Stworzony przez środowisko powstałe wokół „Gazety Polskiej” serwis internetowy ma być odpowiedzią na „ograniczanie wolności wypowiedzi” przez duże koncerny internetowe. Na razie jednak Albicla zaliczyła nie tylko duże zainteresowanie, ale także wiele wpadek.

 

 

Serwis Albicla w połowie ubiegłego tygodnia uruchomiła spółka Słowo Niezależne, kierowana przez redaktora naczelnego tygodnika „Gazeta Polska” Tomasza Sakiewicza i posiadająca dotąd w swoim portfolio miesięcznik „Niezależna Gazeta Polska” (scalony z innym prawicowym miesięcznikiem – „Nowe Państwo”)  oraz portal internetowy Niezalezna.pl.

Udziały w Słowie Niezależnym ma spółka Srebrna, którą kierują osoby z najbliższego otoczenia Jarosława Kaczyńskiego. Uznaje się więc, że kontrolę nad Srebrną ma w dużej mierze sam prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Wsparciem dla serwisu Albicla mają być też Kluby Gazety Polskiej zakładane przez jej redakcję w różnych miejscach w Polsce oraz tam, gdzie działają konserwatywne w poglądach środowiska polonijne.

Jak wyjaśniał Sakiewicz, na razie na przygotowanie serwisu wydano 100 tys. złotych, a na stałe ma przy nim pracować 10-20 osób związanych wcześniej z mediami, którymi kieruje lub kierował szef Słowa Niezależnego.

Twitter blokuje Trumpa, a ten rozważa utworzenie własnego serwisu społecznościowego

Prywatne konto ustępującego prezydenta USA na Twitterze zostało zablokowane bezterminowo. Serwis uznał, że istnieje „ryzyko dalszego podżegania do przemocy”. Donald Trump rozważa już utworzenie własnego medium społecznościowego.

 

„Po szczegółowym monitoringu ostatnich tweetów zdecydowaliśmy się na stałe zablokować to konto ze względu …

„Biały Orzeł” kontra Facebook i Twitter

Nazwa serwisu – jak tłumaczył na antenie Telewizji Republika sam Sakiewicz – jest zbitką łacińskich słów „Albus Aquila”, czyli „Biały Orzeł”. Ale – co zostało już pokazane obok logo serwisu na jego stronie głównej – brzmi także, jak wypowiadana z angielska z akcentem z południa USA część zwrotu „Let’s all be clear”, czyli „Bądźmy szczerzy”.

Bo też założeniem nowego serwisu jest brak na nim jakiejkolwiek cenzury (z wyjątkiem rzeczy zakazanych przez polskie prawo, jak np. propagowanie ustrojów totalitarnych lub formułowanie gróźb karalnych).

Jak wyjaśniał Sakiewicz, była to reakcja na usunięcie przez Twittera prywatnego konta byłego prezydenta USA Donalda Trumpa za umieszczanie postów podważających uczciwość amerykańskiego procesu wyborczego i oskarżających o, co stało się przyczyną zamieszek w Waszyngtonie 6 stycznia i wtargnięcie radykalnych zwolenników Trumpa do budynku Kongresu, co skończyło się śmiercią 5 osób.

Drugim czynnikiem było zniknięcie z sieci amerykańskiego serwisu Parler (deklarował takie samo podejście do treści co Albicla), który ogłosił się „wolnościową konkurencją dla Twittera”. Na Parlerze szybko jednak zaroiło się od treści rasistowskich i ksenofobicznych czy teorii spiskowych, czego szefostwo serwisu nie chciało moderować.

Amazon zawiesił hosting Parlera, Parler chce pozwać firmę Jeffa Bezosa

Ulubiony przez radykalnych konserwatystów i zwolenników alt-prawicy serwis Parler ma coraz większe kłopoty z powodu aktywności swoich użytkowników. Jego aplikacja zniknęła już ze sklepów Google i Apple, a Amazon zawiesił mu usługi hostingowe.

 

Parler szczyci się tym, że „nie stosuje cenzury” …

Parler znika, pojawia się Albicla

Aplikacja Parlera zniknęła w związku z tym ze sklepów Apple’a (AppStore) i Google (Google Play), co w zasadzie uniemożliwiło rejestrowanie się nowych użytkowników, których po usunięciu Trumpa z Twittera zaczęło przybywać.

Krótko potem Amazon wypowiedział też Parlerowi hosting całego serwisu, co doprowadziło do jego (choć jak obiecuje kierownictwo serwisu społecznościowego tylko czasowego) całkowitego zawieszenia. W takich okolicznościach Tomasz Sakiewicz postanowił odpowiedzieć serwisem Albicla. I, jak niemal jednogłośnie oceniła branża, falstartem swojego projektu.

Albicla okazała się bowiem mocno niedopracowana i pełna błędów oraz dziur w zabezpieczeniach, a także zupełnie nieprzygotowana na najazd użytkowników chcących osobiście przekonać się czy serwis rzeczywiście w ogóle nie stosuje cenzury.

Szef polskiego serwisu społecznościowego jednak się tym wpadkami nie zraża, a o przyczynienie się do trudnego startu swojego portalu oskarża atakujących go rzekomo hakerów i sugeruje, że za wszystkim stoją armie trolli działające na zlecenie grup przestępczych lub obcych wywiadów.

Z drugiej zaś strony chwali się zarejestrowaniem się ponad 40 tys. użytkowników oraz zgłoszeniami od kolejnych 120 tys. chcących założyć kontro, a także zapowiada uruchomienie dwóch kolejnych wersji językowych serwisu – angielskiej i węgierskiej.

Parler: Nowy serwis społecznościowy przyciąga prawicowych polityków

Założona w 2018 r. platforma mikroblogowa ma być konkurencją przede wszystkim dla Twittera, ale także dla Facebooka.

Wpadki Albicli

Nazwany przez część internautów „narodowym Facebookiem” serwis zalicza jednak od tygodnia wpadkę za wpadką. Chcące się zarejestrować osoby nierzadko czekają na maile z linkiem potwierdzającym rejestrację nawet kilka dni, a część z nich dotąd ich nie otrzymała.

Co więcej, okazało się, że zabezpieczenia serwisu są wyjątkowo słabe, ponieważ baza danych ponad 10 tys. użytkowników była przez wiele godzin łatwo dostępna dla osób z zewnątrz. Informatycy serwisu zareagowali jednak po tym jak problem zaczęły im zgłaszać redakcje serwisów o bezpieczeństwie on-line (m.in. Zaufana Trzecia Strona).

Ale problemów z bezpieczeństwem było więcej. Okazało się, że przejęcie kontroli nad czyimś kontem w serwisie Albicla nie jest trudne (wystarczy prosta zmiana w kodzie HTML), a przekonali się o tym nawet administratorzy oficjalnego konta Alibicli na Albicli. Ktoś bowiem na to konto się włamał i podmienił na nim grafiki i awatary na nawiązujące do ruchu LGBT+ tęcze.

Kolejnym kłopotem były też niedoróbki w działaniu serwisu, który wieszał się lub nie ładował poprawnie, co jednak można wytłumaczyć tym, że stworzony na szybko serwis nie był dostosowany do tak szybkiego przyrostu liczby użytkowników.

Ciężko jednak wyjaśnić dlaczego jego regulamin postanowiono… skopiować z Facebooka, skoro Albicla ma być alternatywą dla cenzurujących zdaniem prawicy internet wielkich koncernów. Użytkownicy szybko bowiem zauważyli, że choć regulamin jest sformułowany w języku polskim, to umieszczone (a zapewne po prostu przeoczone) w nim hiperłącza linkują do… podstron technicznych Facebooka.

Ponadto na jeden adres email można było założyć dowolną liczbę kont albo założyć konto w ogóle bez podania emaila, hasła użytkowników nie miały limitu znaków (jeden z nich miał jako hasła użyć całego „Pana Tadeusza”) lub można było z nich zrezygnować.

Modyfikacje w kodzie HTML pozwoliły też „eksperymentatorom” stworzyć konta, na których wejście powodowało np. wylogowanie z serwisu czy skasowanie własnego profilu. Jak tłumaczył autor tej modyfikacji, zrobił ją, bo autorzy Albicli w ogóle nie zostawili możliwości całkowitego usunięcia konta i wszystkich jego danych z serwera.

Kryzys zaufania i brak przejrzystości. Jaka jest przyszłość cyfrowej debaty publicznej?

Jakie granice ma dziś wolność słowa w internecie? Czy istnieje alternatywa wobec „fejsokracji”?

Albicla jednak cenzuruje?

Dziennikarze szybko zwrócili uwagę na to, że w regulaminie Albicli funkcjonują niemal takie same zapisy dotyczące moderacji treści jak w większości serwisów społecznościowych, a moderatorzy (których według zapowiedzi miałoby nie być) będą mogli kasować posty i usuwać konta.

Doszło już zresztą do usunięcie z Albicli kont kilku dziennikarzy krytykujących obecny polski rząd lub piszących o kłopotach serwisu Tomasza Sakiewicza, w tym redaktora naczelnego Onetu Bartosza Węglarczyka.

Ponadto Albiclę zalały fikcyjne konta nawiązujące do znanych, ale nieżyjących już postaci lub postaci z popkultury, z których postowano absurdalne lub obraźliwe treści. Znalazły się tam też posty drwiące z ważnych dla środowiska „Gazety Polskiej” postaci, w tym Lecha Kaczyńskiego czy Jana Pawła II.

Wielu internautów zapewne chciało się przekonać czy Albicla rzeczywiście nie stosuje cenzury lub gdzie znajdują się granice swobody wypowiedzi, którą tak często przywołują skrajnie prawicowi politycy lub publicyści, gdy są krytykowani za niektóre swoje poglądy.

Tomasz Sakiewicz przekonywał jednak, że wobec jego serwisu prowadzona jest zorganizowana akcja dywersyjna. „Naruszyliśmy potężne interesy i dokonaliśmy wyłomu w ścianie ideologicznego frontu spychającego konserwatywną myśl na margines. Twórzmy wolny świat razem. Będzie z dnia na dzień coraz lepiej” – mówił.

Dezinformacja: Jak walczyć z fake newsami? Czy Twitter i Facebook mają prawo kasować nasze posty?

Dezinformacja: Jak walczyć z fake newsami? Czy Twitter i Facebook mają prawo kasować nasze posty? Dr Maciej Kawecki rozmawia z Karoliną Zbytniewską

Za szybki start serwisu?

Eksperci wskazywali jednak na brak testów bezpieczeństwa serwisu (a zwłaszcza tzw. testów penetracyjnych, czyli sprawdzających podatność na ataki hakerskie), a także na prawdopodobnie zdecydowanie za duże tempo uruchamiania serwisu.

Wiele wskazuje na to, że chciano wykorzystać do jego promocji dyskusję medialną jaka wybuchła po ostatnich działaniach Twittera czy Amazona. Ale być może także zabrakło po prostu pieniędzy. Tomasz Sakiewicz poinformował, że wszyscy na razie pracują przy Albicli społecznie.

Nie wykluczył jednak umieszczania w przyszłości w swoim serwisie reklam. Dziennikarze szybko odnaleźli też w regulaminie zapisy pozwalające uzyskiwać dostęp do danych użytkowników przez tzw. podmioty trzecie współpracujące z Albiclą. Użytkownik wyraża na to zgodę poprzez samo założenie profilu i akceptację regulaminu

Na razie jednak szumne zapowiedzi i liczba wpadek serwisu, tłumaczonych sabotażem czy ogromnym zainteresowaniem sprawiły, że start Albicli okazał się falstartem. Na serwis złożono też już pięć skarg do Urzędy Ochrony Danych Osobowych.

Jedno z nich pochodzi jednak od samej spółki Słowo Niezależne. Media spekulują, że chodzi o włamanie na konto samego serwisu i wstawienie na nie „tęczowych” grafik.