Francuski poseł: Suwerenność cyfrowa polega na możliwości wybrania od kogo jesteśmy zależni

suwerennosc-cyfrowa-technologiczna-microsoft-gafam-francja-philippe-latombe-francuski-posel

Poseł  francuskiego Zgromadzenia Narodowego Philippe Latombe. [twitter]

„Suwerenność cyfrowa to nic innego niż umiejętność podejmowania decyzji i wybierania na jakim systemie chcemy polegać”, podkreśla w rozmowie z EURACTIV.fr poseł francuskiego Zgromadzenia Narodowego Philippe Latombe.

 

Mathieu Pollet, EURACTIV.fr: Wydaje się, że w ostatnich latach francuski rząd zmierzał w kierunku zwiększenia suwerenności cyfrowej. Jaki wpływ na jego działania miał kryzys związany z pandemią COVID-19?

Philippe Latombe: Władze, ale też administracja państwowa, mają dość silną świadomość technologiczną. Podczas pierwszego lockdownu zdaliśmy sobie sprawę ze słabości naszych sieci internetowych, dlatego rząd zwrócił się wtedy z prośbą do Netflixa o obniżenie rozdzielczości nadawania. Poprosił też Disneya o opóźnienie uruchomienia swoich usług streamingowych we Francji. Dlaczego? Obawialiśmy się, że system nie pozwoli nam pracować zdalnie.

Jak zdefiniowałby Pan suwerenność cyfrową z francuskiej perspektywy?

Definicja zawarta w raporcie Zgromadzenia Narodowego, pt. „Budowanie i promowanie narodowej i europejskiej suwerenności cyfrowej” wskazuje, że suwerenność cyfrowa to nic innego niż umiejętność podejmowania decyzji i wybierania na jakim systemie chcemy polegać, ale też utrzymanie tej zdolności. 

Oznacza to, że w każdej chwili można podjąć decyzję, ponieważ do wyboru są tylko dwa rozwiązania: bardzo dobre amerykańskie i francuskie, które się nie sprawdza. Francja woli system amerykański, ale nie przestaje pracować nad ulepszeniem swojego, tak aby mógł on w przyszłości stanowić realną alternatywę. Wtedy będzie można je zamienić.

Jak ten kompromis pomiędzy tym, co działa, a tym, co nie działa, odbija się na wyborach dokonywanych przez Francuzów?

Musimy zadać sobie pytanie, dlaczego wybieramy dane rozwiązanie. Weźmy za przykład chmurę internetową. Nikt nie pomyślałby o umieszczeniu kodów nuklearnych w chmurze otwartej dla wszystkich. Musi to być koniecznie sieć prawnie zastrzeżona. 

Są pewne dane, dla których możemy rozważyć używanie amerykańskich rozwiązań, jak np. dane dotyczące zdrowia. Musimy się zastanowić, jaki jest interes strategiczny, zanim wybierzemy suwerenną chmurę.

Jakie inne kryteria przyjęliście, wybierając system?

Podczas kryzysu pojawiały się pytania, dlaczego pracujemy korzystając z narzędzi, takich jak Zoom czy Microsoft Teams. Dlaczego? Zoom jest prosty w obsłudze, a MS Teams jest bezpośrednio zintegrowany z pakietem Microsoft, który posiadają prawie wszyscy.

Zadaliśmy sobie wtedy pytanie: „Czy istnieją alternatywne rozwiązania francuskie lub europejskie?”. Obecnie mamy bardzo dobrą technologię, ale wymaga ona ulepszeń.

Czy to ta łatwość w obsłudze sprawiła, że francuski rząd zdecydował się na kontrowersyjny krok, jakim było przyznanie Microsoftowi prawa do przechowywania informacji z Centrum danych dotyczących Zdrowia (Health Data Hub)?

Istnieje dość tradycyjny pogląd, który mówi: „mam pakiet Microsoft lub chmurę Amazon Web Services, która zapewnia mi pełnię możliwości i jest zorientowana na klienta. Dlaczego miałbym tworzyć nowe rozwiązania od początku, chcąc uzyskać podobny produkt lub trochę lepszy, skoro mogę skorzystać z tych, które już istnieją, naciskając jeden przycisk”. Fakt, że HDH również ten pogląd wyznaje, jest trochę żenujący.

W zeszłym miesiącu prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił cel, jakim jest powstanie do 2030 r. w Europie 10 gigantów technologicznych o wartości przekraczającej 100 mld euro. Co Pan myśli o tej propozycji?

Wydaje mi się, że nie powinniśmy mierzyć skuteczności i sukcesu na podstawie wartości finansowej firmy. Teraz już się tak nie robi. Dobrze jest mieć najlepszych w branży, ale nie uważam obrotu czy kapitalizacji za najwłaściwsze kryteria oceny.

Podczas targów VivaTech francuski prezydent powiedział, że prędzej czy później należy poruszyć kwestię likwidacji „układu GAFAM” (Google, Apple, Facebook, Amazon, Microsoft). Czy podziela Pan tę opinię?

Pojawia się pytanie w zakresie etyki – czy powinniśmy pozwalać na istnienie platform cyfrowych o takiej sile bez mandatu od obywateli? Kolejne wątpliwości dotyczą bezpieczeństwa – czy możemy polegać na tak dużych graczach? 

Nie mówiąc już o tym, że ci giganci mogą legalnie i ekonomicznie zastopować rozwój start-upów ze względu na swoją uprzywilejowaną pozycję rynkową. Jest też kwestia społeczna – to jest model amerykański, a nie nasz. Nie jestem przeciwnikiem firm określanych „GAFAM”, ale uważam, że musimy zrobić miejsce dla przedsiębiorstw, które mogłyby wprowadzić coś nowego na rynek.

Czy dzięki powstającemu europejskiemu modelowi możemy uzyskać przewagę konkurencyjną nad Stanami Zjednoczonymi i Chinami?

Oczywiście, dlatego też przyjęto rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO). Mam jednak wątpliwości wobec Aktu o Usługach Cyfrowych (Digital Services Act) i Aktu o Rynkach Cyfrowych (Digital Market Act).

Czekam na wynik prac trilogów (nieformalnych spotkań przedstawicieli Komisji Europejskiej, Parlamentu i Rady, których celem jest wypracowanie wspólnego stanowiska w sprawie projektu aktu prawnego, co pozwala przyspieszyć proces legislacyjny – red.), żeby zobaczyć, czy obniżono początkowe ambicje.

Mam wysokie oczekiwania wobec francuskiej prezydencji w Radzie UE (rozpocznie się 1 stycznia 2022 r. – red.). Musimy działać szybko. Im szybciej, tym lepiej, bo w ten sposób ograniczamy wpływ grup interesu na proces decyzyjny.

Podejście do suwerenności cyfrowej w poszczególnych państwach członkowskich jest podobne?

Różni nas wizja. Państwa północy mówią, że nie powinniśmy interweniować w istniejący model, a kraje na południu są bardziej przychylne wypracowaniu niezależnego systemu. Francja razem z Niemcami zadają sobie pytania, jak możemy znaleźć wewnętrzne rozwiązania i jak możemy uregulować pozostałe.

Jak możemy dojść do porozumienia na szczeblu europejskim?

Należy zmienić sposób podejmowania decyzji w UE. Zasada jednomyślności nie sprawdza się od lat, ponieważ systematycznie jesteśmy blokowani przez państwa, które mają inne spojrzenie na kwestię suwerenności cyfrowej. Powinniśmy przejść do podejmowania decyzji większością, nawet jeśli oznacza to większość tylko pod względem populacji.

Czy Francja posiada legitymację do narzucenia swojego podejścia? 

Ustawa Avia, której celem było zwalczanie treści szerzących mowę nienawiści w internecie, okazała się jedną z gorszych inicjatyw Francji. Spotkała się ze złym przyjęciem przez Unię, która wolałaby, żebyśmy dopasowali się do przyjętego schematu działań. Jeśli jakieś państwo zrazi do siebie wszystkich, pojawia się poważny problem, bo nie będą go traktować poważnie, kiedy ma do powiedzenia coś ważnego.

Jaka jest rola państwa w zachęcaniu społeczeństwa obywatelskiego do faworyzowania suwerennych rozwiązań?

Państwo powinno dawać impuls i przykład obywatelom, a nie narzucać konkretne rozwiązania. Jeśli jednak już coś narzuca, to musi to być w interesie wszystkich, ale to być może jedynie moja liberalna wizja. 

Na czym powinny się skoncentrować działania?

Dużym problemem jest fakt, że to nie państwo jest klientem. Kiedy tak jest, to mamy zlecenia, zatrudnienie, wartość dodaną, ale też badania i rozwój. To ciekawy i satysfakcjonujący system, który daje firmom wiarygodność w poszukiwaniu rynków zewnętrznych.

Czy będzie to wymagało zmian w praktykach zakupowych? 

Podpisanie umów wymaga od państwa trochę czasu. Mały start-up potrzebuje 18 miesięcy na podpisanie umowy na francuski lub europejski element technologiczny. Można śmiało powiedzieć, że ten system nie działa. Nie ma przepływu gotówki w start-upie. Państwo musi wyrażać swoje potrzeby, dzięki czemu stanie się dobrym klientem.

Przeszkodą jest też francuska administracja?

Państwo nie zmodernizowało obsługi klienta. Nadal trzeba wypełnić pięć formularzy administracyjnych, podać te same dane pięciu różnym organom, aby uzyskać odpowiedź, że przetwarzają daną sprawę. 

To musi się zmienić. Przypomnę, że nie byłoby ponad 50 proc zaszczepionych osób we Francji, gdyby nie to, że „mały” inżynier Guillaume Rozier stworzył Covidtrackera i ViteMaDose (serwisy internetowe skupiające się na tematyce koronawirusa i szczepień, dzięki nim Francuzi mogli m.in. znaleźć wolne terminy na szczepienie  – red.). Państwo nie jest wystarczająco sprawne, aby stworzyć podobny mechanizm.

Zaproponował Pan także stworzenie ministerstwa ds. cyfryzacji.

To ministerstwo powinno powstać już dawno. Funkcjonuje ono w innych państwach, więc dlaczego nie we Francji? Państwo działa jak magazyn bez wizji przekrojowej. Nie mamy ministerstwa, które napędzałoby globalną wizję.

 

*Philippe Latombe jest posłem centrowego Ruchu Demokratycznego (MDDA) reprezentującym położoną w zachodniej części kraju Wandeę. Jest sprawozdawcą raportu „Budowanie i promowanie narodowej i europejskiej suwerenności cyfrowej” w niższej izbie parlamentu — Zgromadzeniu Narodowym.