Maria João Rodrigues: Zmuszenie Włoch do funkcjonowania w strefie euro na obecnych zasadach to żadne rozwiązanie

Europosłanka Maria João Rodrigues, źródło Flickr

Europosłanka Maria João Rodrigues, źródło Flickr [Vlad Vanderkelen]

We Włoszech populiści „igrają z ogniem” i stawiają kraj pod presją rynków – ostrzega portugalska europosłanka i jednocześnie wiceprzewodnicząca frakcji Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim Maria João Rodrigues. Rozmawiał z nią Jorge Valero z EURACTIV.com

 

Kryzys we Włoszech to największe wyzwanie dla strefy euro w ciągu ostatnich lat…

Sytuacja jest bardzo niepokojąca. Najpierw musimy zrozumieć, jak do tego doszło – jest to efekt nawarstwienia się na siebie kilku różnych kryzysów. Pierwszy to kryzys finansowy i w strefie euro, który, co trzeba przyznać, wciąż trwa. Kolejny to kryzys migracyjny, który objawia się brakiem solidarności wśród państw członkowskich. Przez to połączenie powstała mieszanka wybuchowa, która sprawiła, że wielu proeuropejskich wcześniej Włochów zaczęło opowiadać się po stronie eurosceptyków albo nawet przeciwników Unii Europejskiej.

I co teraz?

Włosi stoją teraz przed wielkim dylematem – pozostanie w strefie euro na warunkach takich, jak teraz, co wiązałoby się z kontynuacją „polityki zaciskania pasa”, albo opuszczenie strefy euro. Niestety ani jedno, ani drugie rozwiązanie nie jest dobre. Jest też jednak jeszcze trzecia możliwość, która zakłada zmianę w funkcjonowaniu strefy euro. Należy stworzyć realne warunki do naprawy sytuacji, zainwestować w przyszłość i stworzyć więcej miejsc pracy z dobrymi warunkami. Ponadto, trzeba zwiększyć wewnętrzny popyt we Włoszech i stworzyć w tym kraju realne warunki usprawniające wyjście z trudnego położenia, w jakim się znajduje.

W ciągu ostatniego roku byliśmy świadkami tego, że Europa nie jest zdolna do przeprowadzania wewnętrznych reform w „dobrych czasach”. Nie tylko Włosi mają obecnie duży dylemat. Czy przypadkiem cała Europa nie utknęła teraz przed trudnym wyborem?

Sytuacja we Włoszech to wyjątkowo ciężki przypadek kryzysu w Europie. Struktura strefy euro ma wiele wad i niedoskonałości oraz różni się od każdej innej strefy walutowej na świecie. Nasza europejska strefa monetarna nie opiera się na mocnych filarach finansowych, budżetowych i politycznych. Ostrzegaliśmy przed tym od samego początku, od wprowadzenia euro, a kryzys finansowy tylko ukazał wszystkie największe wady strefy euro. Obecnie obserwujemy tendencję do poprawy, ale ja nie mam co do tego żadnych wątpliwiości – ta obecna poprawa jest bardzo krucha, bo opiera się na wadliwie działającej strefie euro.

Co Pani zdaniem stanie się we Włoszech? Czy dojdzie do referendum w kwestii dalszego członkowstwa w strefie euro?

To bardzo niejasna sytuacja. Ale jedno jest pewne – siły antyeuropejskie albo igrają z ogniem, sugerując Włochom opuszczenie strefy euro, albo chcą wykorzystać obecną niestabilność polityczą i wymusić powtórzenie wyborów, by zyskać nowy elektorat. To nieodpowiedzialne podejście, bo naraża Włochy na znalezienie się pod presją rynkową. Poza tym, w takim wypadku na drugi plan schodzi jedyne właściwe rozwiązanie, czyli stworzenie proeuropejskiego rządu zdolnego do wprowadzenia odpowiednich reform we Włoszech, który byłby zarazem ważnym graczem na poziomie europejskim, w tym trudnym i historycznym momencie wymagającym reorganizacji strefy euro.

Czy zatem komisarz Günter Oettinger był w błędzie, wypowiadając się na temat Włoch i rynku?

Zdecydowanie. Jak nauczył nas kryzys w Grecji, jest to nieodpowiedzialna samospełniająca się przepowiednia. To coś, do czego nigdy nie powinniśmy się odwoływać. Z drugiej strony, musimy podkreślić rolę aktorów politycznych we Włoszech – począwszy od prezydenta – którzy podejmują odpowiedzialne, proeuropejskie decyzje, ale jednocześnie są otwarci na reformy. Rozwiązaniem zatem nie jest narzucenie Włochom funkcjonowania w strefie euro na obecnych zasadach, ale dążenie do wprowadzenia reform, które pomogą przezwyciężyć trudną sytuację.

Niedoskonałości strefy euro są bardzo dobrze znane, ale wiemy też, że przeszkodą na drodze do rozwoju zawsze były Niemcy. Teraz to socjaldemokratyczny minister blokuje w Berlinie te kwestie. Jak duży ma Pani wpływ na zniesienie blokady ze strony Niemiec?

Te propozycje zostały zablokowane przede wszystkim przez rodzinę europejskich partii konserwatywnych, których siła jest wciąż dominująca. Wśród socjalistów też występują różnice, w szczególności wśród niemieckich socjaldemokratów. Niektórzy z nich wahają się, czy poprzeć te reformy.

Jak będą przebiegać przygotowania do niezwykle ważnego szczytu UE pod koniec czerwca?

W Radzie Ministrów odpowiedzialnych za finanse doszło do pewnych zmian, bo przewodniczący Eurogrupy (portugalczyk Mario Centeno) jest zdecydowanym zwolennikiem reform i znalazł poparcie wśród inych ministrów. Niektórzy jednak – z Holandii czy Austrii – są im całkowicie przeciwni. O równowadze sił zadecyduje więc niemiecki minister Olaf Scholz. Dopiero co objął stanowisko i potrzebuje czasu na rozeznanie się w sytuacji. Co prawda już poczynił pewne dobre kroki w kwestii unii bankowej na niedawnym posiedzeniu Rady ECOFIN, ale oczekujemy od niego więcej.

Zamierza Pani go odwiedzić? Jaki ma Pani na niego wpływ?

Tak, zamierzam się z nim spotkać w Berlinie. Jestem przewodniczącą grupy Socjalistów i Socjaldemokratów w całej Europie i ostatnio uzgodniliśmy wdrażanie reform w unii gospodarczej i walutowej. Zamierzam omówić z nim tę kwestię.