Jak Polska może dogonić Zachód Europy?

Nowe technologie. Źródło - Komisja Europejska / Facebook

Nowe technologie. Źródło - Komisja Europejska / Facebook

Świat pracy się zmienia. Programy komputerowe i maszyny przejmują zadania, które w przeszłości wykonywali ludzie. Dlatego coraz ważniejsze są nierutynowe umiejętności i kompetencje, których maszyny nie posiadają – mówi Christian Bodewig* z Banku Światowego, współautor raportu „Growing United: Upgrading Europe’s Convergence Machine”.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: PKB na mieszkańca Polski wynosi 68 proc. średniej UE. To i dobrze, i źle. Dobrze, ponieważ wzrosło z 52 proc. w 2004 r. Źle, ponieważ nadal jest znacznie poniżej unijnej średniej. Jak możemy osiągnąć 100 proc.?

Christian Bodewig, Bank Światowy: UE działa jak skuteczna maszyna konwergencji wyrównująca poziom bogactwa i rozwoju nowych i starych państw członkowskich. Jak dotąd proces ten obserwowaliśmy we wszystkich państwach członkowskich, zarówno tych w Europie Południowej, jak i w Środkowej. Ogólny wzór dla Południa obejmował najpierw proces szybkiej konwergencji, a następnie stagnację. Mam tu na myśli kraje, które przystąpiły do UE przed 2004 r., tj. Grecja, Hiszpania, Portugalia i współzakładające dzisiejszą UE Włochy.

Być może Europa Środkowa i Wschodnia nie są jeszcze wystarczająco długo w maszynie konwergencji, aby uzyskać poziom rozwoju gospodarczego krajów starej UE?

Polska, kraje bałtyckie, Bułgaria i Rumunia odnotowały wzrost dochodu na jednego mieszkańca w stosunku do średniej UE i ta tendencja się utrzymuje. Tempo wzrostu gospodarczego w tych krajach jest – póki co – wyższe niż w Europie Zachodniej. Pojawiają się jednak pytania: czy ta konwergencja będzie kontynuowana? I czy konwergencja działa dla wszystkich. Widać to na przykładzie Polski, która doszlusowuje do innych państw Unii, choć jednocześnie nierówności na poziomie regionalnym się powiększają. Wzrastają też dysproporcje między ludźmi. Przyspieszanie rozwoju technologicznego zapewnia ogromne możliwości wykwalifikowanym pracownikom, reszta pozostaje jednak w tyle. To prowadzi do rosnących nierówności. Dlatego głównym przesłaniem naszego raportu „Growing United: Upgrading Europe’s Convergence Machine” jest to, że nie możemy uznać dalszego trwania konwergencji za pewnik. Technologia zwiększa produktywność i pomaga krajom kontynuować rozwój. Z drugiej strony zauważalne są wyraźne dysproporcje, jeśli chodzi o tempo rozwoju. Państwa członkowskie nie mogą się prawidłowo rozwijać, jeśli wciąż dużą część ich rynku pracy stanowią pracownicy o niskich kwalifikacjach. Tak jest w przypadku Bułgarii i Rumunii, ale także Chorwacji i Węgier. Aby odwrócić ten trend, trzeba stworzyć pozytywne, konkurencyjne i motywujące środowisko. Aby konwergencja mogła trwać, pracownicy i firmy powinni mieć skuteczne narzędzia do podwyższania standardów swojej działalności.

W 2012 r. Bank Światowy uznał mimo wszystko UE za najbardziej efektywną maszynę konwergencji. Jednocześnie wzrosły nierówności między krajami i wewnątrz nich. Czy nie jest to przeciwieństwo konwergencji?

Przygotowując raport z 2012 r. porównaliśmy Europę z innymi regionami na świecie i zobaczyliśmy, że od lat 60. poprzedniego stulecia w Europie uboższe kraje doganiają bogatsze szybciej niż gdziekolwiek indziej na świecie. To oczywiście zasługa Unii Europejskiej, głównie ze względu na proces akcesyjny, jednolity rynek i fundusze strukturalne. Jednak w ostatnich latach wiele osób zauważyło, że maszyna konwergencji nie funkcjonuje jak należy. Dlatego w najnowszym raporcie spojrzeliśmy nie tylko na kraje, ale także na regiony, a nawet na gospodarstwa domowe. I w tej perspektywie tym bardziej widać, że średnia to jedno, a rzeczywistość to drugie. Wiele osób martwi się wzrostem nierówności; na przykład tym, że ich region nie rozwija się tak szybko jak metropolie, nie wspominając o stolicach. I słusznie.

„Zmiany technologiczne napędzają rynki, dając ogromne możliwości części firm i pracowników, pozostawiając innych w tyle” – czytamy w raporcie.

Podobnie jak w przypadku pracowników, widzimy również rosnące dysproporcje w produktywności między bardzo wydajnymi firmami i tymi funkcjonującymi gorzej. Ale nie chodzi tu tylko o bogatych i biednych. Jeśli wybierasz się do Bukaresztu lub Sofii, widzisz prosperujące miasta, w których firmy przodują na poziomie globalnym, prowadząc interesy chociażby w Dolinie Krzemowej. Ale jeśli przejedziesz 200 kilometrów za miasto, rzeczywistość diametralnie się zmieni.

Polska dziś odbiega od państw Europy Zachodniej wciąż jeszcze rozwijając rynek rutynowych prac umysłowych (kognitywnych), podczas gdy na Zachodzie przybywa umysłowych prac nierutynowych. 

Polska bardzo dobrze radzi sobie z przejęciem od Europy Zachodniej sporej części produkcji, która przeniosła się do Europy Środkowej z powodu niższych płac, a także dobrego poziomu edukacji, która współgrała z przenoszonym tutaj rodzajem produkcji.

I owe niskie wynagrodzenia nadal stanowią naszą główną przewagę konkurencyjną.

Tak. Ale nie zawsze tak będzie. Nadszedł czas, aby przygotować grunt do następnej fazy rozwoju, kiedy Polska będzie miała bardziej zaawansowaną produkcję i wyższą produktywność, generując wyższe zarobki i wyższy poziom życia dla wszystkich. Jak to zrobić? Trzeba jeszcze bardziej inwestować w kapitał ludzki. W ciągu ostatnich 25 lat Polska zrobiła prawdziwy skok cywilizacyjny, tworząc solidne podstawy systemu edukacji, który wyposaża młode pokolenia w odpowiednie umiejętności. Nie dla wszystkich od razu, ponieważ wciąż istnieją różnice między miastem a wsią, a także pomiędzy biedniejszymi i bogatszymi – ale poziom polskiego szkolnictwa jest stosunkowo wyrównany. Nie istnieje więc kompromis między równością a wysoką jakością, dzięki czemu Polacy otrzymują naprawdę solidne podstawy edukacyjne.

Teraz istotne jest to, aby każdy uczeń i student wyposażony był w kompetencje kognitywne [poznawcze i umysłowe], które pozwolą trwale rozwijać się i aktualizować umiejętności. Zwłaszcza w kontekście tego, że świat pracy wciąż się zmienia, maszyny przejmują zadania, które ludzie wykonywali w przeszłości. I na znaczeniu zyskują umiejętności i kompetencje, których maszyny nie posiadają lub jeszcze nie posiadają. Chodzi mi przede wszystkim o nierutynowe umiejętności poznawcze, kompetencje społeczne, zdolność współdziałania z innymi w ramach pracy zespołowej, a także empatię. Musimy też potrafić uczyć się od siebie nawzajem, czerpiąc wzorce z innych krajów. Siedem z dziesięciu najlepszych systemów edukacyjnych na świecie znajduje się w Azji Wschodniej i one wszystkie nieustannie wprowadzają innowacje.

Dyskusja w Polsce, jak ulepszyć system edukacji trwa już kilka lat. Zaryzykuję stwierdzenie, że nauczycielska pensja na poziomie ok. 2000 PLN nie tylko nie motywuje nauczycieli do traktowania swojej pracy jako misji, ale też nie daje im wrażenia jakiejkolwiek istotności wykonywanej przez nich pracy. Nie wspominając o chęci i środkach, by rozwijać swoje kompetencje. Myślę, że ten jeden aspekt – wynagrodzenie – czyni jakąkolwiek strukturalną zmianę niemożliwą.

Ważne jest, aby uznać, że nauczyciele są kluczowym elementem procesu uczenia się. Skuteczne systemy edukacji przyciągają do zawodu nauczyciela bardzo dobrych ludzi, przygotowując ich, wspierając i dobrze wynagradzając za pracę. Nie da się zmienić systemu edukacji za pstryknięciem palca, ale ważne jest na początku zdać sobie sprawę, że osiągniesz dobre wyniki, jeśli masz dobrych nauczycieli i dobrze ich traktujesz. Dlatego godziwe wynagrodzenie jest ważne, aby przyciągnąć więcej lepszych specjalistów, co ma szansę być częścią procesu pozytywnych zmian.

Raport pokazuje, że Polska ma znaczny potencjał inkluzywnego rozwoju zarówno dla ludzi, jak i firm. Potencjał ten opiera się na wysokich wynikach badania PISA w Polsce (wyniki umiejętności czytania ze zrozumieniem wśród 15-latków). Czy na pewno już 15-latkowie odzwierciedlają rzeczywisty potencjał kapitału kulturowego w kraju, w którym najlepsza uczelnia plasuje się dopiero w czwartej setce światowych rankingów? Dodatkowo 2/3 Polaków nie czyta żadnych książek (badanie Biblioteki Narodowej na rok 2017), podczas gdy czytanie książek – jak Pan sam wspomina – zwiększa potencjał poznawczy.

Przede wszystkim umiejętności poznawcze w czytaniu i matematyce rozwijają się od narodzin do rozpoczęcia okresu dorosłości. Dlatego powinniśmy skupić się na ich rozwoju w dzieciństwie i okresie dojrzewania. Właśnie wtedy rodzice powinni czytać dzieciom i uczyć je czytać. To nie tylko pomaga w samej umiejętności czytania, ale też rozwija język i pomaga kształtować, i porządkować umysł, i procesy logicznego myślenia. W późniejszym etapie naszego życia wciąż możemy się rozwijać, ale nasze mózgi są już ukształtowane. W tym kontekście mniej martwię się o to, czy dorosły czyta czy nie, bardziej się niepokoję, gdy nie czyta dziecko.

W Europie Zachodniej wzrasta znaczenie zawodów nierutynowych kognitywnych, tj. inżynierowie, specjaliści IT, menadżerowie. Dlaczego inaczej jest w Polsce, w której przybywa za to profesji kognitywnych rutynowych, które mogą być przejmowane przez maszyny, roboty, oprogramowanie?

To kwestia realiów rynku pracy, uwzględniających również wspomnianą wyżej przewagę konkurencyjną wynikającą z niskich kosztów pracy. Bardzo wiele profesji wciąż opiera się o czynności rutynowe. Tak jednak nie musi być zawsze. Jeśli jednak Polska chce się rozwijać i doszlusować do państw Zachodu i unijnej średniej pod względem PKB, będzie to od niej wymagało podnoszenia kwalifikacji siły roboczej w kierunku kompetencji nierutynowych. Już teraz widać, że kurczy się sektor rutynowy – to tam najczęściej dochodzi do zwolnień. Tym bardziej kształcenie kompetencji nierutynowych i interpersonalnych zyskuje na znaczeniu. Inwestycja w edukację i kształtowanie kompetencji przyniesie wzrost produktywności potrzebny do kontynuowania konwergencji. Bez tego Polskę czeka stagnacja.

Czy jednak całkowicie rezygnujemy z rutynowych profesji i zadań? Przecież chyba nadal będziemy potrzebować urzędników, księgowych, notariuszy, administratorów.

Rzeczywiście nadal potrzebujemy tych miejsc pracy. Jednak też faktem jest, że maszyny przejmują głownie rutynowe, powtarzalne obowiązki. W zawodach prawniczych, księgowości czy bankowości część podstawowych czynności i transakcji wykonywana jest przez maszyny. W przyszłości będą one wykonywać coraz więcej zadań o powtarzalnym charakterze, przejmując je od ludzi. Dziś na przykład, aby zostać radiologiem, trzeba skończyć uniwersytet medyczny i spędzić wiele lat praktykując w gabinecie lekarskim. Ale maszyny i tak lepiej czytają zdjęcia rentgenowskie. Nie twierdzę, że nie będzie już więcej radiologów, ale charakter pracy radiologa zmieni się, a część jego funkcji zostanie przejęta przez maszyny.

To nie będzie tak, że komputery i maszyny pozbawią nas z dnia na dzień pracy, ale stopniowo przejmą część zadań. Jednocześnie same miejsca pracy się zmienią. Wsparcie administracyjne stanie się mniej rutynowe, mniej powtarzalne, ale bardziej interaktywne i kognitywne. Nadal będziemy go potrzebować, ale będzie inaczej. Tak jak i dziś administracja pracuje zupełnie inaczej niż 20-30 lat temu, kiedy używaliśmy maszyn do pisania i komputerów bez Excela. Wydajność znacznie wzrosła i będzie się dalej zwiększać. Wszystkie trendy pokazują więc, że aby się rozwijać, trzeba się stale dostosowywać i umieć wykorzystywać nowe technologie.

Gdy jednak już wszystkie fizyczne i rutynowe zajęcia przejmą od nas komputery, roboty i maszyny, co z rynkiem pracownika? Nie wszyscy znajdą dla siebie miejsce w nowych realiach pracy. Co z nimi? Uniwersalny dochód podstawowy?

Przede wszystkim wciąż podkreślam możliwość przekwalifikowania pracowników. Musimy zrozumieć, w jaki sposób uczą się dorośli – dziś wciąż nie wiemy zbyt wiele na ten temat. Równie istotna jest ochrona socjalna, aby móc zapewnić wsparcie pracownikom w okresach przejściowych. Rzeczywiście, nie wszyscy pracownicy mogą się odnaleźć w realiach napędzanych technologią, w bardziej poznawczych miejscach pracy. Musimy zatem upewnić się, że istnieje ochrona dla tych ludzi. Bardziej niż gwarantowanych dochodów dla wszystkich potrzebujemy elastycznych rozwiązań w ramach podstawowej sieci bezpieczeństwa socjalnego i możliwości zatrudnienia dla potrzebujących. Wtedy każdy będzie mógł mieć swój wkład w bogacenie się i rozwój społeczeństwa oraz państwa.

Na koniec – kryzys migracyjny. W jaki sposób osoby ubiegające się o azyl i uchodźcy mogą wypełniać strukturę zatrudnienia przyszłości? Już dziś potrzebne są ogromne inwestycje – finansowe, czasowe, edukacyjne – aby tych ludzi zintegrować z rynkiem pracy. Czy ta inwestycja jest opłacalna?

Ostatnio opublikowano w Niemczech raport dotyczący zatrudnienia migrantów podczas fali migracyjnej 2015 r. Rynek pracy wykazał ogromny potencjał absorpcyjny.

Spójrzmy na tych ludzi z punktu widzenia kompetencji. Myślę, że powinniśmy budować systemy tak, aby korzystać z umiejętności tych ludzi. Bo każdy ma jakieś umiejętności – nie tylko tzw. twarde, tj. znajomość konkretnego programu komputerowego czy obsługi narzędzia, ale także miękkie – społeczne, emocjonalne i behawioralne. Trzeba wykazać dużą odwagę, siłę charakteru, odporność na stres i orientację na cel, aby opuścić swój kraj i dostać się do Europy. To są ogromne atuty. Dzięki nim imigranci wnoszą niebagatelny wkład w krajach, które je przyjmują. Pomyślmy tu o USA, kraju imigrantów, którzy są jego motorem wzrostu. Musimy więc zainwestować w szkolenia, ale także w nasze własne zrozumienie sposobu budowania systemów edukacyjno-zawodowych.

Musimy myśleć długoterminowo. Jeśli poprawimy sytuację i zapewnimy równe szanse wszystkim dzieciom, także imigrantów, to mogą oni wnieść ogromny wkład w nasze społeczeństwa. Chodzi o zbudowanie od podstaw przyjaznego i integrującego systemu edukacji, który pozwoli dzieciom zdobyć kapitał umysłowy i umiejętności, które pozwolą im z kolei rozwijać się wraz z postępem technologii na rynku pracy.

 

„Growing United: Upgrading Europe’s Convergence Machine”Raport Banku Światowego

„Jak technologia zmienia charakter pracy? Polska na tle UE” – Raport autorstwa Piotra Lewandowskiego z Instytutu Badań Strukturalnych