Czy euro się Polsce opłaca?

Czy euro się Polsce opłaca? Rozmowa EURACTIV.pl z dr Krzysztofem Biegunem, fot. unsplash. Opracowanie: EURACTIV.pl

Czy euro się Polsce opłaca? Rozmowa EURACTIV.pl z dr Krzysztofem Biegunem. Opracowanie: EURACTIV.pl

Na ocenę skutków kryzysu przyjdzie jeszcze czas, ale pozostawanie poza strefą euro to straty „tu i teraz” dla polskiej gospodarki – mówi w rozmowie z EURACTIV.pl dr Krzysztof Biegun z Wydziału Ekonomii i Finansów Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, ekspert Team Europe.

 

Mateusz Kucharczyk, EURACTIV.pl: Obecny kryzys, w przeciwieństwie do kryzysu zadłużeniowego w strefie euro, nie stał się okazją do dyskusji o wspólnej walucie. 

Dr Krzysztof Biegun, Wydział Ekonomii i Finansów Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu: Euro jest inaczej postrzegane w Polsce, a inaczej w krajach, gdzie wspólna waluta obowiązuje. W Polsce o euro mówi się w kontekście ewentualnego wzrostu cen i teoretycznych strat dla gospodarki, tymczasem po kryzysie zadłużeniowym liczba krajów z euro wzrosła, a nie zmalała.

W żadnym z państw, które wprowadziły euro, większość obywateli nie chce powrotu do waluty krajowej. Np. w Grecji poparcie dla niej na koniec 2019 r. sięgało 66 proc. Grecy są przekonani, że lepiej poradzili sobie z poprzednim kryzysem właśnie dzięki euro.

Jedyny poważny ruch polityczny, który przedstawił plan powrotu do waluty narodowej to Ruch Narodowy (dziś już Zjednoczenie Narodowe) Marine Le Pen przed wyborami prezydenckimi w 2017 r. we Francji. Jednak szczegóły propozycji – która przypominała w swoich założeniach napad pod osłoną nocy, uwzględniając zamknięcie z dnia na dzień banków i przeliczenie rachunków na franki bez uprzedzenia o takim zamiarze właścicieli tych pieniędzy – nie zaskarbiły sobie sympatii Francuzów. Wręcz przeciwnie: Francuzi natychmiast zorientowali się, że był to sposób na obrabowanie ich z oszczędności.

UE nie chce, by chińscy inwestorzy przejmowali europejskie firmy

W Unii Europejskiej rosną obawy, że problemy europejskich firm związane z koronakryzysem spowodują masowe odkupywanie ich przez chińskich inwestorów.

W kontekście obecnego kryzysu dużo mówi się o tzw. koronaobligacjach. Jaka jest istota sporu?

Euroobligacje nie były rozważane przy powstawaniu strefy euro. Ponad 20 lat temu nikt się nie umawiał na „zrzutkę” na finansowanie długu takich państw, jak Grecja. Jednak prędzej czy później powstanie jakaś forma euroobligacji, ponieważ to jeden z najszybszych sposobów finansowania pomocy.

W obliczu kryzysu, który nie skończy się z dnia na dzień, zapotrzebowanie na tego typu rozwiązanie będzie wzrastać. Przecież Europa to nie tylko pieniądze i gospodarka, to przede wszystkim wspólne wartości.

Problemem pozostaje konstrukcja takiego instrumentu i tego dotyczy istota sporu między krajami Północy i Południa. Północ chciałaby wprowadzenia zasady warunkowości – zobowiązania do reform. Czegoś na kształt pomocy dla Grecji w czasie kryzysu zadłużeniowego. Bogatsze państwa argumentują, że środki powinny być przeznaczane na konkretne cele.

Tymczasem np. Włochy przekonują, że pomoc potrzebna jest natychmiast, nie ma czasu do stracenia. Sami chcieliby decydować jak wydać otrzymane pieniądze. To wydaje się rozsądne, w obliczu problemów, z jakimi się zmagają, jednak niesie ze sobą ryzyko przeznaczenia tych środków na bieżącą konsumpcję zamiast np. na dofinansowanie służby zdrowia. Możliwe, że oba stanowiska spotkają się w połowie drogi.

Czy jesteśmy w stanie oszacować, w jaki sposób fakt posiadania wspólnej waluty wpłynie na sytuację gospodarczą państw UE w czasie obecnego kryzysu?

Z pewnością jest na to za wcześnie. Wciąż znajdujemy się w pierwszej fazie kryzysu – szoku podażowym, który z euro nie ma de facto nic wspólnego. To rządy zdecydowały o zamknięciu granic i „zamrożeniu” gospodarek.

Jak było przy poprzednim kryzysie zadłużeniowym w strefie euro? Na czym polegała różnica w strategii między działaniami Europejskiego Banku Centralnego i Narodowego Banku Polskiego?

Działania EBC i NBP w pierwszej fazie kryzysu były bardzo podobne. Zdecydowano się na obniżenie stóp procentowych. W Polsce nie było bezpośredniego ryzyka bankructwa państwa ani istotnego systemowo banku, a to istotny czynnik wpływający na decyzje banku centralnego, który poza polityką pieniężną odpowiada za stabilność sektora finansowego. NBP nie musiał sięgać po niestandardowe instrumenty polityki pieniężnej.

Eksperci twierdzą, że osłabienie złotego było jedną z przyczyn pozostania przez Polskę „zieloną wyspą” w czasie poprzedniego kryzysu.

Spójrzmy na porównanie kursu walut: W lipcu 2008 r. 1 EUR można było kupić za 3,22 PLN. W lutym 2009 r. już prawie 5 PLN. To skala osłabienia złotego. Nie był to efekt polityki NBP. Nasz bank centralny nie podejmował bezpośrednich interwencji na kursie waluty aż do kwietnia 2010.

Gwałtowna deprecjacja złotego pomogła Polsce przejść suchą stopą przez kryzys. Dzięki temu podtrzymano stopień inwestycji w kraju – czerpano korzyści z różnicy kursu złotego do euro w przypadku napływających szerokim strumieniem funduszy europejskich. Deprecjacja złotego pomogła podtrzymać wysoki eksport do Niemiec i innych krajów strefy euro. Polskie towary i usługi nagle stały się atrakcyjniejsze cenowo dla  naszych sąsiadów.

Pozwoliło to zwiększyć zyski (lub ograniczyć straty) eksporterom. Jednak miało wysoką cenę – spadła siła nabywcza naszych zarobków i oszczędności. Towary importowane podrożały. Innymi słowy – Polacy realnie zbiednieli, za swoje pieniądze mogli kupić mniej dóbr i usług. Spadła więc jakość życia. Zanotowaliśmy ogromne spadki na giełdzie i odpływ kapitału zagranicznego.

Giełda do dzisiaj nie powróciła do poziomów z 2008 roku. Np. na Słowacji, która przyjęła euro w wydawałoby się najgorszym momencie kryzysu, 1 stycznia 2009 r. nie doszło do ucieczki kapitału. Zatem zapłaciliśmy wysoką cenę za luksus bycia „zieloną wyspą”.

Koronawirus: UE daje kolejne 100 mld euro na walkę z pandemią

Rada UE przyjęła rozporządzenie ws. wykorzystania aż 100 mld euro na utrzymanie miejsc pracy w czasie kryzysu wywołanego pandemią COVID-19.

Krytycy twierdzą, że pożyczanie, czyli programy ratunkowe, jak ten dla Grecji to droga donikąd. Strefa euro straciła na poprzednim kryzysie czy zyskała?

Wzmocniła się. Wspólna waluta to projekt, który wykuwa się w trakcie kryzysów. Po poprzednim wyciągnięto wnioski z błędów przeszłości i wzmocniono walutę poprzez szereg reform, jak reforma paktu fiskalnego (silniejsza wspólna kontrola nad stanem finansów publicznych państw członkowskich), koordynacja polityki gospodarczej, budowa tzw. unii bankowej i unii rynków kapitałowych, stworzenie nowych instytucji nadzoru, itd. Stworzono także system mający ostrzegać nas przed nierównowagami gospodarczymi w przyszłości. Takie podejście ma pozwolić na uniknięcie powtórki scenariusza greckiego.

Wzrost zadłużenia państw Południa Europy (zwłaszcza Grecji) miał swoje początki kilkadziesiąt lat przed powstaniem strefy euro. Mam na myśli m.in. brak reform strukturalnych. Przyjęcie euro było dla Greków szansą na zyskanie nowych potencjalnych inwestorów. Grecy nagle mogli pożyczać więcej i taniej niż do tej pory dzięki dostępowi do tańszego kapitału. Wykorzystali jednak tani pieniądz nie do restrukturyzacji zadłużenia i reform zwiększających konkurencyjność gospodarki, lecz do zwiększenia konsumpcji. To nie jest droga do bogactwa.

Grecja z drachmą poradziłaby sobie lepiej?

Bez wspólnej waluty Grecja zbankrutowałaby. Nie mogłaby liczyć na pomoc ani innych państw strefy, ani skup obligacji przez EBC czy specjalne warunki pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Obywatele straciliby oszczędności życia ulokowane m.in. w rządowych obligacjach.

Jak w obliczu obecnego kryzysu porównać działania podjęte przez EBC i NBP? Lepiej należeć do większego klubu czy samotnie mierzyć się z kryzysem?

Polityka pieniężna, nie jest najskuteczniejszą reakcją na kryzysy podażowe. Nie spodziewam się zatem istotnych różnic w działaniu obu instytucji. Na stan gospodarek w pierwszej (podażowej) fazie największy wpływ będzie miało tempo odmrażania gospodarek oraz czynniki, takie jak elastyczność prawa pracy, co doskonale widać na przykładzie USA, gdzie już ponad 30 mln osób wystąpiło o zasiłek dla bezrobotnych. To się bezpośrednio przełoży na sytuację społeczno-gospodarczą poszczególnych państw.

Kiedy w takim razie polityka pieniężna może okazać się kluczowa?

Jeżeli nie dojdzie do 2. i 3. fali zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2, to w kolejnych fazach kryzysu. Po szoku podażowym nastąpi szok popytowy, którego skutki mogą się przeciągnąć na kilka kwartałów. Będzie on wywołany spadkiem dochodów firm oraz gospodarstw domowych, co przekłada się na mniejszą konsumpcję i mniejsze inwestycje. Tutaj polityka pieniężna może odgrywać istotną rolę.

W jaki sposób?

Np. poprzez obniżanie kosztu kredytów i ułatwianie dostępu do nich. Banki centralne wdrożyły programy skupu aktywów (np. obligacji). Wpłynie to np. na koszt obsługi zadłużenia. Strefa euro przećwiczyła już te mechanizmy przy poprzednim kryzysie: np. uruchamiając programy ratunkowe dla Grecji. EBC ma więc znacznie większe doświadczenie, co nie oznacza, że NBP sobie nie poradzi.

Koronawirus: Francja i Niemcy mają plan odbudowy unijnej gospodarki. Na stole 500 mld euro

Kanclerz Angela Merkel i prezydent Francji Emmanuel Macron przedstawili wczoraj wspólny program odbudowy europejskiej gospodarki opiewający na sumę pół biliona euro.

Na podstawie dotychczasowych decyzji NBP można przewidzieć ruchy, które zdecydują o najbliższej przyszłości polskiej gospodarki?

To, co zrobi NBP zależy od decyzji konkretnych osób – ekonomistów, ekspertów, jak prezes Adam Glapiński. Na podstawie ich wcześniejszych decyzji i deklaracji można spróbować przewidzieć ich gotowość do skorzystania z instrumentów niestandardowych, jak skup aktywów, które stabilizują sytuację finansową.

NBP korzysta z tej możliwości?

Tak, chociaż bezpośredni skup obligacji rządowych przez bank centralny jest zabroniony przez prawo. Dlatego program skupu jest realizowany przez pośredników, np. Bank Gospodarstwa Krajowego. W ten sposób NBP zwiększa swoją sumę bilansową i ilość pieniądza w obiegu. Dzięki temu rząd i instytucje od niego zależne dysponują większymi środkami na programy antykryzysowe.

Nie słyszałem, by ktokolwiek mówił o tym w sferze publicznej, tymczasem szerokim echem odbiła się w Polsce sprawa orzeczenia niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie skupu obligacji przez EBC. Jak interpretować wyrok Trybunału?

W Polsce ten wyrok interpretuje się najczęściej przez pryzmat sytuacji politycznej. Tymczasem po wczytaniu się w sentencję orzeczenia okazuje się, że podstawowym zarzutem FTK jest brak przedstawienia przez EBC wiarygodnych ocen skutków podejmowanych działań dla państw strefy euro, poszczególnych regionów i rynków (nieruchomości, obligacji itd.).

Upraszczając: FTK stawia tezę, że EBC być może przekroczył swoje kompetencje łamiąc zasadę pomocniczości, ponieważ w problem, który mógł być rozwiązany na szczeblu krajowym, zaangażowała się instytucja UE.

Jakie to może mieć konsekwencję dla strefy euro?

Niemieccy sędziowie zażądali przedstawienia odpowiednich analiz, które uzasadnią postępowanie EBC. Od rozpoczęcia skupu obligacji państw strefy euro minęło już kilka lat, więc z tym raczej nie będzie problemu. Otwartą kwestią pozostaje, jak zareaguje FTK. Moim zdaniem trybunał po przeanalizowaniu przedstawionych dokumentów uzna działanie EBC za niezbędne.

A jeżeli nie?

W przeciwnym razie Niemcy byłyby zmuszone do sprzedaży „swojej części” obligacji, a to już mogłoby wpłynąć na sytuację strefy euro. Wtedy rozpocząłby się kilkuletni etap sporów prawnych, ale przed jego rozstrzygnięciem Niemcy raczej nie zdecydowałyby się na sprzedaż obligacji. Realizacja tego scenariusza oznaczałaby zapewne wzrost kosztów obsługi długu państw Południa Europy.

Czy krajom członkowskim nie byłoby łatwiej mierzyć się z kryzysem bez pośrednictwa EBC?

Wielu ekonomistów w Polsce uważa, że dysponując własną walutą i niezależnym bankiem centralnym jest się w stanie lepiej poradzić z kryzysem dzięki kontrolowaniu kursu walutowego. Jednak polityka pieniężna nie zawsze jest skuteczna. Może okazać się pomocna w przypadku szoku popytowego, ale nie podażowego.

Idąc tym tropem, własna polityka pieniężna może odgrywać istotną rolę, gdyby NBP prowadziło inną politykę niż EBC. Tymczasem polski bank centralny obrał podobną strategię: obniża stopy procentowe mniej więcej w tym samym czasie co EBC. Powodów jest kilka, ale najważniejszy z nich to zależność naszej gospodarki od państw strefy euro, przede wszystkim od Niemiec i podobieństwo cykli koniunkturalnych. Poza tym NBP – jako bank centralny kraju o małej, otwartej gospodarce – ma ograniczony wpływ na ceny aktywów.

Austria: Francusko-niemiecki plan odbudowy unijnej gospodarki jest nie do przyjęcia

Dlaczego Austria i pozostałe kraje „oszczędnej czwórki” sprzeciwiają się francusko-niemieckiemu planowi odbudowy unijnej gospodarki?

Odnoszę wrażenie, że chce Pan zasugerować, że w przypadku braku różnicy w działaniach obu instytucji nie ma sensu utrzymywania złotego? 

Nie do końca. Obecnie jesteśmy świadkami eksperymentu na żywym organizmie. Jego pierwsze efekty będziemy mogli ocenić mniej więcej za rok. Wtedy będziemy mogli sprawdzić, czy przeciętny obywatel strefy euro zbiedniał w wyniku kryzysu bardziej – czy mniej – od przeciętnego Polaka. Wtedy będziemy wiedzieli, czy warto było ponosić koszty pozostawania poza strefą euro.

To znaczy?

Wcześniej wspomniałem o obniżaniu kursu złotego. Spójrzmy na dane. Do tej pory nie wróciliśmy do kursu złotego wobec dolara sprzed kryzysu w 2008 r. W 2007 r. 1 dolar kosztował nawet około 2 PLN. Różnice najlepiej widać przy zakupie elektroniki. Przy założeniu, że nowy iphone kosztuje niezmiennie 1 tys. dolarów, różnica przy obecnym kursie – około 4,2 PLN/USD – jest od razu widoczna.

Utrzymywanie złotego to także problem tzw. frankowiczów. Gdyby Polska przyjęła euro np. w 2010 r., dziś ten problem nie istniałby.

Integracja rynku finansowego i związane z tym obniżenie stóp procentowych i poziomu ryzyka oznacza konkretne oszczędności dla sektora prywatnego – szacowane na około 8-10 mld złotych rocznie – i dla ministra finansów (czyli podatników) – 8-12 mld PLN rocznie.

Spójrzmy na kredyty hipoteczne. Jeżeli Polak i Słowak wzięli np. w 2018 r. kredyt na równowartość 300 tys. złotych na 30 lat, to Polak w ciągu tego okresu odda bankowi równowartość około 100 tys. złotych więcej niż Słowak (takie obliczenia wymagają przyjęcia pewnych założeń, np. poziomu stóp procentowych w przyszłości, podobnie zresztą jak obliczenia kosztów każdego długoterminowego kredytu). Te dodatkowe 100 tys. PLN to nasz prywatny wkład w utrzymanie narodowej waluty. Miejmy nadzieję, że działania NBP w czasie kryzysu sprawią, że stwierdzimy, że było warto ponosić te koszty.

Do przyjęcia euro przymierzają się kolejne państwa. Dlaczego Bułgarom jest tak spieszno?

Bułgaria jest w zupełnie innej sytuacji niż np. Polska, ponieważ już teraz spełnia większość kryteriów. Podczas gdy kurs złotego w stosunku do euro jest kursem płynnym – zależnym od bieżącej sytuacji na rynku – kurs lewa pozostaje stały. Już od dawna obowiązuje tam bowiem mechanizm kursu sztywnego – tzw. izba walutowa.

Już teraz Bułgarzy nie są narażeni na wahania kursu waluty krajowej, za to ich polityka pieniężna musi odwzorowywać działania EBC. Przyjęcie euro będzie więc wiązało się dla nich jedynie z jednorazowym kosztem wymiany banknotów i monet, natomiast zyskają wpływ na decyzje podejmowane przez Eurogrupę oraz przyszły kształt strefy euro.

Euro to także projekt polityczny. Jakie mogą być skutki dalszego pozostawania przez Polskę na jego uboczu?

Po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, to Polska będzie największym krajem UE pozostającym poza strefą euro. To my będziemy musieli pilnować, aby dalsza integracja walutowa nie wiązała się z dyskryminacją państw pozostających przy własnej walucie. W przypadku obniżenia pozycji negocjacyjnej rządu i jego zdolności do tworzenia koalicji, będzie to coraz trudniejsze.

Właśnie powstaje budżet strefy euro. W dłuższej perspektywie budżet ogólny i budżet strefy euro staną się dla siebie konkurencyjne. Jak wówczas płatnicy netto wytłumaczą swoim obywatelom konieczność finansowania dwóch budżetów, jeżeli już teraz są z tym problemy?

To wygląda jak realizacja scenariusza Europy dwóch prędkości.

Stworzenie oddzielnego budżetu leży w interesie krajów strefy euro. W jego ramach mogą być tworzone instrumenty wsparcia finansowego na czas kryzysu.

Pozostawanie poza strefą euro oznacza pozbawienie się możliwości udziału w procesie projektowania nowych instytucji,  kształtu unii bankowej czy unii rynków kapitałowych. Nawet jeżeli kolejne rządy zmienią podejście do wprowadzenia euro – będziemy wtedy musieli zaakceptować rozwiązania wypracowane w czasie, kiedy z własnej woli staliśmy na uboczu głównego nurtu integracji.

Unia Europejska chce większego dostępu do chińskiego rynku

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej apeluje o większą otwartość chińskiego rynku na europejskie przedsiębiortswa.