Specjalna edycja codziennego briefingu z europejskich stolic – środa 2 października

The Capitals to codzienny biuletyn EURACTIV z całej Europy.

Francja jako pierwsza w Europie zapowiedziała wdrożenie unijnej dyrektywy w sprawie praw autorskich. W specjalnej edycji „The Capitals” przedstawiamy, na jakim etapie są prace w pozostałych państwach europejskich.

 

 

Dyrektywa w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, mająca na celu zapewnienie ochrony prawnej i wynagrodzenia twórcom treści on-line została przyjęta w kwietniu tego roku. Państwa członkowskie są teraz zobowiązane do jej transpozycji do swoich systemów prawnych do czerwca 2021 r.

Jak dotąd, Francja jest jedynym krajem, który implementował unijne przepisy na krajowy grunt, co spotkało się z nieprzychylną reakcją ze strony gigantów rynku internetowego. Tymczasem Google, hegemon na rynku przeglądarek internetowych zapowiedział, że po wdrożeniu do francuskiego prawa zapisów znowelizowanej w marcu dyrektywy o prawie autorskim, nie zdecyduje się na płacenie wydawcom prasowym za cytowanie fragmentów tekstów. Google umieści jedynie odnośniki.

Zapraszamy dziś Państwa do przeglądu sytuacji w pozostałych państwach UE. Dziennikarze EURACTIV z poszczególnych redakcji przygotowali „bilans otwarcia” – na jakim etapie znajduje się implementacja przepisów; jaki jest stosunek doń rządów oraz reakcje środowisk (grup zawodowych lub użytkowników) zainteresowanych zmianami w prawie. Zapraszamy!

BERLIN

Początkowy zapał rządu odnośnie zmian w prawie został przygaszony przez masowe protesty internautów. Prym w oporze przeciwko dyrektywie wiodła Partia Piratów. Przedstawiciele ugrupowania zwracali uwagę, że „eksperyment z prawami autorskimi należy przerwać, aby uniknąć szkód dla europejskiego rynku cyfrowego”.

Rząd wydał oświadczenie, że jeden z najbardziej kontrowersyjnych zapisów dyrektywy (art. 13) dotyczący filtrowania treści jest „w gruncie rzeczy niepotrzebny”. Do 6 września trwały konsultacje społeczne przeprowadzane przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Od tego czasu trwają prace nad wdrożeniem dyrektywy, lecz wciąż nie wiadomo, w jaki sposób ustawodawca ma zamiar uniknąć zapisu o „filtrowaniu treści”.

Niemiecki rząd stoi na iście „salomonowym” stanowisku, że zmiany są potrzebne, by z jednej strony „chronić interesy twórców”, „zapewniając jednak swobodę wypowiedzi i chroniąc prawa użytkowników”. Równocześnie w Federalnym Urzędzie Ochrony Konsumentów oceniane są uwagi zebrane w trakcie konsultacji. Rzecznik urzędu zapewnia o zwracaniu szczególnej uwagi na rozwiązania stosowane w innych państwach członkowskich.

PARYŻ

Francja jest najbliżej wdrożenia dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Prawo wejdzie w życie 24 października i pozwoli wydawcom internetowym domagać się wynagrodzenia za pracę dziennikarzy i ich treści. Jednak kierownictwo firmy Google ogłosiło 25 września, że dostosuje się do dyrektywy w taki sposób, że po prostu nie będzie umieszczać przy linkach cytatów. I w ten sposób nic nikomu nie zapłaci. Zapowiedzi te spotkały się z powszechną krytyką wydawców oraz rządu.

„Nie akceptujemy płatności od osób, które mają zostać uwzględnione w wynikach wyszukiwania. Sprzedajemy reklamy, a nie wyniki wyszukiwania, a każda reklama w Google’u jest wyraźnie oznaczona. Dlatego też nie płacimy wydawcom, gdy ludzie klikają ich linki w wynikach wyszukiwania” – oświadczył wiceprezes koncernu Richard Gingras.

Wiceprezesa Google skrytykował za te słowa francuski minister kultury Franck Riester. „Chcemy umożliwić sprawiedliwy podział wartości wytwarzanej na rzecz platform przez podmioty prasowe. Z tego punktu widzenia propozycja Google’a jest nie do zaakceptowania, co już zakomunikowałem panu Gingrasowi i jego zespołowi” – powiedział minister Riester.

LONDYN

Przedstawiciele brytyjskiego Urzędu ds. Własności Intelektualnej (ISO) twierdzą, że rząd popierał cele unijnej dyrektywy o prawie autorskim jeszcze w trakcie prac koncepcyjnych”. Celem Wielkiej Brytanii jest, by twórcy internetowy otrzymywali sprawiedliwsze wynagrodzenie. ISO informuje, że w związku z ostatecznym terminem implementacji dyrektywy (czerwiec 2021 r.) – wykraczającym poza wynegocjowany przez rząd Theresy May termin przejściowy – dyrektywa nie zostanie transponowana do brytyjskiego prawa. Rząd ma rozważyć w przyszłości czy zostaną podjęte pracę nad stworzeniem własnej wersji przepisów.

MADRYT

W Hiszpanii panuje przekonanie o konieczności transpozycji unijnej dyrektywy. Dlatego istnieje niewielki opór przeciwko zmianom – informują przedstawiciele stowarzyszenia zajmującego się własnością intelektualną (ADEPI). Wszystkie grupy parlamentarne zatwierdziły reformę prawa własności intelektualnej w lutym zeszłego roku, a pracom towarzyszył rzadko spotykany w ostatnich miesiącach konsensus.

Przedstawiciele ADEPI postrzegają zmiany, jako szansę na „uzyskanie równowagi na rynku usług cyfrowych (…) poprzez umożliwienie twórcom otrzymania sprawiedliwej zapłaty za ich pracę”.

WARSZAWA

Unijna dyrektywa wzbudziła w Polsce wiele kontrowersji. Od początku stała się jednym z tematów kampanii wyborów do Parlamentu Europejskiego. PiS stoi na stanowisku, że zmiany w prawie występują przeciwko wolności w internecie. Częste są porównania dyrektywy do „ACTA 2”. Premier Mateusz Morawiecki przypomniał 7 września podczas konwencji wyborczej PiS przed wyborami parlamentarnymi (13 X), że Polska zaskarżyła unijne przepisy do TSUE (Polska należała do grona pięciu państw, które na forum Rady UE nie poparły nowego prawa).

Za implementację dyrektywy odpowiedzialne jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Minister Piotr Gliński zwrócił uwagę, że „niektóre artykuły (…), a zwłaszcza ten dotyczący filtrowania treści – zagrażają wolności w internecie i są sprzeczne z podstawowymi wartościami Unii Europejskiej, dotyczących wolności słowa, idei, kreowania nowych treści”. Z kolei wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański poinformował, że „taki kształt dyrektywy może skutkować koniecznością przyjęcia regulacji, które będą analogiczne do cenzury prewencyjnej, a taka jest zakazana nie tylko w myśl polskiej konstytucji, ale też unijnych traktatów”.

Polska nie spieszy się z transpozycją dyrektywy. Według Kuby Jankowskiego, eksperta w dziedzinie prawa autorskiego, „wdrożenie dyrektywy wymaga zmiany prawa, ponieważ wiele przepisów stanowi novum w krajowym systemie”. „Niewykluczone zatem, że Polska poczeka do 2021 r. przed podjęciem odpowiednich kroków”.

Tymczasem główni zainteresowani dyrektywy, tj. artyści wystosowali przed kilkoma dniami manifest w obronie praw autorskich. Inicjatywa „Razem dla kultury” – popierana przez kilkudziesięciu polskich twórców, w tym m.in. kompozytora, laureata Oscara Jana A.P. Kaczmarka – wzywa do poparcia unijnej dyrektywy. Autorzy opowiadają się za „zrównoważeniem panowania wielkich gigantów ponadnarodowych i przeciwstawieniu ich działalności lokalnemu przemysłowi kreatywnemu po to, aby twórcy mogli dostawać godziwe wynagrodzenie za udostępnianie twórczości na YouTube, Facebooku czy innych dużych platformach”. Jan Młotkowski, szef wydziału ds. komunikacji ZAiKS, popierając akcję powiedział PAP, że „wolność w internecie będzie wtedy, kiedy ludzie nie będą okradani”.

ZAGRZEB

Krajowy Urząd Własności Intelektualnej utworzył grupę roboczą, której zadaniem będzie dostosowanie dyrektywy do chorwackiego prawa. Pierwsze spotkanie zaplanowano na koniec tego roku. Na oficjalnej stronie urzędu znajdują się informacje umożliwiające obywatelom uzyskanie informacji o dyrektywie i skutkach, jakie niesie ona dla użytkowników przestrzeni internetowej. Rząd popiera zmiany.

ATENY

Przed dziesięcioma dniami Ministerstwo Kultury powołało komisję, która zajmie się wdrożeniem dyrektywy do lokalnego systemu prawnego. W najbliższych miesiącach maja być znane pierwsze efekty prac.  Niedawno doszło do spotkania przedstawicieli rządu ze środowiskiem dziennikarskim. Obiecano wziąć pod uwagę ich opinie przy pracach legislacyjnych.

BRATYSŁAWA

Rząd nie stworzył jeszcze zespołu odpowiedzialnego za implementację dyrektywy do słowackiego prawa, jednak minister kultury zapowiedział niedawno, że pracom będzie z pewnością towarzyszyła szeroko zakrojona dyskusja, podczas której zainteresowane strony będą miały możliwość przedstawienia swojego stanowiska.

Aktywnie działające na Słowacji Stowarzyszenie Dziennikarzy Europejskich (AEJ) z zadowoleniem przyjęło wieść o zmianach w prawie autorskim. Na Słowacji zwraca się jednak uwagę na kwestię wolności internetu. „Jest konieczne, by przyjąć takie przepisy, które zapewnią wolność wyszukiwania informacji oraz ograniczą pokusy cenzurowania treści” – powiedział w styczniu sekretarz generalny AEJ i jednocześnie dziennikarz Tibor Macak. 

PRAGA

U naszych południowych sąsiadów trwają pracę na implementacją przepisów. Ministerstwo Kultury zaprosiło wszystkie zainteresowane strony do konsultacji. „W sierpniu mieliśmy spotkanie w ministerstwie. Przekazaliśmy wówczas nasze opinie. Jak dotąd nie wydarzyło się nic więcej” – powiedział Vaclav Mach, dyrektor czeskiego Związku Wydawców.

Dyrektywa wywołuje silne emocje nad Wełtawą. Przewiduje się, że proces legislacyjny może być długi i skomplikowany.

SOFIA

Dotychczas władze transponowały europejskie prawodawstwo w ostatnim możliwym momencie, a czasem po terminie. Tak stało się np. w przypadku RODO w 2018 r., gdy przekroczono termin o 6 miesięcy. „Prace nad wdrożeniem dyrektywy są wciąż na wczesnym etapie” – powiedział minister kultury.

Władze nie spotkały się jeszcze z zainteresowanymi stronami. Dojdzie do nich najprawdopodobniej w połowie przyszłego roku. Ministerstwo Kultury informuje, że Bułgaria uczestniczy w pracach komitetu kontaktowego Komisji Europejskiej ds. Praw Autorskich, który wspiera proces wdrażania dyrektywy.