Zagadka masowego wymierania słoni w Botswanie rozwiązana

Zagadka śmierci słoni w delcie rzeki Okawango w Botswanie została rozwiązana. Ale nie do końca (Photo by Sergi Ferrete on Unsplash)

Zagadka śmierci słoni w delcie rzeki Okawango w Botswanie została rozwiązana. Ale nie do końca (Photo by Sergi Ferrete on Unsplash)

Prawie trzy miesiące trwało ustalanie przyczyn śmierci przynajmniej 330 słoni, które padły w bardzo krótkim czasie w delcie rzeki Okawango w północnej Botswanie. Niemal od razu wykluczono działania kłusowników. Podejrzewano więc, że ktoś słonie otruł lub, że doszło do jakiejś wirusowej epidemii.

 

Ostatecznie okazało się jednak, że za śmierć zwierząt odpowiada pewien gatunek sinic, które rozmnożyły się mocno w okolicznych źródłach wody pitnej. W przypadku słoni sinice wywoływały poważne zatrucie układu nerwowego, które prowadziło do śmierci.

Setki słoni padło wczesnym latem

Pierwsze padłe słonie zaobserwowano w rejonie delty Okawango w maju, ale najwięcej martwych zwierząt doliczono się w czerwcu. Ostatnie padłe z tajemniczych powodów sztuki odnotowano zaś jeszcze we wrześniu.

W sumie doliczono się ich 330, czyli nieco mniej niż wcześniej podejrzewano. Okazało się bowiem, że część padłych sztuk policzono podwójnie. Nie zmienia to jednak faktu, że to jeden z najpoważniejszych znanych nauce przypadków masowego wymierania słoni.

Już w czerwcu zauważono, że tajemniczy jeszcze wówczas czynnik działał na układ nerwowy zwierząt. Część słoni zanim padła, zachowywała się tak, jakby straciła całkowitą orientację w terenie albo nawet kręciła się w kółko.

Umierając słonie najczęściej padają na bok, a tymczasem wiele padłych sztuk w delcie Okawango leżało w bardzo nienaturalny sposób (np. upadły do przodu), co sugerowało, że przed śmiercią doznały jakiegoś porażenia kończyn.

Dlatego od początku podejrzewano, że zaatakowany został system nerwowy zwierząt. Wykluczono jednak działania kłusowników. Żaden ze słoni nie był bowiem pozbawiony cennych ciosów, a to właśnie one są celem nielegalnie działających myśliwych.

Podejrzewano też, że nikt nie rozrzucił z helikoptera jakiejś trucizny (np. cyjanku), bowiem zaobserwowano wyłącznie padłe słonie, ale żadnych innych zwierząt, które by ucierpiały. Co więcej, nawet padlinożercy (np. sępy) żerujący na martwych słoniach zdawali się nie odczuwać żadnych dolegliwości.

Botswana: Tajemnicza śmierć ponad 350 słoni. Przyczynę mają ustalić testy laboratoryjne

Ponad 350 słoni padło w bardzo krótkim okresie w delcie rzeki Okawango w Botswanie. Nie wiadomo co jest tego przyczyną, ale niemal na pewno nie było to działanie kłusowników, bo zwierząt nie pozbawiono ich cennych ciosów. Sprawę wyjaśnią badania laboratoryjne.

Najbardziej sensacyjne teorie obalone

Dlatego powstała hipoteza o rozprzestrzeniającym się wśród słoni w Botswanie wirusie wywołującym zapalenie mózgu, które miałoby doprowadzić do śmierci tych zwierząt. Próbki pobrane z ciał padłych zwierząt wysłano więc do laboratoriów m.in. w RPA, Zimbabwe i Kanadzie.

Ostatecznie nie potwierdziły się najbardziej sensacyjne teorie mówiące o zupełnie nowym patogenie atakującym słonie albo o tym, że do śmierci słoni doprowadził odpowiedzialny za obecną pandemię koronawirus SARS-CoV-2.

Okazało się jednak, że do śmierci słoni doprowadził znany już wcześniej gatunek sinic. Ta teoria również była przez ekspertów prezentowana, ale słabiej przebijała się do mediów.

Zagadką pozostaje natomiast dalej to, dlaczego sinice tak bardzo się rozmnożyły; dlaczego na tak ograniczonym terenie i wreszcie – last but not least – dlaczego ucierpiały jedynie słonie”. Mamy kilka hipotez, które obecnie badamy” – powiedział dyrektor Krajowego Departamentu Dzikiej Przyrody i Parków Narodowych dr Cyril Taolo.

Do przypadków śmiertelnego zatrucia się słoni wodą z sinicami już w przeszłości dochodziło, ale nigdy nie było to na aż tak masową skalę. Na przykład kilka miesięcy temu w Zimbabwe padło z tego powodu 20 słoni.

Prezydent Burundi bagatelizował koronawirusa. Umarł z tego powodu?

Prezydent położonego we wschodniej części Afryki Burundi Pierre Nkurunziza nie uważał nowego koronawirusa za duże zagrożenie. Nie negował jego istnienia, ale przekonywał, że jego kraj zawarł w tej sprawie „pakt z Bogiem”. Kilka dni temu jednak zmarł.

Botswana – kraina słoni

Botswana to kraj, który szczyci się największą popularnością słoni afrykańskich na świecie. Żyje ich w tym kraju ponad 150 tys. (to prawie 1/3 wszystkich na świecie), ale oprócz chorób grozi im też kłusownictwo na wielką skalę. Za sprawą obecnych wydarzeń w kraju ponownie wybuchła dyskusja w sprawie rozwiązania w 2018 r. wydziału ds. zwalczania kłusownictwa w Krajowym Departamencie Dzikiej Przyrody i Parków Narodowych.

Obecnie urzędujący prezydent Mokgweetsi Masisi w ubiegłym roku zniósł też obowiązujący od 2014 r. zakaz polowania na słonie, który wprowadził jego poprzednik na prezydenckim fotelu Ian Khama.

Nowe botswańskie władze uznały bowiem, że populacja słoni dostatecznie się już odbudowała. Na początku lat 90. XX wieku było w Botswanie tylko około 80 tys. zwierząt. Tegoroczny sezon polowań na słonie nie został jednak rozpoczęty z powodu pandemii koronawirusa.

Były botswański minister ds. dzikiej przyrody Tshekedi Khama (brat byłego prezydenta Iana Khamy) wytknął obecnym władzom, że ich ostatnie działania zachęciły kłusowników do działania. Przypomniał, że po tym jak rozwiązano państwowe służby zwalczające kłusownictwo, w 2019 r. w delcie Okawango znaleziono 87 martwych słoni z odrąbanymi ciosami.

Rząd Botswany przyznaje zresztą, że kłusownictwo to coraz większy problem. „W delcie Okawango zaobserwowaliśmy alarmujący wzrost liczby nielegalnych polowań na nosorożce” – głosi rządowy komunikat.