Wojna a energetyka Polski, Czech i Niemiec: Koniec epoki rosyjskich surowców w UE

energetyka, energia

„Różne kraje mierzą się z różnymi trudnościami, ale mamy dziś wspólny cel, a jest nim to, aby energii nie zabrakło i aby była ona w przystępnej cenie”, podkreśla Lisa Badum, przewodnicząca Komisji Bundestagu ds. zmian klimatu i energii. / Zdjęcie: Pixabay [PIRO4D]

Plany transformacji energetycznej UE związane z Europejskim Zielonym Ładem zostały zrewidowane przez konsekwencje toczącej się w Ukrainie wojny. O tym, jak zastąpić rosyjskie surowce rozmawiali uczestnicy e-Konferencji EURACTIV.pl „Wojna a polityka energetyczna Polski, Niemiec i Czech”.

 

 

Inwazja Rosji na Ukrainę była dla Unii Europejskiej sygnałem alarmowym, aby przyspieszyć działania na rzecz dywersyfikacji źródeł energii i zastanowić się, jak zarządzać istniejącymi zależnościami.

Polityka Gazpromu, wymuszającego od odbiorców gazu płatności w rublach, jak również generalna zgoda w UE co do potrzeby nałożenia embarga na węglowodory z Rosji, stanowiące ważne źródło dochodów rosyjskiej gospodarki (28 proc. w 2019 r.), sprawiły, że rosyjski gaz przestał być realną opcją.

Unijną odpowiedzią na kryzys energetyczny jest pakiet REPowerEU. Ma on na celu zwiększenie odporności ogólnounijnego systemu energetycznego w obliczu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Odnawialne źródła energii, wodór i biometan mają zastąpić importowany gaz z Rosji.

Pakiet przewiduje takie środki, jak łagodzenie podwyżek detalicznych cen energii, zwiększenie ilości magazynowanej energii oraz dywersyfikacja źródeł energii, m.in. poprzez inwestycje w gaz LNG. „W tym roku możemy spodziewać się bardzo wysokich cen energii. Musimy więc działać krótkoterminowo”, podkreśla Matthew Baldwin, zastępca dyrektora generalnego Komisji Europejskiej ds. Energii.

UE podjęła już wysiłki w zakresie zwiększenia magazynowania energii. Dziś magazyny są wypełnione w ok. 50 proc. Oprócz tego Komisja zamierza zadbać, żeby państwa członkowskie wprowadzały odpowiednie regulacje podatkowe i programy wsparcia finansowego, które doprowadzą do obniżenia kosztów energii zwłaszcza dla odbiorców indywidualnych.

Przyszłość energetyki w czasie wojny. Perspektywa Polski, Niemiec i Czech

Jak na wdrażanie postulatów Europejskiego Zielonego Ładu wpłynęła wojna i jak Praga, Berlin i Warszawa odchodzą od rosyjskich surowców?

Przyszłość transformacji energetycznej

Kryzys surowcowy, jaki nastąpił w konsekwencji wojny w Ukrainie postawił pod znakiem zapytania dotychczasowe plany Unii Europejskiej związane z osiągnięciem celu neutralności klimatycznej netto do 2050 r. Zagrożona wydaje się zwłaszcza realizacja ambitnego planu „Fit for 55”. Rosną bowiem koszty transformacji energetycznej.

Utrzymywanie funkcjonowania i bezpieczeństwa systemów energetycznych przekłada się na ogromne koszty, wskazuje wiceprezes Polskiej Grupy Energetycznej Wanda Buk. „Do tego dochodzą koszty transformacji energetycznej. Nie możemy i nie chcemy, aby ponosili je konsumenci. Dlatego zielona transformacja będzie możliwa pod warunkiem, że ceny prądu będą na akceptowalnym poziomie”, podkreśla.

Polska Grupa Energetyczna, jako największy operator energetyczny w Polsce, działa na ok. 40 proc. terytorium kraju. Dlatego PGE jest szczególnie odpowiedzialna za bezpieczeństwo energetyczne Polski oraz dostarczanie energii do konsumentów po rozsądnej cenie.

“Przeprowadzenie transformacji energetycznej w sposób, który będzie do przyjęcia dla obywateli jest w naszym wspólnym europejskim interesie. Zobowiązaliśmy się do wypełnienia ambitnych celów klimatycznych, co jednak nie zwalnia nas z odpowiedzialności, by dostarczać bez awarii energię do klientów. Dlatego musimy dostosować unijne plany, zwłaszcza pakiet Fit for 55, do nowej rzeczywistości – zarówno jeśli chodzi o terminy, jak i o wsparcie finansowe dla krajów szczególnie uzależnionych od węgla”, uważa Buk.

Unia Europejska wychodzi jednak z założenia, że trwający kryzys energetyczny wcale nie musi spowolnić zielonej transformacji, a może wręcz stymulować ten proces. UE chce wykorzystać konieczność rezygnacji z rosyjskich surowców, aby przyspieszyć przejście na odnawialne źródła energii.

„Zwiększenie roli OZE przełoży się na mniejszą zależność energetyczną od Rosji, ale także ogólnie wzmocni naszą odporność w zakresie pozyskiwania energii”, wyjaśnia Ana Sanchez z Dyrekcji Generalnej Komisji Europejskiej ds. Energii.

Holandia wraca do węgla. Kolejny kraj obawia się o bezpieczeństwo energetyczne w zimie

Dotychczas holenderski rząd dążył do obniżenia udziału energetyki węglowej w krajowym miksie energetycznym.

Wodór zamiast gazu

Kluczową rolę w transformacji energetycznej UE ma także odegrać wodór, który umożliwi działalność m.in. bezemisyjnego transportu, ogrzewania i przemysłu.

Na świecie znajduje się obecnie jedynie 5 tys. km rurociągu wodorowego. Większość zlokalizowana jest w USA (2,6 tys. km), Belgii (600 km) i Niemczech (400 km). Rola wodoru w strukturze energetycznej UE będzie jednak coraz większa, uważa Jesse Scott, dyrektor programów międzynarodowych w Agora Energiewende.

Pytanie brzmi, jak Unia zamierza pozyskiwać wodór. Według think-tanku Parlamentu Europejskiego obecnie 96 proc. wodoru wytwarzane jest z węgla lub gazu ziemnego. Produktem tego procesu jest w większości wodór szary. Jest on najbardziej szkodliwy dla środowiska ze wszystkich rodzajów wodoru. Podczas wytwarzania kilograma tego surowca do atmosfery trafia 9,3 kg CO2.

Z węgla i gazu produkuje się też wodór niebieski, który pozyskuje się w ten sam sposób co szary, jednak w tym przypadku dwutlenek węgla jest wychwytywany i składowany, przez co ten rodzaj wodoru jest znacznie bardziej przyjazny dla środowiska niż jego szary odpowiednik.

Rozwój technologii produkcji wodoru z gazu nie wchodzi jednak teraz w grę, a to ze względu na wysokie koszty gazu, mówi Scott. Alternatywę stanowią źródła odnawialne: wiatr i słońce. Dzięki nim można produkować tzw. wodór zielony, pozyskiwany w procesie elektrolizy wody przy użyciu zielonej energii. „Nie wiemy jednak, czy z OZE zdołamy wyprodukować tyle wodoru, ile potrzebujemy”, zwraca uwagę ekspertka.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat UE zainwestowała w programy związane z rozwojem technologii wodorowych ponad 1 mld euro. W lipcu 2020 r. Komisja Europejska przyjęła unijną strategię wodorową, której głównym celem jest rozwój zielonego bezemisyjnego wodoru do 2050 r.

Strategia obejmuje trzy fazy. Pierwsza zakłada zwiększenie produkcji dużych elektrolizerów, co pomoże w dekarbonizacji istniejącej już instalacji wodorowej. Do 2024 r. mają powstać elektrolizery o mocy łącznie co najmniej 6 GW, które będą w stanie produkować 1 mln ton zielonego wodoru. W drugiej fazie moc elektrolizerów ma wzrosnąć do 40 GW, co pozwoli na produkcję zielonego wodoru na poziomie 10 mln ton. W fazie trzeciej, czyli po 2030 r., wodór ma być stosowany na szeroka skalę.

Wodór może stanowić ważną część rozwiązania problemu uzależnienia unijnej energetyki od paliw kopalnych, zwłaszcza w perspektywie długoterminowej, uważa Scott. „Do tego konieczne jest jednak zwiększenie produkcji energii odnawialnej, zwłaszcza poprzez rozwijanie technologii wiatrowych onshore i offshore”, zaznacza.

Bułgaria i Grecja wybudują rurociąg wodorowy

Jest to konieczne dla bezpieczeństwa energetycznego.

OZE w Polsce póki co jako źródło dodatkowe

W 2020 r. Polska importowała z Rosji ponad 9 mln ton węgla. To aż trzy czwarte całości nabytego przez nasz kraj w tamtym roku węgla kamiennego. Z Rosji pochodziła też ponad połowa (55 proc.) sprowadzonego w 2020 r. do Polski gazu i 65 proc. ropy.

W marcu br. OZE odpowiadały za jedną czwartą wytwarzanej w Polsce energii. „Rozwój odnawialnych źródeł energii jest (dla Polski – red.) priorytetem ze względu na niskie koszty operacyjne. Ale to elektrownie konwencjonalne stanowią póki co trzon naszego systemu energetycznego, ponieważ tylko one pozwalają na ten moment zapewnić nieprzerwane dostawy energii do przedsiębiorstw i klientów indywidualnych”, wyjaśnia Wanda Buk.

„Na chwilę obecną, aby uniknąć przerw w dostawach, jesteśmy zmuszeni polegać na energii ze źródeł kopalnych. Z elektrowni konwencjonalnych będziemy mogli wycofać się dopiero wtedy, gdy będziemy absolutnie pewni, że możemy je w stu procentach zastąpić”, dodaje.

Pod koniec roku do użytku ma zostać oddany gazociąg Baltic Pipe, nowy korytarz dostaw gazu dla Danii, Polski, Szwecji, krajów bałtyckich i krajów Europy Środkowo-Wschodniej z Norwegii. Będzie to alternatywa dla Gazociągu Jamalskiego, którym dostawy gazu wstrzymano w kwietniu.

Polska podpisała też umowę na zwiększenie przepustowości terminalu importowego LNG w Świnoujściu. Uruchomi również pływającą jednostkę magazynową LNG i terminal regazyfikacyjny na Zatoce Gdańskiej. Poprzez swoje terminale Polska może odbierać LNG m.in. z USA.

„W pewnych sektorach gospodarki gaz musi póki co zostać utrzymany, ponieważ trudno jest wyobrazić sobie alternatywę dla tego surowca w postaci źródeł odnawialnych”, twierdzi wiceminister klimatu i środowiska Adam Guibourgé-Czetwertyński. Podkreśla jednak, że w tych sektorach, gdzie jest to możliwe, Polska będzie dążyć do stopniowego zmniejszania wykorzystania gazu.

Gazociągi bez których nie będzie pływającego terminala LNG w Gdańsku

Bez lądowych gazociągów wprowadzających gaz do polskiego systemu cały projekt FSRU w Gdańsku pozostaje w sferze deklaratywnej.

Niemcy rezygnują z atomu, wracają do węgla

Dla niemieckiej gospodarki kluczowy jest gaz ziemny, który niemal w całości sprowadzany jest z zagranicy. Ponad połowa importowanego do Niemiec surowca pochodzi z Rosji. Rosyjska ropa stanowiła przed wojną 35 proc. ogółu niemieckiego importu tego surowca, zaś rosyjski węgiel połowę (50 proc.).

Z raportu Ministerstwa Gospodarki i Klimatu Niemiec wynika jednak, że od tamtej pory udział rosyjskiej ropy w imporcie spadł do 12 proc. gazu – do 35 proc, a węgla – do 8 proc. Niemcy nie zdecydowały się na natychmiastowe zaprzestanie importu ropy, gazu i węgla z Rosji, ponieważ według rządu miałoby to „zbyt poważne konsekwencje gospodarcze i społeczne”.

Niemieckie władze złożyły zamówienie na trzy pływające terminale skroplonego gazu ziemnego. Rząd bada obecnie możliwe lokalizacje na Morzu Północnym i Morzu Bałtyckim, gdzie można je wykorzystać jak najszybciej – prawdopodobnie już zimą 2022/2023. Berlin podpisał już także umowę na dostawy gazu z Katarem, a negocjacje w tej sprawie prowadzi też z Norwegią, Kanadą i Stanami Zjednoczonymi.

W procesie odchodzenia od rosyjskich surowców Niemcy nie zamierzają jednak rezygnować ze swoich wcześniejszych planów porzucenia atomu. „Energia jądrowa nie jest ekologiczna, wiąże się z nią wiele zagrożeń”, twierdzi Lisa Badum, przewodnicząca Komisji Bundestagu ds. zmian klimatu i energii.

Niemiecki rząd ogłosił ostatnio, że w obliczu ograniczenia dostaw gazu z Rosji zamierza „w większym stopniu” wykorzystywać elektrownie bazujące na węglu kamiennym i brunatnym.

Badum podkreśla, że Niemcy zdecydowali się na powrót do węgla, ponieważ dysponują takimi jego zasobami, że już dziś są w stanie zaspokoić dzięki niemu połowę zapotrzebowania na energię. Bez tymczasowego powrotu do węgla „nie poradzimy sobie, jeśli Kreml przykręci nam kurek”, ocenia.

Co z Nord Stream 2, którego długo bronił Berlin, a krytykowały m.in. Waszyngton i Warszawa? „Nie zamierzamy już korzystać z tego gazociągu”, mówi Badum. „Nie mamy w planach wznawiać kontaktów gospodarczych z Rosją przez następne 10 czy 20 lat”, zapewnia.

Niemcy: Renesans węgla. Rząd szykuje się na niedobory gazu

Sytuacja na rynku energetycznym spowodowana wojną w Ukrainie zmienia perspektywę Niemiec.

„Ulegliśmy ułudzie taniego rosyjskiego gazu”

W Czechach jeszcze w ubiegłym roku udział gazu z Rosji w ogólnym imporcie tego surowca wynosił powyżej 90 proc. Czechy czerpały z Rosji również połowę ogółu importowanej ropy.

Czesi mieliby szansę na przynajmniej częściowe uniezależnienie się od gazu z Rosji, gdyby zbudowali i uruchomili interkonektor Stork II – gazociąg, który miał połączyć systemy gazowe Czech i Polski. Licząca 107 km rura między Libhosztiem na Morawach a Kędzierzynem miała umożliwić przesyłanie 5,2 mld m3 gazu z Polski do Czech i 7,5 mld m3 w przeciwnym kierunku. Realizację projektu jednak odroczono.

Uzależnienie się Czech od rosyjskiego gazu było skutkiem porozumień między Berlinem, Wiedniem a Moskwą, mówi Mirek Topolánek, premier Czech w latach 2006-2009. „Ulegliśmy ułudzie taniego gazu z Rosji. Zlekceważyliśmy ryzyko, jakie wiązało się z importem rosyjskiego gazu”, podkreśla.

Rządy Topolánka w Czechach przypadły na początek pierwszego europejskiego kryzysu gazowego, związanego z uruchomieniem gazociągu Nord Stream 1. „Kryzys gazowy z 2009 r. był w pewnym sensie podobny do tego, z którym zmagamy się teraz. Obecny kryzys ma jednak nieco głębszy charakter, ponieważ jest on konsekwencją wojny”, zauważa były premier.

„Jesteśmy świadkami brudnej gry, prowadzonej przez Władimira Putina. Ilość przesyłanych surowców zmniejsza się, a Rosja wywiera presję na ich odbiorców”, wskazuje.

Jeśli chodzi o szukanie alternatywnych źródeł gazu, to Czechy w dużym stopniu zależeć będą od europejskiej solidarności, zaznacza. Rząd Republiki Czeskiej rozważa możliwość nabycia udziałów w jednym z istniejących lub planowanych terminali LNG w państwach UE, z których byłoby technicznie możliwe przesyłanie gazu do krajowego systemu gazowego.

„Bardzo liczymy na współpracę z Polską i Niemcami, ale to oznacza, że będziemy wzajemnie od siebie zależeć. Jeśli w Polsce czy Niemczech będą niedobory surowca, odbije się to także i na nas”, wyjaśnia były szef czeskiego rządu.

„Polska zapewne sobie poradzi, ale trudno będzie zwiększyć przesył do Czech, na Słowację i na Ukrainę, przede wszystkim ze względu na ograniczoną przepustowość terminali. Mogą tworzyć się wąskie gardła”, ostrzega.

Oprócz czerpania gazu z terminali znajdujących się w innych krajach pod uwagę brana jest także budowa własnego terminalu LNG pod Litomierzycami. Gaz mógłby być dostarczany do Czech z północy kontynentu pociągami, a następnie rozprowadzany drogą wodną przez Łabę.

Rzecznik Ministerstwa Przemysłu i Handlu Marek Vošahlík poinformował ponadto o rozmowach dotyczących gwarancji dostaw gazu ziemnego (LNG) z Kataru do Czech. Rozwiązanie to wymaga jednak istotnych nakładów inwestycyjnych i uzupełnienia infrastruktury.

Alternatywę stanowić ma także import gazu z Norwegii, który według Ministerstwa Przemysłu i Handlu mógłby pokryć nawet jedną czwartą krajowego zużycia. Czesi w przeciwieństwie do Niemców nie zamierzają też rezygnować z energii atomowej. W planach jest inwestycja w cztery nowe bloki.

Wzmocnienie niezależności Europy. Plan Czech na prezydencję w UE

Oto pięć głównych punktów politycznej agendy nadchodzącej czeskiej prezydencji w radzie UE.

„Przed nami trudne lata”

„Polityka wobec Rosji była pełna błędów, ale przeszłości już nie zmienimy. Możemy jedynie zmienić kurs obecnej polityki”, wskazuje Badum.

„Różne kraje mierzą się z różnymi trudnościami, ale mamy dziś wspólny cel, a jest nim to, aby energii nie zabrakło i aby była ona w przystępnej cenie”, podkreśla.

„Przed nami trudne lata i trudne decyzje. Efekty wielu z nich zobaczymy zapewne dopiero pod koniec tej dekady. Musimy wciąż rozwijać fotowoltaikę i energetykę wiatrową, a jednocześnie inwestować w magazynowanie energii. Bez tych wszystkich działań nie osiągniemy naszych celów klimatycznych”, uważa z kolei Jessie Scott.


Artykuł został napisany w związku z e-Konferencją EURACTIV.pl “Wojna a polityka energetyczna Polski, Niemiec i Czech”, która odbyła się 20 czerwca br.

Wyzwania energetyczne Polski, Niemiec i Czech [WIDEO]

Zapraszamy Państwa na zapis wideo z e-Konferencji “Wyzwania energetyczne Polski, Niemiec i Czech”.