Węgiel znika z Europy, ale na świecie ma się dobrze

Kopalnia węgla brunatnego, fot. MichaelGaida [Pixabay]

Kopalnia węgla brunatnego, fot. MichaelGaida [Pixabay]

Węgiel w Unii Europejskiej powoli znika z energetyki, a wraz z nim emisje CO2. Tyle z dobrych wiadomości, bo w skali globalnej wciąż truje na potęgę.

 

– Rok 2019 może oznaczać początek końca dla energetyki węglowej w Europie – ocenia Dave Jones, analityk Sandbag, międzynarodowego think thanku zajmującego się polityką klimatyczną w Europie i na świecie.

embed

 

Think thank opublikował właśnie „Analizę śródroczną sektora energetycznego w UE”, z której wynika, że w pierwszej połowie 2019 r. odnotowano najbardziej gwałtowny spadek wytwarzania energii elektrycznej z elektrowni węglowych. W skali UE spadła ona o 19 proc. w stosunku do pierwszego półrocza 2018 r.

Wyniki te napawają optymizmem, zwłaszcza że opublikowany w ostatnich dniach raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) to kolejny alarm obnażający konsekwencje zmian klimatu spowodowane emisją gazów cieplarnianych. Za sobą mamy zresztą najgorętszy lipiec w historii!

Słońce i wiatr zatrzymują węgiel

Spadki odnotowały niemal wszystkie europejskie kraje spalające węgiel. Największy – 79-procentowy – zaobserwowano w Irlandii. W Wielkiej Brytanii, która zobowiązała się wycofać całkowicie węgiel do 2025 r., produkcja z brudnego paliwa spadła o 65 proc. Niemcy, choć wciąż są największym emitentem CO2 w Europie, odnotowały spadek o 22 proc. Na tym tle Polska wypada słabo. Udział węgla w energetyce spadł zaledwie o 6 proc., a Polska znalazła się na 16. miejscu spośród 18 analizowanych przez Sandbag.

Jednak jak podkreślają autorzy raportu, produkcja energii z węgla jest dziś mniejsza już o 30 proc. w stosunku do 2012 r.

– Największe spadki odnotowują kraje, które zachęcają do stosowania energii wiatrowej i słonecznej i mają określone daty odejścia od węgla – wyjaśnia Dave Jones.

embed

 

Kamil Wyszkowski, prezes rady Global Compact Network Poland, podkreśla: – Jeśli chcemy powstrzymać zmiany klimatyczne, to trzeba ograniczyć emisję gazów cieplarnianych przez zmianę modelu pozyskiwania energii. Trzeba odejść od spalania paliw kopalnych i zastąpić je zero- i niskoemisyjnymi technologiami. Przykład energii ze słońca, wiatru i wody oraz energia atomowa pokazują, że jest to możliwe. Jeśli uda się ten eksperyment sprawnie przeprowadzić, to model miksu energetycznego dla świata oparty na energii z atomu i OZE stanie się oczekiwanym standardem.

A dane mówią same za siebie: Irlandia, Wielka Brytania i Francja wielokrotnie w tym roku funkcjonowały przy zerowym lub prawie zerowym wytwarzaniu węgla w miksie energetycznym.

Sukcesowi polityki UE nakierowanej na redukcję węgla w produkcji energii pomogły też wyższe ceny samego surowca przy niższych cenach gazu i taniejących technologiach OZE. Utrzymywanie brudnych elektrowni węglowych staje się również nieopłacalne w Europie z powodu wysokich opłat za emisję CO2 i kosztów eksploatacji związanych z produkcją czarnego złota.

Eksperci liczą, że jeżeli trend będzie się utrzymywał do końca roku, to UE wyemituje o 65 mln ton dwutlenku węgla mniej niż w roku 2018, zmniejszając emisję gazów cieplarnianych o 1,5 proc.

Więcej brudnej mocy

Niestety, w skali globalnej emisje wciąż rosną. Winne są przede wszystkim paliwa kopalne, ale nie tylko. – Coraz większa liczba krajów wchodzi do elitarnego grona państw o wysokim poziomie rozwoju i rosną aspiracje, by zagwarantować kolejnym miliardom jak najwyższą jakość życia. Emisje rosną także dlatego, że przez ostatnie 50 lat podwoiła się liczba ludności, wydłużyła się długość życia, wolumen światowej gospodarki wzrósł czterokrotnie, handel międzynarodowy wzrósł dziesięciokrotnie, a rynek żywności się potroił. Każdy człowiek, produkt czy usługa ma swój koszt energetyczny i ślad węglowy – wylicza Wyszkowski.

Nie zmienia to jednak faktu, że za jedną trzecią światowych emisji CO2 wciąż odpowiada energetyka węglowa. Źródłem kolejnych 10 proc. jest samo wydobycie węgla.

Według najnowszych danych Global Energy Monitor w I półroczu 2019 r. na całym świecie ogłoszono plany budowy 12,7 GW mocy węglowych, łopaty wbito na placach budowy pod 12 GW, a do użytku oddano 27 GW. W sumie na różnych etapach rozwoju są projekty o mocy 538 GW. Widać ich mocną koncentrację – 90 proc. z nich rozwijanych jest w zaledwie 15 krajach świata, głównie w krajach rozwijających się, w Chinach, Indiach, Bangladeszu, na Filipinach czy w Indonezji.

Nowe moce węglowe

W energetykę węglową wciąż też inwestują kraje rozwinięte. Przykłady? Polska z jej 1000-megawatowym blokiem w Ostrołęce, Australia z inwestycjami na miejscu wygaszonych już elektrowni (Collinsville w stanie Queensland i Vales Point w Nowej Południowej Walii) czy Japonia, która po awarii reaktora w Fukushimie uruchomiła projekty węglowe o łącznej mocy 13,1 GW.

Liderami jednak pozostają dwa kraje: Chiny i Indie, gdzie koncentruje się niemal ćwierć wszystkich nowych mocy, a w samych Chinach już działają elektrownie o mocy niemal 990 GW.

Taniego paliwa do elektrowni dostarczają kopalnie, których w Państwie Środka przybywa. Według Coal Energy Statistical Yearbook w ubiegłym roku Chińczycy wyprodukowali 3474 Mt (1 megatona = 1 mln ton) węgla – o 98 Mt więcej niż rok wcześniej. Na drugim miejscu były Indie z 764 Mt.

Cel: klimat

Do 2015 roku kraje rozwijające się, a wśród nich Chiny i Indie, nie miały żadnych celów redukcyjnych. – Globalna polityka klimatyczna opiera się na założeniu, że grupa ok. 40 rozwiniętych państw odpowiada za zmiany klimatu, przez które cierpią głównie państwa rozwijające się. To ona ma więc podejmować największe wysiłki, by je powstrzymać – tłumaczy Lidia Wojtal, niezależna ekspertka ds. polityki klimatyczno-energetycznej. Ale w porozumieniu paryskim do podjęcia działań zobowiązało się już 185 państw, bo tyle już to porozumienie ratyfikowało. A wśród nich Chiny i Indie, które od 2000 roku gwałtownie się rozwijają, zużywając coraz więcej energii. Tę dotąd najtaniej było produkować z rodzimego węgla.

Raport ONZ: Aby ratować klimat, ludzkość musi zmienić styl życia

Najnowszy raport Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu Organizacji Narodów Zjednoczonych (IPCC) stwierdza, że jeśli ludzkość dalej będzie w takim stopniu niszczyć ziemię i wycinać lasy, aby zwiększać produkcję m.in. mięsa, to pogrzebane zostaną wszelkie wysiłki na rzecz klimatu, poczynione w …

Od co najmniej kilku lat to się jednak zmienia. Wyścig technologiczny, w który włączyły się Chiny, doprowadził do tego, że ceny energii produkowanej przez źródła odnawialne są konkurencyjne wobec oferty elektrowni węglowych. – Produkcja prądu w Chinach wciąż się zwiększa, więc ogólnie przybywa źródeł wytwórczych. W niektórych miejscach wciąż są to źródła węglowe, ale dynamika wzrostu OZE jest ogromna. Dzięki temu Chinom prawdopodobnie uda się osiągnąć swój wkład do porozumienia paryskiego [zatrzymanie wzrostu emisji do 2030 roku] przed terminem – uważa Wojtal. Według Global Energy Monitor udział OZE w chińskim miksie energetycznym w ciągu siedmiu ostatnich lat wzrósł z 17 do niemal 27 proc.

Indie? Te zobowiązały się m.in. do 40-procentowego udziału OZE w 2030 roku, ale ze względu na bariery w rozwoju technologicznym hamowanie przyrostu mocy węglowych może nie iść równie sprawnie. Przy czym w Indiach, w przeciwieństwie do Chin, emisja na głowę jest nadal kilkukrotnie niższa niż w Europie.

Bat na chińskie inwestycje zagraniczne

UE, która chętnie widziałaby się w roli lidera globalnych procesów, formalnie nie ma możliwości, by przymusić inne państwa do rezygnacji z węgla. Na poziomie porozumienia paryskiego każda z jego stron sama wybrała, jaki cel będzie realizowała i stopniowo (co pięć lat) zaostrzała. Zresztą UE sama ma problemy z egzekwowaniem celów u państw członkowskich, np. Polski.

Lidia Wojtal zaznacza jednak, że Wspólnota ma w zanadrzu dwa mocne narzędzia, którymi może spróbować pośrednio zmobilizować Chiny czy Indie do większych wysiłków. – O pierwszym z nich nominowana na stanowisko szefowej KE Ursula von der Leyen już mówiła. To podatek węglowy na określone rodzaje produktów wwożonych do UE, który ma rekompensować ilość CO2 wyemitowanego przy ich produkcji i transporcie – zauważa. Mówi się o nim głównie w kontekście chińskiej stali, która ceną bije na głowę stal z UE, produkowaną pod klimatycznymi reżimami. Druga broń to umowy handlowe między państwami i organizacjami regionalnymi, których zawieranie mogłoby zależeć od tego, czy strona wypełnia klimatyczne zobowiązania.

To mogłoby być skutecznym batem na chińskie inwestycje w węgiel poza granicami państwa. Chiny są bowiem odpowiedzialne za jedną czwartą inwestycji w energetykę węglową na świecie, głównie w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej. O ile bowiem cele redukcyjne ograniczają możliwości chińskich banków we wspieraniu węglowych projektów na terenie kraju, o tyle nie stanowią problemu w takich krajach jak Malezja czy Bangladesz. Jak podaje Institute for Energy Economics and Financial Analysis, tylko w 2018 r. Państwo Środka zainwestowało 36 mld dolarów w inwestycje węglowe poza swoim terenem.