Trump rezygnuje z Porozumienia Paryskiego, czyli koniec globalnego przywództwa USA

Donald Trump, Gage Skidmore via Flickr.com

Donald Trump, Gage Skidmore via Flickr.com

Donald Trump już w trakcie kampanii wyborczej zapowiadał wycofanie USA z paryskiego porozumienia klimatycznego. Po miesiącach niepewności, próśb i namów, zarówno ze strony liderów państw europejskich podczas sycylijskiego szczytu G7, jak i własnej córki Ivanki, sekretarza stanu Rexa Tillersona, a nawet głównego prezydenckiego ekonomisty Gary’ego Cohna, prezydent obietnicy dotrzymał.

„Wybrali mnie obywatele Pittsburgha, nie Paryża” – płomiennie tłumaczył Trump w trakcie poprzedzonego recitalem jazzowym wystąpienia w Ogrodzie Różanym Białego Domu (Rose Garden). Na to przytomnie zareagował prezydent Pittsburgha Bill Peduto tweetując: „Fakt: Hillary Clinton dostała w Pittsburgu 80 proc. głosów. Pittsburgh łączy się ze światem i będzie przestrzegał zapisów Porozumienia Paryskiego”.

America First według Trumpa

Decyzja Trumpa wpisuje się w jego rozumienie filozofii „America First”, łączącej w sobie nacjonalistyczny egoizm i, biorąc pod uwagę słowa prezydenta, również narodowe kompleksy. Mówił wczoraj, że „to porozumienie mniej tyczy się klimatu, a bardziej pozyskiwania przewagi finansowej innych państw nad Stanami Zjednoczonymi”. Powtarzał też, że dzięki jego decyzji „świat wreszcie przestanie naśmiewać się z USA”.

Wycofanie USA z pakietu klimatycznego stanowi kolejny etap samowykluczania się Ameryki z dotychczasowej roli globalnego lidera. Jednak europejscy przywódcy, po „rozczarowujących” (jak to określiła kanclerz Angela Merkel) zeszłotygodniowych spotkaniach z Trumpem, odetchnęli zapewne z ulgą na wieść o jego decyzji. W jej efekcie Europa będzie mogła skoncentrować się na przebudowie globalnej geopolityki i wypracowywaniu strategicznego przywództwa wraz z Chinami.

Merkel: Europa musi liczyć na siebie

Kanclerz Niemiec Angela Merkel dwukrotnie widziała się w zeszłym tygodniu z Donaldem Trumpem: najpierw na szczycie NATO, potem na szczycie państw G7. Po tych spotkaniach, niemiecka kanclerz stwierdziła, że Europa musi liczyć sama na siebie.

 

Na koniec swojej pierwszej podróży zagranicznej …

Sam Trump niezmiennie pozostaje z siebie zadowolony. Tweet zapowiadający ogłoszenie decyzji zakończył już nieco przykurzonym hasłem z kampanii wyborczej, napisanym dużymi literami: „MAKE AMERICA GREAT AGAIN!”. Po przemówieniu to hasło powtórzył.

Porozumienie klimatyczne bez USA

Paryskie porozumienie klimatyczne z grudnia 2015 r. zostało przyjęte przez 195 państw, czyli wszystkie poza dwoma – pogrążoną w wojnie Syrią i środkowoamerykańską Nikaraguą. Teraz do tej dwójki dołączą Stany Zjednoczone. Będą jednak w stanie sfinalizować wszystkie procedury niezbędne do opuszczenia paktu dopiero w listopadzie 2020 r., czyli akurat w miesiącu kolejnych wyborów prezydenckich. Możliwe więc, że ostatecznie pakietu nie opuszczą.

Trump zapowiedział jednak renegocjacje Porozumienia. „Zobaczymy, czy możliwa jest lepsza umowa. Jeśli nam się uda, świetnie. Jeśli nie, też dobrze.”

Koniec globalnego przywództwa USA

Liderzy Niemiec, Francji i Włoch – czyli trzech największych europejskich gospodarek w reakcji na decyzję Trumpa wydali wspólne oświadczenie wykluczające renegocjacje: „Uznajemy decyzję przypieczętowaną w grudniu 2015 r. w Paryżu za ostateczną i głęboko wierzymy, że Porozumienie Paryskie nie może być renegocjowane, ponieważ stanowi niezbędne narzędzie dla naszej planety, społeczeństw i gospodarek”. Angela Merkel zadzwoniła też do Trumpa, by osobiście przekazać mu rozczarowanie jego decyzją. Potem, w rozmowie telefonicznej z Emmanuelem Macronem, zapowiedziała, że „Niemcy i Francja podejmą nowe zobowiązania, by zapewnić sukces porozumieniu klimatycznemu”.

Nowy francuski prezydent, który już w lutym br., jeszcze w trakcie kampanii wyborczej, nagrał wideo namawiające amerykańskich klimatologów do przeprowadzki do Francji, powtórzył wczoraj to zaproszenie. Powtórzył też hasło, którym Paryż wzywał światowych przywódców do podpisania porozumienia w grudniu 2015: „Nie ma planu B, bo nie ma planety B”. Około północy wrzucił też na twittera obrazek z hasłem trawestującym hasło Trumpa – „MAKE OUR PLANET GREAT AGAIN”, czyli uczyńmy naszą planetę – nie Amerykę – znowu wielką.

Gdy na świecie mamy tak słabych chętnych do roli światowego przywództwa i gdy USA oddaje ją właściwie walkowerem, naprawdę łatwo jest tę rolę przejąć, wystarczy tylko trochę wyobraźni. Na zmiennej mapie światowej geopolityki rysuje się więc nowa oś nadająca kierunek ładowi światowemu – Angela Merkel, Emmanuel Macron oraz Xi Jinping.

Samodzielna Europa: Włosi popierają Niemców

Włoski premier Paolo Gentiloni poparł niemiecką kanclerz Angelę Merkel, mówiąc, że Europa powinna bardziej polegać sama na sobie.
 

Dziś (30 maja) premier Włoch Paolo Gentiloni przyznał rację kanclerz Niemiec Angeli Merkel w tym, że Europa powinna polegać sama na sobie. Taką …