Wypychanie samochodów z Paryża trwa już od dłuższego czasu. Władze miasta robią wszystko, aby zniechęcić ludzi do używania ich pojazdów.

„Ja zabraniam, a wy sobie radźcie!”

Klasyczna metoda to postępujące uszczuplanie pasów ruchu dostępnych dla samochodów na rzecz pasów przeznaczonych dla transportu zbiorowego i rowerów.

Ponieważ jednak ciągle dużo jest mieszkańców Paryża – a zwłaszcza jego okolic – uważających, że bez samochodu się nie obejdą, miasto jest coraz bardziej zakorkowane, kierowcy coraz głośniej złorzeczą, a specjaliści przestrzegają, że w miarę wprowadzania kolejnych restrykcji wcale nie spada zanieczyszczenie powietrza, a przecież to jest ich głównym celem.

Najnowsza spektakularna decyzja Anne Hidalgo to zamknięcie na całe lato drogi szybkiego ruchu prowadzącej nabrzeżami Sekwany praktycznie przez całe miasto. A kiedy paryżanie wrócili z wakacji, zastali tę trasę wprawdzie otwartą, ale ograniczoną do zaledwie jednego pasa ruchu, ponieważ drugi został odgrodzony i zarezerwowany dla rowerzystów.

W efekcie znaczna część samochodów przerzuciła się na trasy wjazdowe i przelotowe prowadzące zwykłymi ulicami miasta.

Jak się zdaje, władze stolicy zauważyły, że efekty niezupełnie przystają do zakładanych, bo podjęły próby działań pozytywnych, opartych na zachętach i ułatwieniach, a nie tylko na zakazach i utrudnieniach. Chcą w ten sposób wytrącić broń z ręki tym, którzy określają styl działania Hidalgo jednym zdaniem: „Ja zabraniam, a wy sobie radźcie!”.

16 mln pustych przejazdów dziennie

Teraz w planach jest zmniejszenie liczby samochodów dzięki zwiększeniu liczby pasażerów, którzy nimi podróżują. Według badań średnia liczba osób poruszających się samochodem po regionie paryskim waha się od 1,1 do 1,3. Krótko mówiąc, często w aucie jest tylko kierowca. W regionie codziennie odbywa się 16 mln takich przejazdów, które składają się na korki o średniej skumulowanej długości rzędu 250 km. Dlatego miasto i region przystąpiły do tworzenia różnego rodzaju zachęt do stosowania tzw. covoiturage.

Polega to na tym, że sąsiedzi albo koledzy z pracy, albo całkiem obcy ludzie zgłaszający się poprzez wyspecjalizowane portale internetowe (najpopularniejszy to BlaBlaCar, który właśnie wypuścił aplikację BlaBlaLines przeznaczoną dla krótkich przejazdów w regionie paryskim).

Przejazdami takimi zajęło się już 17 firm, z których osiem ma wkrótce dostać dofinansowanie od władz na dopracowanie swoich programów.

Zachęty finansowe mają dotyczyć także samych podróżujących. Władze regionu są gotowe dopłacać 2 euro do każdego przejazdu każdego uczestnika systemu „covoiturage”.

Jak do pracy, to nigdy indywidualnie

Zachęcająca ma być także infrastruktura towarzysząca takim przedsięwzięciom. Do 2021 r. ma powstać 10 tys. nowych miejsc parkingowych przy dworcach kolei podmiejskiej. Część z nich będzie zastrzeżona dla uczestników przejazdów kolektywnych. Za okazaniem miesięcznej karty na transport zbiorowy będą mogli płacić ulgową taryfę za parking. Ma to nakłonić do używania systemu „covoiturage” na dojazd do dworców i kontynuowania podróży do centrum koleją i metrem.

Jeśli jednak wjedzie się tam autem z co najmniej trzema pasażerami na pokładzie, to już wkrótce będzie można skorzystać z rezultatów negocjacji paryskiego merostwa z trzema sieciami parkingów podziemnych. Chodzi o stworzenie tam stref spotkań dla kandydatów na wspólną podróż jednym samochodem, a przede wszystkim – miejsc o taryfach preferencyjnych dla takich pojazdów. Zarezerwowane dla nich miejsca będą wydzielane także na ulicach.

Zostanie także stworzony portal internetowy centralizujący wszystkie oferty „covoiturage” z wszystkich firm, które się tym zajmują.

Szefowa rady regionu Valérie Pécresse jest optymistką: „Jeśli uda się doprowadzić do średniej wynoszącej dwie osoby na każdy samochód jadący ulicami Paryża, będzie to oznaczać usunięcie z dróg jednej trzeciej pojazdów – a to już by była znacząca redukcja”. A na razie trzeba w Paryżu oddychać tym, co jest.

Artykuł publikowany w ramach współpracy medialnej Gazety Wyborczej z EURACTIV.pl
Źródło: Gazeta Wyborcza