Polska pozywa UE ws. ETS

Jednym z największych problemów w działającym obecnie unijnym Systemie Handlu Emisjami (ETS) jest niska cena pozwoleń na emisje. W chwili pisania tego tekstu wynosiła ona mniej niż 8 euro za tonę dwutlenku węgla. Parlament Europejski jako przyczynę tak niskich cen wymienia przede wszystkim nadmiar pozwoleń dostępnych na rynku – ocenia, że jest ich o ok. 2 mld za dużo.

Reforma ETS

Aby rozwiązać ten problem, by ETS mógł lepiej wspierać unijne cele klimatyczne na okres po 2020 r.,  Komisja Europejska zaproponowała zmiany w systemie. Jednym z narzędzi, jakie zostaną wprowadzone jest rezerwa stabilności rynkowej (MSR).

Ma być stworzona z części nadmiarowych pozwoleń (z 900 mln z nich), które zostaną wycofane z rynku. Po tym czasie MSR będzie mógł automatycznie wprowadzać na rynek lub wycofywać z niego pozwolenia, tak by ich cena pozostawała w zgodzie z celami klimatycznymi UE.

KE w swojej oryginalnej propozycji postulowała uruchomienie MSR w 2021 r., po zakończeniu obecnie obowiązującego okresu handlu emisjami. Jednak zgodnie z ostateczną wersją reformy ETS, rezerwa zacznie działać z początkiem 2019 r.

Polska skarga

To właśnie ta zmiana daty jest przyczyną złożenia przez polski rząd skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE. Swoją decyzję (dostępna TUTAJ) rząd uzasadniania tym, że wprowadzenie nowych zasad do ETS spowoduje „zmiany w systemie handlu uprawnieniami do emisji, których uczestnicy rynku nie spodziewali się planując swoje działania biznesowe i inwestycyjne”.

Ponadto, reforma ETS w obecnym kształcie także narusza według Polski część przepisów unijnych. Zgodnie z uzasadnieniem decyzji rządu, „Parlament Europejski i Rada podejmując decyzję (…) naruszyły m.in.: zasadę lojalnej współpracy poprzez przyjęcie środków sprzecznych z konkluzjami Rady Europejskiej z 2014 r., zasadę pewności prawa i zasadę ochrony uzasadnionych oczekiwań poprzez przyjęcie środków ingerujących w system handlu uprawnieniami do emisji w czasie trwania okresu rozliczeniowego czy wreszcie zasadę proporcjonalności poprzez przyjęcie środków, które doprowadzą do realizacji wyższych celów redukcji emisji niż wynika to z międzynarodowych zobowiązań UE”. Z tego powodu rząd domaga się unieważnienia przez TSUE decyzji PE i Rady.

Aleksandra Lis, ekspertka ds. energetycznych w ośrodku analitycznym Instytut Sobieskiego, wątpi jednak w możliwość faktycznego unieważnienia decyzji. „Ale istnieje szansa na jej modyfikację, uwzględniającą uzyskanie przez Polskę pewnych wyłączeń czy przywilejów w jej ramach” – podkreśla w rozmowie z EurActiv.pl.

Lis dodała także, że „trzeba pamiętać o tym skąd się wziął pomysł na rezerwę i jak był uzasadniany. (…) Rezerwa jest odpowiedzią na kryzys ETSu i kumulującą się od samego początku nadwyżkę przyznanych uprawnień do emisji. Jest też próbą uzyskania wyższej ceny uprawnień, takiej którą Komisja na początku przewidziała (…) i która miała odzwierciedlać ‚prawdziwy’ środowiskowy koszt emisji CO2. Cena EUA ma też pomagać inwestycjom w niskoemisyjne technologie – to inny cel niż redukcja CO2 o 20 proc. To cel nadrzędny istnienia polityki klimatycznej, której podstawą na poziomie unii jest ETS. Cel redukcji emisji (…) w tej perspektywie jest tylko celem cząstkowym, prowadzącym do szerszej transformacji, więc nie wiadomo, czy skarga polskiego rządu ma dobre uzasadnienie" – tłumaczyła.

Dalsze zmiany w ETS wejdą w życie już w 2021 r. Będzie wśród nich m.in. zwiększenie – w porównaniu do obecnej sytuacji – liczby pozwoleń rocznie usuwanych z rynku. (kk)