– Z ekonomicznego punktu widzenia trend odchodzenia od węgla jest nie do zatrzymania – potwierdza Mark Lewis, szef zespołu badawczego ds. zrównoważonego rozwoju z BNP Paribas Asset Management w reakcji na najnowszy raport „Boom and bust”.

Coroczna analiza sytuacji w energetyce węglowej autorstwa Global Energy Monitor, Greenpeace Environment Trust i Sierra Club potwierdza, że 2018 rok był trzecim z rzędu, w którym liczba oddawanych do użytkowania elektrowni na czarne paliwo spadła (o 20 proc. rok do roku i o 53 proc w porównaniu z rokiem 2015, w którym podpisano porozumienie paryskie zakładające redukcję emisji dwutlenku węgla powodującego wzrost średniej temperatury na Ziemi). Zmniejszyła się też liczba rozpoczętych budów i projektów będących w przygotowaniu (kolejno o 84 i 69 proc. w ciągu trzech ostatnich lat).

Odejście od węgla

2018 był jednocześnie kolejnym rekordowym rokiem pod względem liczby zamykanych przestarzałych instalacji na węgiel. Mimo wysiłków prowęglowej administracji Donalda Trumpa ponad połowa wygaszonych elektrowni wykorzystujących to paliwo (45 bloków o łącznej mocy 17,6 GW) znajdowała się na terenie USA.

Zdaniem autorów raportu to efekt załamania rynku wywołanego spadkiem kosztów produkcji energii z OZE, restrykcyjnego dla inwestycji węglowych klimatu politycznego i biznesowego oraz deklaracji kolejnych krajów o odejściu od stosowania tego paliwa. Instytut Ekonomii Energii i Analiz Finansowych policzył niedawno, że już ponad sto globalnych instytucji finansowych podjęło decyzję o ograniczeniu finansowania węgla. Po ubiegłorocznych deklaracjach, m.in. Niemiec i Hiszpanii, lista państw stopniowo wycofujących węgiel ze swoich gospodarek liczy 31 pozycji.

Chiny po cichu wznawiają budowy

Raport wskazuje jednak, że część krajów wciąż inwestuje w węgiel. Na ich czele są Chiny, które finansują nowe instalacje nie tylko we własnym kraju, ale i za granicą – w Bangladeszu, Rosji, Egipcie i RPA. Zdjęcia satelitarne pokazują, że w Państwie Środka po cichu wznowiono budowę kilkudziesięciu zawieszonych projektów, a organizacja chińskich przedsiębiorstw energetycznych zaproponowało ustalenie górnego limitu mocy węglowych na poziomie 1300 GW, co pozwoliłoby na dodanie 290 GW nowych mocy. Z drugiej strony Chińczycy mocno inwestują także w zieloną energetykę, co widać w statystykach – w 2018 roku udział węgla w krajowej produkcji energii po raz pierwszy spadł poniżej 60 proc.

Krajów, które ignorują rynkowe sygnały przestrzegające przed inwestowaniem w nowe węglowe moce wytwórcze, jest jednak więcej – w sumie 11. Obok Chin, Indii, Rosji, Bangladeszu czy Wietnamu, które w ubiegłym roku rozpoczęły takie projekty, jest Polska – z uznanym za głęboko nieopłacalny blokiem Ostrołęka C. – W takich opracowaniach widać, jak wiele wbrew pozorom łączy takie kraje jak Polska z Chinami lub Wietnamem. Choć jesteśmy krajem rozwiniętym, chcemy dalej rozwijać złoża węgla i technologie oparte na jego spalaniu, co stawia nas w kręgu krajów rozwijających się z południowej Azji. Czy takie mamy aspiracje? – pyta Michał Hetmański, analityk z fundacji Instrat.

Ostrołęka z góry skazana na porażkę

– Każdy nowy projekt elektrowni węglowej, jak np. polska Ostrołęka C, jest z góry skazany na porażkę – ocenia Joanna Flisowska, koordynatorka ds. węgla w Climate Action Network Europe. – Podczas gdy kraje UE już zamykają stare elektrownie, reszta świata szybko nadrabia zaległości i potwierdza, że węgiel przechodzi do historii. Aby spełnić warunki porozumienia paryskiego i utrzymać wzrost temperatury poniżej 1,5 st. Celsjusza, Europa musi odejść od węgla w 2030 roku i przejść na gospodarkę opartą na odnawialnych źródłach energii – dodaje.