Pogrążonemu w wojnie Donbasowi grozi katastrofa ekologiczna

Donbas, źródło: https://www.youreporter.it

Donbas, źródło: http://www.youreporter.it/foto_Deterioration_of_an_ecological_situation_on_Donbas?refresh_ce-cp

Jeśli prorosyjscy rebelianci zatopią kopalnię, w której testowano ładunek jądrowy, uwolnione zostaną radioaktywne substancje. Mogą one skazić wody gruntowe, a potem studnie, zbiorniki i rzekę Doniec, która płynie przez Donbas do Rosji.

 

Gdy w 2014 r. wybuchła wojna w Donbasie, znajdowało się tam ok. 4,5 tys. potencjalnie groźnych ekologicznie przemysłowych obiektów. W wyniku działań wojennych w latach 2014-17 miało miejsce 500 związanych z nimi wypadków – dowodzi przygotowany w 2017 r. pod egidą OBWE raport „Ocena szkód ekologicznych i priorytetów odnowienia środowiska naturalnego na wschodzie Ukrainy”. Niektóre (przede wszystkim awarie w zakładach metalurgicznych i chemicznych) niosły ryzyko zanieczyszczenia środowiska naturalnego.

Osobna kwestia to stan kopalni. W 2014 r. w Donbasie działało ich 150. Część ucierpiała w wyniku działań wojennych, w wielu wstrzymano wydobycie i odpompowywanie wody, co doprowadziło do ich zalania. Zdaniem ekspertów grozi to podtopieniami i osiadaniem gruntu na dużą skalę. Szkodliwe substancje mogą zaś skazić wody gruntowe i powierzchniowe.

Przedstawiciel USA ds. Ukrainy: Nie ma miejsca na separatystyczne “republiki” w Donbasie

Specjalny przedstawiciel USA do spraw Ukrainy Kurt Volker oświadczył wczoraj (6 marca), że w ukraińskim ładzie konstytucyjnym nie ma miejsca na samozwańcze “republiki” prorosyjskich separatystów w Donbasie i powinny one zniknąć.

Atomowy eksperyment

Raport OBWE zwraca szczególną uwagę na kopalnię Junyj Komunar (Junkom), 43 km na północny wschód od Doniecka – władze Donieckiej Republiki Ludowej (DRL) podobno przygotowują się do jej pełnego zatopienia.

Junkom powstała w 1912 r., od początku należała do silnie „zagazowanych”. W latach 1959-79 doszło tam do ok. 250 wyrzutów metanu, zginęło 28 górników.

W 1979 r. podjęto decyzję o przeprowadzeniu eksperymentu mającego obniżyć wycieki metanu i stworzyć bezpieczniejsze warunki pracy.

Eksperyment „Kliważ” otaczała tajemnica – nic dziwnego, chodziło o wybuch nuklearny. 16 września 1979 r. na głębokości 903 m odpalono ładunek nuklearny o mocy 0,3 kilotony (dla porównania, bomba zrzucona na Hiroszimę miała moc 15 kiloton trotylu).

Rezultaty eksperymentu i jego przebieg utajniono. Wiadomo jedynie, że w miejscu wybuchu powstała wysoka na ok. 10 m kapsuła o średnicy 5-6 m z silnie napromieniowaną wodą.

Według hydrogeolog Ołeny Panowej (pracowała w Doniecku w Instytucie Geologii Górniczej, po wybuchu wojny znalazła się w Kijowie) cała dokumentacja eksperymentu trafiła do Moskwy.

Po eksplozji nadal wydobywano tam węgiel. Ostatecznie kopalnia została zamknięta w 2001 r. Wtedy też podjęto decyzję o jej konserwacji, czyli odpompowywaniu wody, by nie podnosiła się do poziomu kapsuły. Do 2014 r. prowadzono tam regularne pomiary radiacji.

Powrót do pokojowych rozmów ws. Donbasu?

Kazachstan jest gotów zorganizować rozmowy grupy kontaktowej ws. pokojowego rozwiązania konfliktu w Donbasie o ile strony tego konfliktu wyrażą zgodę. Tymczasem parlament Ukrainy przyjął ustawę o reintegracji tego regionu pozostającego pod kontrolą prorosyjskich separatystów, w której uznał Rosję za państwo-agresora. MSZ Rosji uznało, że jest to przygotowanie do nowej wojny.

Niebezpieczne wody

W 2017 r. przedstawiciele instytutów naukowych z Rosji i Doniecka omawiali w Petersburgu ekologiczne skutki zatopienia kopalń w Donbasie, w tym Junkomu. Uznali, że – dla zapobieżenia katastrofie ekologicznej – należy wypompowywać wodę z niebezpiecznych kopalni.

– Rok później spotkali się mniej więcej w tym samym gronie, ale opinia uległa radykalnej zmianie – opowiada Ołena Panowa. – Można ją przeczytać na stronie Ministerstwa Przemysłu Węglowego DRL. Uznali, że można przeprowadzić „mokrą” konserwację, czyli wyłączyć pompy i zatopić kopalnię. I że nie wpłynie to na środowisko ani na mieszkających tam ludzi.

Raport OBWE dowodzi natomiast, że z czasem zanieczyszczona woda z kopalni sprawi, iż pogorszy się jakość wody podziemnej po obu stronach linii rozgraniczenia. I że konieczne są dalsze analizy.

Podobnego zdania jest Ołena Panowa: – Region ma bardzo złożoną budowę tektoniczną. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zachowa się przyroda.

Jej zdaniem zanieczyszczona woda, w tym ta skażona radioaktywnie, z Junkomu, trafi do wód gruntowych, a stamtąd do studni, zbiorników i rzeki Doniec, która przepływa przez Donbas i wpływa do Rosji. Dlatego dziwi ją stanowisko rosyjskich kolegów wobec tego problemu. – Jestem przekonana, że nie przeprowadzono dokładnych analiz i prognoz ryzyka – mówi Panowa.

Podobnie wypowiada się były deputowany Mychajło Wołyniec, który wiele lat przepracował w kopalniach Donbasu, zakładał niezależne związki górników i im szefował. Jego zdaniem Doniec już przekracza dopuszczalne normy zanieczyszczeń.

– A tę wodę piją ludzie – podkreśla. I dodaje, że obok Junkomu znajduje się kopalnia Ołeksandr-Zachid, gdzie w 1989 r. doszło do wycieku silnie toksycznej substancji – zginęło trzech górników, zatruciu uległo 66 innych i aż 228 ratowników.

– Po ogłoszeniu przez Ukrainę niepodległości ta kopalnia została zamknięta, a wyrobiska zabezpieczono tamami. Kiedy zostanie wstrzymane odpompowywanie wody w Junkomie, zatopieniu może ulec i Ołeksandr-Zachid – ostrzega Wołyniec. – Wówczas skażone wody szybko przedostałyby się na setki kilometrów, bo cały Donbas jest zryty pod ziemią.

– W połowie lat 90. z powodu zaniedbań bądź korupcji zatopiono kopalnię koncernu Stachanow Wuhilja w obwodzie ługańskim. Uczeni zakładali, że wody wydostaną się na powierzchnię dopiero po dwóch latach i będzie czas na zapobieżenie szkodom. Nikt nie przewidział, że wkrótce zatopią one sąsiednie kopalnie. Wody wystąpiły na powierzchnię już po sześciu miesiącach, zalały budynki, ulice, pola. Na dodatek wyniosły też metan, który koncentrował się w piwnicach i wybuchał.

Winna Rosja?

Zaniepokojeni są nie tylko ukraińscy eksperci i OBWE. Rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert oświadczyła niedawno, że plany prorosyjskich bojowników mogą zagrozić tysiącom mieszkańców Donbasu. I zaapelowała do Rosji oraz kontrolowanych przez nią organów samozwańczych donieckich republik o odpowiedzialne działania.

Zdaniem Ołeny Panowej za zatopieniem kopalni Junkom kryją się pieniądze, a ściślej ich brak – rosyjscy „kuratorzy” rebelianckich republik nie chcą finansować kosztownej konserwacji kopalń.

– Dla mnie to bardzo bolesna sytuacja. Nie chciałabym, żeby mój kraj zamienił się w pustynię – mówi Panowa.

Artykuł opublikowany w ramach partnerstwa z Gazetą Wyborczą.