Turów: Demonstracja ekologów w Bogatyni. „Sama Europa, Polska czy Turów nie uzdrowią świata”

Aktywiści ekologiczni rozpoczęli demonstrację w miejscu z dobrym widokiem na kopalnię i elektrownię Turów. [Bartosz Sieniawski]

Działacze organizacji Extinction Rebellion (XR) z Czech, Polski i Niemiec zorganizowali w sobotę (15 stycznia) manifestację w okolicy kopalni Turów. Apelowali o zaprzestanie wydobycia węgla. Górnicy oraz mieszkańcy Bogatyni przekonują, że zamknięcie ich kopalni niewiele zmieni.

 

 

Demonstracja aktywistów klimatycznych z XR miała na celu „zwrócenie uwagi na fakt, że polski rząd kontynuuje nielegalne wydobycie węgla brunatnego w Turowie„, podkreślają organizatorzy wydarzenia.

„W związku z zaplanowanym zgromadzeniem organizacji ekologicznych w dniu 15.01.2022, mającym na celu zbieranie podpisów pod petycją o zamknięcie kompleksu Turów, apelujemy o zignorowanie tej akcji i nie gromadzenie się na trasie przemarszu manifestantów w celu uniknięcia planowanych przez organizatorów prowokacji. Prosimy o nieskładanie podpisów pod żadnymi dokumentami stworzonymi przez organizatorów. Zachowajmy spokój i nie dajmy się sprowokować!”, brzmiał podpisany przez 9 związków zawodowych kopalni Turów apel do mieszkańców Bogatyni. Pismo rozwieszono na słupach ogłoszeniowych w miejscowości, ale także udostępniono na stronie internetowej urzędu gminy.

Kopalnia Turów: Ponad 200 mln zł kary dla Polski. „To katastrofa rządu PiS”

Negocjacje z rządem Czech ws. kopalni trwają od czerwca.

Pikieta na tle kopalni Turów

Demonstracja rozpoczęła się w sobotę ok. godziny 10:00 na skraju granicy wsi Białopole, przy zjeździe do jednego z mniejszych wjazdów do kopalni. Miejscowość znajduje się kilka kilometrów od Bogatyni, a z szosy, która do niej wiedzie, jest dobry widok na kopalnię i elektrownię Turów. Granica z Czechami znajduje się kilkaset metrów dalej.

Grupa około 35 ekologów przyjechała kilkoma samochodami. Na miejscu czekało wiele radiowozów, a wjazd do kopalni zastawiały dwa samochody ochroniarzy Polskiej Grupy Energetycznej (PGE).

Manifestanci rozłożyli swoje transparenty, na których znajdowały się m.in. hasła: „zapłaćcie karę, zamknijcie kopalnię”, „nie dajcie się oszukać, węgiel nie ma przyszłości”, „polski rządzie, uszanuj decyzję trybunału europejskiego!”. Na głównym banerze oprócz hasła znajdowała się duża podobizna Matki Boskiej Częstochowskiej.

Aktywiści ustawili się na tle kopalni i rozpoczęli przemówienia do licznie przybyłych na miejsce mediów. Wypowiadano się w językach: czeskim, polskim, angielskim i niemieckim. Mówiono o problemie z wodami gruntowymi po czeskiej stronie granicy, które powodowane mają być działalnością kopalni, ale i o wielkich emisjach CO2, za które odpowiedzialna jest m.in. Polska.

„Jest mi przykro, że ten spór w ogóle ma miejsce. Chcemy być przyjaciółmi z naszymi sąsiadami. Problemem jest jednak ta kopalnia, powodująca obniżanie poziomu wód gruntowych w gospodarstwach po czeskiej stronie granicy. Kopalnia wysysa także wodę ze środowiska, wysysa naszą przyszłość i naszą nadzieję. Myślę, że jedną z rzeczy, której się wystarczająco głośno nie mówi, jest to, że Turów i plany jego zamknięcia w 2044 r. kradną  przyszłość także górnikom i ich rodzinom. Ta kopalnia może być zamknięta w dowolny dzień, a oni mogą ot, tak! stracić pracę. To wydarzyło się w Czechach. Polska nie ma planów na sprawiedliwą transformację energetyczną”, tłumaczyła Ana, czeska ekolożka z organizacji Rodiče Za Klima Liberec.

„Granice nie mają dla nas żadnego znaczenia. Jesteśmy tutaj dla klimatu, ale też dlatego, żeby powiedzieć lokalnym górnikom, że ich węgla już nikt nie kupi. Węgiel nie ma przyszłości, a rząd nas oszukuje i gwarantuje działalność kopalni Turów do 2044 r. – działalność, która obecnie jest nielegalna. Naukowcy mówią, że mamy ostatnią dekadę, żeby dokonać transformacji energetycznej. Za 10 lat zmiany, które się dokonają w klimacie, będą nieodwracalne, a szkody nie do opanowania. Jestem byłą nauczycielką geografii, uczyłam dzieci. Uczyłam je, że węgiel brunatny najszybciej ze wszystkich źródeł energii zabija klimat i planetę. Musimy jak najszybciej zastąpić brudną energię czystą, pozyskiwaną z odnawialnych i nuklearnych źródeł, takich jak woda, światło i atom. Wielkie emisje CO2 możemy zaobserwować nad kopalnią gołym okiem. Katastrofa klimatyczna pozamiata Polaków, Czechów, Niemców i wszystkich innych”, mówiła Aleksandra, aktywistka klimatyczna z Opola.

Polski ambasador odwołany za Turów? "Nie żałuję tego, co powiedziałem"

Premier Mateusz Morawiecki zdecydował o odwołaniu ambasadora Polski w Pradze. Powodem są “skrajnie nieodpowiedzialne” wypowiedzi na temat konfliktu wokół kopalni w Turowie. 

Niezadowoleni mieszkańcy Bogatyni

Po przemówieniach aktywiści ustawili się w kolumnę i ruszyli asfaltową drogą do Bogatyni. Całość zabezpieczała policja, która co jakiś czas przepuszczała jadące powoli za manifestacją samochody. Ekolodzy mieli do przejścia aż 7 kilometrów. Ich demonstrację zabezpieczali również ochroniarze PGE, którzy monitorowali marsz za pomocą dronów. Całość przebiegała spokojnie.

Niedaleko przed centrum Bogatyni aktywiści zrobili chwilę przerwy. Korzystając z okazji, jeden z ich liderów zebrał wszystkich przy sobie i przypomniał zasady bezpieczeństwa, w razie gdyby manifestacja została zaatakowana w Bogatyni.

„Jeśli ktoś będzie krzyczał w nasza stronę obraźliwe hasła, nie odpowiadajcie mu. Jeśli ktoś w nas czymś rzuci, nie odrzucajcie nic z powrotem. Idziemy tam z pozytywnym nastawieniem. Pamiętajcie, że wszyscy jesteśmy równie zagrożeni katastrofą klimatyczną, ale mamy prawo do niezgadzania się ze sobą. Górnicy jeszcze tego nie wiedzą, ale w przyszłości do nas dołączą. Zrozumieją nas. Może i zajmie im to kolejne 10 lat, ale nas w końcu poprą. Zrozumieją, że mamy rację i że mówimy o zagrożeniach wystarczająco wcześnie”, tłumaczył.

Kiedy demonstracja doszła pod Urząd Gminy, ponownie rozpoczęto przemowy, tym razem kierowane do mediów i mieszkańców Bogatyni. Niedaleko manifestacji zebrało się kilkanaście osób, niezgadzających się na zamknięcie kopalni. Wywiązało się kilka kłótni między stronami. Mieszkańcy Bogatyni podkreślali, że mają świadomość konieczności transformacji energetycznej, ale wyrażali opinię, że na to potrzebny jest czas, a także nie powinno się jej przeprowadzać jedynie w ich okolicy.

„Co ci Czesi, mają inną kopalnię po swojej stronie? Ja myślę, że taką samą. Mam nagranie jak rozpalana jest elektrownia w Mělníku. Kłęby czarnego dymu lecą z komina. I to nam nie wolno korzystać z węgla? Niech zamkną wszystkie kopalnie, nie tylko naszą”, tłumaczył młody rozgoryczony górnik.

Warto zwrócić jednak uwagę, że III blok elektrowni, o której mówił mężczyzna, został wyłączony w sierpniu 2021 r. Zdaniem właścicieli obiektu, oddalonego od Bogatyni o 100 kilometrów, zabieg ten o połowę zmniejszył emisję CO2, pochodzącą z pracy zakładu.

„Myślicie, że co my robimy z wydobytym węglem? Chowamy do kieszeni i zabieramy sobie do domu?”, pytał aktywistów pracownik kopalni, zezłoszczony hasłem „węgla nikt już nie chce”.

„Każdy ma swoją rację. Ochrona przyrody musi być, ale kopalnia też jeszcze musi być. Tutaj wszyscy tam pracują”, mówiła mieszkanka Bogatyni, oglądająca demonstrację z okna.

„To przez czeskie i niemieckie kopalnie nie macie wody, nie przez naszą! Chinom, Indiom zwracajcie uwagę w sprawie emisji cieplarnianych. Sama Europa, Polska czy Turów nie uzdrowią świata”, przekonywała aktywistów klimatycznych pani Krystyna z Bogatyni. Manifestanci oddali jej megafon, żeby głośno mogła wyrazić swoje zdanie.

Demonstracja zakończyła się o godzinie 14:00.

„Więcej mediów niż działaczy”, skwitował sytuację pracownik ochrony PGE, obecny na miejscu.

Energetyka jądrowa wraca do gry w Europie. Działacze klimatyczni preferują OZE

Coraz więcej państw w Europie deklaruje inwestowanie w energetykę jądrową. Mimo to działacze klimatyczni wolą stawiać na odnawialne źródła energii.