Niemcy zamierzają „walczyć” z energetyką jądrową w Europie. Ale nie wszyscy w UE nie chcą atomu

elektrownia atomowa, atom, elektrownia jądrowa, Niemcy, Svenja Schulze, Polska, UE, Unia Europejska

Temelińska elektrownia atomowa w Czechach. Praga planuje jej rozbudowę w kolejnych latach. / fot. via flickr CC BY 2.0 [centralniak]

Minister środowiska Niemiec Svenja Schulze zapowiedziała działanie jej kraju na rzecz wycofania się z energetyki jądrowej w Europie. Niemcy chcą promować odnawialne źródła energii kosztem atomu i namawiać do współpracy „podobnie myślące państwa”. 

 

 

W opublikowanym w czwartek (11 marca) – w 10. rocznicę katastrofy jądrowej w Fukushimie – dwunastopunktowym dokumencie programowym zawarto polityczne cele federalnego resortu środowiska dotyczące energetyki jądrowej, w tym przekonywanie innych państw europejskich, by stopniowo rezygnowały z pozyskiwania energii z atomu.

Svenja Schulze z SPD (Socjaldemokratyczna Partia Niemiec) wezwała państwa Wspólnoty do walki z zagrożeniami nuklearnymi: „Nasza praca nie kończy się wraz z wycofaniem energii jądrowej pod koniec 2022 r. w Niemczech”, zapowiedziała.

Po awarii w elektrowni atomowej w Fukushimie, przed dziesięcioma laty, Niemcy rozpoczęły odejście od energii jądrowej. Jednak inne kraje UE nadal widzą energię z atomu jako atrakcyjny sposób na dokonanie fundamentalnych zmian w ich miksach energetycznych, by znacząco zmniejszyć w krótkim czasie uzależnienie od spalania węgla. Do tego grona należy m.in. Polska.

Niemcy: W świecie po Fukushimie nie ma miejsca dla atomu

„Wraz z ministerstwem nadal pracujemy na pełnych obrotach, aby konsekwentnie zakończyć wycofywanie energii atomowej w Niemczech, zmniejszyć ryzyko w Europie i zwiększyć bezpieczeństwo jądrowe na całym świecie”, podkreśliła Schulze

Dziesięć lat temu, po wybuchu elektrowni atomowej w Fukushimie, niemiecki rząd federalny zdecydował o stopniowym wycofywaniu energii jądrowej. Stanie się to w 2022 r. Jednak wraz z opublikowanym w czwartek (11 marca) dokumentem, rząd w Berlinie zamierza pójść o krok dalej, proponując dalsze działania.

W swoim ubiegłotygodniowym przemówieniu niemiecka minister środowiska zarzuciła zwolennikom energii jądrowej „werbalne ulepszanie rzeczywistości”. Schulze podkreśliła, że należy szanować zasadę „suwerenności energetycznej” poszczególnych państw, jak np. Francja, ale warto pamiętać, o tym, że tamtejsze stare reaktory jądrowe mają barierę techniczną i ekonomiczną żywotności. „Będziemy działać z krajami myślącymi podobnie w Europie w celu przyłączenia kolejnych państw do inicjatywy wycofania się z energetyki jądrowej”, zapowiedziała. Do apelu przyłączyły się już Austria i Belgia.

Założenia działań na rzecz promowania „wygaszania energetyki jądrowej” zawiera punkt piąty stanowiska federalnego ministerstwa środowiska: „Finansowane przez państwo nowe elektrownie jądrowe w UE nie leżą w interesie Niemiec, ani w interesie ochrony klimatu i transformacji energetycznej”.

„Energia jądrowa nie jest już ekonomicznie opłacalna, emituje mało CO2, ale nie jest czysta i niesie ze sobą nieuniknione ryzyko w postaci odpadów radioaktywnych. Dalsze generowane przez nią koszty są ogromne i obciążają przyszłe pokolenia. Utylizacja odpadów jest złożona, długotrwała i droga. W UE mamy określone cele wspólnotowe w zakresie poprawy efektywności energetycznej i rozwoju odnawialnych źródeł energii”, czytamy w dokumencie.

Schulze odrzuciła jednocześnie popularną w niektórych krajach UE koncepcje tzw. małych reaktorów jądrowych. Małe reaktory modułowe mają moc 200-300 MWe. Oparte są na konstrukcjach reaktorów chłodzonych wodą, ale o zmniejszonej mocy. Eksperci wskazują, że argumentem przeciwnym ich stosowaniu – także w kontekście polskiego miksu energetycznego – może być ich sprawność termodynamiczna i większa ilość odpadów promieniotwórczych na każdą megawatogodzinę wyprodukowanej energii. Technologią tą zainteresowana jest m.in. Estonia.

Polska strategia energetyczna: Atomu nie mamy "bardziej" niż magazynów energii

W jaki sposób zdekarbonizować polską gospodarkę?

Ekspert: To element kampanii wyborczej

Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl, stwierdził w rozmowie z EURACTIV.pl, że konsekwencje polityki Niemiec mogą być długofalowe:

„Każdy kto będzie chciał budować elektrownie atomowe w Europie będzie musiał liczyć się z rosnącym oporem politycznym i ekonomicznym, wynikającym z faktu, że elektrownie tego typu stanowią poważne obciążenie dla budżetów państw. Uważam, że stanowisko rządu federalnego w Niemczech należy wiązać z projektem polskiej elektrowni jądrowej. Polacy już odbyli konsultacje transgraniczne także z udziałem Niemiec. W tym kontekście przytoczony dokument jawi się jako element wewnętrznej kampanii politycznej”, dodaje nasz rozmówca.

„Prawdopodobnie mamy do czynienia z walką o rząd dusz nad zwolennikami Energiewende, ambitnej transformacji energetycznej w Niemczech. Największe partie polityczne chcą pozbawić wyborców Partię Zielonych, która jest najbardziej ambitna w tym aspekcie, chcąc przejąć jej postulaty. Dlatego też CDU krytykuje energetykę jądrową i właśnie dlatego Svenja Schulzen, która reprezentuje SPD, mówi w sposób radykalny o atomie. Nie należy jednak przeceniać znaczenia tych wypowiedzi. Dopiero po wyborach okaże się, na ile anty-atomowa będzie polityka Niemiec – czy będzie deklaratywna, czy jednak zostanie przekuta w konkretne działania”, konkluduje Jakóbik.

Estonia chce postawić na energię atomową

W miksie energetycznym Estonii dominują paliwa kopalne (prawie 90 proc.).

Kto chce rozwoju atomu w UE?

Kwestia energetyki jądrowej mocno podzieliła państwa członkowskie. Zdecydowanie „przeciw”, obok Niemiec, są Austria, Belgia  i Luksemburg. „Za” energetyką atomową opowiada się Francja, która  podjęła rozmowy dotyczące realizacji programu jądrowego również w Polsce.

Rząd Zjednoczonej Prawicy planuje wybudować pierwszy reaktor jądrowy w 2033 r. Z kolei do 2043 r. w Polsce ma być – według planów od 6 do 9 GW energii pozyskiwanej z tego źródła.

Niemieccy Zieloni opublikowali już raport ostrzegający przed ewentualnymi skutkami katastrofy jądrowej na terytorium polskim. Jego ustalenia zostały jednak zakwestionowane przez władze w Warszawie, napisał „BiznesAlert.pl”.

Budowę nowych elektrowni planują inne kraje UE, w tym Czechy oraz Bułgaria. Praga chce rozbudowy – nawet wbrew stanowisku Unii Europejskiej – elektrowni atomowej Dukovany, a premier Andrej Babisz przekonuje, że energia atomowa jest czystym – czyli bezemisyjnym – źródłem energii.

Nowe reaktory mają powstać w obu czeskich elektrowniach jądrowych, w Dukovanach na Wyżynie Czesko-Morawskiej i w Temelinie w Czechach Południowych.

Wybudowano je jeszcze w czasach komunistycznych. W Dukovanach prace ruszyły w 1978 roku, w Temelinie 1985 r. W latach 1985-87 zostały kolejno włączone do sieci cztery bloki dukowańskiej elektrownii o łącznej mocy 2040 megawatów. Ponieważ ich żywotność wynosi 50 lat, wszystkie powinny zostać wyłączone z eksploatacji za kilkanaście lat.

Również Estonia opowiada się za energią atomową. Jej celem jest ograniczenie emisji dwutlenku węgla o 70 proc. do 2030 r. W osiągnięciu tego celu mogłaby pomóc energetyka jądrowa, pozyskiwana z niewielkich reaktorów modułowych. Pierwszy tego rodzaju reaktor ma być gotowy w ciągu dziesięciu lat.

A w Finlandii dobiega końca budowa trzeciego reaktora w elektrowni jądrowej w Olkiluoto. To najdłużej budowany blok jądrowy w Europie. Inwestycja opóźniona o 11 lat ma być w pełni uruchomiona w 2022 r. Pokryje ona około 15 proc. zapotrzebowania Finlandii na energię elektryczną, ale koszty budowy przewyższą kilkukrotnie pierwotne szacunki.