COP26: Zawarto porozumienie, ale osłabione. Zamiast rezygnacji z węgla, jest „ograniczanie zużycia”

Ogłoszenie zawarcia porozumienia podczas COP26 w Glasgow, źródło: Flickr/UNclimatechange (CC BY-NC-SA 2.0)

Ogłoszenie zawarcia porozumienia podczas COP26 w Glasgow, źródło: Flickr/UNclimatechange (CC BY-NC-SA 2.0)

Uczestniczące w zorganizowanym pod egidą ONZ szczycie klimatyczny COP26 w Glasgow państwa wynegocjowały ostateczny kształt nowego porozumienia. Został on jednak znacząco osłabiony w stosunku do pierwszej propozycji, a w dokumencie nie wspomina się o odejściu od spalania węgla, ale „stopniowym zmniejszaniu” jego wykorzystania.

 

Wobec braku porozumienia negocjacje w Glasgow zostały przedłużone o jeden dzień i ostatecznie zakończyły się wczoraj (13 listopada) wieczorem.

Kto rozwadniał porozumienie?

Choć przyjęty podczas szczytu w Szkocji tekst po raz pierwszy zawiera zapis mówiący wprost o redukcji emisji gazów cieplarnianych pochodzących ze spalania węgla i nazwano to paliwo „najbardziej przyczyniającym się do ich powstawania”, to nie znalazł się tam zapis o przyszłej całkowitej rezygnacji z niego, a jedynie o „stopniowym zmniejszeniu użycia”.

Najmocniejszy sprzeciw wobec wpisywania do porozumienia zobowiązania do wycofania się z węgla postawiły Indie, które przekonywały, że występują w imieniu wielu krajów rozwijających się.

„Nie możemy obiecać rezygnacji z węgla i wycofania się z subsydiów na paliwa kopalne, bo przed nami realizacja ważnych programów rozwojowych oraz likwidacja ubóstwa” – mówił indyjski minister ds. klimatu Bhupender Yadav.

Na rzecz rozwodnienia finalnego kształtu porozumienia mocno działały także rozwinięte kraje będące dużymi emitentami gazów cieplarnianych, a jednocześnie czerpiące bardzo wiele dochodów eksportu paliw kopalnych, czyli Australia (węgiel), Rosja (węgiel, ropa naftowa i gaz ziemny) oraz Arabia Saudyjska (ropa naftowa).

COP26: Bez ograniczenia spożycia i produkcji mięsa nie powstrzymamy katastrofy klimatycznej

Produkcja żywności odpowiada za jedną trzecią emisji gazów cieplarnianych, wynika z raportu fundacji Compassion in World Farming.

Głosy rozczarowania

Ale brak zapisu o całkowitym odejściu od węgla uznano za rozczarowujący. „Jest mi bardzo przykro z powodu tego jak potoczyły się obrady. Odczuwam głębokie rozczarowanie. Ale myślę, że jak zauważyliście, jest również istotne, abyśmy chronili ten pakiet” – mówił pełniący funkcję prezydenta COP26 minister bez teki w kancelarii brytyjskiego premiera Alok Sharma.

Sharma przekonywał jednak, że najważniejsza była ochrona porozumienia klimatycznego jako całości i zawartych w nim planów dalszej redukcji emisji dwutlenku węgla, tak aby ustanowiony w 2015 r. na COP21 w Paryżu cel zatrzymania wzrostu średniej temperatury na poziomie maksymalnie 1,5 st. C w stosunku do początku epoki przemysłowej mógł zostać utrzymany.

Z kolei sekretarz generalny ONZ António Guterres stwierdził, że choć rozumie rozczarowaniu wielu ludzi, to „postęp nie zawsze postępuje w linii prostej”. „Zdarzają się objazdy i przeszkody. Ale wiem, że możemy osiągnąć cel. To walka naszego życia. Walka, którą musimy wygrać. Nigdy się nie poddawajcie, nigdy nie cofajcie. Jestem z wami” – mówił Guterres.

Dodał też, że „nadszedł czas, by przejść na tryb awaryjny, a bitwa klimatyczna jest walką naszego życia i ta walka musi zostać wygrana.”

Branża paliw kopalnych wysłała na szczyt klimatyczny COP26 najwięcej delegatów

Przedstawiciele branży paliw kopalnych stanowią największą grupę z delegatów – większą niż jakakolwiek delegacja państwowa czy branżowa.

Co z systemem rekompensowania „strat i szkód”

Kraje rozwijające się także nie były jednak w pełni zadowolone z porozumienia, ponieważ nie udało się poczynić znaczących postępów w tworzeniu systemu rekompensowania „strat i szkód”.

Chodzi o mechanizm, w ramach którego wysokorozwinięte i najbogatsze dziś kraje, które historycznie odpowiadają za większość światowych emisji gazów cieplarnianych, wsparłyby finansowo kraje, które są biedniejsze i mniej uprzemysłowione, a jednocześnie mocniej odczuwają negatywne skutki zmian klimatycznych.

Kraje bogatsze chcą jednak, aby takie środki były przeznaczane na konkretne projekty związane np. z transformacją energetyczną i chcą mieć jak najściślejszą kontrolę nad wszelkimi wydatkami.

Choć w Glasgow zadecydowano o podwojeniu do 2025 r. środków przekazywanych na cele klimatyczne przez bogatsze kraje krajom biedniejszym, to jednak do stworzenia sprawnie działającego systemu jest jednak jeszcze daleko.

Uczestnicy konferencji COP, czyli strony Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, umówiły się, że spotkają się na kolejnym szczycie w przyszłym roku. Gospodarzem konferencji COP27 będzie Egipt.

Dominika Lasota o COP26: Politycy nie rozumieją skali kryzysu klimatycznego [WYWIAD]

Ich wyobraźnia jest zamknięta na cierpienie, mówi Dominika Lasota.

Co jeszcze postanowiono w Glasgow?

Udało się natomiast, co było domknięciem ustaleń z poprzednich konferencji, tzw. rulebook, który przewiduje m.in. obowiązek przekazania do 2024 r. przez wszystkie państwa będące stronami konwencji (jest ich 198) szczegółowych danych o swoich emisjach, co będzie podstawą do oceny przyszłych redukcji.

Uszczelniono, choć wciąż niecałkowicie, system handlu emisjami, a także podjęto Sektorowe deklaracje na temat lasów, węgla, samochodów, metanu oraz zaprzestania finansowania paliw kopalnych za granicą.

Powstanie także nowa ekspercka grupa robocza, która ma sprawdzać to czy korporacje nie stosują greenwashingu, a ich plany prowadzą do faktycznego zmniejszania emisji, a nie wątpliwego offsetowania.

COP26: Indonezja jednak nie zobowiązała się do powstrzymania wylesiania?

Porozumienie w tej sprawie na szczycie klimatycznym COP26 w Glasgow podpisało ponad 100 krajów świata.

Transformacja jest nieuchronna

„Warto pamiętać, że nikt nie jest w stanie narzucić poszczególnym państwom celów redukcji emisji – to rządy zgłaszają dobrowolnie swoje poziomy ambicji. Jeszcze dekadę temu próbowano ustalić wiążące cele redukcyjne dla wszystkich państw w trakcie kolejnych szczytów klimatycznych, jednak okazało się to niemożliwe. Właśnie dlatego w porozumieniu paryskim przyjęto logikę opartą o dobrowolne deklaracje rządów i regularny przegląd ambicji” – przypomniał komentując ustalenia szczytu w Glasgow kierownik programu „Klimat i energia” w WiseEuropa Aleksander Śniegocki.

I dodaje, że „mamy jednak po raz pierwszy do czynienia z sytuacją, gdy społeczność międzynarodowa sformułowała kierunek działań obejmujący niemal cała gospodarkę światową, który w razie realizacji pozwoli uniknąć najgorszych skutków katastrofy klimatycznej.” „To bardzo ważny sygnał dla rządów i inwestorów na całym świecie, również w Polsce – transformacja jest nieuchronna i będzie przyspieszać” – podkreślił Śniegocki.

Najbliższe lata decydujące

Z kolei kierująca Programem Zrównoważonego Rozwoju i Polityki Klimatycznej w Instytucie Spraw Publicznych dr Paulina Sobiesiak-Penszko stwierdziła, że „od początku o COP26 w Glasgow mówiono, że to szczyt ostatniej szansy i taka była też retoryka wielu politycznych wypowiedzi, które słyszeliśmy, ale mimo tego nie kończy się on żadnym wielkim przełomem.”

„Wezwania największych gospodarek do przyspieszenia działań na rzecz redukcji emisji i pokazania konkretnych planów z nimi związanych w ciągu najbliższych 12 miesięcy wydają się na tym etapie niewystarczające. To najbliższe lata będą decydujące dla nieprzekroczenia progu wzrostu temperatury o ponad 1,5 stopnia Celsjusza. Jeśli ma się to udać, to potrzebne są już nie tylko plany, ale konkrety i przede wszystkim działania” – powiedziała ekspertka.

Jej zdaniem w Glasgow najsilniej wybrzmiał głos krajów rozwijających się już teraz silnie odczuwających skutki globalnego ocieplenia. „Brak konkretów w sprawie proponowanego przez nich mechanizmu finansowania strat i szkód, który pomógłby im radzić sobie z konsekwencjami katastrofy klimatycznej, pokazuje, że najbogatsze gospodarki nie są gotowe ponosić odpowiedzialności za kryzys klimatyczny, do którego w największym stopniu się przyczyniły” – oceniła dr Sobiesiak-Penszko.