Chiny chcą wybudować port w lesie deszczowym i na chronionej plaży

Jedna z plaż w Sierra Leone. /foto via flickr [Stephen Walford Photography]

Chiny zbudują port handlowy w miejscu chronionego lasu deszczowego w zachodnioafrykańskim Sierra Leone. Sprzeciwiają się temu ekolodzy i aktywiści, którzy apelują, że byłoby to katastrofa dla miejscowego środowiska naturalnego.

 

Umowa zawarta pomiędzy rządami Sierra Leone i Chinami warta jest 55 mln dolarów i obejmuje pozwolenie na budowę portu handlowego na terenie plaży porośniętej chronionym obszarem lasu deszczowego.

Plaża „Black Johnson” otacza „Western Area Peninsula National Park”, czyli „Park Narodowy Zachodniego Przylądka”. To miejsce życia wielu chronionych i zagrożonych wyginięciem gatunków zwierząt, takich jak dujkery (małe antylopy), czy łuskowce. Natomiast tutejsze wody są bogate w sardynki. Zamieszkują je również barakudy.

Nie brakuje kontrowersji co do tego jak będzie wyglądał planowany port. W mediach społecznościowych pojawiły się informacje, że ma to być zakład mączki rybnej, wyraźnie jednak zaprzeczyło temu ministerstwo rybołówstwa Sierra Leone, które w oświadczeniu ogłosiło, że powstanie port dla statków rybackich łowiących tuńczyki i „inne duże ryby”, które następnie będą eksportowane do innych krajów. Port obejmowałby ponadto komponent do gospodarki odpadami, który przetwarzałby odpady morskie w „pożyteczne produkty”.

Janina Ochojska: UE nie może współpracować z Afryką w duchu, że wie lepiej [WYWIAD]

25 Marca Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie nowej strategii dla partnerstwa UE-Afryka.

Nowy port zagrożeniem dla środowiska naturalnego i przyszłości mieszkańców

Ministerstwo rybołówstwa poinformowało, że rząd planuje wydać łącznie 13,4 mln dolarów na wypłatę odszkodowań właścicielom okolicznych ziem. Ci jednak nie są z tego zadowoleni i dalej sprzeciwiają się budowie.

Organizacje pozarządowe napisały list do władzy, w którym żądają wyjaśnień, dlaczego miejsce budowanego portu to akurat obszar chroniony, ważny dla środowiska naturalnego, ale także dla okolicznej ludności. Wezwały przy tym rząd do ujawnienia kopii umowy pomiędzy Sierra Leone a Chinami.

Z kolei James Tonner, właściciel części terenu na obszarze „Black Johnson” napisał list otwarty do prezydenta Juliusa Maady Bio, wzywając go do interwencji i zatrzymania projektu, który według niego „byłby katastrofalny w skutkach dla kraju i planety”.

Tonner dodał, że władza mogłaby działać bezprawnie, gdyby chciała nabyć ziemię, gdyż konstytucja wymaga, aby takie inwestycje leżały w interesie publicznym. Stwierdził również, że zadeklarowana przez rząd rekompensata jest niesprawiedliwa, gdyż jest „ona około 30 razy niższa od wartości rynkowej działki”.

Portu obawiają się także mieszkańcy żyjący z turystyki. Jeden z przedsiębiorców prowadzących biznes ekoturystyczny na zagrożonym terenie, przewiduje że „wszystko upadnie, miejscowi rybacy nie będą mieli gdzie łowić, a turystyka się skończy”.

Protestami nie przejmuje się minister rybołówstwa Emma Kowa Jalloh, która powiedziała, że ​​„połowa potrzebnej ziemi do budowy portu, który zostałby stworzony dzięki grantowi rządu chińskiego, należy do rządu a reszta zostanie nabyta przymusowo”.

„Ludzie robią z tego powodu zamieszanie” – dodała minister. „Chciałabym tylko zaapelować do ludzi, aby byli cierpliwi. Chcemy się rozwijać, chcemy być silniejsi, chcemy być klasyfikowani jako kraj rozwijający się. Musimy dążyć do rozwoju i ktoś musi się poświęcić” – tłumaczy decyzje rządu Emma Kowa Jalloh.

Etiopia: "Nie ugniemy się pod presją ws. tamy na Nilu!" Będzie afrykańska wojna o wodę?

Władze Etiopii zapowiedziały, że nie ugną się, ani pod międzynarodową presją, ani nawet w razie zagranicznej agresji i ukończą budowę Tamy Wielkiego Odrodzenia na Nilu Błękitnym. Egipt i Sudan od dawna boją się, że wpłynie to na ich dostęp do …

Sierra Leone zacieśnia współpracę z Chinami

Umowa pozwalająca na budowę portu nie jest pierwszym w ostatnim czasie przykładem kooperacji zachodnioafrykańskiego kraju z Pekinem. Zaledwie 3 dni temu (w sobotę, 15 maja) parlament Sierra Leone ratyfikował umowę, która pozwoliła chińskiej firmie Kingho na zarządzanie i obsługę infrastruktury kolejowej oraz znaczącego portu w Pepel, z którego wywożone są w świat rudy żelaza.

Oba państwa współpracują też w walce z koronawirusem. Prezydent afrykańskiego państwa, Julius Maada Bio zaszczepił się w marcu preparatem chińskiej firmy Sinopharm, natomiast 7 maja usłyszał on podczas rozmowy telefonicznej z Xi Jingpingiem, która odbyła się z okazji 50. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy tymi dwoma państwami, że

Chiny chcą bliższej współpracy i pragną pomóc w walce z pandemią. Prezydent Maada Bio stwierdził po tym, że „Chiny są prawdziwym i godnym zaufania przyjacielem Sierra Leone i mieszkańców całej Afryki”.

Również w dziedzinie rybołówstwa Chiny mają duże wpływy w Sierra Leone. China Dialogue Ocean szacuje, że 75 proc. trawlerów (statków rybackich) w tym kraju ma jakiś związek z Państwem Środka.

Nie oznacza to jednak, że pomiędzy tymi dwoma państwami nie dochodzi do sporów. W sierpniu 2020 r. ministerstwo rybołówstwa Sierra Leone poinformowało, że trzy chińskie trawlery uciekły po tym, jak miejscowa policja oskarżyła ich załogi o nielegalne połowy na wodach terytorialnych kraju i wymierzyła grzywnę.