Agroekologia w Polsce: Niekończąca się historia biurokratycznych utrudnień?

Agroekologia, środowisko, rolnictwo, klimat, Polska, Unia Europejska, bioróżnorodność

Według raportu opublikowanego przez Eurostat w 2018 r. Unia Europejska miała 13,4 mln hektarów przeznaczonych na rolnictwo ekologiczne. / Foto via unsplash [@mvdheuvel]

Agroekologia ma – jak wynika z deklaracji międzynarodowego Forum na rzecz Agroekologii – odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób naprawić system żywnościowy zniszczony przez rolnictwo przemysłowe. Ale w jaki sposób naprawiać świat w Polsce, jeżeli napotyka się nieustannie na przeszkody?

 

W 1989 r. za średnią pensję Polak mógł kupić 68 kg cukru lub 11 kg szynki. Dziś kupiłby już około 2 ton cukru – nie polecamy spożywania w dużych ilościach – lub 300 kg szynki. Obecnie przed konsumentami stoi co najwyżej dylemat dotyczący wyboru różnych rodzajów mąk do pieczenia domowego chleba, hit pierwszych tygodni pandemii koronawirusa; podążania za modami żywnościowymi – kiedyś jarmuż, dziś jak informują media tzw. jesieniary zapałały gorącą miłością do dyń.

Wszak nadeszła jesień ze wszystkimi konsekwencjami, włącznie z nastaniem sezonu na kojarzące się z Halloween warzywem. Jeszcze inni z niepokojem wyczekują wizyty w supermarkecie, aby zakupić persea americana.

Chyba że akurat górę nad chęcią przyrządzenia smacznego i zdrowego koktajlu z avokado wzięły wyrzuty sumienia z powodu śladu klimatycznego, pozostawionego w wyniku transportu kremowego owocu z Ameryki Południowej do Europy czy też świadomość, że gdzieś tam w Ameryce Południowej lub Środkowej, jakiś rolnik stracił ziemię, dostęp do wody pitnej lub pracuje w pocie czoła niezgodnie z kodeksem pracy, aby Europejczycy mogli zaspokajać swoje wyrafinowane gusta smakowe. Taka rzeczywistość.

Raport Specjalny: Zachowanie różnorodności biologicznej w Europie: Zrównoważony rozwój jest najlepszym rozwiązaniem?

Znaczna większość świata skupia się na zmianach klimatycznych i działaniach niezbędnych do ich powstrzymania, tymczasem nie można zapominać o ochronie różnorodności biologicznej.

Memento pozrywanych łańcuchów

Eksperci ostrzegają, że taki system jest nie do utrzymania, a pandemia koronawirusa, z początkowo poprzerywanymi łańcuchami dostaw, unaoczniła skalę problemu. Jednocześnie pozamykanie granic zwiększyło presję na rolników. W Polsce z powodu epidemii do prac sezonowych nie mogli przyjechać np. Ukraińcy. GUS szacuje, że liczba imigrantów z Ukrainy mogła zmniejszyć się nawet o 10 proc. w porównaniu z czasem sprzed pandemii.

Taka sytuacja wymusiła zmiany zachowań u konsumentów, a część z nich zwiększyła zainteresowanie pracą rolników ekologicznych. Ich plony, produkowane zgodnie z poszanowaniem natury, stały się szczególnie pożądane w dobie zarazy m.in. ze względu na większą dbałość o bezpieczeństwo.

„Możemy odczuć – jak wszyscy – ekonomiczne skutki przedłużającej się epidemii. Niepewność finansowa, utrata miejsc pracy, mogą zniechęcić część konsumentów do sięgania po produkty lepszej jakości, a więc nieco droższe, na rzecz tych dostępnych w supermarketach”, mówił jeszcze w marcu br. w rozmowie z EURACTIV.pl Piotr Kijanka, rolnik prowadzący ekologiczne gospodarstwo „Eko Farma u Piotra”.

Kaliakra: W jaki sposób nie chroni się cennych obszarów przyrodniczych w Bułgarii?

Kaliakra – zwana cudownym przylądkiem – jest prawdopodobnie najpiękniejszym zakątkiem bułgarskiego wybrzeża Morza Czarnego.

Pandemia zostawia ślad?

Jednak niepokoje te nie potwierdziły się. Z powodu pandemii koronawirusa zainteresowanie i obroty rolników ekologicznych zwiększyły się chociaż początkowo istniały poważne obawy o rezygnację przez klientów, co tu ukrywać droższych produktów, z powodu kryzysu gospodarczego.

„To prawda, ale szkoda że dopiero taka sytuacja spowodowała zwiększenie zainteresowania naszą pracą. Na większe zainteresowanie konsumentów złożyło się kilka czynników: początkowe przerwanie globalnych łańcuchów dostaw, problem z zakupem ulubionych produktów czy w końcu poświęcanie większej uwagi na zakup zdrowych i bezpiecznych produktów”, podkreśla w rozmowie z EURACTIV.pl Monika Styczek-Kuryluk, która wraz z mężem prowadzi 33ha gospodarstwo ekologiczne o profilu roślinnym, w województwie lubelskim.

Nasza rozmówczyni jest fundatorką i prezeską Fundacji Mała Wielka Zmiana, która zajmuje się w głównej mierze edukacją ekologiczną i wspiera rozwój gospodarstw ekologicznych w Polsce oraz członkinią Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi EKOLAND.

Lasy w Rumunii: Źródło różnorodności biologicznej czy zasób surowców dla mafii drzewnej?

Wiele ze znajdujących się w Rumunii obszarów leśnych zagrożonych jest nielegalnym wyrębem drewna.

Ekologicznie czyli egzotycznie?

Gospodarstwo Styczek-Kuryluk i jej męża należy do tych gospodarstw w krajach UE – a jest ich ponad 200 tys. – które w przeciwieństwie do rolnictwa konwencjonalnego nie stosują produktów syntez chemicznej: pestycydów, przetworzonych nawozów czy paliw kopalnych.

Według raportu opublikowanego przez Eurostat w 2018 r. Unia Europejska miała 13,4 mln hektarów przeznaczonych na rolnictwo ekologiczne. Największe uprawy ekologiczne w UE są kolejno w Hiszpanii, Włoszech i Francji – odpowiednio 2082 tys. ha, 1908,6 tys. ha i 1744,4 tys. ha (dane za 2017 r.). Tymczasem najwięcej z państw Wspólnoty na produkty ekologiczne wydają mieszkańcy Danii (227 euro na osobę), Szwecji (197 euro) i Niemiec (116 euro).

W Polsce żywność ekologiczna była jeszcze do niedawna traktowana przez wielu jako dość egzotyczna ciekawostka. Dziś jednak, wraz ze wzrostem świadomości konsumentów, zaczyna ona zyskiwać na popularności. Rolnictwo ekologiczne cechuje się o 20 proc. niższą efektywnością niż rolnictwo intensywne. Trzeba jednak pamiętać, że w Europie marnuje się dziś ponad 30 proc. wszystkich wyprodukowanych płodów rolnych. Potencjalnie niższa efektywność rolnictwa ekologicznego nie stanowi więc problemu.

A eksperci, jak prof. dr hab. Ewa Rembiałkowska z Wydziały Żywienia Człowieka Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, twierdzą, że w bieżących realiach rynkowych rolnicy są w stanie produkować dostatecznie dużo żywności ekologicznej bez potrzeby powiększania dotychczasowych areałów upraw.

Ekohotel przyszłością zrównoważonej turystyki?

Rodzina Ćurlinów z Chorwacji udowadnia, że prowadzenie hotelu zgodnie z ideą zrównoważonej turystyki nie tylko nie jest trudne, ale można jeszcze na tym zarobić.

Po trzykroć determinacja

Mąż Pani Moniki Styczek-Kuryluk zaprzestał stosowania środków ochrony roślin w 1993 r.  Od tego czasu w każdym roku pobierane są próbki glebowe z każdej z ich działek. Sprawdzana jest ilość azotu, fosforu, potasu, poziom próchnicy gleby oraz kilka innych mikro i makro elementów.

Z każdym rokiem – zgodnie z pomiarami badań stacji rolniczo-chemicznej – wynika, że udaje im się poprawiać jakość gleby. To ważne, ponieważ im gorsza gleba, tym gorsza absorpcja wody, a w konsekwencji plony.

„Zdecydowanie najtrudniejszy jest początek: rozpoczęcie prowadzenia gospodarstwa w sposób ekologiczny. Zdarza się, że wielu rolników rezygnuje w ciągu pierwszych kilku tygodni lub miesięcy, ponieważ – jak twierdzą – nie są w stanie radzić sobie z codziennymi wyzwaniami w inny sposób niż w przypadku rolnictwa konwencjonalnego, gdzie z chwastami i grzybami „walczy” się za pomocą środków chemicznych”, podkreśla rozmówczyni EURACTIV.pl.

Monika Styczek-Kuryluk przekonuje, że – co niektórych może zdziwić – na początku liczy się determinacja. „Mój mąż powtarza przy różnych okazjach, że rolnictwo konwencjonalne jest gwałtem na matce ziemi, a rolnikom brakuje refleksji i pokory. Przekonanie o nadrzędności zysku powoduje, że większość osób woli wybrać drogę na skróty”.

Raport EEA: Bioróżnorodność w Europie jest zagrożona mimo wysiłków na rzecz jej ochrony

„Nawet 81 proc. siedlisk w całej UE jest w złym stanie”, mówi komisarz ds. środowiska Virginijus Sinkevičius.

Zmiana trendów bez wpływu na dochody?

Żywność ekologiczna, jest motorem trendu ku naturalności w Polsce. W 2016 r. niespełna 4 proc. nowych produktów spożywczych i napojów wprowadzanych na polski rynek było oznaczane jako „żywność ekologiczna”. W 2020 r. odsetek ten wzrósł do 24 proc. Jednocześnie Już 46 proc. polskich konsumentów za najważniejsze kryterium przy wyborze produktów spożywczych uważa ich naturalny skład. Dla naszych rodaków naturalność jest nawet ważniejsza niż np. niska zawartość cukru (33 proc.), tłuszczu czy soli, jak pokazują wyniki badań agencji Mintel oraz banku BNP Paribas.

Wyniki badania potwierdzają obserwacje poczynione przez rolniczkę z województwa lubelskiego. Fakt, że deklaracja „naturalnego składu” wyprzedza inne intuicyjnie ważne kryteria, może na pierwszy rzut oka wydawać się zaskakujący, jednak dużo mówi o bieżących obawach i wątpliwościach konsumentów. Ludzie coraz bardziej bowiem zwracają uwagę na treść etykiet, skład i metody produkcji, poszukując „pełnowartościowych” prostych składników i żywności, która nie jest „nadmiernie przetworzona”.

Czy w takim razie – biorąc pod uwagę zmianę zachowań konsumentów – rolnictwo ekologiczne jest w Polsce opłacalne?  „W warunkach polskich nie jest łatwo. Z mężem nie pracujemy dodatkowo nigdzie na etacie. Poświęcamy się całkowicie gospodarstwu”, mówi Monika Styczek-Kuryluk. „Niektórych moje słowa mogą zdziwić, ponieważ nie mówię tylko o utopijnej wizji rolnictwa ekologicznego, agroekologii i ich dobroczynnym wpływie na środowisko i bioróżnorodność”. Rozmówczyni EURACTIV.pl twierdzi, że w Polsce funkcjonujemy w rzeczywistości rynkowej, gdzie sieci handlowe wolą sprowadzić produkty z zagranicy niż nabywać je u rodzimych dostawców”.

„Niedowiarków zachęcam do przeprowadzenia mini testu. Odwiedzenia dowolnego sklepu. Wybrania kilkunastu produktów i sprawdzenia ich etykiet. W znakomitej większości – mogę o tym zapewnić – będzie można znaleźć informację o innym niż Polska kraju produkcji. Taka sytuacja, brak zainteresowania sieci handlowych zmusza rolników do szukania innych niestandardowych sposobów zbytu”.

Europa marnuje miliardy euro przez zanieczyszczenie powietrza. Ile traci Warszawa?

Zanieczyszczenie powietrza kosztuje Warszawę prawie 20 mld zł rocznie, czyli 11 tys. zł w przeliczeniu na mieszkańca stolicy.

Kooperatywy świata nie zmienią, ale są ważne

W polskich warunkach liczą się także inne niż pozarolnicze zdolności, ponieważ o sukcesie komercyjnym rolników ekologicznych decyduje ich sprawność także w posługiwaniu się nowymi technologiami. Przykład pandemii koronawirusa dobrze ilustruję tę zależność.

„Jeżeli rolnik nie będzie utrzymywał własnej sieci kontaktów, platformy za pośrednictwem której będzie w kontakcie z klientem, może mu się nie powieść. Zainteresowanie produktami ekologicznymi wciąż rośnie, jednak rynek jest niewielki w porównaniu z plonami pozyskiwanymi w konwencjonalny sposób”, podkreśla Monika Styczek-Kuryluk.

W Polsce istnieją także kooperatywy spożywcze, które umożliwiają dotrzeć rolnikom bezpośrednio do klientów, najczęściej z miast. Państwo Styczek-Kuryluk również współpracuje z kilkoma kooperatywami z Warszawy, Krakowa czy Lublina.

Z kolei współpraca z partnerami instytucjonalnymi jest poprawna – jak przekonuje nasza rozmówczyni – ale „w Polsce nadal brakuje pomysłu na odpowiednie zagospodarowanie ludzi zaangażowanych w agroekologię. Stanowimy mniejszość i nie znajdujemy się w centrum zainteresowania władzy”.

Marcin Korolec: „Inwestowanie w gaz to sposób na zmarnowanie miliardów złotych”

15 i 16 października przywódcy UE przyjrzą się postępom w realizacji unijnego celu polegającego na osiągnięciu neutralności klimatycznej do 2050 r.

WPR w praktyce

UE także nie pomaga rolnikom ekologicznym w wystarczający sposób? „Dziesięć lat temu, gdy rozpoczynałam moją przygodę z rolnictwem byłam bardzo optymistycznie nastawiona do wszelkich unijnych strategii i proponowanych zmian. Widziałam w nich szansę na zmianę nawyków na poziomie makro”.

Jednak – jak podkreśla Monika Styczek-Kuryluk – wraz z upływem czasu zaczęła dostrzegać, że wraz z kolejnymi koncepcjami niewiele się zmienia w podstawowej dla rolników niekonwencjonalnych sprawie: zbytu produktów. „Rolnictwo ekologiczne wciąż przegrywa z nastawionymi na masową produkcję wielkimi przedsiębiorstwami, które prowadzą działalność rolniczą w ekstensywny sposób, a więc nieprzyjazny bioróżnorodności i przyrodzie”, twierdzi.

Jej zdaniem WPR ma swoje dobre i złe strony. Te pierwsze to otwarcie granic dla przepływu towarów i usług wewnątrz UE; podniesienie poziomu życia rolników; przekazywanie dotacji; stworzenie systemu odszkodowań za klęski żywiołowe; wprowadzenie obowiązku etykietowania żywności, co ma pewne przełożenie na jakość żywności; poprawa jakości produkcji roślinnej w rolnictwie ekologicznym i wreszcie podniesienie poziomu życia rolników.

Polska: Jaki jest rezultat oddychania smogiem? Rakotwórczy czarny węgiel u polskich dzieci

Według Światowej Organizacji Zdrowia wśród 50 miast z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem w Europie, 36 znajduje się w Polsce.

Agroekologia: Korzystna, ale niepopularna?

Istnieją jednak także wady. A to przede wszystkim przerośnięta biurokracja; brak ograniczeń powierzchniowych dla dotacji obszarowych; brak praktycznych ułatwień dla tzw. przetwórstwa farmerskiego (czyli na poziomie gospodarstwa rolnego); przepisy sanitarne niesprzyjające przetwórstwu na poziomie gospodarstwa; brak praktycznej ochrony wspólnego rynku przed napływem taniego towaru ze wschodu; sztuczne regulowanie produkcji; wypłacanie dotacji od hektara (co niewłaściwie wspiera gospodarstwa ekologiczne); postępująca koncentracja ziemi; zróżnicowanie wysokości stawek dotacji w różnych krajach; wyraźny spadek bioróżnorodności w rolnictwie; dotowanie przemysłowej hodowli zwierząt czy zbyt małe wsparcie dla rolnictwa ekologicznego.

Biurokratyzacja jest według naszej rozmówczyni niewłaściwą drogą. „Rolnikom ekologicznym potrzeba przede wszystkim „oddechu” i zaufania dla ich działalności, a nie szukania na siłę – jak często ma to miejsce w przypadku jednostek certyfikacyjnych – problemów. Złej jakości produkt zostanie bardzo szybko zweryfikowany przez rynek, a urzędnicy niejednokrotnie są przekonani zza biurka, że lepiej wiedzą jak wyglądają nasze codzienne zmagania”, wylicza rolniczka z lubelszczyzny.

Podkreśla ona jednocześnie, że agroekologia nie tylko pozytywnie wpływa na środowisko i bioróżnorodność. „Kluczem do sukcesu w rolnictwie jest jakość gleby. Agroekologia lepiej chroni glebę niż rolnictwo konwencjonalne. Przy ekologicznych metodach gleba dłużej odpoczywa dzięki dłuższemu płodozmianowi”. Skoro to same korzyści, to dlaczego nadal większość rolników preferuje rolnictwo konwencjonalne?