Jakub Wiech: Stoimy przed historyczną szansą redefinicji polityki energetycznej UE [WYWIAD]

KE-komisja-europejska-polska-praworzadność-rządy-prawa-bruksela-pis-ziobro-kaczynski-tsue-TJ-przyłębska

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen / Foto via EC - Audiovisual Service [Dati Bendo]

Konsekwencją wojny w Ukrainie jest upadek paradygmatu europejskiej polityki energetycznej. Zachód i UE wierzyły, że Putina da się kontrolować poprzez duże zależności, projekty energetyczne, które będą dla Rosji źródłem dochodów. 24 lutego pokazał, że jest zupełnie odwrotnie, a dla Moskwy nadrzędne są cele geopolityczne, podkreśla Jakub Wiech, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24 i ekspert ds. energetycznych.

 

WEBINARIUM: Stabilność gospodarcza w niestabilnych czasach. Jaka przyszłość czeka Polskę i Europę?

 

Rozmowa z Jakubem Wiechem dostępna jest także w formie podkastu


Martyna Kompała, EURACTIV.pl: Wojna w Ukrainie postawiła pod znakiem zapytania funkcjonowanie dotychczasowej europejskiej polityki klimatycznej i energetycznej. Jakie są konsekwencje wojny, które wpłyną na Unię Europejską w obszarze energetycznym?

Jakub Wiech: Pierwszą, bezpośrednią konsekwencją rozpętanej przez Rosję wojny jest kompletny upadek dotychczasowego paradygmatu unijnej polityki energetycznej. Dążyła ona do budowania zależności energetycznych z Rosją, aby kontrolować co się dzieje na Kremlu.

Zachód Europy, i w dużej mierze Unia Europejska, wierzyły, że Putina da się kontrolować poprzez określone zależności energetyczne. Poprzez umowy długoterminowe i potężne projekty energetyczne, które będą dla Rosji źródłem dochodu. Wierzono, że Rosjanie nie będą chcieli porzucić tych lukratywnych kontraktów na rzecz agresji; że przełożą kwestie ekonomiczne nad geopolityczne.

Inwazja rozpoczęta 24 lutego pokazała, że jest zupełnie odwrotnie. Rosja lekceważy wszystkie ekonomiczne zależności i korzyści, które z nich czerpie. Cele geopolityczne są dla niej nadrzędne i nie zawaha się ona poświęcić tego co zbudowała przez lata z Europejczykami, żeby realizować swoją wizję powrotu do sowieckiej strefy wpływów.

Okazało się, że ten energetyczny kaganiec, który miał być nałożony na reżim Władimira Putina jest w rzeczywistości energetyczną smyczą, która spoczywa na szyjach Europejczyków. I to Putin może ją ściągać i kierować poczynaniami rządów państw Starego Kontynentu.

Rozpoczęcie rosyjskiej inwazji było de facto pogrzebaniem paradygmatu, który kierował m.in. rządem niemieckim realizującym projekt Nord Stream 2, czy też Unią Europejską, która łagodnie obeszła się ze zmianami tzw. dyrektywy gazowej. Ta polityka zawiodła.

Pytanie czy jest to jej definitywny koniec czy ona wkrótce zmartwychwstanie na kanwie resetu z Rosją i nawiązania nowych stosunków; być może z nowym przywódcą państwa rosyjskiego. Będzie to nadal zagrożenie i ryzyko powtórzenia starych błędów, które doprowadziły do wojny, która rozpoczęła się już w 2014 r.

Stoimy przed historyczną szansą na redefinicję unijnej polityki energetycznej. Na jej spolszczenie w kierunku uzbrojenia w takie atrybuty jak dywersyfikacja i derusyfikacja. Pytanie czy znajdziemy możliwości na współpracę z naszymi partnerami z Europy Zachodniej.

Unia jest zależna od gazu z Rosji. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE) w 2021 r. import tego kraju stanowił około 45 proc. całego importu i prawie 40 proc. unijnej konsumpcji surowca. Czy wstrzymanie przez Rosję dostawy gazu jest realnym zagrożeniem i jakie będą jego potencjalne skutki?

Rosja jest państwem które od bardzo dawna notorycznie przystawia energetyczną broń do skroni Europejczyków. Wojny gazowe sięgają lat 90. XX w. i powracały w latach 2006-2010. Ten aspekt jest trwale wkomponowany w rosyjską politykę zagraniczną prowadzoną m.in. za pomocą surowców energetycznych.

Teraz w momencie absolutnie kryzysowym, kiedy Rosja jest państwem agresorem, cały czas istnieje ryzyko że Władimir Putin uzna, że w ramach retorsji za sankcje wstrzyma dostawy surowców.

To są sznurki, za które może pociągać reżim na Kremlu i będzie to dosyć dotkliwe uderzenie w Europejczyków, w ich portfele, poziom życia i możliwości. Natomiast jest to konsekwencją błędnego paradygmatu bezalternatywności, na której dotychczas opierała się europejska polityka klimatyczna.

Mamy coraz większy problem z gotowością polityczną do ponoszenia ciężarów wojny z Rosją. Widać pewne pęknięcia w monolicie Unii Europejskiej. Np. w Niemczech czy na Węgrzech, które sceptycznie podchodzą do jakichkolwiek pomysłów ograniczenia dostaw surowców z Rosji.

Polska jest na względnie dobrej pozycji. Nasz kraj od lat już zaczął inwestować w dywersyfikację dostaw oraz w infrastrukturę. Sama UE jednak już w takiej dobrej pozycji nie jest.

Pojawia się dobra sposobność, żebyśmy jako Polska coraz bardziej inspirowali działania, które będą wpływać na unijne bezpieczeństwo energetyczne. Gdyby dzisiaj stanął tranzyt gazu, ropy i węgla z Rosji bylibyśmy w bardzo złej sytuacji jako Europa.

Musielibyśmy gwałtownie poszukiwać źródeł nierosyjskich. Natomiast po jakimś czasie, myślę że uodpornilibyśmy się w dużej mierze na tego typu działania. Możemy to jeszcze zrobić w miarę bezboleśnie, korzystając z tego, że cały czas tranzyt się odbywa i jesteśmy jeszcze zasilani przez Rosję.

Jeżeli zaczniemy podejmować poważne i daleko idące kroki w ramach dywersyfikacji naszej energetyki, możemy we względnie krótkim czasie być w innym miejscu, przestać być głównym odbiorcą rosyjskich surowców i wzmocnić nasze bezpieczeństwo.

Warto byśmy pamiętali, że cena którą widzimy w rachunkach za rosyjskie surowce energetyczne to nie wszystko. Do tego trzeba doliczyć bardzo istotną cenę polityczną. Jest ona trudna do uchwycenia, lecz bardzo uderza ona w nasze bezpieczeństwo energetyczne.

Jak ocenia Pan kwestię sankcji europejskich? Jakie może mieć ona konsekwencje?

Unia nie jest homogeniczna i w zależności od państwa członkowskiego istnieje inna percepcja działań Rosji. Tak samo inny jest stopień uzależnienia od rosyjskich surowców.

Polska i Niemcy są uzależnione od dostaw gazu z Rosji w podobnym stopniu. Jest to około 50-60 proc. importu. To sugerowałoby, że jesteśmy na podobnym poziomie, lecz to nie jest prawda.

Dzięki daleko idącej polityce dywersyfikacji, Polska za 10 miesięcy będzie w stanie porzucić dostawy gazu rosyjskiego. Natomiast Niemcy budowały swoją politykę bezalternatywnie. Dla nich współpraca z Rosją była czymś, co będzie trwało jeszcze przynajmniej przez dekadę. Dlatego nie bez powodu inwestowano w takie projekty jak Nord Stream 2.

Nie dziwi mnie, że kanclerz Olaf Scholz gra bardzo zachowawczo mówiąc o europejskich sankcjach na dostawy surowców energetycznych z Rosji. Niemcy są w tym momencie kłopotem dla Unii Europejskiej. Jest to politycznie i gospodarczo najpotężniejsze państwo Unii Europejskiej, które nie może sobie poradzić z uzależnieniem od Rosji.

Mam duże obawy nie tylko pod adresem Niemiec, lecz także pod adresem Austrii Węgier czy Włoch. Czy te państwa będą ponosić dużą cenę dotychczasowej bezalternatywnej polityki energetycznej i płacić więcej za surowce nie z Rosji tylko po to, żeby ukarać reżim Władimira Putina?

Jak w obliczu wojny powinni zachować się polscy decydenci odpowiedzialni za transformację energetyczną?

Przede wszystkim powinni mierzyć zamiary na siły a nie odwrotnie. Nie zmienimy strukturalnie europejskiej polityki klimatycznej.

Możemy w krótkim terminie obniżyć pewne ambicie klimatyczne czy zagwarantować sobie np. dłuższe wykorzystywanie energetyki węglowej na podstawie rynku mocy. Nie brakuje opinii w Unii Europejskiej, że bezpieczeństwo energetyczne jest ważniejsze niż cele klimatyczne.

To będzie się wiązało z ustępstwami, z pewną pobłażliwością dla węgla, który może popracować trochę dużej, byśmy nie wpadali w gazowe pułapki. Lecz nie jest to polityka do 2050 r, lecz jedynie w skali kilku najbliższych lat. To nie będzie regres strukturalny, tylko chwilowe spowolnienie, które zostanie zlikwidowane tylko wtedy, gdy sytuacja się ustabilizuje.

Możemy to wykorzystać do promocji np. energetyki jądrowej, która jest niemile widziana w niektórych państwach. Belgia obecnie zachowuje niektóre z reaktorów jądrowych, które miała wyłączać przez najbliższe trzy lata.

Komisja Europejska ma plan o nazwie REPowerEU, który ma doprowadzić do zmniejszenia importu gazu z Rosji o dwie trzecie do końca 2027 r. oraz do całkowitej rezygnacji z tego surowca przed rokiem 2030. Czy jest to realny scenariusz i jak wpłynie on na światową sytuację energetyczną?

Jest to realny scenariusz, lecz bazuje on na założeniu, że Unię Europejską będą cały czas kierowały te same względy emocjonalno-polityczne. Mamy świadomość, że sprzedaż ropy i gazu stanowi największą część budżetu Rosji – prawie 40 proc.

Te pieniądze są przeznaczane na finansowanie wojny. Uderzenie w dostawy energii, czyli pieniędzy, które idą na Kreml jest jak najbardziej pożądane. Pytanie tylko, czy to się utrzyma.

Wyobrażam sobie sytuację w której następuje jakaś zmiana władz i miejsce Władimira Putina zajmuje prozachodni, pokojowo nastawiony nowy przywódca. I sądzę, że Europa się szybko ugnie. Kraje jak Niemcy, Węgry czy Austria od razu przyklasną na nowy sojusz z Rosją. To będzie powtórzenie tych samych błędów i doprowadzenie do takiej samej sytuacji w jakiej się obecnie znajdujemy.

Co gorsza, jest to wariant optymistyczny, który zakłada nową władzę na Kremlu. Niestety potrafię sobie wyobrazić, że Europa odpuszcza twarde stanowisko pomimo tego że w Moskwie cały czas rządzi Władimir Putin. Odporność Europejczyków na koszty związane z wojną jest ograniczona.

Europa Środkowa jest pod tym względem pewnym wyjątkiem i my wiemy że Rosja jest niebezpieczna. Lecz Francuz, Hiszpan, Portugalczyk czy Włoch inaczej będzie podchodził do tego zagrożenia. W tym momencie jest ona dla niego jeszcze doskwierająca, lecz po jakimś czasie przyzwyczaimy się do niej. Tak działa ludzka psychika.

To może być wykorzystywane np. przez Niemcy, które obecnie powielają strategię kanclerz Angeli Merkel, czyli przeczekują kryzys w nadziei, że sytuacja się w miarę szybko ustabilizuję. I tego się boję.

To jest poważne zagrożenie dla UE. Należy je traktować podobnie jak zagrożenia wynikające z rosyjskiej polityki energetycznej, z którymi się teraz mierzymy.


Jakub Wiech: Stoimy przed historyczną szansą redefinicji unijnej polityki energetycznej [PODCAST]

Konsekwencją wojny w Ukrainie jest upadek paradygmatu europejskiej polityki energetycznej – Jakub Wiech, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24 i ekspert ds. energetycznych.