Marcin Korolec: „Inwestowanie w gaz to sposób na zmarnowanie miliardów złotych”

Polska, gaz, gazoport, Unia Europejska, neutralność klimatyczna

Na zdjęciu statek dostraczający gaz do gazportu w Świnoujściu. / Foto via twitter [@PolskieLNG]

„Zastępowanie jednego paliwa kopalnego – węgla – drugim – gazem – jest drogą donikąd. W ciągu najbliższych 30 lat nie zwrócą się poniesione wydatki. Inwestowanie w gaz to sposób na zmarnowanie miliardów złotych”, mówi w rozmowie z EURACTIV.pl Marcin Korolec*, były minister środowiska, szef Instytutu Zielonej Gospodarki.

 

Mateusz Kucharczyk, EURACTIV.pl; Pięć lat po Porozumieniu Paryskim Ursula von der Leyen ogłosiła podniesienie celu redukcji gazów cieplarnianych z 40 proc. do 55 proc. względem 1990 r., mówiąc, że cel ten jest „ambitny i wykonalny”.

W czwartek i piątek (15-16 października) przywódcy UE przyjrzą się postępom w realizacji unijnego celu polegającego na osiągnięciu neutralności klimatycznej do 2050 r.

Jaki jest sens podnoszenia ambicji klimatycznych dla całej Wspólnoty, przy świadomości, że nie wszyscy startują z tego samego miejsca, a więc szanse na realizację celu nie dla wszystkich państw są identyczne?

Marcin Korolec; Kwestie klimatyczne są jednym z głównych wyzwań Komisji Europejskiej pod wodzą Ursuli von der Leyen i trudno się dziwić, że przewodnicząca KE składa coraz to ambitniejsze deklaracje.

Według szacunków Brukseli – tylko przy założeniu realizacji obecnych już przyjętej legislacji – Unia zmniejszy emisje do 2030 r. o 47 proc. Brakuje „tylko” 8 proc., więc wbrew pozorom cel wyznaczony przez KE nie jest niewykonalny.

Przewodnicząca Komisji, mając świadomość bliskości wykonania celu, chce zatem zdopingować poszczególne kraje do większego wysiłku. Chodzi wyłącznie o akt symboliczny?

Nie można tego wykluczyć. Jednak moim zdaniem kluczowy dla UE, poza osiągnięciem neutralności klimatycznej w ściśle określonej perspektywie czasowej, jest nie sposób artykulacji zamierzonego celu, ale jego realizacja.

UE potrzebuje namacalnego sposobu realizowania polityki klimatycznej, który będzie łatwy do zdefiniowania i zaprezentowania obywatelom państw członkowskich. Dlatego np. przy okazji planów odbudowy europejskich gospodarek po kryzysie spowodowanym pandemią SARS-CoV-2 tak dużo mówi się o konieczności „zielonej transformacji” kontynentu.

Chodzi o realizowanie polityk w widoczny dla obywateli sposób, np. poprzez modernizację taboru komunikacji miejskiej w perspektywie np. 2030 r. na przyjaźniejszy klimatowi, a więc elektryczny czy instalację paneli fotowoltaicznych na dachach budynków.

Realizacja agendy klimatycznej powinna więc odbywać się na trzech poziomach: transformacji gospodarek i wychodzenia z kryzysu. Realizacji założonych celów klimatycznych oraz wypracowaniu instrumentów, które pozwolą na dokonanie się tej „pragmatycznej” – zauważalnej przez obywateli – zmiany.

Kraje członkowskie są, jak się wydaje, w dobrej sytuacji. Otrzymają miliardy euro wsparcia w ramach Funduszu Odbudowy UE (Next Generation EU). W jaki sposób najlepiej wydać środki unijne, które przypadną Polsce i innych krajom w ramach kolejnego budżetu UE i mechanizmów finansowych związanych z walką z kryzysem wywołanym pandemią?

Do wydania będą – jeżeli nic się nie zmieni – dziesiątki a nawet setki miliardów euro. Czasu na uzgodnienia jest niezwykle mało – do końca roku. A na wydanie środków zaledwie dwa trzy lata.

Niepokoi mnie sytuacja jaką obserwujemy w Polsce. Nie wiemy bowiem, w jaki sposób polska administracja jest przygotowana to tego skomplikowanego procesu. Brakuje wyznaczenia obszarów priorytetowych oraz planu wydatkowania środków.

Tymczasem to ostatni raz za naszego pokolenia, gdy Polsce przypadnie tak hojne finansowanie z UE. Wciąż brakuje podstawowych, wydawałoby się rzeczy, jak deklaracja co do naszego zaangażowania się i sposoby realizacji europejskiego Planu Odbudowy Gospodarki.

Dla porównania we Francji na przełomie sierpnia i września zaprezentowano krajowy plan odbudowy, który będzie opierał się częściowo na środkach z FO UE. Nad Sekwaną przez kilka dni prezydent, Premier i odpowiedni Ministrowie, na przykład Minister ds. Europejskich, tłumaczyli opinii publicznej sposób finansowania oraz główne cele inicjatywy.

Gdyby doradzał Pan rządowi, co przekazałby Pan premierowi Morawieckiemu? Na jakich dziedzinach powinien skupić się rząd?

Zacząłbym od listy negatywnej. Na różnych konferencjach i spotkaniach słyszę, że powinniśmy inwestować w energetykę opartą o spalanie gazu. Nic bardziej mylnego. To ślepa ulica!

Zastępowanie jednego paliwa kopalnego – węgla – drugim – gazem – jest drogą donikąd. W czasie najbliższych 30 lat nie zwrócą się poniesione wydatki. Inwestowanie w gaz to sposób na zmarnowanie miliardów złotych.

Co znalazłoby się na liście pozytywnej?

Polska może oprzeć swój plan odbudowy na już istniejących fundamentach. Nie trzeba budować wszystkiego od zera. Istnieje dobrze działający rządowy program „Czyste powietrze”. Może warto promować bardziej zeroemisyjne źródła energii? Z kolei program „Mój Prąd”, zapewniający dofinansowanie do instalacji paneli fotowoltaicznych, można by udostępnić także firmom.

Plan odbudowy jest w moim przekonaniu doskonałą szansą na elektryfikację transportu publicznego w miastach. Dziś na 12 tys. autobusów, niecałe 2 proc. to autobusy elektryczne. To niewiele, a trzeba pamiętać, że miasta, które wymieniają tabor często sięgają po autobusy na gaz. Tymczasem z analiz wynika, że są one wprawdzie tańsze, ale równie zanieczyszczające, co ich odpowiedniki napędzane silnikiem diesla.

Rządowy program mógłby w tej materii wiele zdziałać. Pamiętajmy, że w naszym kraju działają już fabryki jednych z największych europejskich producentów autobusów jak VOLVO, SOLARIS czy MAN. Tworząc taki program gwarantowalibyśmy jednocześnie miejsca pracy w polskich fabrykach.

W ten sposób można poprawiać jakość powietrza jednocześnie zapewniając wzrost gospodarczy czy oferując pomoc dla samorządów. Wymiana taboru przy wsparciu rządu to spore oszczędności dla oglądających się na każdą złotówkę w dobie kryzysu gospodarczego miast.

Polska wzorem innych państw, jak wspomniana Francja czy Niemcy, powinna inwestować w ramach planu odbudowy gospodarczej w rozwój aut elektrycznych?

Z pewnością powinien wystartować system wsparcia dla sprzedaży samochodów elektrycznych. Nie jestem jednak przekonany czy powinno to być oparte na środkach z FO UE. Są na to bowiem zarezerwowane środki krajowe.

Nie ulega jednak wątpliwości, że potrzeba poprawić krajową infrastrukturę wewnętrzną, jak stanowiska do ładowania aut. Brak pokrycia Polski siecią ładowania aut elektrycznych, skutecznie zniechęca potencjalnych nabywców do ich zakupu.

Dużo mówi się, że w Polsce wciąż brakuje strategii w osiągnięciu neutralności klimatycznej do 2050 r. Na ile uznaje Pan wrześniowe porozumienie rządu ze śląskimi górnikami za rzeczywisty krok w tym kierunku? Jakie działania powinien Pana zdaniem podjąć rząd w tej sprawie?

W porozumieniu rządu z górnikami ze Śląską warto odnotować datę zamknięcia ostatniej kopalni: 2049 r. Z pewnością nie wpisali jej tam górnicy, co oznacza moim zdaniem, że rząd Mateusza Morawieckiego jest emocjonalnie gotowy na dążenie do neutralności klimatycznej do 2050 r.

Nawiasem mówiąc, jestem przekonany, że kopalnie zostaną zamknięte wcześniej ze względu na niekorzystny rachunek ekonomiczny. Przed rządem konieczność zaplanowania transformacji klimatycznej, ale także społecznej w górniczych regionach.

Jednym z narzędzi, które mogłoby się do tego przyczynić jest Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. Zaproponowany przecież przez Polskę (Jerzego Buzka – red.). Jednak zamiast zadeklarować w grudniu 2019 r. neutralność klimatyczną i zapewnić miliardy euro na zmiany w regionach górniczych, polski rząd jako jedyny odpuścił tę kwestię, a w lipcu tego roku dopuścił do znacznego okrojenia FST a także do wprowadzenia zapisów które mogą dla nas być bardzo niekorzystne, a mianowicie, że państwa które nie zadeklarowały gotowości realizacji celu europejskiej neutralności klimatycznej do roku 2050 mogą korzystać z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji jedynie w 50 proc. przyznanych środków. Dodam tylko, że jest tylko jedno takie państwo członkowskie.

Na własne życzenie pozbawiamy się środków na transformację. Teraz jest ostatni dobry moment na ogłoszenie neutralności klimatycznej do 2050 r.

Jakie konsekwencje dla europejskiej polityki klimatycznej może mieć brexit?

Rozwód Wielkiej Brytanii z Unią Europejską niesie pewne konsekwencje dla europejskiej polityki klimatycznej. Londyn zajmował stanowisko bardzo progresywne w tych kwestiach.

Kierując się zasadą europejskiej solidarności, Brytyjczycy brali na swoje barki większe obciążenia wynikające z tej polityki niż statystycznie, ze względu na ilość ludności, lub wielkość gospodarki byłyby im przypisane.

Teraz wraz z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, pozostałe państwa członkowskie będą musiały podzielić się na nowo wysiłkiem redukcyjnym, który w imieniu pozostałych państw członkowskich miała przeprowadzić Wielka Brytania.

Nie pracuję jednak w administracji rządowej od 5-ciu lat, więc nie jestem w stanie oszacować dokładnie tego zagadnienia.

W jaki sposób należy interpretować ogłoszenie przez Chiny chęci osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2060 r. Czy z Pana perspektywy wydaje się to osiągalne biorąc pod uwagę obecny stan gospodarki Chin?

Wrześniowa deklaracja Xi Jinpinga w trakcie szczytu ONZ jest niezwykła. To bardzo dobra wiadomość dla Europy, w kontekście ogłoszonego celu neutralności klimatycznej do roku 2050. Deklaracja Pekinu nie byłaby możliwa ani, z punktu widzenia politycznego, ani technologicznego jeszcze pięć lat temu.

W 2015 r. to tandem USA i Chin doprowadził do uchwalenia Paryskiego Porozumienia Klimatycznego. Jeżeli w listopadzie w USA na drugą kadencję wybrany zostanie Donald Trump, niewykluczone że Waszyngton nadal będzie realizował dotychczasową politykę klimatyczną. A to może oznaczać powstanie osi UE-Chiny – przynajmniej w kwestii klimatu i środowiska.

Oczywiście Chiny mają swoje interesy polityczne i gospodarcze w dążeniu do neutralności. To nie ulega wątpliwości. Być może wpływ na ogłoszenie decyzji miała zapowiedź wprowadzenia przez Brukselę tzw. border tax, czyli podatku węglowego na granicach UE. W skrócie chodzi o to, że towary spoza UE obarczone byłyby węglowym cłem. Wprowadzenie takiego podatku spowoduje, że import towarów wyprodukowanych, poza granicami UE, których produkcja zawiera duży ślad węglowy, stanie się mniej opłacalny.

W jakim miejscu znajdujemy się niemal pięć lat po porozumieniu klimatycznym z Paryża jako UE oraz Polska?

Paryskie porozumienie klimatyczne z 2015 r. to fundament dla wszystkich międzynarodowych działań w zakresie ochrony klimatu. Jestem przekonany, że dążenie do neutralności klimatycznej przez Komisję Ursuli von der Leyen nie miałoby miejsca bez porozumienia z Paryża.

Pięć lat temu brakowało podmiotów gotowych do deklaracji co do osiągnięcia neutralności klimatycznej, a dziś z państw UE tylko Polska nie zadeklarowała formalnie realizacji tego celu. Jednak również nasz kraj jest obecnie w innym miejscu niż w 2015 r.

Wydaje się, że dzięki połączeniu szeregu zdarzeń, jak np. zaangażowane młodzieży w kwestie klimatyczne czy postępowi technologicznemu jesteśmy jako społeczeństwo przygotowani (i przekonani) do zmian.

Pandemia koronawirusa przyczyniła się w jakiś sposób do zmiany podejścia do kwestii klimatycznych?

Co do zasady tak. Ale brakuje nam połączenia pomiędzy naszymi deklaracjami a naszym zachowaniem. Weźmy na przykład statystyki samochodów w Polsce – nad Wisłą jest najwięcej aut na 1 tys. mieszkańców w tej części Europy, włączając w tę statystykę nie tylko Litwę ale i bogate Niemcy – to jest co prawda spuścizna wszystkich lat, od początku naszej transformacji w 1989 roku, ale statystyki sprzedaży nowych samochodów na wiosnę br. pokazują, że to w naszym kraju sprzedawano najbardziej emisyjne samochody w całej Europie.

Być może to efekt braku odpowiedniej infrastruktury i braku wsparcia rządu dla kupujących samochody elektryczne. Być może jednak za zmianą prośrodowiskową na poziomie deklaratywnym i emocjonalnym nie poszła zmiana w codziennych wyborach konsumenckich.

Dla ich utrwalenia potrzeba jednak rządowego planu i wsparcia dla obywateli. Bez tego trudno będzie pozbywać się starych samochodów czy kopcących pieców.

* Marcin Korolec – były minister środowiska w latach 2011-2013, w latach 2013–2015 sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska i pełnomocnik Rządu ds. polityki klimatycznej. Obecnie Dyrektor Instytutu Zielonej Gospodarki i szef Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych.