Jak Unia Europejska chce wygrać ze zmianami klimatu? Czym jest „Fit for 55”? [WYWIAD]

źródło: CANVA/ Flickr/EU2017EE fot. Arno Mikkor / UE [newsroom.consilium.europa.eu/per…]

„Unia Europejska, jako sygnatariusz porozumienia klimatycznego ma obowiązek jego wdrażania i takie jest też zadanie prawa o klimacie. Określa ono, o ile planujemy w Unii obniżyć emisję w ciągu najbliższej dekady, do 2030 r.” – podkreśla Michael Bloss, poseł do Parlamentu Europejskiego.

 

Wywiad jest dostępny także w formie podcastu na platformach SpotifySoundcloudApple Podcasts i Google Podcasts.

 

Joanna Jakubowska, EURACTIV.pl: Europejski Zielony Ład, który przewodnicząca KE Ursula von der Leyen określiła mianem „nowej strategii rozwoju”, ma za zadanie nie tylko uczynienie z Europy do 2050 r. pierwszego neutralnego klimatycznie kontynentu świata, ale także ochronę bioróżnorodności, wdrożenie gospodarki o obiegu zamkniętym i eliminację zanieczyszczeń, a jednocześnie wspieranie konkurencyjności europejskiego przemysłu i zapewnienie sprawiedliwej transformacji. Unia przedstawiła swoją strategię Zielonego Ładu w grudniu 2019 r. Dla mnie osobiście była to bardzo ważna chwila. 

Jestem ciekawa, czy Pan również odebrał ten moment jako przełomowy i jak widzi Pan koncepcję Zielonego Ładu po dwóch latach od jej prezentacji?

Michael Bloss***: Europejski Zielony Ład obejmuje wiele obszarów. Musimy jednak odróżnić piękne słowa od rzeczywistości, a ta nie jest tak różowa. Minęło już ponad półtora roku. Strategia Zielonego Ładu została przedstawiona w szczytowym czasie, jeśli chodzi o młodzieżowe protesty klimatyczne. Młodzi ludzie domagali się rzeczywistych zmian. Obawiali się kryzysu klimatycznego, który niestety wciąż pozostaje realnym zagrożeniem. Jeśli odsiać wszystkie te wzniosłe słowa i szlachetne intencje, to można zauważyć, jak daleko jesteśmy jeszcze od celu.

Zaprezentowane ostatnio porozumienie w sprawie polityki rolnej nijak się ma do potrzeb związanych z ochroną środowiska.  Jego założenia wcale nie doprowadzą do redukcji emisji, więc z punktu widzenia środowiska jest to słaba koncepcja.

Mamy również prawo o klimacie i rosnące ambicje w tym zakresie, ale nauka podpowiada nam, że jego realizacja doprowadzi do wzrostu temperatury na poziomie 2-3 stopni. Porozumienie klimatyczne z Paryża mówi natomiast o utrzymaniu wzrostu dużo poniżej 2 stopniu, właściwie ok. 1,5 stopnia. Jest więc jeszcze wiele do zrobienia.

Oczywiście, że będzie bardzo trudno. Przeszkodą są także bariery polityczne, choć też i wiele stronnictw opowiada się za środkami, których wdrożenia wymaga porozumienie paryskie. Tak więc jesteśmy dopiero na początku całego procesu.

Wspomniał Pan o Europejskim prawie klimatycznym, z którym wiążą się jednak pewne kontrowersje. 24 czerwca przyjął je Parlament Europejski, a następnie Rada. Zieloni nie są jednak szczególnie usatysfakcjonowani jego treścią.

Jakie jest znaczenie prawa o klimacie dla wdrażania Zielonego Ładu i dlaczego Zieloni zagłosowali przeciwko niemu?

Prawo o klimacie ma kluczową rolę. Unia Europejska, jako sygnatariusz porozumienia klimatycznego ma obowiązek jego wdrażania i takie jest też zadanie prawa o klimacie. Określa ono, o ile planujemy w Unii obniżyć emisję w ciągu najbliższej dekady, do 2030 r. Jasno mówi też o celu, jakim jest osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. To dobrze, że unijne deklaracje znalazły wreszcie swoje odzwierciedlenie w prawie. Wcześniej mieliśmy porozumienie paryskie, teraz mamy też unijne prawo o klimacie.

Nauka określa, o ile trzeba zmniejszyć emisje, aby osiągnąć określone cele. Jeśli chcemy utrzymać wzrost temperatury poniżej 2 proc., to musimy zmniejszyć redukcję o taki procent, a jeśli chcemy obniżyć go do poziomu 1,5 stopnia, to potrzeba redukcji emisji o tyle czy tyle. Problem polega na tym, że tempo redukcji emisji w Europie nie odpowiada założeniu określonemu w porozumieniu paryskim utrzymania wzrostu temperatury poniżej 2 proc. Jest to dla nas trudna kwestia. Mamy 2021 rok i chcemy po prostu przegłosować prawo, które będzie zgodne z porozumieniem paryskim. Porozumienie to zostało przyjęte w 2015 r. i trzeba w końcu zacząć je wdrażać. Jak powiedziałem, obecne cele doprowadzą do utrzymania wzrostu temperatury między 2 a 3 stopniami.

Jeśli chcemy mówić o pozytywach, to dobrze, że do tego nowego, bardziej ambitnego celu będą musiały dostosować się wszystkie państwa czlonkowskie, a także różne gałęzie prawa UE.  Oznacza to zmiany w wielu unijnych przepisach, czego będziemy się domagać, aby osiągnąć nawet więcej, niż zakłada prawo o klimacie. Analizy pokazują, że możliwe jest nie tylko wypełnienie przez UE zakładanych w tej chwili celów, ale ich przekroczenie.  Mamy ramy legislacyjne, które określają kroki na rzecz realizacji obecnych celów i mówią o procesie wyznaczenia kolejnego celu, na 2040 r. Ramy te wspominają o takich działaniach, jak powołanie specjalnej eksperckiej rady, która będzie doradzać KE i PE w kwestii osiągnięcia założonych celów, biorąc pod uwagę wskazania naukowe. To dobry krok, bo jest to dokładnie to, co postulujemy. Chcemy, aby działania UE na rzecz klimatu były zgodne z tym, co mówi nauka. Należy zatrzymać globalne ocieplenie i spowolnić niebezpieczne tempo wzrostu temperatury.

Czyli mimo wszystko wciąż jest nadzieja.  Wiem, że ciężko pracowali Państwo – zarówno cała frakcja Zielonych, jak i Pan osobiście – nad tym, aby prawo o klimacie było jak najbardziej ambitne. Muszę jednak o to zapytać – co w takim razie poszło nie tak?

My w ramach Parlamentu Europejskiego w zasadzie porozumieliśmy się co do tego, na czym nam zależało. Postulowaliśmy o obniżenie emisji gazów cieplarnianych o 60 proc. do 2030 r. – tak, aby unijne cele szły w parze z założeniami porozumienia paryskiego. Tyle że unijne prawodawstwo jest znacznie bardziej skomplikowane. Szefowie państw i rządów w grudniu ubiegłego roku osiągnęli swój własny konsensus w sprawie redukcji emisji. Normalnie Rada Europejska nie uczestniczy w procesach legislacyjnych. Traktaty dają jej prawo do udzielania wytycznych, ale nie do przyjmowania na przykład konkretnych celów liczbowych.

W tym przypadku było jednak inaczej. Szefowie państw i rządów porozumieli się między sobą i ustalili mniej ambitny cel, niż forsował Parlament. Uchwalając prawo, PE musi negocjować z państwami członkowskimi. W tym przypadku mieliśmy sześć rund negocjacji i w ich toku państwa członkowskie nie ustąpiły ani o krok ze swoich pozycji. Pomyślałem, że to frustrujące, bo przecież jeśli chcemy doprowadzić do uchwalenia prawa, musimy być gotowi na kompromis. Parlament ustąpił nieco względem państw członkowskich, ale one nie chciały zgodzić się na żadne ustępstwa wobec Parlamentu. Państwa okopały się w swojej pozycji, a rządy w poszczególnych krajach tylko wzmagały presję. Niektóre grupy w PE nie były w stanie wytrzymać tej presji, więc koniec końców ustąpiliśmy państwom członkowskim i daliśmy im, co chciały.

Zatwierdzony cel nie jest jednak tak ambitny, jak powinien być. Teraz mamy szereg nowych praw, jakie pojawią się wraz z pakietem Fit for 55. RE nie przygotowała nam zbyt szczegółowych wytycznych co do tych praw, co daje nam więcej wolności i nadzieję na prawdziwe negocjacje i na to, że Rada UE będzie bardziej skłonna zbliżyć się do naszej pozycji.

W kontekście celów cele redukcji emisji na 2030 i 2050 r. pojawia się termin „redukcja netto”. Co właściwie oznacza to określenie „netto” i czy powinno nas to martwić?

Sprawa dotyczy tego, jak dużo gazów cieplarnianych emitowanych jest do atmosfery. Naukowcy są w stanie obliczyć, ile ton gazów cieplarnianych doprowadzi do jakiego wzrostu temperatury. Tak więc redukcja emisji jest kluczowa dla utrzymania tego wzrostu poniżej 2 stopni. Chodzi o obliczenia, ile gazów cieplarnianych emitowanych jest do atmosfery i jakie ilości są absorbowane przez atmosferę.

„Netto” oznacza, że obliczamy wartości emisji i wartości absorbcji do atmosfery. Taki sposób liczenia daje nam jasny obraz. Potem tę liczbę netto należy poddać dalszym kalkulacjom. Od wartości emitowanej do atmosfery odejmuje się wartość znajdującą się już w ekosystemie, jak na przykład dwutlenek węgla w roślinach, w lasach i tak dalej. To właśnie zostało zawarte w europejskim prawie o klimacie. Wspomniana wartość to nie jest ilość gazów cieplarnianych absorbowana do atmosfery, ale ilość już znajdująca się w ekosystemie. Dlatego wartość netto 55 proc. oznacza realny cel na poziomie 52,8 proc. Dlatego moja satysfakcja z przyjętego celu jest jeszcze mniejsza, bo tak naprawdę nie mówimy tutaj nawet o 55 proc.

Długoterminowe cele, takie jak te na rok 2040 czy 2050 są bez wątpienia  koniecznością, ale żeby je osiągnąć, UE potrzebuje bardziej szczegółowych i bieżących zobowiązań i temu właśnie służy wspomniany przez Pana pakiet „Fit for 55”. Co znajduje się w tym pakiecie?

Jedną rzecz trzeba tutaj wyjaśnić. Kilkukrotnie wspomniała Pani o tym długoterminowym celu redukcji emisji. Tylko że, jak wiemy, klimat mało przejmuje się tym, jaki rok sobie wyznaczyliśmy na osiągnięcie neutralności klimatycznej. Klimat przejmuje się tym, ile dwutlenku węgla emitujemy teraz. To jest różnica. Chodzi o to, że możemy zejść do bardzo niskich wartości emisji CO2 w ciągu pięciu lat i kontynuować emisję na takim niskim poziomie do 2070 albo do 2100. Albo możemy emitować dużo do 2045 r., a potem raptownie obniżyć emisję i w 2050 nie emitować już praktycznie wcale. Ten drugi scenariusz jest znacznie bardziej szkodliwy dla środowiska niż ten pierwszy. Dlatego właśnie powiedziałem, że liczy się to, ile gazów cieplarnianych emitujemy teraz, a nie kiedy planujemy osiągnąć neutralność klimatyczną.

Czyli dobrze jest mieć cele, ale ważniejsza jest sama ścieżka do ich osiągnięcia. Być może właśnie pakiet „Fit for 55” wytyczy tą właściwą, ambitną ścieżkę do neutralności klimatycznej, ale o to właśnie chcę zapytać Pana. Co zawiera ten pakiet i czy rzeczywiście jest on tym, czego nam potrzeba na drodze do neutralności?

Pakiet „Fit for 55” jest sposobem na wdrożenie prawa o klimacie. Oznacza on, że we wszystkich sektorach, w których dzisiaj emituje się CO2, potrzebne będzie nowe prawo. W takich obszarach jak choćby energetyka czy przemysł zostanie zastosowany system handlu emisjami, co oznacza, że trzeba będzie płacić za każdą wyemitowaną tonę CO2. Obecna stawka wynosi 50 euro.

Kolejną kwestią jest transport, w tym transport samochodowy. Konieczne będzie ustalenie limitu ilości dwutlenku węgla, jaką samochody mogą emitować do atmosfery. Następnym obszarem, który wymaga odpowiednich regulacji, są systemy grzewcze i emisja CO2 przy ogrzewaniu domów i mieszkań. Wprowadzone zostaną nowe standardy w budownictwie. Celem jest budownictwo pasywne, czyli budowanie domów, które w zasadzie wcale nie będą potrzebowały ogrzewania.

Nowe regulacje obejmą też lasy. Drzewa absorbują dwutlenek węgla, więc sadząc lasy, zwiększamy zdolność ekosystemu do absorpcji CO2. Kolejna sprawa to odnawialne źródła energii i to, jaki odsetek w strukturze energetycznej będą one stanowić. Do tego dochodzi kwestia wydajności energetycznej, a więc tego, ile energii będziemy w stanie zaoszczędzić w przyszłości. Pakiet „Fit for 55” obejmuje wszystkie te wspomniane kwestie i to właśnie jest jego zaletą. Właściwa polityka w wielu różnych sektorach znacząco przybliża nas do założeń porozumienia z Paryża.

Czym jest System Handlu Emisjami (European Trading System – ETS) i jaka jest jego rola? Dlaczego potrzebujemy rewizji w tym obszarze?

ETS jest systemem, który wiąże się zarówno z sektorem energii, jak i z sektorem przemysłu. Jeśli jest się przemysłowcem i chce się wyemitować tonę CO2, trzeba wykupić pozwolenie. Specjalnymi certyfikatami handluje się w ramach systemu handlu emisjami. To rynek pozwoleń na emisję określonej ilości dwutlenku węgla. ETS przyczynia się do ograniczania ilości CO2 emitowanej do atmosfery. Liczba wydawanych pozwoleń stale spada i obecnie taka zgoda kosztuje ok. 50 euro. W rzeczywistości jednak większość sektora przemysłowego ma te zgody za darmo. Przedsiębiorstwa nie muszą kupować pozwoleń na rynku, ale otrzymują je za darmo. Płaci natomiast sektor energetyczny.

Dlaczego jest to takie ważne i czemu należy to zmienić? Największym emiterem CO2 w Europie jest energetyka węglowa. Dlatego szybka redukcja emisji z energii węglowej przyniesie ogromne korzyści. To właśnie tam leży największy potencjał. Dlatego podczas gdy ceny energii węglowej rosną, bo sektor musi płacić za zgody na emisję, to odnawialne źródła energii tanieją i stają się coraz bardziej konkurencyjne. Musimy stworzyć jak najlepsze warunki dla coraz większego udziału w rynku źródeł odnawialnych. Też dlatego, że są one tańsze niż inne źródła. Ale przede wszystkim dlatego, że nie zanieczyszczają środowiska. Poza tym nie wymagają importu surowców.

Zmiany muszą nastąpić także w przemyśle. Inwestycje w bezemisyjną gospodarkę są jednak drogie. Trzeba więc wspierać przedsiębiorstwa w procesie transformacji, na drodze do klimatycznej neutralności.

Wspomniał Pan o węglu i potrzebie transformacji. Jak wszyscy wiemy, Polska jest krajem silnie uzależnionym od energetyki węglowej, więc jest zarazem jednym z krajów, dla których ta transformacja będzie najtrudniejsza.

Jak wpłyną planowane zmiany, w tym te w obszarze ETS, na takie państwa jak Polska, i nie tylko na państwa, ale przede wszystkim na obywateli? Czy powinniśmy się spodziewać wzrostu cen energii?

Ceny energii w Polsce to generalnie ciekawa sprawa. Są one wysokie, ale jest kilka powodów takiego stanu rzeczy. Przede wszystkim polski węgiel jest drogi. Ceny za energię w Polsce rzeczywiście są czasem najwyższe (w UE – red.), ponieważ węgiel jest drogi. Polska importuje dużo węgla z innych krajów, w tym z Rosji, który też jest drogi, ale w ten sposób nie trzeba wykorzystywać własnych zasobów. Jednocześnie obserwujemy spadek cen gazu i jeszcze większy spadek cen energii ze źródeł odnawialnych.

Dlaczego tak się dzieje? W przypadku OZE mówimy o inwestycji jednorazowej. Instaluje się kolektory słoneczne na dachu i produkują one energię bez dodatkowych kosztów. W przypadku węgla potrzebujemy natomiast stałego dopływu nowego surowca. Gdyby w Polsce używano na większą skalę odnawialnych źródeł energii, prąd byłby tańszy. Jedyną przeszkodą są kwestie polityczne. Myślę, że Wy, Polacy, bardzo skorzystalibyście na zwiększeniu wykorzystania energii odnawialnej i przyspieszenie odejścia od węgla, bo energia z węgla jest naprawdę droga.

Myślę, że rozwój technologii OZE z roku na rok jest w Polsce coraz bardziej widoczny.

Macie w Polsce ogromny potencjał. Wiem, że pojawia się dużo projektów związanych z energetyką wiatrową, ale także z kolektorami słonecznymi. Jeśli przyjrzeć się sytuacji Polski, to widać duże możliwości w obszarze energetyki słonecznej. Te możliwości są w coraz większym stopniu wykorzystywane. Moim zdaniem działania w tym zakresie będą dużym wsparciem dla gospodarki i doprowadzą do zmniejszenia zależności od importu z Rosji.

Elementem pakietu „Fit for 55” jest także tzw. mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2. Sama nazwa jest skomplikowana i myślę, że nie wszyscy słyszeli o tym mechanizmie. Czy mógłby Pan wyjaśnić, o co chodzi w tym mechanizmie i w jaki sposób można rozwiązać problem tzw. ucieczki emisji?

Ucieczka emisji oznacza, że jeśli mielibyśmy bardzo wysokie ceny za emisję CO2, to wtedy prawdopodobnie wiele przedsiębiorstw, na przykład produkujących stal lub produkty chemiczne, byłoby skłonnych przenosić się z produkcją poza terytorium Unii Europejskiej a potem przewozić je drogą morską z powrotem do UE. Nie jest to pożądane zjawisko. Musimy utrzymywać przemysł w Europie, ale zarazem potrzebujemy jego zielonej transformacji. Musimy zrozumieć, w jaki sposób możemy powstrzymać przemysł przed ucieczką z UE, ale jednocześnie zachęcić go do wprowadzenia zmian.

Obecnie, jak już powiedziałem, przedsiębiorstwa otrzymują pozwolenia na emisję za darmo, więc nie płacą za to, że emitują CO2. Nie jest to skuteczna zachęta do zmian. Można działać z zewnątrz i wprowadzać coś w stylu ceł. Chodzi o wprowadzenie opłaty, na przykład za tonę stali w zależności od śladu węglowego. Stal z Chin, której produkcja i transport wiąże się z wysokim śladem węglowym, jest mocno obciążona opłatami, więc kiedy trafia na europejski rynek, nie stanowi konkurencji ze względu na wysokie ceny. W ten sposób znajdujemy wyjście z sytuacji, chroniąc europejski przemysł przed konkurencją z zewnątrz i wspierając jego dekarbonizację. To ważne narzędzie, ponieważ przemysł, zwłaszcza ten wysokoemisyjny, napotyka na duże trudności związane z transformacją, która jest bardzo kosztowna. Ale trzeba ją przeprowadzić.

Nie jest to jednak jedyna rzecz, jaką możemy zrobić. Musimy chronić europejski przemysł przed zewnętrzną konkurencją poprzez transgraniczny podatek od emisji dwutlenku węgla i mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2. Ale jednocześnie trzeba wspierać produkcję z użyciem OZE, na przykład poprzez gwarantowane ceny za produkty wytworzone z użyciem energii odnawialnej. Mam na myśli gwarancję dla firm, że np. za wyprodukowanie 1t stali z użyciem metod bezemisyjnych muszą dostać tyle i tyle pieniędzy. Jest jeszcze jeden sposób zachęty: narzędzie, które nazywamy „kontraktami klimatycznymi”.

Mówimy o „świecie zewnętrznym”, poza UE, dlatego w grę wchodzą także inne zasady, np. przepisy Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO). Jak mechanizm dostosowywania cen na granicach ma się do przepisów ustalonych przez WTO?

WTO mówi nam, że nie możemy mieć podwójnego mechanizmu ochrony dla jednego produktu. Jeśli chronimy produkt przy pomocy mechanizmu dostosowania cen z uwzględnieniem emisji, to nie wolno nam jednocześnie chronić go poprzez przydział bezpłatnych uprawnień. To główny warunek. Wprowadzając mechanizm dostosowania cen, musimy wykluczyć stosowanie bezpłatnych uprawnień, bo nie możemy stosować podwójnej ochrony. Dopiero wtedy nasze przepisy będą zgodne z zasadami WTO. Jestem optymistycznie nastawiony do tego rozwiązania.

Czy według Pana jest coś, co może zaszkodzić realizacji celów „Fit for 55” i neutralności klimatycznej do 2050 r.?

Jest wiele takich rzeczy, które mogą uniemożliwić osiągnięcie tych celów. Jedną z nich jest kwestia lasów. W Polsce, podobnie jak w Niemczech, lasy są pod dużą presją, drzewa masowo wymierają. Aby osiągnąć cel 55 proc. redukcji emisji (do końca dekady – red.) konieczna jest odbudowa lasów. Na tę chwilę nie wiemy nawet jeszcze, czy uda się ocalić lasy i drzewa.

Druga sprawa dotyczy energii odnawialnej. Pytanie brzmi, czy mamy tyle OZE, ile potrzebujemy. Ostatnia sprawa polega na tym, że popularnym rozwiązaniem w wielu państwach jest dziś porzucanie węgla na rzecz gazu, ale przecież gaz też jest paliwem kopalnym. Dziś buduje się wiele elektrowni gazowych, ale już niedługo będzie trzeba wyłączyć je z użytku, ponieważ chcemy stać się klimatycznie neutralni. W ten sposób inwestycje idą na marne. Musimy położyć temu kres i wspomóc odchodzenie od węgla w jak największym stopniu na rzecz energii odnawialnej.

Obecnie tzw. lobby gazowe walczy o jak największe wsparcie dla rozwoju niebieskiego wodoru, czyli wodoru z paliw kopalnych z wychwytywaniem dwutlenku węgla. Jest on wykorzystywany na przykład do ogrzewania budynków czy napędzania samochodów. Ale to wszystko są tylko półśrodki, bo cały czas mamy do czynienia ze źródłem kopalnym, jakim jest gaz. Wiąże się z tym też uwalnianie do atmosfery metanu, co jest szkodliwe dla klimatu. Poza tym nie do końca wiemy, w jaki sposób przechowywać pod ziemią dwutlenek węgla. Tak więc jest wiele problematycznych kwestii. W przemyśle wiele przedsiębiorcom wydaje się, że następnym krokiem jest odejście od węgla na rzecz gazu, a my, Zieloni, odpowiadamy, że wcale nie, że po pierwsze należy zwiększyć efektywność energetyczną, a po drugie rozwijać OZE. Jeśli obierzemy złą ścieżkę, to nie osiągniemy założonych sobie celów.

Zakończmy naszą rozmowę słowami Baracka Obamy „Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które odczuwa skutki zmiany klimatu i ostatnim pokoleniem, które może coś na to poradzić”.

Czy Pańskim zdaniem Unia Europejska, i mam tu na myśli nie tylko polityków, ale także przemysł, przedsiębiorców i obywateli rzeczywiście robią coś w tym kierunku i czy jesteśmy na właściwej ścieżce do osiągnięcia założeń porozumienia z Paryża?

Jeśli chodzi o samą świadomość, to niesamowite jest, jak wiele milionów młodych ludzi wyszło na ulice i doprowadziło do prawdziwej zmiany w polityce. Wypracowali oni swoją agendę i dzięki nim dziś dyskutujemy o tym, w jaki sposób chcemy dążyć do neutralności klimatycznej. To naprawdę wspaniałe. To młode pokolenie dorasta i wkrótce zapewne odegra jeszcze większą rolę, bo będzie miało większy wpływ na podejmowane działania. Niedługo to obecni młodzi ludzie będzie decydentami i dlatego wierzę, że uda nam się osiągnąć nasze cele.

Rozwiązania, które dziś są na stole, o których dzisiaj rozmawiamy, nie są jeszcze wystarczające, ale w przyszłości możemy je zmienić i wierzę, że takie zmiany nastąpią. To prawda, że jesteśmy ostatnim pokoleniem, ale zarazem tylko jednym pokoleniem. Mam córeczkę i ona w 2050 r. będzie miała dopiero 30 lat. Wydaje się, że to niewiele czasu, ale najbliższe 30 lat będzie kluczowe w wielu obszarach możemy działać szybciej, niż myślimy, że jest to możliwe. Wiele osób zaproponuje różne nowe rozwiązania, wiele kreatywnych umysłów przyczyni się do powstania nowych technologii, będą dyskusje na temat tego, jak możemy doprowadzić do zmiany obecnego modelu konsumpcji.

Dlatego mam nadzieję, że damy radę. Koniec końców stawką jest nasze przetrwanie. Ale my, ludzie, jesteśmy dobrzy, jeśli chodzi o przetrwanie, więc może poradzimy sobie i tym razem.

 

***Michael Bloss, poseł do Parlamentu Europejskiego od 2019 r., zasiadający w Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii. Koordynator Climate Core Group i kontrsprawozdawca ds. Strategii Przemysłowej i Europejskiego Prawa Klimatycznego dla Grupy Zielonych/EFA