Polska strategia energetyczna: Atomu nie mamy „bardziej” niż magazynów energii

energetyka, OZE, pandemia, odnawialne źródła energii, emisje, CO2, węgiel, atom, fotowoltaika, Morawiecki, Krajowy Plan Odbudowy, Unia Europejska

Węgiel jest wypychany, ponieważ coraz droższa jest produkcja energii z tego surowca, ze względu na rosnące ceny uprawnień do emisji. Właśnie zanotowano rekordową cenę za tonę dwutlenku węgla w Polsce - 40 euro. Przy takich cenach uprawnień do emisji węgiel będzie znikał coraz szybciej z miksu i to jest fakt", twierdzi Izabela Zygmunt. / Foto via flickr (CC BY-NC-ND 2.0) Opracowanie graficzne: Paulina Borowska/EURACTIV.pl - Wszelkie prawa zastrzeżone. [Kancelaria Premiera]

Zadaniem polityków powinno być usunięcie barier regulacyjnych, które cały czas blokują rozwój odnawialnych źródeł energii w Polsce, podkreśla w rozmowie z EURACTIV.pl Izabela Zygmunt, ekspertka ds. transformacji energetycznych w CEE Bankwatch i w Polskiej Zielonej Sieci.

 

Rozmowa z Izabelą Zygmunt dostępna jest także w formie podkastu w serwisach: SpotifySoundcloudApple Podcasts i Google Podcasts.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Według Forum Energii w 2019 r. udział węgla w produkcji energii elektrycznej w Polsce wyniósł niecałe 74 proc. – o prawie 5 pp. mniej niż w 2018 r. Rośnie znaczenie gazu – jego udział w miksie energetycznym w 2019 r. stanowił prawie 9 proc. Udział OZE wyniósł za to 15,4 proc., czyli najwięcej w polskiej historii.

Wciąż jednak za mało, aby spełnić unijne zobowiązania. Czym można zastąpić węgiel w miksie elektrycznym Polski? Wspomina się o dwóch głównych scenariuszach przejściowych: energii atomowej i gazie. Mówi się też czasem o magazynach energii. Jak to powinno wyglądać?

Izabela Zygmunt: To jest w dużej mierze kwestią decyzji politycznej. Można dekarbonizować gospodarkę na różne sposoby. Politycy powinni odpowiedzieć na pytania o to, jakich kosztów, jakiej roli różnych podmiotów, jakich technologii czy związków z zagranicą jako importerzy surowców energetycznych chcemy w tym procesie.

Prosta i oczywista odpowiedź jest taka, że powinniśmy jak najszybciej rozwijać odnawialne źródła energii. Abstrahując od przejściowych rozwiązań, to zeroemisyjna energetyka jest ostatecznie energetyką opartą na odnawialnych źródłach energii, a my potrzebujemy ich dużo więcej niż mamy w tej chwili.

Udział węgla spada bardzo szybko. W 2020 r. był jeszcze mniejszy niż rok wcześniej, bo spadł po raz pierwszy w historii poniżej 70 proc. To nie jest skutek decyzji politycznej, ale wynik ekonomicznych uwarunkowań.

Węgiel jest wypychany, ponieważ coraz droższa jest produkcja energii z tego surowca, ze względu na rosnące ceny uprawnień do emisji. Właśnie zanotowano rekordową cenę za tonę dwutlenku węgla w Polsce – 40 euro. Przy takich cenach uprawnień do emisji węgiel będzie znikał coraz szybciej z miksu i to jest fakt.

W związku z tym musimy go zastępować odnawialnymi źródłami energii. Przede wszystkim tymi najtańszymi, czyli wiatrem na lądzie – którego rozwój w Polsce przez ostatnie lata był zahamowany i to jest główny powód naszych kłopotów z wypełnieniem unijnego celu – i wiatrem na morzu, który jest źródłem droższym, ale daje większe moce i jest w miksie niezbędny.

Wszyscy zgodzą się, że musimy budować jak najwięcej mocy w odnawialnych źródłach energii, ale potrzebujemy jednak na to czasu. Wciąż ok. 70 proc. energii w Polsce pochodzi z węgla i nie zastąpimy go w rok.

Potrzebujemy jednocześnie poczucia bezpieczeństwa – stałego i przewidywalnego źródła energii na okres przejściowy. Na jakie paliwa przejściowe możemy postawić?

Wydaje mi się, że trzeba zmienić sposób myślenia – nie mówić o stabilnych i bezpiecznych źródłach energii, ale o stabilnym i bezpiecznie funkcjonującym systemie energetycznym. System przyszłości to system dużo bardziej elastyczny, równoważony zarówno przez podaż energii, jak i popyt.

Magazyny energii już powstają, a ich ceny spadają bardzo szybko – porównywalnie do spadku kosztów fotowoltaiki. Można się spodziewać, że w nadchodzących latach magazyny te będą w coraz większym stopniu pomagały stabilizować system, ale to niejedyne rozwiązanie.

W przyszłym systemie pewną rolę będą odgrywały nie tylko zwyczajne baterie, które gromadzą prąd, żeby go potem oddać do sieci, ale również np. samochody elektryczne, ponieważ same posiadają w środku akumulator i także mogą służyć jako stabilizator sieci, oddając część zgromadzonej energii, kiedy jest na to zapotrzebowanie. Wtedy właściciel za taką usługę dostawałby od operatora systemu wynagrodzenie.

Podobna funkcję mogą pełnić urządzenia grzewcze: magazynować energię, kiedy w sieci jest jej nadmiar, a jednocześnie nie obciążać jej wtedy, kiedy jest w niej za mało energii. Istnieją też mechanizmy rynkowe, które polegają na tym, że odbiorca świadomie ogranicza zużycie energii, gdy zaczyna jej brakować w systemie i za to również dostaje wynagrodzenie.

To mogą być albo całe systemy w przypadku dużych odbiorców, albo działania oparte na dynamicznych taryfach w przypadku zwyczajnych gospodarstw domowych. Polega to na tym, że mamy inteligentny licznik, który pokazuje nam cenę energii zmieniającą się w czasie rzeczywistym i odzwierciedlającą podaż energii w systemie. Kiedy tej energii zaczyna brakować, możemy świadomie zdecydować, czy chcemy np. wyłączyć jakieś urządzenie lub odłożyć na później energochłonne czynności.

Do tego dochodzi jeszcze możliwość importu. Unia Europejska wyobraża sobie swój przyszły system energetyczny nie jako 27 odizolowanych wysp energetycznych, tylko ściśle połączoną sieć, w której poszczególne państwa będą się nawzajem wspierały. Nie zdarzy się tak, że wiatr ustanie w całej Europie, więc państwa będą mogły się nawzajem ratować w sytuacji, gdy jednemu zacznie brakować energii. Nie chodzi o to, żeby uzależnić się od negatywnego salda importu, tylko żeby nawzajem sobie pomagać tak, jak zapotrzebowanie na to wskazuje.

Można dodać jeszcze magazyny długoterminowe. Na przykład przechowywanie energii elektrycznej w postaci wodoru, którego można użyć, kiedy zdarzają się takie tygodnie w zimie, gdy jest bardzo mało słońca i wiatru, a bateryjne magazyny, które są dobre w cyklach dobowych nie wystarczają. Plus zwyczajne bloki opalane biogazem lub magazyny sezonowe energii cieplnej, które pozwalają przechowywać temperaturę z lata do zimy i potem ją wykorzystać.

Te wszystkie możliwości sprawiają, że źródła odnawialne będą zbilansowane w ramach dynamicznie reagującego, inteligentnego i zdecentralizowanego systemu. On docelowo poradzi sobie bez jakichkolwiek źródeł kopalnych.

System, który Pani zarysowuje  brzmi jak pieśń przyszłości, zwłaszcza, że nie mamy jeszcze ani magazynów, ani atomu, ani elektrycznych aut, które w razie potrzeby oddałyby energię do sieci.

Mamy w tej chwili system w przebudowie. Jesteśmy w trakcie procesu, który dzieje się stopniowo, więc w miarę, jak magazynów czy odnawialnych mocy będzie przybywać, w systemie będzie ubywało też źródeł kopalnych. To jest kwestia zaplanowania tego procesu tak, żeby on przebiegł gładko i bez wstrząsów.

Jeśli chodzi o atom, to problem polega na tym, że my go nie mamy. Można powiedzieć, że nie mamy go „bardziej” niż nie mamy magazynów. One już powoli powstają, natomiast przy najbardziej optymistycznych scenariuszach pierwszy blok jądrowy mielibyśmy w 2033 r. Tak długo na atom nie możemy czekać.

Na portalu Wysokie Napięcie pojawił się artykuł mówiący o tym, że spore niedobory w systemie mocy czekają nas już po 2025 r. Do tego czasu na pewno nie będziemy mieli atomu. Musimy zbudować coś, co jest możliwe do wdrożenia dużo szybciej i tutaj w oczywisty sposób narzucają się źródła odnawialne. W takim horyzoncie czasowym realne jest wybudowanie mocy słonecznych i wiatrowych.

Na początku powiedziała Pani, że nasz miks energetyczny będzie przede wszystkim decyzją polityczną, ale politycy mimo wszystko zwracają uwagę na takie czynniki, jak pieniądze i relacje z partnerami międzynarodowymi.

Wyobraźmy sobie, że jest Pani doradczynią strategiczną rządu. Jaki miks energetyczny zaproponować, aby był opłacalny i osiągalny do roku 2030?

Nie wiem, czy w ogóle projektowałabym miks energetyczny na konkretny rok. Raczej starałabym się stworzyć system, który umożliwi rozwój wszystkim źródłom energii na zasadach typowo konkurencyjnych po to, żeby te, które są najbardziej efektywne wygrywały – w ten sposób wyłoniłby się optymalny miks. Zadaniem regulatora nie powinno być planowanie miksu na kolejne 15 lat, tylko raczej stworzenie odpowiednich warunków.

Oczywiście trzeba przewidywać pewne procesy i rozumieć, jakie tempo rozwoju będą miały różnego rodzaju źródła energii, ale to się modeluje i liczy. Natomiast nie jestem zwolenniczką zakładania z góry, że powinniśmy mieć jakiś konkretny miks, bo to wpływa negatywnie na decyzje i determinuje myślenie o tym, co należy zrobić.

Tymczasem należy po prostu pozwolić zeroemisyjnym źródłom energii się rozwijać. Uważam, że wpisanie elektrowni atomowej do strategii energetycznej i uznawanie za pewnik tego, że ona się pojawi w 2033 r. – mimo obarczenia bardzo dużą niepewnością – jest ryzykowne dla naszego systemu energetycznego.

Jeżeli wszystko inne jest projektowane zgodnie z tym założeniem, że w 2033 r. pojawi się 1,5 GW atomu, to nie wiadomo za bardzo, co zrobimy, gdy ono się opóźni albo nie pojawi w ogóle. Należy raczej patrzeć na to, jakie technologie istnieją i jakie mają szanse, by szybko się rozwijać i szybko wypełniać lukę po węglu.

Zadaniem polityków byłoby po prostu usunięcie barier regulacyjnych, które cały czas blokują rozwój odnawialnych źródeł energii w Polsce. Mam na myśli ustawę odległościową, niepozwalającą rozwijać się wiatrakom, ale też np. bardzo mocno ograniczoną możliwość rozwijania lokalnych spółdzielni energetycznych, prosumeryzmu zbiorowego. Te rzeczy trzeba szybko naprawić, a wtedy okaże się, że miks z większą ilością odnawialnej energii jest możliwy i buduje się sam.

Jednak politycy bardzo często walczą o to, na jakim fundamencie oprzeć ten miks, czyli mówią w kategoriach strategii. Stąd wywodzi się ten binarny dylemat: albo atom – ostatnio Jakub Wiech z portalu Energetyka24 promował go w swojej rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim – albo gaz, którego proponentem jest m.in. prof. Jerzy Buzek.

Często osoby zajmujące się energią piętnują nieustanny brak realnej strategii, a Pani mówi, że w zasadzie musimy usuwać bariery, dostosowywać się do realiów i nie narzucać planu.

To nie jest tak, że nie przygotowuje się założeń, ale w naszej strategii mamy przyjęte założenia fałszywe, np. dotyczące tempa wzrostu cen uprawnień do emisji. Mamy plan, żeby w 2030 r. i nawet później w miksie było jeszcze całkiem sporo węgla, co prawdopodobnie okaże się ekonomicznie niewykonalne. Dlatego strategia i plan – jak najbardziej, ale to musi być plan oparty o realne podstawy, a nie pisany do celów politycznych.

Dlaczego przywiązanie do idei odnawialnych źródeł energii i ich dominacji w miksach energetycznych jest identyfikowane ideologicznie z Zieloną Lewicą lub po prostu „lewactwem”? Jak możemy to zmieniać?

Wydaje mi się, że o budowie odnawialnych źródeł energii mówi również Jakub Wiech, którego z „zielonym lewactwem” raczej trudno skojarzyć. Być może to skojarzenie wynika stąd, że po prostu Zielona Lewica była pierwszą siłą polityczną, która ten temat podnosiła i o niego walczyła.

To, że odnawialne źródła energii będą podstawą przyszłego miksu, to jest konsensus. Nawet w scenariuszach, w których zakłada się tworzenie czy rozbudowę energii atomowej, ona nie jest głównym źródłem. W żadnym scenariuszu miksu energetycznego nie dostarcza ona więcej niż kilkanaście procent energii.

Resztę dostarczają odnawialne źródła, dlatego że są po prostu najtańsze. Są podstawą miksu i tym najsilniej rozwijającym się elementem. Czynnik dodatkowy to prawdopodobnie stosunkowa łatwość i dostępność. O ile te starsze technologie wymagały wielkich przedsiębiorstw, żeby postawić źródło energii, o tyle teraz producentem energii może być każdy.

Można sobie postawić nawet małą turbinę wiatrową, jeśli jest się np. bogatym przedsiębiorcą lokalnym. To zdemokratyzowało produkcję energii – uczestniczy w niej więcej podmiotów, więc te źródła mogą się szybciej rozwijać.

Na koniec zapytam o Krajowy Plan Odbudowy w kontekście Europejskiego Zielonego Ładu i neutralności klimatycznej. Gdzie pod tym względem jesteśmy i jak powinien wyglądać ów KPO, jeśli coś jeszcze będzie dało się z nim zrobić?

Powinien być napisany z horyzontem neutralności klimatycznej w głowie, a tego niestety zabrakło. To jest dokument, który powstawał – jak mówi ministerstwo – oddolnie, tzn. tworzono go na podstawie zebranych pomysłów na projekty, a nie z wizją wykorzystania tych pieniędzy na przestawienie się na zeroemisyjną gospodarkę, zgodnie z celami Unii Europejskiej.

Tego punktu odniesienia w tym planie nie ma i to się odbija też na jego treści merytorycznej. Co prawda mamy tam nagłówek pt. „Zwiększenie możliwości rozwoju odnawialnych źródeł energii w Polsce”, ale reformy w nim uwzględnione są bardzo fragmentaryczne. Tak naprawdę zmienią bardzo niewiele i nie dadzą mocnego impulsu do rozwoju odnawialnych źródeł.

To dotyczy także innych obszarów tego planu, np. kolei. Nie ma tam pomysłu na przeprowadzenie reform, które dałyby impuls do szybszego rozwoju systemu kolejowego w Polsce. Założenia obejmują to, co zawsze robiono za unijne pieniądze, czyli modernizację, remonty torów i zakup taboru. Nie ma żadnego planu na rozbudowę systemu kolejowego czy podłączenie miast, które w tej chwili nie mają dostępu do kolei. Nie ma tam działań, które rzeczywiście przenosiłyby nas na wyższy poziom, co jest największą wadą tego planu.

To szansa, która trafia się raz na pokolenie i powinien temu towarzyszyć naprawdę solidny horyzont ambicji, a my mamy business as usual i stawiamy drobne kroczki. Na podstawie tego planu w jego obecnej formie raczej nie wykonamy skoku w zeroemisyjną przyszłość.

 

Polska strategia energetyczna 2030: Jak ułożyć nowy miks energetyczny?

Jakimi źródłami energii najlepiej zastąpić węgiel, który wciąż stanowi około 70 proc. polskiego miksu energetycznego mówiła Izabela Zygmunt z CEE Bankwatch i z Polskiej Zielonej Sieci.