„Bezdyskusyjnie” to człowiek jest winny zmianom klimatu, ale nie oznacza to jeszcze apokalipsy [WYWIAD]

Według IPCC nie jest już możliwe, aby ograniczyć wzrost temperatur do 1,5°C bez przekroczenia tego progu. W najbardziej ambitnej ścieżce emisji osiągniemy 1,5°C w czwartej dekadzie XXI wieku, następnie przekroczymy 1,6°C, a pod koniec wieku temperatura spadnie do 1,4°C. [fot. projekt CANVA/flickr]

„Trudno liczyć na to, byśmy całkiem uniknęli konsekwencji zmiany klimatu. Ale wciąż możemy spróbować sprawić, by byłe one jak najmniej poważne i w jak najmniejszym stopniu nam zagroziły”, podkreśla Aleksandra Kardaś, fizyczka atmosfery i popularyzatorka nauki, redaktorka portalu Naukaoklimacie.pl.

 

Wywiad z Aleksandrą Kardaś jest dostępny także w formie podcastu na platformach SpotifySoundcloudApple Podcasts i Google Podcasts.

 

Joanna Jakubowska, EURACTIV.pl: W poniedziałek 9 sierpnia międzyrządowy zespół ds. zmian klimatu (IPCC) opublikował pierwszą z trzech części najważniejszego raportu o zmianach klimatu. Co sprawia, że jest on tak niezwykle ważny? W jaki sposób powstał? Czym odróżnia się od zwykłych publikacji i analiz naukowych?

Aleksandra Kardaś: Raporty IPCC są przygotowywane przez bardzo duże grupy specjalistów. W przypadku pierwszej części szóstego raportu było to aż 234 autorów. Analizowali wszystko, co było przez ostatnie kilka lat opublikowane w recenzowanej literaturze naukowej na tematy poruszane w raporcie. Jest to więc bardzo szeroka analiza badań prowadzonych na całym świecie bardzo różnymi metodami.

To wszystko jest prowadzone na sposób bardzo ustandaryzowany, są konkretne kryteria oceniania czy mamy dużo, czy mało dowodów, czy wszystkie prace są zgodnie, czy są rozbieżności, wszystkie te informacje potem trafiają do raportu.  W momencie kiedy mamy do czynienia z tak dużą liczbą autorów, którzy reprezentują różne kraje i kręgi kulturowe, i którzy bazują na badaniach prowadzonych w rzetelny sposób na całym świecie, możemy mówić że kształtuje się konsensus oparty na wiedzy.

To jest nasze najlepsze źródło wiedzy na temat klimatu, bo jest ono podsumowaniem wielu badań. Jest bardzo małe ryzyko niedopatrzeń, raport podlega otwartej recenzji, każdy może zgłosić nieuwzględnienie lub przeinaczenie swoich badań. Możemy polegać na nim jak na encyklopedii – takim podstawowym źródle wiedzy o klimacie.

Żaden pojedynczy człowiek nie byłby w stanie przeczytać i przeanalizować tylu publikacji, dlatego tak polegamy na tych raportach. Z tego samego powodu są one punktem wyjścia do prac polityków i negocjatorów podczas różnych międzynarodowych negocjacji. IPCC też bezpośrednio współpracuje i dzieli się raportami z przedstawicielami rządów, dzięki czemu można założyć że każdy z nich ma takim sam stan wiedzy przy negocjacji rozwiązań politycznych.

Autorzy raportu podkreślają, że “jest bezdyskusyjne, że wpływ człowieka doprowadził do ogrzania atmosfery, oceanów i lądów”. Sekretarz generalny ONZ António Guterres podkreśla że raport to “czerwony alarm dla ludzkości”. Jak zatem skomentuje pani ten niemalże apokaliptyczny obraz przedstawiony w raporcie?

Myślę że to, że człowiek spowodował zmianę klimatu jeszcze nie oznacza koniecznie apokalipsy. Skoro spowodowaliśmy zmianę klimatu to możemy przeciwdziałać jej skutkom i pogłębianiu się tym zmianom. Wiemy co powoduje globalne ocieplenie, że to są nasze emisje gazów cieplarnianych. Gorzej by było gdybyśmy nie wiedzieli, bo wtedy nie wiedzielibyśmy, co robić.

Lecz jesteśmy w tej sytuacji, że wiemy, że żeby zatrzymać zatrzymać ocieplanie się klimatu musimy ograniczyć emisje dwutlenku węgla do zera i szybko ograniczać emisje metanu. To samo dotyczy się też innych, rzadziej wspominanych gazów cieplarnianych jak podtlenek azotu czy freony, które z innymi gazami technicznymi są już mocno regulowane. Dobra wiadomość jest taka, że wiemy co robić.

Cofnę więc słowo “apokaliptyczny”, ale rzeczywiście naukowcy alarmują o wysokim poziomie ocieplenia. Jaki jest obecny poziom ocieplenia i jakie są scenariusze na kolejne lata?

Przez ostatnią dekadę, temperatura powierzchni ziemi była około 1,09 stopnia Celsjusza wyższa niż średnia z lat 1850-1900. To jest okres który uznajemy za przybliżenie czasów przedprzemysłowych. Każda z ostatnich czterech dekad była cieplejsza od poprzedniej, a temperatura jest najwyższa w obecnym interglacjale. Spodziewamy się, że do połowy stulecia temperatura dalej będzie rosła.

Niestety jest bardzo prawdopodobne, że w przeciągu następnych dwudziestu lat średnia temperatura powierzchni ziemi przekroczy 1,5 stopnia względem epoki przedprzemysłowej. Pytanie jest, co będzie dalej. Tu już mamy różne scenariusze. Jeżeli uda nam się drastycznie ograniczyć emisje, nie za dwadzieścia lat tylko już teraz, to mamy szansę na to że w drugiej połowie tego wieku temperatura powierzchni ziemi spadnie jeszcze poniżej 1,5 stopnia Celsjusza w stosunku do średniej. Jeżeli nie zredukujemy emisji, to temperatura będzie rosła dalej.

Jesteśmy w takim momencie, w którym musimy dokonać decyzji, od której będzie zależeć jak się skończy nasze stulecie. Zależnie od tego czy uda nam się zredukować emisje gazów cieplarnianych czy nie, może uda nam się jeszcze spełnić ustalenia porozumienia paryskiego. W tym porozumieniu jest mowa o nieprzekroczeniu progu o 2 stopnie, a miarę możliwości o 1,5 do końca tego wieku. Więc nawet jakbyśmy przekroczyli te 2 stopnie, a potem wrócili poniżej pułapu, to formalnie jeszcze mieścimy się w tych ustaleniach.

Więc jeszcze jest nadzieja, może się uda. Ale wygląda na to, że jesteśmy teraz na rozstaju dróg.

Zdecydowanie tak, każdy rok, każda decyzja i każda inwestycja w tej chwili ma znaczenie dla tego, jak się skończy XXI w.

Naukowcy podkreślają, że działalność człowieka ma wpływ na zwiększone prawdopodobieństwo występowania zjawisk ekstremalnych. Czy ostatnio obserwowana fala pożarów, upałów, susz i powodzi to może być nasza nowa rzeczywistość?

Zdecydowanie takich zjawisk jak upały, susze, ale i tak zwanych zjawisk łączonych jak upały i susze jest coraz więcej. Prawdopodobieństwo takich wydarzeń rośnie i przewiduje się że dalej będzie rosnąć.

Będą coraz częściej, będą miały podobne rozmiary, mogą zdarzać się zjawiska z którymi nie mieliśmy jeszcze do czynienia, wyższymi temperaturami niż dotąd, itd. To są konsekwencje zmian klimatu i możemy je bezpośrednio powiązać z działalnością człowieka.

W jaki sposób jest badany wpływ człowieka na częstotliwość występowania tych zjawisk? W raporcie podkreślona została rola tak zwanej “nauki o atrybucji”. Mogłaby Pani wyjaśnić na czym ona polega i dlaczego jest tak istotna?

Atrybucja to całkiem nowa dziedzina badań, w której w ostatnich latach dokonał się bardzo duży postęp. W rzeczywistości mamy tylko jeden układ pomiarowy – naszą planetę. Każde zjawisko ekstremalne jak huragan Harvey czy fala upałów w Kanadzie występuje tylko raz i nie mamy możliwości replikacji tych warunków w laboratorium. Możemy te warunki symulować za pomocą superkomputerów.

Dysponujemy teraz bardzo dobrymi modelami systemu ziemskiego. Użyłam określenia model systemu ziemskiego, a nie model klimatu, dlatego że w tych modelach nie uwzględnione są tylko zjawiska pogodowe, ale też te zachodzące w oceanach, biosferze i w obiegu węgla w przyrodzie. To jest po prostu bardzo kompletny model tego, co się dzieje na Ziemi.

Korzystając z takiego modelu możemy stworzyć sto takich planet, z uwzględnieniem działalności człowieka, z emisjami gazów cieplarnianych, albo i nie. Dzięki temu możemy sprawdzić jak zmieniają się warunki pogodowe na takich planetach i jak kształtuje się prawdopodobieństwo wystąpienia na przykład fali upałów jak w Kanadzie lub pożarów jak w Australii.

Możemy porównać prawdopodobieństwo takiego wydarzenia kiedy mamy wzrost koncentracji gazów cieplarnianych spowodowany przez człowieka i kiedy go nie mamy, dzięki licznym eksperymentom. To jakbyśmy sto razy rzucali kostką i sprawdzali na tej podstawie jakie jest prawdopodobieństwa wyrzucenia konkretnej liczby. Tak samo możemy sto razy uruchomić model i sprawdzić jakie jest prawdopodobieństwo takiego czy innego zjawiska. I to pozwala nam zobaczyć jak działalność człowieka wpłynęła na prawdopodobieństwo występowania zjawisk.

Poprzedni raport IPCC wyszedł w 2014 r. Jak przez te 7 lat postęp technologiczny wpłynął na modele klimatyczne i inne narzędzia, za pomocą których badany jest klimat?

Mamy teraz więcej modeli i są one bardziej sprawdzone. Mamy też większą moc obliczeniową – uruchomienie stu takich modeli na wielu komputerach wymaga bardzo dużych możliwości komputerowych. Opracowano nowe metody statystyczne, które dokładniej ukazują wzrost prawdopodobieństwa. W ostatnich latach naukowcy ciężko pracowali by uczynić te analizy podobnymi do prognozy pogody, byśmy nie musieli czekać na publikacje raportów naukowych.

Wprowadzono teraz swojego rodzaju “rytmy” działania operacyjnego. Już w przeciągu dwóch tygodni od fali upałów w Kanadzie w czerwcu tego roku opracowano raporty oparte na ustandaryzowanych i sprawdzonych metodach. Pokazały one jak wzrosło prawdopodobieństwo występowania takiej fali upałów w wyniku działalności człowieka.

Możemy już niemal na bieżąco przygotowywać publikacje naukowe. Trwa to teraz może dwa trzy tygodnie, a nie po sześć miesięcy, co jest standardowym czasem przygotowania szybkiej publikacji naukowej. Możemy więc dosyć szybko odpowiedzieć w jakim stopniu za jakieś zjawisko odpowiada człowiek.

Najnowszy raport przykłada również bardzo dużą wagę do obserwacji regionalnej. Zatem wygląda na to, że zmieniła się nie tylko prędkość badań ale i ich precyzja.

Rzeczywiście, tak jest. W związku z tym, że nasze modele są coraz bardziej dokładne i mamy coraz większe możliwości prowadzenia dużej liczby obliczeń, możemy też “zagęszczać siatkę modelu”. Oznacza to na przykład że Polska nie jest już jednym wielkim kwadratem o określonej temperaturze w modelu, ale kilkoma kwadracikami. Modelowanie staje się coraz bardziej dokładne, tych pojedynczych obszarów jest coraz więcej i mają coraz mniejszą powierzchnię.

To pozwala nam uwzględniać, że w niektórych miejscach są góry o konkretnym kształcie i wysokości. Kiedyś uśrednialiśmy góry do jednolitego “klocka”, więc nasz opis sytuacji nie był bardzo dokładny. Teraz dzięki udoskonaleniu metod mamy coraz lepsze i dokładniejsze prognozy dla konkretnych regionów.

Często może być tak, że po jednej stronie góry sytuacja jest zupełnie inna niż po drugiej ze względu na różne efekty związane z łańcuchem górskim. Tak samo kilkadziesiąt kilometrów od morza sytuacja może być zupełnie inna niż kilkaset. Te efekty możemy teraz uwzględnić i mamy teraz o wiele dokładniejszy atlas regionalnych projekcji klimatu.

Raport wspomina też punkty krytyczne, jak przyśpieszone zanikanie pokrywy lodowej czy ubywanie arktycznego lodu morskiego. Czy wśród nich są takie, które już “uruchomiliśmy” i które mogą być nieodwracalne?

My wiemy już, że wielu zmian nie da rady zatrzymać lub odwrócić w najbliższych stuleciach. Ocean będzie się przez sto lub kilkaset lat ocieplał, lodowce będą się przez dziesiątki lat topić, lądolody przynajmniej do końca stulecia. Jeśli chodzi o samo przekraczanie punktów krytycznych, jesteśmy prawdopodobnie w okresie w którym niektóre z nich, jak zanik Antarktydy zachodniej i wymieranie lasów amazońskich, są prawdopodobnie teraz przekraczane. Albo je już przekroczyliśmy, albo przekroczymy w najbliższych latach.

O tym, kiedy się je dokładnie przekroczyło, dowiemy się prawdopodobnie dopiero za kilka lat, kiedy będziemy już widzieli pełną oś czasu. Będziemy mogli zobaczyć kiedy zaczęły zachodzić te zmiany, jak wymieranie lasów amazońskich albo kiedy przyśpieszyło cofanie się lodowców Antarktydy i bezpowrotnie te elementy znikły z naszej planety. Jesteśmy dokładnie w tym punkcie, można powiedzieć.

Czyli wszystko tak naprawdę zależy od tego, jakie działania podejmiemy teraz, jak najszybciej?

Tak jest, im mniej zbliżymy się do poziomu ocieplenia o 1,5 stopnia i im mniej je przekroczymy, tym mniejsze prawdopodobieństwo że unikniemy przekraczania tych punktów krytycznych.

O zmianach klimatu mówimy już od kilku dekad, naukowcy wciąż informują i alarmują. Pani Inger Andersen, dyrektor Programu Środowiskowego Organizacji Narodów Zjednoczonych powiedziała, że “Świat słuchał, ale nie usłyszał. Świat słuchał, ale nie podjął wystarczających działań”. Czy uważa Pani że światowi przywódcy zawiedli?

Myślę że zdecydowanie działania nasze i naszych przywódców przychodzą za późno. Niestety przez wiele dekad dominowało oczekiwanie, że bez żadnego zaangażowania same z siebie pojawią się techniczne rozwiązania, które ograniczą emisje. Okazuje się, że czekanie na naturalne wystąpienie takich wydarzeń i przełomów technicznych trwało za długo i było daremne. Te przełomy nie wystąpiły albo nie były wystarczające.

Jednak potrzebna jest jakaś większa motywacja, jasne określenie celów badań, zmotywowanie przedsiębiorców i inżynierów do szukania rozwiązań konkretnych problemów. Jeśli takich zachęt albo obowiązków nie ma, to najwyraźniej ważniejsze okazuję się inne cele, i rozwój nie występuje wystarczająco szybko. Niestety, za długo czekaliśmy i teraz nam się już pali grunt pod nogami.

Trudno liczyć na to, byśmy całkiem uniknęli konsekwencji zmiany klimatu. Ale wciąż możemy spróbować sprawić by byłe one jak najmniej poważne i w jak najmniejszym nam zagroziły.

Zmiany klimatu: Jesteśmy na rozstaju dróg i każdy rok ma znaczenie [WYWIAD]

O tym dlaczego nowy raport IPCC można nazwać największym „konsensusem opartym na wiedzy” oraz o jego alarmujących wnioskach rozmawialiśmy z Aleksandrą Kardaś, fizyczką atmosfery i popularyzatorką nauki z portalu Nauka o Klimacie.