Karolina Zbytniewska: Polska inspiruje Francję. Kiedyś widelec, dziś nagonka na Unię Europejską

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

barnier-brexit-frexit-unia-europejska-macron-le-pen-zemmour-wybory-farage-johnson

Michel Barnier, negocjator UE ds. brexitu i członek centroprawicowej partii Les Républicains (LR). Fot via Flickr European Parliament. Licencja: (CC-BY-4.0) [European Parliament]

Z jakiegoś powodu polityka marginalizacji politycznej i nagonki na Unię ma wciąż nowych zwolenników. I to nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej. We Francji królowej prawicowego populizmu Marine Le Pen procenty sondażowe coraz skuteczniej podbiera Éric Zemmour, jeszcze bardziej radykalny w swej prawicowości. Ale nie tylko skrajna prawica brnie w antyunijną retorykę, zwraca uwagę redaktor naczelna EURACTIV Polska Karolina Zbytniewska.

 

 

W 2016 r., kiedy to nasz rząd znienacka zerwał negocjacje na śmigłowce Caracal, wiceminister obrony Bartosz Kownacki zabłysnął rządowym poczuciem humoru, mówiąc, że Francuzi „to są ludzie, którzy uczyli się od nas jeść widelcem parę wieków temu”. Słowa spotkały się z oficjalną krytyką rządu PiS, bo żart nie został przyjęty dobrze przez opinię publiczną.

Jednak w głębi duszy, pomni słów Jacquesa Chiraca, który rzekł 13 lat wcześniej, że Polacy „Zmarnowali okazję, by siedzieć cicho” poczuli, że wreszcie dokonała się sprawiedliwość dziejowa. Francuzi, choć wkurzeni, odpuścili, zamiast na smarkatym PiS-ie, koncentrując się na kolejnych pomysłach Emmanuela Macrona, który zamarzył sobie, by uczynić Europę znowu wielką.

Tymczasem Polska nie przestała rumakować, prężąc swe malutkie bicepsy zarówno wobec słabych, jak i wobec silnych. Zebrała się już więc całkiem pokaźna liczba wrogów naszego Narodu.

Uchodźcy, muzułmanie, kobiety mniejszości seksualne, ale też „totalna opozycja” (bardzo szeroka kategoria), lewacy, Donald Tusk, Francja, Niemcy, Unia Europejska.

Jednak największym z tych tworzonych na potrzeby polityczne konfliktów zagrożeniem dla naszej demokracji jest coraz bardziej rozogniony konflikt z tą ostatnią – z Unią. Bo tylko Unia Europejska ma dziś szansę obronić Polskich obywateli przed ich własnymi politykami. Tylko Unia ma narzędzia (pieniądze, mechanizm warunkowości), które mogą obronić naszą własną Konstytucję.

Bo jedyny język jaki rozumie dziś polska polityka to język pieniędzy, jak zobaczyliśmy to w przypadku tzw. uchwał anty-LGBT w województwach małopolskim i podkarpackim.

Z jakiegoś jednak powodu polityka marginalizacji politycznej i nagonki na Unię ma wciąż nowych zwolenników. I to nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej. We Włoszech, jakby Mattea Salviniego było mało, Giorgia Meloni wysforowała się na prowadzenie w antyunijnym, suwerenistycznym radykalizmie.

A we Francji królowej prawicowego populizmu Marine Le Pen procenty sondażowe coraz skuteczniej podbiera Éric Zemmour, jeszcze bardziej radykalny w swej prawicowości. On już przed niedawnym wyrokiem polskiego Trybunału Konstytucyjnego ws. wyższości polskiego prawa nad unijnym był fanem polityki Jarosława Kaczyńskiego.

Jego zdaniem Warszawa naraża się tzw. „postępowcom, bo chce zachować narodową integralność, podczas gdy Francja lekceważy własne i polskie doświadczenia historyczne, zmierzając ku katastrofie” – powiedział red. Grzegorzowi Dobieckiemu w 2019 r. DUMA.

Ale nie tylko skrajna prawica brnie w antyunijną retorykę. Ostatnio Valérie Pécresse, liderka regionu paryskiego, jedna z ważnych kandydatek do walki o prezydenturę ze strony gaullistowskich Republikanów (Les Républicains, LR), powiedziała, że „traktaty unijne nie mogą podważać naszej tożsamości konstytucyjnej, ani francuskiej, ani polskiej”, zaś „Europa jest Europą narodów”. A przecież premier Mateusz Morawiecki mówił tak już dawno! DUMA.

Ale też kilku innych republikanów, w tym Michel Barnier, były negocjator UE ds. brexitu, wspiera polskie stanowisko. O Unii Europejskiej powiedział co następuje: „Oni nie chcą słuchać. Nie chcą niczego zmieniać. To jest właśnie sposób na sprowokowanie kolejnych brexitów w innych miejscach w Europie. Nie jestem federalistą. Nigdy nie byłem federalistą. Jestem gaullistą i wciąż podążam tą samą drogą – patrioty i Europejczyka. I jestem Europejczykiem oprócz bycia patriotą, a nie zamiast bycia patriotą. Jako były negocjator brexitu i jako francuski polityk będę wyciągał wnioski z brexitu, OK?”.

Jako prezydent Barnier chciałby zmodernizować etatystyczny nacjonalizm swojego politycznego przewodnika, Charlesa De Gaulle’a. Także były minister socjalistycznego rządu Arnaud Montebourg, inny kandydat prezydencki, cieszący się jednak poparciem poniżej 1 proc., pochwalił TK Julii Przyłębskiej.

Napisał, że „potwierdzenie przez Polskę suwerenności narodowej poprzez ustawę jest ważnym wydarzeniem. Francja, która nie podziela poglądów politycznych Polski, będzie musiała jednak dokonać takiej samej afirmacji wyższości swojego prawa nad decyzjami europejskimi”. Mimo że nie podziela to jednak DUMA.

Dlaczego tą antyeuropejską nutą grają politycy francuskich partii mainstreamowych? Przede wszystkim dlatego, że radykalna retoryka kreowania wyimaginowanych wrogów się opłaca. Tworzy poczucie zagrożenia, a jednocześnie wskazuje na wybawicieli. I dlatego też to Marine Le Pen udaje się narzucać ton kampanii wyborczej, przez co politycy teraz prześcigają się w pomysłach nie jak poprawić sytuację Francuzów, ale jak obronić wielce zagrożony honor Francji.

Chóralność wezwań polityków głównego nurtu, by Francja zaznaczyła swoją suwerenność, napędza poczucie niezadowolenia z UE. I tak wedle ostatniego sondażu Eurobarometru, zaledwie 36 proc. Francuzów ufa UE, co jest najniższym wynikiem w Unii, 13 punktów procentowych poniżej unijnej średniej. To niskie zaufanie z kolei napędza suwerenizm polityków. I mamy błędne koło.

Teraz Zjednoczona Prawica może mieć kolejny powód do dumy. Nie dość, że te widelce, to jeszcze pokazaliśmy Unii, gdzie jej miejsce. A Francja lubi to. DUMA.