Dear President Biden, Practice What You Preach

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

USA, Biden, neoliberalizm, pandemia, kryzys, gospodarka, kongres, demokraci, republikanie, plan, socjalizm, szczyt-o-demokracji-duda-chiny-rosja-brazylia

Prezydent USA Jose Biden. / Foto via Twitter [@JoeBiden]

Odwracanie się od demokracji stało się na świecie modne. Więcej państw stacza się w autokrację niż wchodzi na demokratyczną ścieżkę – ocenia Freedom House i szwedzki think tank V-Dem.

 

 

Świetna to okazja do organizacji przez Joe Bidena Szczytu dla Demokracji (9-10 grudnia w formie wirtualnej; zaproszono przywódców ponad 100 państw świata, w tym Andrzeja Dudę – red.).

„Demokracja nie dzieje się przypadkowo” – powiedział Biden w swoim wystąpieniu otwierającym konferencję. „Musimy ją odnawiać z każdym pokoleniem”. Dodał, że demokracja jest zdolna zarówno do autokorekty, jak i samodoskonalenia.

Tylko jak to zrobić? Lista gości Szczytu sugeruje raczej, że demokracja była w dużej mierze tylko pretekstem do spotkania będącego elementem antychińskiej gry. Spotkania państw, które wciąż jeszcze świadomie i celowo nie stoczyły się w ramiona nie autokracji, ale Pekinu.

I to nie Polska, uznana przez wspomniały Instytut V-Dem za staczającą się w autokrację najszybciej na świecie jest największym zaskoczeniem demokratycznych idealistów. Aż jedna trzecia zaproszonych 111 krajów została uznana za „częściowo wolne” przez Freedom House.

Obecne na szczycie Angola, Demokratyczna Republika Konga i Irak nie są wolne wcale. Szczyt dla Demokracji pozwolił nie tylko Andrzejowi Dudzie, ale też Jairowi Bolsanaro i Rodrigo Duterte opowiadać o tym jak demokracja stoi w ich sercach i czynach na pierwszym miejscu. Można uznać, że zaproszony na tę e-imprezkę Pakistan wyświadczył organizatorowi wizerunkową przysługę, odmawiając udziału.

Świetnie, że Biden mówi, że demokracja jest ważna, ale jednocześnie jego administracja dobija właśnie targu z Arabią Saudyjską, 172. w rankingu demokracji na 179 sklasyfikowanych przez V-Dem państw.

Umowa na rakiety powietrze-powietrze warta jest 650 mln dolarów, a zatem też jak widać kompromisów moralnych, biorąc pod uwagę zaangażowania Rijadu w wojnę w Jemenie i dziejącą się tam klęskę humanitarną.

Co na to administracja prezydenta Bidena?

Wycofanie się z umowy „Podważyłoby zobowiązanie prezydenta do wsparcia obrony naszego partnera w czasie nasilonych ataków rakietowych i dronów na cywilów w Arabii Saudyjskiej”.

Trudno też nie wspomnieć o tym, że administracja Bidena nie podjęła żadnych działań przeciwko saudyjskiemu księciu koronnemu Mohammedowi bin Salmanowi, choć wywiad USA uważa, że był on osobiście odpowiedzialny za zamordowanie Dżamala Chaszukdżiego, dziennikarza Washington Post.

Stany Zjednoczone nie są więc bez winy. Przeciwnie, same wspierają autokratyczne i mordercze reżimy, ale też upodmiatawiają antydemokratów pod płaszczykiem wspierania demokracji.

Myślę więc, że zamiast narażać się na śmieszność czyniąc listę zaproszonych na Szczyt dla Demokracji gości głównym przedmiotem analiz (i żartów), czas teraz stworzyć konkretne plany działania na przyszły rok, w trzech zdefiniowanych przez jego administrację obszarach: „przeciwdziałaniu autorytaryzmowi, walce z korupcją i promowaniu poszanowania praw człowieka”.

Unia Europejska, zmobilizowana antydemokratyczną polityką Węgier i Polski wypracowała wiele konstruktywnych mechanizmów walki o demokrację liberalną, powinna więc teraz zaoferować Waszyngtonowi wsparcie w tworzeniu światowej strategii demokratycznej. Ale tak jak i Unii Europejskiej, nie przyjdzie to łatwo, bo nacisk może okazać się kontrproduktywny i rzucić naszych sojuszników w objęcia Chin.

Proponuję więc jednocześnie USA, ale nie tylko, zacząć od siebie.

Czyli jeśli boli nas łamanie praw człowieka w Chinach, przez które wprowadzamy sankcje i bojkotujemy Olimpiadę, nie współpracujmy z innymi państwami wspomagając je w łamaniu… praw człowieka.

Myślę, że tak będzie prościej wszystkim zrozumieć o co nam w ogóle chodzi. Czy o demokrację, czy o kasę.

 

PS. Tytuł felietonu zainspirowany piosenką zespołu Testament „Practice What You Preach”