Europejskie wartości same się nie obronią, czyli dlaczego Unia powinna stworzyć Fundusz Wartości Europejskich

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

Drewniane drzwi pomalowane w kolorach flag: Unii Europejskiej i Polski / Shutterstock

Zdarza się, że firmy wynajmują hakerów, aby ci wykryli poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa organizacji. Według tej logiki Unia Europejska powinna podziękować polskiemu rządowi za wskazanie jej słabego punktu.Tym punktem nie jest jedynie pytanie o większy czy mniejszy stopień integracji. Kwestią, która zadecyduje o przyszłości unijnego projektu jest wsparcie obywateli dla europejskich wartości. Aby zrozumieć dlaczego, warto zastanowić się co by się stało gdyby zachowanie obecnego rządu stało się ogólnoeuropejskim standardem.

Pierwszym efektem byłaby utrata wiarygodności unijnej polityki zagranicznej. Jeżeli państwa członkowskie kwestionują trójpodział władzy, ograniczają wolność mediów i atakują organizacje pozarządowe, przekonywanie państw w naszym sąsiedztwie do wzmocnienia demokracji staje się mało wiarygodne. Po drugie, jeżeli państwa członkowskie nie wykonują wyroków Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, wspólna polityka staje się niemożliwa, bo wymaga ona niezależnych instytucji czuwających nad implementacją wspólnych postanowień. Po trzecie wyobraźmy sobie, jakie decyzje podejmowałaby Rada Europejska, gdyby większość w niej miały rządy kierujące się ideologią Jarosława Kaczyńskiego. Bojowy egoizm “wstających z kolan” Niemiec, Francji i innych narodów, pogarda dla rządów prawa i ignorowanie wspólnych decyzji rozsadziłyby  unijny projekt.

Podsumowując, jeżeli państwa członkowskie nie szanują europejskich wartości – pluralistycznej demokracji, rządów prawa, praw człowieka – Unia Europejska jako oparty na regułach system pokojowego rozwiązywania konfliktów w rodzinie demokratycznych państw przestaje funkcjonować. Możemy spekulować jakim “zwierzęciem” stałaby się nowa unia. Ale historia uczy nas, że alternatywą rządów prawa są rządy siły.

Właśnie dlatego polski rząd zasługuje na nagrodę. Z jednej strony jego polityka jest sygnałem ostrzegawczym przypominającym o kruchości demokratycznych instytucji. Instytucje te są niczym innym jak zbiorem zasad przekształcanym w polityczną rzeczywistość dzięki poparciu obywateli. Gdy zabraknie tego poparcia, instytucje te nie są warte więcej niż kartki papieru, na których je zapisano.

Z drugiej strony, jeżeli znamy słaby punkt, możemy się zastanowić jak go wyeliminować. W tym kontekście proponujemy poszerzyć podejście do promowania europejskich wartości o element prewencyjny. Bo element korekcyjny już istnieje. To Artykuł 7 Traktatu o Unii Europejskiej, na podstawie którego w skrajnym przypadku można nałożyć sankcje na państwo nie szanujące europejskich wartości, oraz w formie procedury praworządności, która wprowadza dialog poprzedzający uruchomienie tego procesu. Mankamentem tych rozwiązań jest założenie, że państwo członkowskie zmieni swoją politykę pod wpływem dialogu. Jeżeli państwo zamiast dialogu wybiera konfrontację mechanizm nie działa. Poza tym Artykuł 7 jest “opcją atomową” i  w momencie odebrania prawa głosu nie zakłada dalszych możliwości perswazji.

Dlatego niektórzy komentatorzy sugerują, aby ukarać polski rząd ograniczeniem funduszy z unijnego budżetu. Problem w tym, że nawet jeśli taki krok przyczyniłby się do pewnego obniżenia popularności rządu, na pewno uderzyłby w polskich obywateli, których poparcie dla UE wynika częściowo z płynących do Polski funduszy strukturalnych i rolnych. Ponieważ więc reagowanie na zachowania państw kwestionujących europejskie wartości jest tak trudne, Unia Europejska powinna zainwestować w narzędzie, które może takim zachowaniom zapobiec. Proponujemy, jak takie narzędzie mogłoby wyglądać.

Zacznijmy od tego, że polskie społeczeństwo obywatelskie – stowarzyszenia, kampanie, organizacje strażnicze, obywatelskie media – stało się jednym z najważniejszych promotorów europejskich wartości. W lipcu 2017 r. organizacje pozarządowe zorganizowały protesty w około 250 miastach, co zmusiło prezydenta do zawetowania części kontrowersyjnych reform sądownictwa. Niestety działanie takich organizacji staje się coraz trudniejsze. Polski rząd drastycznie ograniczył dofinansowanie dla krytycznych organizacji, uruchomił “Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego” mający zwiększyć kontrolę nad państwowymi dotacjami i prowadził w rządowych mediach kampanie oczerniające krytyczne organizacje pozarządowe. W związku z tym w okresie, gdy społeczeństwo obywatelskie jest najbardziej potrzebne jego możliwość działania jest ograniczona.

Unia Europejska już dziś finansuje organizacje pozarządowe promujące europejskie wartości – aczkolwiek głównie w państwach sąsiedzkich. Jeden z funduszy uruchomionych w tym celu, Europejski Instrument na rzecz Demokracji i Praw Człowieka, dysponuje budżetem 1,3 miliarda euro. Skoro jednak europejskie wartości są zagrożone wewnątrz samej Unii, warto zastanowić się nad stworzeniem narzędzia skierowanego do państw członkowskich. Takie narzędzie, nazwijmy je Funduszem Wartości Europejskich, wspierałoby organizacje pozarządowe promujące wartości zdefiniowane w Artykule 2 Traktatu o Unii Europejskiej: rządy prawa, prawa człowieka i demokratyczne standardy. Narzędzie byłoby skierowane do organizacji we wszystkich państwach członkowskich, aby podkreślić, że pielęgnowanie wartości jest zadaniem dla całej wspólnoty, a nie tylko dla niektórych członków. Budżet mógłby być zbliżony do kwoty, jaką Unia przeznacza na podobne cele w państwach trzecich.

Stworzenie elementu prewencyjnego w takiej formie miałoby trzy zalety. Po pierwsze, Fundusz Wartości Europejskich uzupełniłby twardy język sankcji o pozytywny sygnał z Brukseli. Po drugie przyczyniłby się do zasypywania podziałów w UE poprzez podkreślanie, że ochrona wartości jest zadaniem wszystkich państw członkowskich. Po trzecie, i najważniejsze, wzmocniłby system odpornościowy europejskich demokracji. Koniec końców demokracja może istnieć tylko wtedy, gdy obywatele w nią wierzą i są gotowi jej bronić. Pierwszy demokratycznie wybrany prezydent Niemiec, Friedrich Ebert, podsumował to słowami: demokracja potrzebuje demokratów.

Alternatywą dla poważnych inwestycji w europejskie wartości jest perspektywa, że za parę lat instytucje zapewniające nam wolność i dobrobyt staną się nic nie znaczącymi kawałkami papieru.

Jan Jakub Chromiec jest doktorantem w Hertie School of Governance.

Adam Traczyk jest współzażożycielem i prezesem think tanku Global.Lab.