Digitalizacja ratunkiem dla przewlekłości postępowań sądowych?

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

sądownictwo, rewolucja cyfrowa, digitalizacja

Czy polskie sądownictwo gotowe jest na cyfrową rewolucję? / Foto via [Tingey Injury Law Firm]

W tym roku w Singapurze po raz pierwszy skazanemu ogłoszono wyrok śmierci za pośrednictwem aplikacji Zoom. Bez wprowadzenia podobnych rozwiązań technologicznych polski system sądowniczy czeka zawał – pisze Marceli Kwaśniewski, dyrektor Europejskiego Instytutu Mediacji.

 

Statystyki zwalają z nóg i choć kryzys dopiero narasta, to możemy być pewni, że widzimy jedynie szczyt góry lodowej. „3 tys. spraw przypadało średnio na sędziego w największych sądach rejonowych w kraju. 20 mln spraw trafiło w 2019 r. do wszystkich sądów w kraju: rejonowych, okręgowych, apelacyjnych” – pisze Rzeczpospolita.

A teraz spróbujmy sobie wyobrazić, że 30 proc. tych spraw spadło z wokandy z powodu pandemii; zaległość to 6 mln spraw, a każdemu sędziemu dochodzi 1 tys. spraw do rozstrzygnięcia. I te zaległości będą narastać corocznie, dopóki pandemia się nie skończy. A nawet jeśli się skończy to ich odrabianie potrwa latami, bo z prostego wyliczenia wynika, że chcąc je zlikwidować każdy z polskich sędziów musiałby przez rok wydawać po dziesięć wyroków dziennie. Taką wydajność miały tylko sądy polowe sowieckiej Rosji. 

Postępowanie sądowe w sprawach gospodarczych to dziś w Polsce średnio 3-4 lata i jeśli nic się nie zmieni zacznie trwać 5-6 lat lub więcej zbliżając nas do modelu włosko-greckiego. Co może stać się z podmiotem gospodarczym, który czeka na środki finansowe przez sześć lat? Ile można zarobić na niezgodnie z prawem przetrzymywanych maszynach lub obracając kilka lat cudzymi pieniędzmi? Jaki to daje efekt gospodarczy? Tego dowiemy się, gdy opadnie kurz po Covidzie i wojnie rządu z sędziami.

Przyspieszona digitalizacja – pozytywny skutek pandemii?

Ratunkiem są rozwiązania od dawna już wprowadzane w innych państwach UE i propozycje Komisji Europejskiej, która wystąpiła na wiosnę z inicjatywą przyspieszenia digitalizacji wymiaru sprawiedliwości we wszystkich krajach UE.

Efekty jej pracy zamienione w dyrektywę lub rozporządzenie mamy poznać jeszcze w tym roku. Komisja proponuje by skrępowany koniecznością wymiany papierowych dokumentów system usprawnić przez totalną digitalizację postępowań sądowych – od dokumentów po rozprawy i ogłoszenia wyroków.

Na początku proces ten ma dotyczyć unijnego systemu instytucji prawnych i transgranicznej współpracy sądowej, by później wciągnąć do niego systemy państw członkowskich. Nie ma w tej koncepcji rewolucji, jest za to propozycja zbudowanie spójnej, jednolitej, cyfrowej podstawy działania – i to ma być największą zaletą inicjatywy Komisji. 

Wirus przyspieszył w państwach UE wprowadzanie rozwiązań, które już w ich systemach prawnych były zapisane, jak chociażby rozprawy online w Niemczech, których nie wykorzystywano z powodu inercji systemu tłumaczonego brakami sprzętowymi.

Nagle wiosną br. okazało się, że nie jest to problem. Większość pism można doręczać elektronicznie, a praca na zmiany od 7 do 21 nie jest żadną trudnością. Innym rozwiązaniem może być zapożyczony z Kanady system przeglądania akt w chmurze bez konieczności fizycznego dostarczania papierowych tomów.  

Czy takie rozwiązania możliwe są w Polsce?

Polskie rozwiązania nie odbiegają od stosowanych w innych krajach, należało je tylko uruchomić. Tak jak to jest w wypadku możliwości prowadzenia rozpraw online, istniejącej w polskim prawie od 2015 r.

Podobnie z korespondencją sądową, która zaczęła znacznie żwawiej krążyć w internecie, wcześniej będąc kulą u nogi wymiaru sprawiedliwości. Normalni ludzie piszą dziś coraz mniej listów, w tym poleconych, a sądy – wprost przeciwnie, ponieważ zgodnie z przepisami wraz ze wzrostem liczby spraw muszą produkować stosowną ilość papieru korespondencyjnego, czyli zawiadomień, wezwań i informacji. Rozwiązaniem jest korespondencja elektroniczna – ale trzeba ją jeszcze usankcjonować przepisami. 

W polskim prawie istnieją także rozwiązania prawne spoza sfery cyfrowej, które z powodzeniem można stosować by przyspieszyć postępowanie sądowe. To arbitraż i mediacja. O ile z tego pierwszego mogą korzystać głównie podmioty gospodarcze, o tyle mediacja jest dostępna dla wszystkich, a nawet zalecana w ostatnich rekomendacjach ministerstwa sprawiedliwości.

Ta metoda polubownego rozwiązywania sporów skraca czas postępowania do 2-3 miesięcy, a efektem pracy stron nad porozumieniem jest zwykle ugoda, zatwierdzona przez sąd i zapisana w postaci wyroku.

I co najważniejsze – mediację można zgodnie z prawem prowadzić online, tak jak w wielu państwach Unii. Tyle tylko, że tam ilość spraw przekazywanych do mediacji to kilka – kilkanaście procent, a w Polsce ciągle są to promile. 

 

Marceli Kwaśniewski jest dyrektorem Europejskiego Instytutu Mediacji