Zmiany w Rumunii

Protesty w Rumunii // Źródło: Adevarul.ro

Po skandalu wokół nowego prawa antykorupcyjnego, do dymisji podał się rumuński minister sprawiedliwości Florin Iordache. Natomiast rząd jako całość przetrwał wczorajsze głosowanie w parlamencie nad wotum nieufności.

 

Ostatni tydzień wstrząsnął Rumunią. Po rządowym dekrecie dekryminalizującym wiele aspektów zachowań korupcyjnych, jak np. nadużycia władzy czy spowodowanie szkód dla państwa poniżej 200 tys. lei (ok. 200 tys. zł, 45 tys. euro), przez cały kraj przetoczyły się wielotysięczne protesty, które w szczytowym okresie zgromadziły nawet 250 tys. osób.

>> Czytaj więcej o protestach

Nacisk społeczeństwa obywatelskiego, popartego m.in. przez prezydenta Klausa Iohannisa i rumuńską Cerkiew Prawosławną, doprowadził premiera Sorina Grindeanu do wycofania się z dekretu. Wywołało to jednak pytania o możliwe konsekwencje wobec premiera i jego rządu.

>> Czytaj więcej o wycofaniu się rządu z dekretu

Dymisja ministra sprawiedliwości

Spodziewano się, że pierwszą „ofiarą” wprowadzenia dekretu będzie minister sprawiedliwości Florin Iordache. I faktycznie dziś (9 lutego) podał się on do dymisji, zaznaczając jednocześnie, że uważa, że „wszystko co zrobił było zgodne z prawem”.

Rząd jako całość przetrwał za to wczorajsze (8 lutego) głosowanie w parlamencie nad wotum nieufności. Koalicja rządowa, złożona z Partii Socjaldemokratycznej oraz Sojuszu Liberałów i Demokratów ma większość parlamentarną, więc taki wynik był spodziewany.

Parlament musi jeszcze formalnie zaakceptować wycofanie się z dekretu zmieniającego prawo antykorupcyjne. Przewiduje się, że nastąpi to przed końcem bieżącego tygodnia.