Zaognia się spór niemiecko-turecki

Recep Tayyip Erdoğan, Prezydent Turcji// Źródło: Kancelaria Prezydenta

Turcja zarzuca rządowi Niemiec, że zachowuje się jak naziści. Niemcy oburzyli się na te zarzuty, a teraz chcą, by UE skontrolowała sposób wykorzystania funduszy przelewanych Turcji przez Brukselę.

 

Wczoraj (6 marca) turecki prezydent Recep Tayyip Erdoğan oskarżył Niemcy o „faszystowskie zachowanie”. Dodał, że niemiecki rząd przywołuje czasy nazistów.

Tureckie wiece

Słowa prezydenta podyktowane były wycofaniem przez Berlin zgody na wiece, które turecki rząd chciał zorganizować w Niemczech. Na wiecach tych ministrowie rządu mieliby spotkać się z diasporą turecką w Niemczech, szacowaną na 1,5 mln osób, by przekonywać ją do głosowania na TAK w referendum konstytucyjnym.

Referendum to jest obecnie najbliższym celem politycznym dla Erdoğana. Jeżeli tureckie społeczeństwie zaakceptuje przyjęte już przez parlament zmiany w konstytucji, w Turcji zacznie obowiązywać system prezydencki. Da on wiele nowych uprawnień Erdoğanowi, czyniąc z niego już formalnie, a nie tylko nieformalnie jak do tej pory, główny ośrodek władzy w kraju.

Początkowo Berlin zgodził się na organizację wieców w Niemczech. W zeszłym tygodniu jednak zgody zostały anulowane. Niemiecki rząd poinformował jedynie, że chodziło o względy bezpieczeństwa, a decyzje zostały podjęte przez władze lokalne, bez wpływu rządu federalnego.

Konflikt

Turków te argumenty nie przekonały, a do ich sceptycyzmu doszedł kolejny spór, niezwiązany wprost z reformą konstytucyjną. Chodziło o aresztowanie Deniza Yucela, Niemca pochodzenia tureckiego i korespondenta w Turcji dziennika „Die Welt”.

Oskarżenia, przedstawione mu tydzień temu, w poniedziałek 27 lutego, sprowadzają się do szerzenia „propagandy terrorystycznej”. Yucel pisał m.in.  o konflikcie między rządem w Ankarze a mniejszością kurdyjską, a także o działaniach terrorystycznej Partii Pracujących Kurdystanu.

Proces trwa, ale nie pomogło to relacjom niemiecko-tureckim, w których już kilkakrotnie dochodziło do napięć właśnie na tle wolności słowa. Niemcy sprzeciwiali się w ciągu ostatnich kilku lat aresztowaniom tureckich dziennikarzy, a z kolei Erdoğan wytoczył proces niemieckiemu komikowi, który wyśmiał go w jednym ze swoich skeczy.

Mimo tych napięć, Niemcy nie chciały całkowicie blokować kontaktu tureckiego rządu z diasporą. Wczoraj minister gospodarki Nihat Zeybekci miał możliwość spotkać się z członkami diaspory w Kolonii i Leverkusen. Na spotkaniach tych przekonywał do reformy konstytucyjnej.

Odpowiedź Niemiec

Nie powstrzymało to jednak ostrych słów Erdoğana, co z kolei spotkało się z krytyką ze strony rzecznika niemieckiego rządu, Steffana Seiberta. Stwierdził on, że „stanowczo odrzucamy jakiekolwiek porównania polityki demokratycznej Republiki Federalnej Niemiec z czasami nazistowskimi”. Tłumaczył, że takie porównania „prowadzą jedynie do trywializacji zbrodni przeciwko ludzkości”.

Seibert zapewnił jednocześnie, że Niemcy będą dalej pozwalały niemieckim politykom na przyjeżdżanie do kraju. Podkreślił tylko, że nie powinni oni przywozić ze sobą „wewnętrznych konfliktów tureckich”, co mogło być nawiązaniem do konfliktu turecko-kurdyjskiego.

Zapytany jednak, czy Unia europejska nie powinna ograniczyć funduszy przekazywanych Turcji w ramach tureckich przygotowań do akcesji (negocjacje trwają bez większych postępów od ponad 10 lat), Seibert udzielił mniej przychylnej Ankarze odpowiedzi. Powiedział, że należy skontrolować, czy przekazywane tam „pieniądze osiągają zamierzony efekt”.

Środki te wyniosą ok. 4,5 mld euro do 2020 r.   Wczoraj o zaprzestanie przekazywania Turcji pieniędzy zaapelował także kanclerz Austrii Christian Kern.