Wybory: Rumuński premier ostrzega przed fałszywymi obietnicami

Dacian Cioloș, premier Rumunii// Źródło: Kancelaria Rządu Rumunii

Rumuni w niedzielę wybiorą nowy parlament. Tymczasem rządzący krajem Dacian Cioloș obawia się, że populiści mogą urosnąć w siłę dzięki obietnicom bez pokrycia składanym w kampanii wyborczej.

 

Dacian Cioloș od listopada 2015 r. kieruje rządem Rumunii. Ten były komisarz nie wygrał jednak wyborów – objął funkcję premiera po tym, jak jego poprzednik na tym stanowisku, Victor Ponta, podał się do dymisji po tragicznym pożarze w klubie Colectiv w Bukareszcie.

>> Czytaj więcej o dymisji Ponty

Rządy Cioloșa

Cioloș został wówczas poproszony o tymczasowe objęcie sterów technokratycznego rządu. Miał on kierować krajem do czasu zakończenia bieżącej kadencji parlamentu i rozpisania nowych wyborów. 31 sieprnia podjęto decyzję, że Rumuni pójdą do urn w niedzielę 11 grudnia.

>> Czytaj więcej o rozpisaniu wyborów

Po protestach obywateli po ostatnich wyborach (prezydenckie w listopadzie 2014 r.), rząd Cioloșa zmienił ordynację wyborczą. Zwiększona została liczba punktów, gdzie będzie można głosować poza granicami kraju, a także – po raz pierwszy w historii Rumunii – wprowadzono możliwość głosowania korespondencyjnego i elektronicznego.

Premier ostrzega

W poniedziałek 5 grudnia, na 6 dni przed wyborami, Cioloș zdecydował się zabrać głos w sprawie kampanii wyborczych prowadzonych w kraju. Stwierdził on, że nierealistyczne obietnice w nich składane doprowadzą do wzrostu popularności populistów, a także spadku poparcia dla reform potrzebnych krajowi.

Premier odniósł się tutaj do obietnic zmniejszenia podatków, przy jednoczesnym wzroście pensji. Podobnych haseł używali zarówno Partia Narodowo-Liberalna (PNL) prezydenta Iohannisa Klausa, jak i Partia Socjaldemokratyczna (PSD), do której należał Ponta. PNL wspiera Cioloșa i chce jego pozostania na stanowisku premiera, choć on sam do niej nie należy.

Cioloș uważa, że składanie obietnic nie do spełnienia spowoduje zmniejszenie zaufania wyborców. Będzie to miało podwójny efekt: z jednej strony zniechęci ich do tradycyjnych partii i otworzy drzwi populistom, a z drugiej – utrudni przeprowadzenie reform, m.in .reformy administracji publicznej.

W sondażu TNS z 11-21 listopada PSD z poparciem 40 proc. ma przewagę 22 pkt proc. nad rywalami, co może jej wystarczyć do objęcia władzy. PNL jest na drugim miejscu – chce na nią zagłosować 18 proc. wyborców.