Dziś ostatni dzień wyborów w Holandii: „Teflonowy Mark” wygra po raz czwarty?

Mark Rutte, Holandia, premier

Dziś (17 marca) ostatni dzień rozłożonych na trzy dni wyborów do holenderskiej Izby Reprezentantów. Główne pytanie nie dotyczy tego, kto wygra, ale z jaką przewagą. Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji (VVD) wieloletniego szefa rządu Marka Rutte jest na jak najlepszej drodze do kolejnej kadencji.

 

 

Mimo wciąż trudnej sytuacji epidemicznej Holendrzy od poniedziałku (15 marca) biorą udział w wyborach, które mają na celu wybór reprezentantów w 150-miejscowej Tweede Kamer, niższej izbie Stanów Generalnych, zwanej też Izbą Reprezentantów. Głosowanie zakończy się dziś (17 marca). Dziś znane będą pierwszy wyniki. Środa jest również oficjalną datą wyborów.

Wynik już wydaje się jasny – przynajmniej o tyle, że w głosowaniu zwycięży Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji (VVD) premiera Marka Rutte.

Holandia: Wielkie zainteresowanie "testowymi imprezami masowymi". Badano rozprzestrzenianie się koronawirusa

To początek serii testów, które mają przygotować Holandię do uruchomienia branży eventowej i rozrywkowej.

Poparcie dla VVD i premiera wciąż bardzo wysokie

Sondaże wskazują, że od opanowania Europy przez koronawirusa na przełomie zimy i wiosny 2020 r. poparcie dla VVD znacząco wzrosło i mimo lekkich spadków w ostatnich tygodniach utrzymuje się na stabilnym poziomie ok. 25 proc. Według stanu na 8 marca instytut I&O Research szacował poparcie dla ugrupowania premiera na 27 proc., wypadkowa sondaży aktualizowana regularnie przez portal Politico wskazuje na wynik o 2 pkt proc. gorszy.

To jednak i tak zdecydowanie więcej niż druga w sondażach, eurosceptyczna i otwarcie antymuzułmańska Partia Wolności (PVV) od dawna postrzeganego jako największego rywala Rutte Geerta Wildersa. PVV może liczyć na ok. 13 proc. poparcia. Ponad 10 proc. notują także dwa inne ugrupowania, pozostające w tej kadencji w koalicji rządzącej Apel Chrześcijańsko-Demokratyczny (CDA) i Demokraci 66 (D66).

Choć poparcie dla VVD utrzymuje się na podobnym poziomie od początku pandemii, I&O Research wskazuje na dość wyraźny spadek zadowolenia Holendrów z rządu. Jeszcze w listopadzie 2020 r. wynosiło ono ok. 67 proc. Dziś jest to ok. 55 proc. Zmniejsza się także poparcie dla samego Rutte. Nadal cieszy się on jednak największym poparciem spośród krajowych polityków.

Dlaczego problemy w ostatnich miesiącach nie „zatopiły” VVD?

Tendencja wciąż wysokiego poparcia dla partii rządzącej i szefa rządu może dziwić tych, którzy mają świeżo w pamięci ostre protesty na ulicach kraju przeciwników koronawirusowych restrykcji, przeradzające się niejednokrotnie w brutalne zamieszki. Należy też pamiętać o problemach, jakie miała Holandia na początku kampanii szczepień przeciw COVID-19 – jej start opóźnił się w stosunku do innych krajów UE z powodu problemów organizacyjnych, związanych m.in. z przechowywaniem szczepionek.

Już same kwestie związane z pandemią powinny wystarczyć do tego, by poważnie osłabić poparcie dla rządu. Tymczasem na dwa miesiące przed wyborami powróciła jeszcze afera z rażącymi nieprawidłowościami, jakich dopuszczał się urząd skarbowy w sprawie wypłaty zasiłków na dzieci i bezprawne ściganie rodziców za rzekome próby wyłudzenia świadczeń.

Po ujawnieniu parlamentarnego raportu w tej sprawie gabinet Rutte podał się do dymisji i od tej pory sprawuje władzę jako rząd tymczasowy. Nie był to gest o wielkim znaczeniu faktycznym, biorąc pod uwagę, że do czasu wyborów i tak nie było szans na utworzenie nowej koalicji. Było to jednak ważne z punktu widzenia wizerunku, wskazując, że rząd bierze na siebie odpowiedzialność za to, co się stało.

„Pandemia wzmocniła Rutte”, uważa Tom van der Meer, profesor politologii na Uniwersytecie Amsterdamskim. Zauważa on, że z czasem efekt wzrostu poparcia dla rządów narodowych, który dało się zauważyć na początku pandemii, także w Holandii, uległ osłabieniu, na co miała wpływ rosnąca frustracja społeczeństwa związana z długotrwałym lockdownem, a jednocześnie wysoką liczbą zakażeń koronawirusem, potęgowaną przez nowe mutacje patogenu. Tym niemniej, jak zauważa ekspert, wyborcy VVD nie mieli wyraźnego powodu, by odwrócić się od partii.

Wysokie poparcie dla premiera, lub, mówiąc ściśle, pełniącego obowiązki premiera, jest tym bardziej zaskakujące w świetle styczniowego skandalu, związanego ze świadczeniami na dzieci. We wspomnianym raporcie parlamentu oceniono, że kary, jakie naliczono rodzicom, spośród których większość stanowili imigranci, to „poważne naruszenie rządów prawa”.

Jak jednak twierdzą holenderscy eksperci, nawet tak poważna sprawa nie stanowi zagrożenia dla głównej partii rządzącej, a to dlatego, że nie jest ona priorytetowa – dotyczy mniejszości, a nie większości Holendrów. Poza tym w odróżnieniu od pandemii koronawirusa chodzi o sprawę z przeszłości, coś, co nie ma wpływu na obecną sytuację kraju.

Holandia: Parlament uznał traktowanie Ujgurów w Chinach za ludobójstwo. Ugrupowanie premiera przeciwko uchwale

Holandia jest pierwszym krajem w Europie, który określił prześladowania mniejszości muzułmańskiej w Chinach mianem ludobójstwa.

Przytłaczające poparcie dla partii zasługą popularności premiera?

Zdaniem ekspertów i mediów na niesłabnące poparcie dla VVD miała w dużej mierze wpływ osoba samego Marka Rutte. Pepijn Bergsen z Chatham House uważa, że „popularność partii to głównie zasługa <<własnego uroku>> Rutte”.

Premier, który od dawna zdobywa sobie szacunek wielu osób m.in. skromnym stylem życia (mimo wysokich zarobków), w ubiegłym roku udowodnił też, że nie stawia się ponad samodzielnie ustanowionymi ograniczeniami, związanymi z pandemią. Wiosną powstrzymał się on od wizyt w domu opieki u swojej umierającej matki, z którą miał bardzo bliską relację. Zrobił to dopiero wtedy, gdy jej stan był już bardzo zły (przepisy w takiej sytuacji pozwalają na pożegnanie się z bliską osobą). Po śmierci 96-letniej kobiety jeszcze tego samego dnia powrócił do pracy, z uwagi na trudną sytuację epidemiczną nie dając sobie czasu na żałobę.

Nie chodzi jednak wyłącznie o kwestie osobiste, a przede wszystkim o styl zarządzania krajem podczas walki z pandemią. „Regularne wystąpienia Rutte w telewizji, podczas których tłumaczył konieczność wprowadzania nowych restrykcji, ogłaszał ich poluzowanie czy wprowadzenie kilkumiliardowych pakietów pomocowych dla przedsiębiorstw, które ucierpiały z powodu lockdownu – wszystko to wpłynęło na jego wizerunek silnego, godnego zaufania przywódcy, niestrudzenie pracującego, by ochronić kraj przed czarnym scenariuszem rozwoju pandemii”, ocenia agencja Associated Press.

Podczas pierwszej fali pandemii polityka holenderskiego rządu była wyjątkowo liberalna. Rutte bazował raczej na typowym dla siebie podejściu zakładającym zaufanie do społeczeństwa i odpowiedzialności samych obywateli. Wspominał, że nie chce „zachowywać się jak dyktator”, wprowadzając daleko idące restrykcje. Innym razem stwierdził, że według jego obserwacji Holendrzy doceniają to, że nie traktuje się ich jak dzieci, którym trzeba wszystkiego zakazywać siłą. Twierdzenie to znalazło zresztą odzwierciedlenie w sondażach.

Dopiero jesienią, gdy okazało się, że taka postawa nie przynosi rezultatu, a liczba zakażeń wzrasta w szybkim tempie, premier zdecydował się na zmianę strategii i zastosowanie bardziej radykalnych kroków. Za każdym razem decyzje były jednak poparte dokładnymi wyjaśnieniami, dlaczego dany krok jest konieczny. W ostatnim czasie rząd zdecydował się natomiast na złagodzenie części restrykcji – nie dlatego, że sytuacja epidemiczna poprawiła się, ale, jak wskazał premier, z powodu zmęczenia wszystkich obywateli ograniczeniami.

„Kilkukrotne zmiany strategii Rutte walki z pandemią stały się przyczyną protestów, a nawet zamieszek, do których doszło pod koniec stycznia. Podobnie jednak jak inni centroprawicowi europejscy przywódcy, tacy jak kanclerze Niemiec i Austrii Angela Merkel i Sebastian Kurz, znajduje się on w dość komfortowej sytuacji. W czasach kryzysu Holendrzy wyraźnie stracili cierpliwość do populistycznych sloganów i zaufali raczej ekspertom”, pisze europejskaa korespondentka Caroline de Gruyter w „Foreign Policy”.

Holandia: Proces sądowy o godzinę policyjną. Rząd broni decyzji o jej wprowadzeniu

Godzina policyjna obowiązuje w Holandii po raz pierwszy od II wojny światowej. Sąd uznał jednak, że została ona wprowadzona w sposób naruszający prawo.

Brak alternatywy jednym z powodów poparcia dla VVD?

Inną przyczyną miażdżącej przewagi VVD w sondażach jest według mediów po prostu brak dobrej alternatywy. Jak wskazuje AP, w obliczu pandemii partie opozycyjne w większości stawiały na podkreślanie różnic z VVD i ostrą krytykę zarządzania kryzysem przez rząd. Tym niemniej nie potrafią one wykorzystać sytuacji na swoją korzyść.

Jednym z powodów są zbyt duże podziały na lewicy oraz skandale, często na tle ksenofobicznym, wśród ugrupowań na prawo od VVD. Jako jeden z nowszych przykładów można podać aferę dotyczącą antysemityzmu w szeregach partii Forum na rzecz Demokracji (FvD) Thierry’ego Baudeta. W konsekwencji z ugrupowania odeszło kilku jego prominentnych członków, którzy założyli nową partię, także startującą w najbliższych wyborach.

Na atrakcyjności traci otwarcie ksenofobiczno-antyimigrancka PVV i radykalne postulaty Geerta Wildersa, zakładające m.in. stworzenie w rządzie „ministerstwa remigracji i deislamizacji”. „Sztandarowe postulaty Wildersa i innych skrajnie prawicowych polityków nie zdobywają obecnie szerszego poparcia, głównie ze względu na pandemię”, wskazuje Bergsen. Zdaniem eksperta „kwestie imigracji i integracji przestają być problemami, które można określić jako palące, dlatego (Wilders – red.) nie ma zbyt dużego pola manewru”.

W obecnej sytuacji „centroprawicowy liberalizm reprezentowany przez Rutte wydaje się dla wielu Holendrów <stabilnym> wyborem”, podkreśla „Foreign Policy”. Według dziennikarzy magazynu Rutte to raczej typowy „zarządca”, aniżeli wizjoner i zarówno jego sposób rządzenia krajem, jak i „ostrożny, proeuropejski kurs” w polityce zagranicznej stanowią dla wyborców gwarancję bezpiecznej stałości sytuacji.

Dlatego właśnie, zdaniem „FP”, notowania „teflonowego Marka”, jak bywa nazywany Rutte ze względu na swoją zręczność i elastyczność, w sondażach pozostają bardzo wysokie, nawet w obliczu takiego skandalu, jak ten z zasiłkami, a „kryzysy zawsze uderzają w jego politycznych rywali, ale nigdy w niego”. „W czasach kryzysu ludzie są zaniepokojeni i pozbawieni poczucia bezpieczeństwa, a obecny premier zdaje się oferować w tej sytuacji stabilność i bezpieczeństwo”, pisze magazyn. „To typ kapitana, który potrafi utrzymać kurs statku w czasie sztormu”, porównuje.

VVD będzie jednak musiała utworzyć koalicję – i to bynajmniej nie tylko z jedną czy dwiema innymi partiami. Po ostatnich wyborach w 2017 r. zadanie to zajęło Ruttemu rekordowe 225 dni – w czasach powojennych utworzenie rządu w Holandii nigdy nie trwało jeszcze tak długo. Do tegorocznych wyborów zgłosiła się rekordowa liczba 37 ugrupowań, co pokazuje, jak duże jest rozdrobnienie na holenderskiej scenie politycznej.

Holandia: Premier podaje się do dymisji z powodu skandalu z zasiłkami rodzinnymi

Obecny rząd pozostanie u władzy do marcowych wyborów.

„Teflonowy Mark”… teflonowy jak nigdy?

Jeśli sondaże znajdą potwierdzenie w głosowaniu i VVD odniesie kolejne zwycięstwo, a Markowi Rutte uda się utworzyć kolejny rząd, będzie to jego czwarta kadencja w roli premiera. 54-letni obecnie Rutte sprawuje tę funkcję od 2010 r. Ma więc dużą szansę, by wkrótce zapisać się w historii jako najdłużej rządzący holenderski premier, wyprzedzając pod tym względem rządzącego przez 12 lat Ruuda Lubbersa.

Czy jednak posiada on moralny mandat, by po skandalu na tak wielką skalę, jak ten z zasiłkami na dzieci, ponownie ubiegać się o funkcję szefa rządu? „AP” przypomina sytuację, do której doszło 28 lutego, podczas pierwszej transmitowanej przedwyborczej debaty. Głos oddano wtedy jednej z matek, która padła ofiarą niesprawiedliwego ścigania w związku z zasiłkami. „Zawiódł mnie pan”, przyznała kobieta. „Dlaczego sądzi pan, że może pan dalej rządzić, będąc przecież odpowiedzialnym za cały ten skandal?”, zapytała.

„Sam zadawałem sobie to pytanie”, odpowiedział premier. „To hańba i ogromna porażka, jednak rozważyłem sytuację i koniec końców doszedłem do wniosku, że jestem dumny z tego, ile na przestrzeni ostatniej dekady udało się osiągnąć, i dlatego warto to kontynuować”, oświadczył.

Przyszłotygodniowe głosowanie pokaże, ilu Holendrów uważa tak samo. Wiele wskazuje jednak, że „teflonowy Mark” okaże się jeszcze bardziej „teflonowy” niż kiedykolwiek wcześniej.