Włochy: Silvio Berlusconi zgodził się na negocjacje koalicyjne Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi Północnej

Silvio Berlusconi, źródło: Facebook/Forza Italia

Silvio Berlusconi, źródło: Facebook/Forza Italia

Trzykrotny włoski premier kieruje centroprawicową partią Forza Italia, która w wyborach startowała w ramach wspólnego prawicowego bloku z Ligą Północną i ugrupowaniem Bracia Włosi. Dotąd liderzy prawicy przekonywali, że rządzić mogą tylko wspólnie. Ale Ruch Pięciu Gwiazd nie chciał współpracować z Berlusconim. Lider Forza Italia w końcu się ugiął.

 

Polityczny pat trwał we Włoszech już od ponad dwóch miesięcy. W wyniku wyborów z 4 marca żadna z sił politycznych nie była w stanie stworzyć rządu samodzielnie. Nie było także chętnych do rozmów koalicyjnych. Liberalno-populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd (M5S), który uzyskał najwięcej głosów jako pojedyncze ugrupowanie kusił na zmianę centrolewicową Partię Demokratyczną (PD) i prawicową Ligę Północną (LN).

Rządzące przez ostatnie lata PD postanowiło jednak w obliczu wyborczej klęski przejść do opozycji. Z kolei LN chciało pozostać lojalne wobec pozostałych ugrupowań tworzących blok prawicowy. „Trzy prawicowe partie zebrały wspólnie najwięcej głosów. To my powinniśmy dyktować warunki” – mówił lider Ligi Północnej Matteo Salvini. „Możemy rządzić z wami, ale bez partii Silvio Berlusconiego” – odpowiadał mu lider M5S Luigi Di Maio.

Nagły zwrot w środę

Tymczasem wczoraj (9 maja) na włoskiej scenie politycznej wydarzył się nagły zwrot akcji. Salvini i Di Maio po raz pierwszy usiedli razem do formalnych, choć wciąż jeszcze wstępnych rozmów dotyczących możliwości utworzenia koalicji rządzącej. Na wczoraj bowiem prezydent Sergio Mattarella wyznaczył wszystkim partiom swoje ultimatum – albo zaczną wreszcie ze sobą rozmawiać, albo to on wyznaczy technicznego premiera. A jeśli jego kandydat nie zdobędzie w Izbie Deputowanych wotum zaufania, głowa państwa rozpisałaby nowe wybory. Prezydent Mattarella mówił o „neutralnym premierze”. Wielu analityków było przekonanych, że chodzi tu o wciąż urzędującego (przynajmniej do czasu wyłonienia nowego rządu) Paolo Gentiloniego z Partii Demokratycznej.

W reakcji na ultimatum prezydenta liderzy M5S i LN poinformowali, że rozpoczną ze sobą oficjalne rozmowy. Poprosili też głowę państwa o dodatkowe 24 godziny na przygotowania. Pozostała więc już tylko ostatnia przeszkoda – niezwykle ambitny i nie przyzwyczajony do ustępstw lider Forza Italia – Silvio Berlusconi.

Berlusconi się zgadza

Ostatecznie kilka godzin później trzykrotny były premier uległ. Ogłosił, że popiera ideę sformowania gabinetu złożonego z polityków Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi Północnej, a bez udziału Forza Italia. Berlusconi zresztą i tak otwarcie od dawna odmawiał rozmawiania z liderami M5S. Partię tę nazywał „sektą” i „największym zagrożeniem dla Włoch” zaś 31-letniego Luigiego Di Maio – „chłopczykiem”. Według Berlusconiego, lepszym koalicjantem dla prawicy byłaby nawet centrolewicowa Partia Demokratyczna. Na rządy wzorowane na niemieckiej Wielkiej Koalicji nie było jednak we Włoszech żadnych szans. Jak określiła to zgodnie włoska prasa (m.in. „La Repubblica” i „La Stampa”) – Berlusconi po prostu „się poddał”.

W wydanym dla prasy oświadczeniu lider Forza Italia napisał, że jego ugrupowanie nie będzie w parlamencie wetować ewentualnego rządu Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi Północnej, ale też nie poprze wotum zaufania wobec takiego gabinetu. „Życzliwie wstrzymamy się od głosu” – wyjaśniał Berlusconi. W kolejnym oświadczeniu zastrzegł dodatkowo, że jeśli ewentualny rząd nie zostanie przez Izbę Deputowanych zatwierdzony, „nie będzie można użyć stanowiska Forza Italia jako alibi.” Sprecyzował też, że planowane wstrzymanie się od głosu posłów jego partii nie będzie aktem sprzeciwu wobec decyzji Ligi Północnej. „Po prostu nie możemy poprzeć rządu, w którym znajdzie się partia pozbawiona dojrzałości politycznej” – tłumaczył Berlusconi, wskazując na Ruch Pięciu Gwiazd – powstały zaledwie kilka lat temu antysystemowy ruch, którego wielu posłów to parlamentarni debiutanci.

Negocjacje mają być szybkie

Rozmowy liderów M5S i LN nie oznaczają jednak końca kryzysu politycznego we Włoszech. Oba ugrupowania dzieli bowiem ideologicznie bardzo wiele, choć łączy na przykład sceptycznie podejście do Unii Europejskiej. Problemem są też polityczne ambicje liderów. Zarówno Lugi Di Maio, jak i Matteo Salvini nie ukrywają ambicji do zajęcia fotela premiera. „Dla mnie rządzenie krajem byłoby zaszczytem” – oświadczył już wczoraj lider Ligi Północnej.

Obaj politycy deklarują jednak, że nie mają zamiaru przeciągać negocjacji w nieskończoność. „Albo kończymy te rozmowy bardzo szybko, albo znów idziemy do urn” – powiedział Salvini.