Wielka Brytania: Rząd nie ujawnił raportu o rosyjskich trollach

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, źródło: Flickr/EU2017EE Estonian Presidency, fot. Annika Haas (CC BY 2.0)

Brytyjski rząd odmówił ujawnienia przygotowanego przez parlamentarną komisję ds. wywiadu i bezpieczeństwa raportu dotyczącego rosyjskich ingerencji w kampanię przed referendum brexitowym z 2016 r.

 

Poselski raport liczy 50 stron. Jest gotowy od marca. Kolejne miesiące trwało jego dodatkowe weryfikowanie. 17 października dokument został przesłany do rządu w celu uzyskania zgody na publikację. Premier Boris Johnson zdecydował jednak o schowaniu go do szafy. Jego rzecznik poinformował, że ujawnienie raportu nastąpi dopiero po wyznaczonych na 12 grudnia wyborach. „Zatwierdzenie raportu do publikacji to długa i skomplikowana procedura. Rząd potrzebuje jeszcze trochę czasu” – oświadczył James Slack.

Raport o działaniach rosyjskich trolli

Dokument przygotowała komisja ds. wywiadu i bezpieczeństwa w Izbie Gmin. Powstał on na podstawie informacji od agencji wywiadowczych oraz danych zebranych przez niezależnych ekspertów. Chodziło o zweryfikowanie zarzutów, że Rosja wpływała na przebieg kampanii przez referendum na temat brexitu z czerwca 2016 r.

Śledztwo w sprawie rosyjskich ingerencji wszczęto już 3 lata temu, gdy wyszło na jaw, że działająca na przedmieściach Sankt Petersburga spółka Internet Research Agency (IRA), która funkcjonowała jako tzw. fabryka trolli, aktywnie włączyła się w debatę referendalną w internecie. W ciągu zaledwie 48 godzin konta powiązane z IRA wyprodukowało na Twitterze ponad 45 tys. postów.

Większość z nich adresowana była do niezdecydowanych wyborców i opatrzono je takimi hasztagami jak #BrexitOrNot, #BrexitInOut czy #Euref (od referendum europejskiego). Wpisy były potem powielane co kilka sekund przez konta-boty, aby zwiększyć ich zasięg. Mianowana już po referendum premier Theresa May wprost oskarżyła w listopadzie 2016 r. Rosję o wpływanie na brytyjską kampanię wyborczą. Raport komisji w Izbie Gmin miał dokładnie te zarzuty zweryfikować i zebrać dowody.

Parlamentarne dochodzenie trwało 18 miesięcy i sprawdzano w nim nie tylko aktywność rosyjskich trolli w angielskojęzycznym internecie na krótko przed referendum brexitowym, ale także informacje o możliwym rosyjskim finansowaniu dla założonego głównie przez polityków Partii Konserwatywnej (m.in. Johnsona) komitetu referendalnego „Vote Leave”, który namawiał  do głosowania za brexitem.

Łącznikiem ze stroną rosyjską miał według niektórych doniesień być sam szef tego komitetu Dominic Cummings, wówczas jeden z głównych strategów kampanii za wyjściem Wielkiej Brytanii z UE. Obecnie Cummings jest głównym oficjalnym doradcą Johnsona jako premiera.

Wielka Brytania: Rusza kampania wyborcza. Lindsay Hoyle zastępuje Bercowa

Brytyjskie partie polityczne rozpoczęły kampanię wyborczą przed zaplanowanymi na 12 grudnia wyborami do Izby Gmin. Do wyborów doszło z powodu pata wokół umowy regulującej warunki brexitu. Na koniec kadencji brytyjscy posłowie wybrali nowego spikera Izby Gmin.

 

Dziś (5 listopada) brytyjska Izba …

Szef komisji ds. wywiadu: Martwię się o losy raportu

Parlamentarny raport miał zostać zatwierdzony przez szefa rządu i zwrócony posłom, aby mogli go opublikować. Szef komisji ds. wywiadu i bezpieczeństwa Dominic Grieve – do września poseł Partii Konserwatywnej, usunięty z niej za głosowanie wbrew rządowi w sprawie umowy brexitowej – chciał ujawnić raport jeszcze zanim doszło wczoraj (5 listopada) do rozwiązania parlamentu. Grieve to ważna postać tego skrzydła torysów, które przeciwne było opuszczaniu UE.

„To zdumiewające, że zatwierdzanie raportu do publikacji tyle trwa. Procedury są dość proste. Jeśli premier ma uzasadnione powody, by zatrzymać publikację, powinien wyjaśnić je komisji w ciągu 10 dni od otrzymania raportu. Jeśli nie, raport powinien zostać opublikowany. Naprawdę się martwię o losy tego dokumentu. Sugestia, że potrzeba sześciu tygodni na jego zatwierdzenie, jest po prostu zadziwiająca. To zwykłe kłamstwo” – powiedział Grieve. Jego zdaniem Johnson chce opóźnić ujawnienie dokumentu, aby nie stał się on jednym z tematów kampanii przed wyborami do Izby Gmin.

Ale odpowiedzialny za relacje z Europą i Ameryką wiceminister spraw zagranicznych Christopher Pincher odrzucił zarzuty Grieve’a. „To nie jest nic niezwykłego, że tak ważne dokumenty weryfikowane są dłużej. Mamy obowiązek potraktować ten raport z ostrożnością i odpowiedzialnością. Deadliny nie są tu najważniejsze” – powiedział. Ale nie wszyscy stronnicy Johnsona pochwalili decyzję jego rządu. Były minister ds. brexitu David Davis stwierdził, że brak ujawnienia raportu „tworzy próżnię, którą wypełnią paranoidalne fantazje w ławach opozycji”.

Natomiast należący do komisji ds. wywiadu i bezpieczeństwa z ramienia Partii Konserwatywnej Keith Simpson stwierdził, że opublikowanie dokumentu „to przede wszystkim kwestia zasad.” Inny członek tej komisji z ramienia torysów Richard Benyon powiedział, że „to co już zostało napisane należy od razu ujawniać, aby uniknąć mnożenia się teorii spiskowych.” „Fakt nieujawnienia dokumentu jest niesprawiedliwy, bezprecedensowy i motywowany czysto politycznie” – oświadczyła natomiast minister spraw zagranicznych w Gabinecie Cieni Partii Pracy Emily Thornberry.

Ponieważ premier Johnson nie uległ apelom posłów i nie przekazał im dokumentu wczoraj do północy, czyli do ostatniej chwili obowiązywania obecnej kadencji Izby Gmin, następna okazja do jego ujawnienia nadarzy się już po 12 grudnia, gdy nowo wybrani posłowie zasiądą w parlamentarnych ławach i ukonstytuuje się nowy skład komisji ds. wywiadu i bezpieczeństwa.

Jeden z szefów brytyjskiego cyberwywiadu oskarżył Rosję o ataki hakerskie

Chodzi o przypadki ubiegłorocznych ataków na brytyjskie media oraz sektory energetyczny i telekomunikacyjny. Rosyjska ambasada w Londynie odrzuciła w imieniu Moskwy te zarzuty.
 
Oskarżenia w kierunku Rosji skierował Ciaran Martin, dyrektor wykonawczy Narodowego Centrum Cyberbezpieczeństwa (NCSC), które podlega Centrali Łączności Rządowej …

Politolog: Blokada raportu raczej nie zaszkodzi Johnsonowi

Zdaniem dra Krzysztofa Winklera z Grupy Badawczej „Britannia” na Uniwersytecie Warszawskim sprawa raportu niekoniecznie zaszkodzi Johnsonowi i torysom podczas kampanii wyborczej. „Jeszcze zobaczymy co będzie głównym tematem tej kampanii. Po wystąpieniu lidera Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna widać, że będzie chciał głównie mówić o publicznej służbie zdrowia  oraz sytuacji NHS i będzie chciał obiecywać nacjonalizację wodociągów, poczty czy kolei. Johnson będzie pewnie chciał z kolei mówić o brexicie, bo to dla Corbyna niewygodny temat. Lider Labourzystów wciąż nie ma jasnego zdania i często je zmienia. Liberalni Demokraci też będą chcieli mówić o brexicie i obiecywać jego odwołanie” – mówi politolog.

Jego zdaniem głównym problemem kampanii referendalnej z 2016 r. nie były ewentualne rosyjskie ingerencje, tylko słabość sił opowiadających się za pozostaniem w UE. „Kampania zwolenników brexitu była prowadzona dynamicznie. Kampania drugiej strony było zdecydowanie słabsza. Partia Pracy, która powinna być jej główną siłą, działała niewyraźnie. Jej wybory są w dużej części niechętni brexitowi, ale sam Corbyn krytykuje UE od bardzo wielu lat. Także David Cameron nie przepracowywał się podczas tej kampanii. Sądził zapewne, że łatwo wygra referendum, spacyfikuje wewnątrzpartyjną opozycję i zapewni sobie spokój na 20 lat. Gdyby kampania przeciwników brexitu była lepsza, to żadne rosyjskie trolle by jej nie zaszkodziły” – podkreśla dr Winkler.

 

Wybory w Wielkiej Brytanii 12 grudnia

Brytyjscy deputowani zdecydowali wczoraj wieczorem, że przedterminowe wybory do Izby Gmin odbędą się w czwartek 12 grudnia. Za projektem ustawy w tej sprawie głosowało 438 posłów, przeciwnych było tylko 20. Jego przyjęcie wymagało zwykłej większości, czyli 320 głosów.