Węgry: Znów kilkadziesiąt tysięcy osób na antyrządowym proteście w Budapeszcie

fot. Karolina Zbytniewska

Drugą sobotę z rzędu w Budapeszcie odbywały się demonstracje przeciw rządzącej prawicowej partii Fidesz i premierowi Viktorowi Orbanowi. Oskarżali władze o niszczenie niezależnych mediów i utrudnianie działalności organizacjom pozarządowym. Wzywali też partie opozycyjne do połączenia sił.

 

Uczestnicy demonstracji tak jak tydzień wcześniej zebrali się na Placu Kossutha. Marsz zakończył się na ul. Wolnej Prasy. Kilkadziesiąt tysięcy osób skandowało: „Stop Orban!”, „Nie pozwolimy!” czy „Viktator!”. Na transparentach pojawiły się zaś takie hasła jak: „Jeśli nie będziemy działać, nic się zmieni”. Protestów nie zwołuje żadna z opozycyjnych partii, ale ruch skupiony w internecie pod hasłem „To my jesteśmy większością”.

Nowy lider opozycji?

Wśród mówców jacy zabierali głos podczas manifestacji znów zabrakło polityków z głównych opozycyjnych partii. Przemawiał natomiast Péter Márki-Zay – samorządowiec, który w lutym pokonał kandydata Fideszu w przedterminowych wyborach burmistrza w miasteczku Hódmezővásárhely na południu kraju. Była to pierwsza wyborcza porażka partii rządzącej od dłuższego czasu. Część zwolenników opozycji widzi więc w tym polityku kogoś, kto może stanąć na czele nowej siły politycznej o szerokim poparciu ze strony przeciwników premiera Viktora Orbana.

Márki-Zay to bowiem polityk konserwatywny, ale niezależny. Przekonuje do siebie tradycyjnie myślący elektorat z mniejszych miast, a jednocześnie nie zraża do siebie młodzieży i liberalnych mieszkańców Budapesztu. Występując na sobotniej demonstracji ostro zaatakował nie tylko rząd, ale także ugrupowania opozycyjne. „Lud węgierski zasługuje na opozycję, która nie tylko w słowach odrzuca korupcję. Nie jest zdolna do kierowania krajem opozycja, która nie potrafi osiągnąć jedności ani dla dobra narodu, ani swego własnego” – mówił. Pochwalił też liderów nacjonalistycznego Jobbiku oraz Węgierskiej Partii Socjalistycznej, że podali się po wyborach do dymisji.

Węgry: Tysiące ludzi na antyrządowej demonstracji w Budapeszcie

W stolicy Węgier zebrało się przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy manifestantów, którzy protestowali przeciw niesprawiedliwemu ich zdaniem prawu wyborczemu. Domagali się m.in. ponownego przeliczenia głosów oddanych tydzień temu w wyborach parlamentarnych. Zwyciężyła w nich zdecydowanie, po raz trzeci z rzędu, prawicowa partia …

Projekt ustawy dot. organizacji pozarządowych

Uczestnicy antyrządowego marszu wyrażali także niepokój o przyszłość organizacji pozarządowych na Węgrzech. Jednym z pierwszych projektów nowych regulacji, jakim mają zająć się posłowie w nowowybranym parlamencie jest pakiet ustaw nazywanych potocznie „Stop Soros”. Jedna z propozycji zakłada obłożenie 25 proc. opłatą wnoszoną na rzecz skarbu państwa wszystkich NGOs, które otrzymują zagraniczne granty, a ich działanie zostanie uznane za wspieranie migracji na Węgry. Wobec organizacji pozarządowych ostrzej będą mogły być także stosowane przepisy antyterrorystyczne. Według zapowiedzi premiera Orbana pakiet ustaw miałby być przyjęty już w maju.

Podczas opozycyjnego marszu przemawiała m.in. prezes Fundacji Ekopartner Veronika Mora, która apelowała do Węgrów o masowe zapisywanie się do fundacji i stowarzyszeń, aby wzmocnić sektor pozarządowy. Wezwała także do zakładania nowych organizacji. „Działajmy jednak razem!” – nawoływała.

Na Węgrzech wiele osób uważa jednak, że głównym celem nowych ustaw mają być organizacje powiązane z George’em Sorosem, amerykańskim biznesmenem węgierskiego pochodzenia, który wspiera chętnie organizacje obywatelskie w Europie Środkowo-Wschodniej. Partia rządząca i sam premier Orban uważają jednak Sorosa za głównego sponsora opozycji i oskarżają go o „mieszanie się w wewnętrzne węgierskie sprawy”. Politycy Fideszu utrzymują, że za powyborcze manifestacje także rzekomo płaci Soros.

Węgry to państwo mafijne, ale Polska wciąż ma plan B – WYWIAD

Węgry są zarządzane jak klanowa organizacja kryminalna w wymiarze systemowym. Jeśli chcielibyśmy zrobić zdjęcie elity rządzącej, polecam udać się do loży VIP stadionu Pancho Arena w Felcsút, rodzinnym miasteczku Viktora Orbána – tłumaczy Bálint Magyar*, węgierski socjolog i były polityk liberalny …

Apele o obronę niezależnych mediów

Wśród haseł podnoszonych przez demonstrantów pojawiły się także nawoływania o wsparcie dla niezależnych mediów. Organizatorzy wiecu przekonywali, że Viktor Orban zamienił większość gazet czy telewizji w „maszyny propagandowe”. Spora część z tych największych to albo media publiczne, albo należące do oligarchów sprzyjających Fideszowi. Dwa dni po wyborach zamknięty został dziennik „Magyar Nemzet”, który w ostatnich latach mocno krytykował władze. Właściciel gazety Lajos Simicska uznał, że utrzymywanie gazety nie opłaca się z biznesowego puntu widzenia.

Do demonstrantów przemówił wieloletni dziennikarz „Magyar Nemzet” Gyoergy Unyatyinszky. Przekonywał jednak, że nie należy popadać w skrajne emocje. „Obecny rząd zawdzięcza swój sukces temu, że dzieli Węgrów, na co nie wolno się godzić. Obejmijcie jakiegoś fideszowca, zróbcie wszystko, żeby sztucznie stworzone antagonizmy miedzy nami wyblakły” – oświadczył.

Manifestację zakończyło symboliczne wzniesienie w górę telefonów komórkowych z rozświetlonymi ekranami, co miało być sygnałem do opozycji, aby się zjednoczyła. Kolejna manifestacja jest zaplanowana na 8. maja.

Wyborcze zwycięstwo Fideszu

Według ostatecznych wyników wybory parlamentarne wygrała koalicja partii Fidesz i chadeków z KDNP, która zdobyła 49,27 proc. głosów. Przełożyło się to na aż 133 mandaty w 199-osobowym parlamencie. Oznacza to, że rząd ma teraz większość konstytucyjną.

Drugie miejsce zajął nacjonalistyczny Jobbik, który będzie miał 26 posłów, zaś trzecie koalicja Węgierskiej Partii Socjalistycznej oraz partii Dialog. Socjaliści będą mieć 20 posłów. 9 przedstawicieli wprowadziła natomiast do parlamentu Koalicja Demokratyczna byłego premiera Ferenca Gyurcsanya, zaś 8 – lewicowo-ekologiczna partia Polityka Może Być Inna.