Węgry: Niezależne Klubrádió znika z eteru. Wcześniej krytykowało rząd Orbána

Węgry, Orban, wybory, demokracja, wolne media, media bez wyboru, Klubrádió

Pod koniec tygodnia z eteru zniknie ostatnia niezależna duża stacja radiowa na Węgrzech (Photo by Jonathan Velasquez on Unsplash)

Tylko do końca tygodnia może nadawać na falach UKF niezależne Klubrádió z Budapesztu. Rozgłośnia jest uważana za najważniejsze radio krytyczne wobec rządu Viktora Orbána i jedno z ostatnich miejsc dyskusji na tematy niewygodne dla węgierskich władz.

 

 

Klubrádió na swojej częstotliwości 92,9 MHz będzie mogło nadawać tylko do niedzieli (14 lutego) do północy. Potem zamilknie, choć kierownictwo stacji zapowiada dalszą emisję programu w internecie. Ograniczy to jednak zasięg, a także zmniejszy atrakcyjność dla potencjalnych reklamodawców.

Media bez wyboru: Polskie media walczą o swoją wolność. Czym jest podatek od reklam?

W większości mediów w Polsce można dziś przeczytać komunikat: „Tu miał być Twój ulubiony program”.

Kara za „opóźnienia w administracji”

Utrata częstotliwości na UKF to skutek decyzji sądu apelacyjnego w Budapeszcie, który odrzucił skargę rozgłośni na wcześniejsze postanowienie Rady Mediów Narodowego Urzędu ds. Mediów i Komunikacji (NMHH).

Organ ten uznał, że Klubrádió popełniło „szereg błędów administracyjnych” i „wielokrotne złamało prawo”. I nie przedłużył nadającej od 19 lat niezależnej rozgłośni koncesji na częstotliwość UKF. Musi ona być odnawiana co siedem lat. Obecna wygasa właśnie 14 lutego.

Redakcja Klubrádió uważa jednak, że decyzja zapadła z powodów politycznych. Wskazała, że konkretną przyczyną nieprzedłużenia jej koncesji są drobne opóźnienia w składaniu raportów programowych.

Węgry: Telex zastąpi Index. Na Węgrzech będą jeszcze niezależne media?

Telex tworzy 70 dziennikarzy, którzy w lipcu zrezygnowali z pracy w Indexie z obawy przed utratą przez ten portal niezależności.

Redakcja mówi o politycznej decyzji

Do tej pory jednak nie było to przyczyną aż tak poważnych kar, a stacjom radiowym czy telewizyjnym nakazywano po prostu szybkie uzupełnienie braków w dokumentacji. Jak mówił obecny szef Klubrádió András Arató, także i teraz kilku nadawców się spóźniło, ale tylko jego rozgłośni nie odnowiono licencji. Dodał, że innym zarzutem był minimalnie za mały odsetek piosenek węgierskich na antenie.

„To była niestety oczekiwana przez nas decyzja. Decyzja polityczna, haniebna i tchórzliwa” – powiedział Arató. Kierowana przez niego rozgłośnia była bowiem ostatnią dużą stacją radiową krytyczną wobec rządu Viktora Orbána i w której pojawiały się niewygodne wobec węgierskich władz treści, a także goście, których próżno szukać w mediach kontrolowanych przez władze lub sprzymierzonych z nią oligarchów.

Kiedyś nadawała na terenie całych Węgier, ale jej zasięg był ograniczany sukcesywnie od czasu przejęcia w 2010 r. władzy na Węgrzech przez prawicowy FIDESZ i liderującego tej partii Orbána. Obecnie stację tę można usłyszeć niemal tylko w Budapeszcie i okolicach.

Orlen: koncern naftowo-medialny?

Informacja o przejęciu grupy Polska Press przez koncern paliwowo-energetyczny Orlen, który nigdy nie zajmował się prowadzeniem wydawnictwa prasowego ani internetowego,  wywołała niemałe poruszenie, m.in. dwugłos w środowisku dziennikarskim.

Ostatnia niezależna stacja na Węgrzech

Węgierskie Krajowe Stowarzyszenie Dziennikarzy nazywało Klubrádió „ostatnim spełniającym publiczne funkcje nadawcą audiowizualnym, którego treści są poza wpływem rządu”. Natomiast NMHH to ciało obsadzone w większości przez osoby związane z premierem.

Dlatego nieprzedłużenie licencji na nadawanie programu Klubrádió na falach radiowych skrytykowała też Komisarz ds. Praw Człowieka Rady Europy Dunja Mijatović. „Dzisiejsza decyzja sądu przypieczętowała los ostatniej niezależnej stacji radiowej na Węgrzech. Kolejny głos uciszony na Węgrzech. Kolejny smutny dzień dla wolności słowa” – napisała na Twitterze.

Przez ostatnią dekadę na Węgrzech wiele niezależnych mediów zniknęło lub zostało przejętych przez wiernych władzy oligarchów, co sprawiło, że zmieniły linię na prorządową lub obojętną (czyli nie poruszającą żadnych drażliwych tematów).

Taki los spotkał ostatnio m.in. najpopularniejszy węgierski portal informacyjno-publicystyczny „Index.hu”, czy najpopularniejszy lewicowo-liberalny dziennik „Népszabadság”, nad którymi kontrolę przejęły osoby bliskie Orbánowi, a wielu dotychczasowych dziennikarzy odeszło z tych redakcji. Przejęte zostały także popularne telewizje informacyjne.