W Korei Północnej zaczyna brakować żywności? „Sytuacja jest napięta” – przyznał Kim Dzong Un

Korea Północna znów staje w obliczu zagrożeni głodem (Photo by Micha Brändli on Unsplash)

Korea Północna znów staje w obliczu zagrożeni głodem (Photo by Micha Brändli on Unsplash)

O „napiętej sytuacji żywnościowej w kraju” mówił podczas partyjnego plenum sekretarz generalny Partii Pracy Korei i faktyczny północnokoreański przywódca Kim Dzong Un. Sprawa bezpieczeństwa żywnościowego w tym kraju jest bardzo drażliwa, bo w latach 90. XX w. jego mieszkańcy przeżyli już klęskę głodu.

 

 

Wystąpienie na plenum Partii Pracy Korei było pierwszym od ponad miesiąca przypadkiem publicznego pojawienia się Kim Dzong Una. Wyraźnie wyszczuplały przywódca Korei Północnej (co akurat w jego przypadku wyjdzie mu na zdrowie, bo ostatnio miał sporą nadwagę) wziął udział w naradzie na temat sytuacji gospodarczej kraju.

Klęski żywiołowe i pandemia

Północnokoreańska gospodarka znajduje się w fatalnej kondycji. Przyczyniły się do tego trzy czynniki: międzynarodowe sankcje za prace nad arsenałem jądrowym, pandemia COVID-19 oraz seria klęsk żywiołowych (przede wszystkim tajfunów), jakie nawiedziła kraj w 2020 r.

Wszystkie te problemy dotknęły także sekto rolny w Korei Północnej. Tajfuny i wywołane przez nie powodzie zniszczyły wiele upraw zboża i kukurydzy. Brakuje też nawozów, środków ochrony roślin, maszyn rolniczych i paliwa do nich.

Do tej pory w omijaniu międzynarodowych sankcji pomagały Korei Północnej sąsiednie Chiny. Nie tylko sprzedawały różne towary, ale także kupowały węgiel, co było dla północnokoreańskiego reżimu zastrzykiem waluty twardszej od niewiele wartego lokalnego wona.

Ponadto chińskie władze przymykały oko na to, że codziennie setki tysięcy, a być może nawet ponad 1 mln Koreańczyków z terenów przygranicznych udawało się do Chin do pracy, aby jeszcze przed wieczorem wrócić do domu.

To jednak stało się niemożliwe w dobie pandemii COVID-19. Granica chińsko-koreańska jest zamknięta. Władze w Pjongjnagu tłumaczą obywatelom, że dzięki temu udało się uniknąć rozprzestrzenienia się koronawirusa na ich kraj. Oficjalnie patogenu więc w Korei Północnej nie ma, choć kilkakrotnie ogłaszano „pandemiczny alarm” i nakazywano ludziom pozostawanie w domach.

Kłopoty od ubiegłego roku

W Korei Północnej kłopoty z żywnością zaczęły się już w ubiegłym roku. Powodzie zniszczyły tak wiele upraw, że przemokniętą kukurydzę postanowiono jednak zbierać z pola i suszyć gdzie się da w nadziei na uratowanie choćby części plonów.

Satelitarne zdjęcia pokazały w 2020 r., że kukurydziane kolby rozkładano na dachach domów nie tylko na wsi, ale nawet w samej stolicy – na budynkach rządowych, uczelniach wyższych czy parkingach.

Ale większości plonów nie udało się ocalić, co sprawiło, że magazyny z zapasami zostały opróżnione. I nie udało się ich znów napełnić. Kolejny rok nieurodzaju (a na taki się niestety zanosi) to już poważny cios w bezpieczeństwo żywnościowe kraju.

Całą sytuację pogarsza jeszcze to, że centralnie sterowana północnokoreańska gospodarka opiera swój sektor rolny na państwowych kołchozach, które często są fatalnie zarządzane i nieefektywne.

Według mediów z Korei Południowej wieloletnie zaniedbania doprowadziły do tego, że coraz więcej pól leży odłogiem, a część z nich zarosła już tak bardzo chwastami, że potrzeba będzie wiele pieniędzy i pracy, aby je doprowadzić do ponownego użytku. W prowincji Pjongjang Południowy ten problem ma dotyczyć aż 70 proc. areału uprawnego.

Ponadto brak rezerw walutowych i słabość własnego pieniądze nie pozwalają łatwo sprowadzić żywności z zagranicy. A ta zaczęła drożeć niemal na całym światowym rynku. W Chinach, w których gospodarkę także uderzyły pandemia i klęski żywiołowe (przede wszystkim susze) żywność jest o wiele droższa niż w 2-3 lata temu.

Według informacji w południowokoreańskich mediach ceny w sklepach spożywczych w Pjongjnagu już zaczęły szybować w górę. Kilogram bananów ma obecnie kosztować w nich co najmniej 45 dolarów. Drożeją także paliwo. To wszystko odbija się już na nastrojach społecznych.

Korea Północna: Oficjalnie bez koronawirusa, ale alert epidemiczny w stolicy zaostrzony

Północnokoreańskie media poinformowały o wprowadzeniu alertu epidemicznego najwyższego stopnia w prawie trzymilionowej stolicy kraju.

Kim oskarża USA i sabotażystów

To dlatego Kim Dzong Un miał na partyjnym plenum wprost przyznać, że „sytuacja żywnościowa jest napięta”, a także polecić podwładnym, aby „pilnie szukali sposobów na zwiększenie rodzimej produkcji rolnej”.

Winą za kryzys obarczył zaś nową administrację rządową w USA. Joe Biden nie zamierza bowiem kontynuować działań administracji Donalda Trumpa wobec Korei Północnej. Poprzedni prezydent lubił spotykać się w cztery oczy z północnokoreańskim dyktatorem.

I choć nic z tych spotkań nie wynikało – ani Korea Północna nie zrezygnowała z programów atomowego i rakietowego, ani USA nie zniosły swoich sankcji – to jednak północnokoreański wizerunek na świecie poprawiał się, a najmłodszy władca z dynastii Kimów liczył, że jednak pójdzie za tym łatwiejsze zawieranie korzystnych umów z innymi partnerami zagranicznymi.

Drugą przyczyną kryzysu żywnościowego ma być według Kim Dzong Una sabotaż ze strony kontrrewolucjonistów. Jeszcze w ubiegłym roku postanowiono więc pokazowo ukarać kilku dyrektorów państwowych gospodarstw rolnych.

Kim Dzong Un ignoruje amerykańskie próby nawiązania kontaktu. Jego siostra ostrzega rząd USA

Rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki podczas wczorajszej (15 marca) konferencji prasowej potwierdziła, że Stany Zjednoczone próbowały bezskutecznie nawiązać kontakt z Koreą Północną.

Głód w Korei Północnej w latach 90. XX wieku

Kwestia bezpieczeństwa żywnościowego jest bowiem w Korei Północnej bardzo drażliwa. Kraj przeżył już jedną klęskę głodu w latach 1995-1999. Doszło do niej w wyniku załamania się północnokoreańskiej gospodarki po upadku ZSRR i ustaniu sowieckich dotacji dla reżimu Kimów.

Wymusiło to szereg bolesnych dla kraju reform (nazywanych okresem „Ciężkiego marszu”), które na początku jeszcze pogłębiły kryzys żywnościowy, który udało się opanować głównie dzięki międzynarodowej pomocy humanitarnej, a także przemytowi żywności z Chin.

Według niepotwierdzonych informacji w wyniku głodu lub wywołanych niedożywieniem chorób umarło nawet 3 mln mieszkańców Korei Północnej. Sytuacja była tak poważna, że państwowa telewizja edukowała ludzi jak przyrządzić dania z trawy, a w niektórych regionach notowano nawet przypadki kanibalizmu.

Głównym dysponentem zagranicznej pomocy humanitarnej były wtedy władze w Pjongjangu, które według organizacji pomocowych postanowiły wykorzystać sytuację, aby pozbyć się jakichkolwiek przeciwników. Transporty z żywnością trafiały do tych regionów, które wykazały się największą pokorą wobec rządzących.