USA: Cała władza w ręce Demokratów na koniec ery Trumpa

USA, Trump, Biden, USA, Kapitol,

Czteroletnia kadencja Donalda Trumpa kończy się więc przejęciem całej władzy przez Partię Demokratyczną. / Foto via [The White House]

Koniec prezydentury Donalda Trumpa przebiega pod znakiem chaosu spowodowanego  środowymi zamieszkami w Waszyngtonie. W cieniu wydarzeń na Kapitolu warto odnotować, że Joe Biden rozpocznie czteroletnią kadencję mając za sobą poparcie obu izb amerykańskiego Kongresu.

 

 

Agencja AP poinformowała już oficjalnie, że Demokraci wygrali dwa pojedynki o Senat w Georgii i przejmą kontrolę nad tą izbą. Senatorami z tego stanu zostaną Raphael Warnock Jon Ossoff. Ich wygrana daje Demokratom większość w Senacie. Demokraci kontrolują także Izbę Reprezentantów, a ich przedstawiciel ma 20 stycznia objąć władzę w Białym Domu.

Czteroletnia kadencja Donalda Trumpa kończy się więc przejęciem całej władzy przez Partię Demokratyczną. Oznacza to, że Joe Biden przez co najmniej dwa lata, gdy dojdzie do wymiany 1/3 składu izby, będzie mógł bez przeszkód realizować zapowiadany podczas kampanii wyborczej program polityczny.

Zwycięstwo Warnocka i Ossoffa oznacza, że Partia Demokratyczna będzie mieć w Senacie 50 przedstawicieli. Tyle samo, co Republikanie. W przypadku remisu decydujący głos należy jednak do wiceprezydenta, a to stanowisko obejmie za dwa tygodnie Demokratka Kamala Harris.

Zwycięstwo Demokratów w Georgii jest historyczne – i chociaż uwaga całego świata jest teraz skupiona na wydarzeniach na Kapitolu – warto poświęcić mu nieco czasu. Dane historyczne faworyzowały kandydatów republikańskich. Żaden przedstawiciel Partii Demokratycznej nie wygrał wyborów do Senatu w tym stanie od 20 lat.

Jednak we wczorajszych (6 stycznia) wyborach Demokraci mieli prawo przypuszczać, że tym razem będzie inaczej. Już w listopadowych wyborach prezydenckich Joe Biden pokonał Donalda Trumpa w Georgii o około 12 tys. głosów. Było to pierwsze zwycięstwo Demokraty w tym stanie od 28 lat. W ten sposób Georgia stała się jedynym „niebieskim” stanem (od koloru Demokratów) w tzw. „biblijnym pasie” USA, gdzie dominują konserwatywni wyborcy, którzy w większości głosują na Partię Republikańską.

Zwłaszcza zwycięstwo Warnocka jest symboliczne. Stał się on bowiem pierwszym czarnym senatorem z Georgii. To właśnie głosy społeczności afroamerykańskiej pozwoliły przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Demokratów, zarówno w listopadzie, jak i wczoraj. W Georgii mieszka druga co do wielkości populacja Afroamerykanów w USA.

Wyniki środowego głosowania, podobnie jak w przypadku wyborów prezydenckich, rozstrzygnęły się przewagą zaledwie kilkudziesięciu tysięcy głosów. Warnock pokonał swoją kontrkandydatkę o 73 404 głosów. Ossoff o 35 615. Tymczasem Gabriel Sterling, dyrektor wyborczy w Georgii, poinformował dzień przed wyborami, że do wyborczej dogrywki w Georgii przystąpiło o 100 tys. osób więcej niż w listopadowych wyborach w USA.

Gdy Trump i Republikanie od dwóch miesięcy skupiali się na podważaniu wyników wyborów, Demokraci zajęli się mobilizowaniem elektoratu. Znaczący w tym udział miała Stacey Abrams. Jej wysiłki podjęte, by umożliwić jak największej liczbie osób dostęp do wyborów są uważane za jeden z głównych powodów zwycięstwa Joego Bidena w Georgii w listopadowych wyborach prezydenckich. Abrams może do listy sukcesów dopisać zwycięstwo dwójki kandydatów w Senacie.

W ten sposób po sześciu latach Republikanie stracą większość w Senacie. Oznacza to także koniec blokowania przez Mitcha McConnella, lidera republikańskiej większości w izbie wyższej, reform. Polityk ten blokował już działania w ostatniej kadencji Baracka Obamy.

Drugi z Senatorów w Georgii, którzy zdobyli swoje mandaty, 33-letni Ossof, będzie najmłodszym debiutantem w Senacie od 1973 r., kiedy na Kapitol dostał się… 30-letni wówczas Joe Biden.