Ruszyły piłkarskie Mistrzostwa Europy. Na początek spory o koszulki Ukraińców i klęczących Anglików

UEFA,euro2020-polska-lewandowski-sousa-anglia-ukraina-rosja-slowacja-hiszpania-krym

Ruszają piłkarskie Mistrzostwa Europy EURO2020 (Photo by Mario Klassen on Unsplash)

Od piątku (11 czerwca) na 11 stadionach w dziesięciu różnych państwach piłkarze z 24 krajowych reprezentacji będą się zmagać o mistrzowski puchar Starego Kontynentu. Ale jeszcze zanim zabrzmiał pierwszy gwizdem, są już pierwsze polityczne kontrowersje.

 

Piłkarskie Mistrzostwa Europy miały się odbyć w ubiegłym roku, ale z powodu pandemii COVID-19 przełożono je na 2021 r. Zachowano jednak stary logotyp turnieju oraz jego nazwę – EURO2020.

Impreza po raz pierwszy odbywa się w nowej formule – nie ma jednego czy dwóch państw gospodarzy, ale mecze odbywają się w całej Europie. Początkowo planowano, aby było to 12 miasta w 12 różnych europejskich państwach, ale ponieważ Zjednoczone Królestwo to unia aż 4 krajów – Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii Północnej – status miasta-gospodarza przyznano zarówno angielskiemu Londynowi, jak i szkockiemu Glasgow.

Ponadto w kwietniu stolica Irlandii – Dublin – zgłosił kłopoty z odpowiednim przygotowaniem sanitarnym stadionu, a więc nie może zagwarantować obecności kibiców na trybunach. A to warunek bycia współorganizatorem EURO2020.

Ostatecznie więc Dublin wycofał się, co dotknęło m.in. piłkarską reprezentację Polski, która w irlandzkiej stolicy miała rozegrać mecze grupowe ze Słowacją i Szwecją. Ponadto mieli tam także zagrać ze sobą Szwedzi i Słowacy oraz odbyć się jeden z meczów 1/8 finału.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Zakażenia koronawirusem w drużynach

Polacy mecz ze Słowakami rozegrają więc w poniedziałek (14 czerwca) w Sankt Petersburgu. W tym samym mieście zmierzą się też ze Szwedami. W międzyczasie polecą natomiast – zgodnie z wcześniejszym planem do Hiszpanii na mecz z gospodarzami, jednak mecz zamiast na San Mames w Bilbao, które w ostatniej chwili wycofało się z współorganizacji turnieju jak Dublin, spotkanie odbędzie się na Estadio La Cartuja w Sewilli.

Mecze Polaków może zakłócić koronawirus. W reprezentacjach Szwecji i Hiszpanii stwierdzono po dwa przypadki zakażenia patogenem wywołującym chorobę COVID-19. Wśród zainfekowanych Hiszpanów jest kapitan narodowej reprezentacji Sergio Busquets.

Gdyby w czasie mistrzostw okazało się, że chorych jest więcej piłkarzy, mogłyby się pojawić kłopoty z organizacją spotkań, ale na razie poważnych ognisk zakażeń w obu reprezentacjach na szczęście nie ma.

Natomiast Rosja (Sankt Petersburg już wcześniej był jednym z miast gospodarzy) zyskała dzięki wycofaniu się Irlandii prawo do organizacji trzech dodatkowych meczów, bo również spotkanie Słowacja-Szwecja odbędzie się na petersburskim stadionie Kriestowskij. Natomiast mecz 1/8 finały zamiast w Dublinie zostanie rozegrany na londyńskim Wembley.

Pozostałe miasta-gospodarze to zaś Baku w Azerbejdżanie, Kopenhaga w Danii, Monachium w Niemczech, Budapeszt na Węgrzech, Rzym we Włoszech, Amsterdam w Holandii, oraz Bukareszt w Rumunii.

Tydzień w skrócie: Mladić ostatecznie skazany / Spór o koszulki na EURO / Co Biden robi w Europie?

Wyrok w sprawie Mladića, ukraińsko-rosyjski niesnaski względem i kulisy wizyty prezydenta USA w Europie, to jedne z omówionych przez nas tematów w najnowszym podsumowaniu tygodnia.

Rosyjsko-ukraiński spór o koszulki

O ile kontrowersji nie budzi fakt przesunięcia trzech dodatkowych meczów do Sankt Petersburga, o tyle poważne kontrowersje wiążą się z ukraińsko-rosyjskim sporem o koszulki w jakich grać mieli reprezentanci Ukrainy.

Na żółtych koszulkach, oprócz ukraińskiego godła oraz napisu „Ukraine”, znalazł się także obrys ukraińskich granic, który uwzględniał zarówno Krym (zaanektowany w 2014 r. przez Rosję) jak i te fragmenty Donbasu, na których prorosyjscy separatyści proklamowali dwie nieuznawane międzynarodowo „ludowe republiki” – Doniecką i Ługańską.

Na koszulkach znalazło się też popularne hasło: „Chwała Ukrainie! Bohaterom sława!”. Było ono używane w wielu momentach ukraińskiej historii, ale także przez żołnierzy UPA, którzy toczyli w okresie II wojny światowej oraz po niej walki z Armią Czerwoną oraz prosowiecką partyzantką, ale także popełniali w 1943 r. mordy na polskiej ludności zamieszkującej Wołyń.

Hasło to wykorzystywane było współcześnie przez ukraińskich żołnierzy, także tych z tzw. batalionów ochotniczych, którzy walczyli i nadal walczą w Donbasie. W 2018 r. Rada Najwyższa ustanowiła je oficjalnym ukraińskich armii i policji. Pojawiało się ono jednak także na różnych manifestacjach – najpierw tych przeciw prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi, a potem na antyrosyjskich.

Dlatego w Rosji zaprezentowane oficjalnie 6 czerwca ukraińskie koszulki wywołały oburzenie. „To wyrażenie stanowiska politycznego sprzecznego ze stanowiskiem naszego kraju. Ten strój został wykorzystany, by sprowokować konflikt” – stwierdził deputowany rosyjskiej Dumy Państwowej Dmitrij Swiszczow.

Natomiast rzeczniczka prasowa rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa nazwała napis na ukraińskich koszulkach „faszystowskim pozdrowieniem”. Publicyści z Rosji zaczęli od razu żądać od będącej organizatorem EURO2020 Unii Europejskich Związków Piłkarskich (UEFA), aby wymogła na Ukrainie zmianę strojów.

Koronawirus w Europie: Piłkarze przeciw obniżkom pensji

Zawieszenie rozgrywek piłkarskich nie zmniejszyło zainteresowania sportowcami. Powód? Spory o pieniądze.

Ukraińcy bronią koszulek, ale je zmodyfikują

Strona ukraińska wskazywała, że granice Ukrainy przedstawione na koszulkach są jej międzynarodowo uznanymi granicami, a aneksja Krymu czy okupacja południowo-wschodniej części Donbasu były wielokrotnie potępiane przez wspólnotę międzynarodową.

„Bardzo podoba mi się nowy strój naszego zespołu. Wszystkim, którzy zaczęli z tego powodu syczeć, bo rażą ich uznane przez wspólnotę międzynarodową granice, czy oficjalne powitanie naszego państwa, mogę powiedzieć jedno: nie pozwolimy obrażać naszych symboli narodowych” – napisał na Twitterze szef ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kułeba.

„Uważamy, że to doda sił piłkarzom, którzy będą walczyć o sprawienie radości wszystkim Ukraińcom żyjącym w jednej, niepodzielonej ojczyźnie. Cała Ukraina, od Sewastopola i Symferopola do Kijowa, od Doniecka i Ługańska aż do Użhorodu, będzie wspierać drużynę narodową” – powiedział zaś prezes Ukraińskiego Związku Piłki Nożnej (UAF) Andrij Pawełko.

UEFA najpierw stanęła po stronie Ukraińców, przypominając, że koszulki wszystkich reprezentacji zostały już oficjalnie zatwierdzone, ale jednak kilka dni później zmieniła zdanie, co odebrano jako ulegnięcie rosyjskiej presji. Jako jeden z krajów gospodarzy mistrzostw Rosja miała bowiem więcej możliwości nacisku niż Ukraina.

Europejska federacja ostatecznie nakazała więc ukraińskiej federacji piłkarskiej zmianę strojów na EURO2020. W kwestii konturu granic europejska piłkarska centrala nie zgłosiła zastrzeżeń, ale uznano że hasło na koszulkach (choć znajduje się na niewidocznej podczas meczów wewnętrznej stronie materiału) może mieć jednak polityczny kontekst, a regulamin Mistrzostw Europy zabrania politycznych gestów i demonstracji.

Władze w Kijowie nie bardzo chcą UEFA ulec. Prawnicy ukraińskiej federacji piłkarskiej przygotowali własną interpretację regulaminu, a na negocjacje do Rzymu udał się prezes Pawełko.

Ale UEFA twardo stanęła na swoim stanowisku, dlatego Ukraińcy nieoficjalnie przyznają, że jednak ugną się pod presją europejskiej federacji, ponieważ ryzykują nawet wykluczeniem z turnieju. „Najprawdopodobniej koszulki zostaną zmodyfikowane tak, aby nie budziły zastrzeżeń UEFA, ale jednocześnie dalej wyrażały naszą narodową dumę” – powiedział rzecznik ukraińskiego związku Mykoła Wasylkiw.

Hiszpania: Poczta chciała walczyć z rasizmem emitując znaczki w odcieniach ludzkiej skóry. Co poszło nie tak?

Ale każdy znaczek jest w innej cenie. Najtańszy okazał się być ten… czarny.

Afera o klęczących Anglików

Pewne polityczno-społeczne napięcia towarzyszą także piłkarskiej reprezentacji Anglii. Jej zawodnicy bowiem od mniej więcej roku klękają w czasie odgrywania przez meczem narodowego hymnu.

To zwyczaj pochodzący z amerykańskich lig – koszykarskiej NBA czy futbolowej NFL – który zapoczątkowali czarnoskórzy sportowcy. W ten sposób oddawali hołd Afroamerykanom, którzy zmarli w wyniku policyjnej brutalności. Teraz zwyczaj przejęli angielscy piłkarze.

Nie spodobało się to jednak części z kibiców, którzy wyraz swojemu niezadowoleniu dają gwiżdżąc i bucząc. Tak było choćby 2 czerwca, gdy reprezentacja Anglii rozgrywała w Middlesbrough mecz towarzyski z drużyną Austrii.

Trener angielskiej reprezentacji, a niegdyś czołowy piłkarz Gareth Southgate, najpierw stwierdził, że „musi poważnie porozmawiać z drużyną o tym, czy chce ona kontynuować zwyczaj”, ale już po tej rozmowie poparł zdecydowanie swoich piłkarzy.

„Jesteśmy bardziej zdeterminowani niż kiedykolwiek, aby klęczeć także podczas Mistrzostw Europy. Jesteśmy rozczarowani tym, że zostaliśmy wygwizdani. Ale najważniejsze jest to, by piłkarze wiedzieli, że jesteśmy zjednoczeni i że będziemy się wspierać. Rozumiemy to, że mogą pojawiać się różne reakcje, ale będziemy je ignorować i robić swoje” – zapowiedział angielski selekcjoner.

Obecny razem z nim na konferencji prasowej, grający na pozycji pomocnik Kalvin Phillips zwrócił uwagę, że tak naprawdę buczy i gwiżdże tylko mała część kibiców, a podczas niektórych meczów reszta zagłuszała ich oklaskami.

„Musimy skupić się na grze, a dopiero po meczach rozmawiać o pozaboiskowych sprawach. Spotkaliśmy się i jako zespół doszliśmy do wniosku, że będziemy dalej klęczeć, niezależnie od tego, co dzieje się wokół nas. I uważam, że to świetny pomysł” – podkreślił Philips.

Szwedzki związek piłkarski nie chce mundialu w Katarze. Coraz większy sprzeciw wobec łamania praw człowieka

Organizacja mistrzostw świata w piłce nożnej w Katarze od samego początku wywoływała kontrowersje.

Węgrzy wygwizdali Irlandczyków

Podobny do angielskiego gest wykonali też w ostatni wtorek (8 czerwca) piłkarze reprezentacji Irlandii, którzy rozegrali towarzyski mecz z reprezentacją Węgier – wszyscy uklękli symbolicznie tuż przed pierwszym gwizdkiem.

Piłkarze węgierscy w tym czasie stali, ale również symbolicznie wskazywali palcem na antyrasistowski znaczek na swoich koszulkach, który jest symbolem kampanii społecznej „UEFA Respects”. Taki sam gest wykonał sędziujący ten mecz Polak Daniel Stefański.

To wszystkie jednak bardzo nie spodobało się węgierskim kibicom, którzy głośno wygwizdali Irlandczyków. Wzbudziło to kontrowersje w Europie. Głos w sprawie zabrał więc nawet sam premier Węgier Viktor Orbán.

„Na stadionach nie ma miejsca na klęczenie. Węgrzy klęczą tylko w trzech sytuacjach: przed Bogiem, ojczyzną i prosząc o rękę ukochanej. Ten gest jest wymyślony przez kraje, które brały udział w niewolnictwie, my nigdy w tym nie uczestniczyliśmy. Poza tym nie prowokuje się gospodarza, kiedy jest się w gościach” – stwierdził Orbán.