Turcja: Kolejne 8 tys. osób zwolnionych w ramach czystek

Flaga Turcji

W sobotę (7 stycznia) władze Turcji zdecydowały o zwolnieniu blisko 8,4 tys. urzędników oraz o zamknięciu ponad 80 stowarzyszeń, w tym klubów sportowych. Jest to kolejny etap czystek prowadzonych po nieudanym zamachu z 15 lipca 2016 r.

Zgodnie z trzema najnowszymi dekretami wprowadzonymi w ramach stanu wyjątkowego, 8390 kolejnych osób na stanowiskach urzędniczych w 63 instytucjach państwowych zostanie zwolnionych. Pracę straci 2687 funkcjonariuszy policji, 1699 urzędników ministerstwa sprawiedliwości, 838 funkcjonariuszy służby zdrowia oraz setki zatrudnionych w innych ministerstwach. Zwolniono również 631 naukowców oraz ośmiu członków Rady Stanu.

Zwolnienia są zatwierdzane przez gabinet rządowy i nie wymagają akceptacji przez parlament ze względu na trwający stan wyjątkowy. Do tej pory stan wyjątkowy w Turcji został przedłużony dwukrotnie, ma trwać przynajmniej do 19 kwietnia b.r.

>> Czytaj więcej o stanie wyjątkowym w Turcji

Trzy dekrety, opublikowane w „Gazecie Oficjalnej” (T.C. Resmi Gazete – odpowiednik polskiego Dziennika Ustaw) zarządzają również zamknięcie 83 stowarzyszeń oskarżonych o „działania zagrażające bezpieczeństwu państwa.” Wśród nich znajduje się osiem klubów sportowych, głównie z południowo wschodniej części kraju, zamieszkanej w przeważającym stopniu przez Kurdów.

Odebranie obywatelstwa

W dekrecie zastrzeżono również, że obywatele Turcji przebywający za granicą, którzy nie odpowiedzą na wezwanie na przesłuchanie w charakterze świadków w ramach śledztwa w sprawie zamachu, mogą stracić obywatelstwo. Jednocześnie, policja uzyskała prawo do wglądu w dane użytkowników Internetu, w celu walki z przestępstwami popełnianymi w sieci.

W oczach krytyków, represje wykraczają daleko poza kręgi związane z puczem i wymierzone są w każdego, kto nie zgadza się z rządami prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana.

>> Czytaj więcej o represjach wobec mediów

Zamach stanu

15 lipca 2016 r. w Turcji doszło do próby zamachu stanu. Śmierć w trakcie zamachu poniosło 248 osób (nie licząc uczestników zamachu), tysiące zostało rannych. W rezultacie wprowadzono stan wyjątkowy, a rząd zastosował daleko idące represje – m.in. masowe aresztowania i zwolnienia, zarówno w służbach mundurowych, jak i w innych zawodach, m.in. dziennikarzy i nauczycieli.

Ponad 100 tys. osób zostało zawieszonych lub zwolnionych z pracy w ramach represji wobec podejrzewanych o sprzyjanie puczystom. W perspektywie są dalsze czystki na stanowiskach urzędowych. W ramach represji zamknięto również liczne podmioty medialne. Według najnowszych dekretów, 11 z nich – głównie z południowego wschodu kraju – może nadawać ponownie.

Represje spotkały się z krytyką ze strony Unii Europejskiej, która z tego powodu zamroziła negocjacje tureckiej akcesji.

>> Czytaj więcej o stanowisku Unii Europejskiej

Pierwsze procesy

Turcja utrzymuje, że za lipcowym zamachem stoi duchowny muzułmański Fethullah Gülen, zamieszkały na stałe w USA. Duchowny nie przyznaje się do zarzucanych mu działań.

Ponad 41 tys. osób zostało aresztowanych w związku z podejrzeniami o powiązania z Gülenem. Dopiero obecnie przeprowadzane są pierwsze rozprawy. Jest to najszerzej zakrojone postępowanie sądowe w historii Turcji. Według władz tureckich, wszyscy przesłuchiwani zostaną potraktowani sprawiedliwie. Możliwy jest również powrót do pracy. Zgodnie z najnowszymi dekretami, 276 wcześniej zwolnionych osób zostało przywróconych na stanowiska po śledztwie.

Sąd w mieście Erzurum na wschodzie kraju skazał dwóch oficerów armii na dożywocie ze względu na ich udział w nieudanym zamachu stanu.

>> Czytaj więcej o terroryzmie w Turcji

Według władz tureckich, nadzwyczajne środki bezpieczeństwa są konieczne nie tylko z uwagi na próbę zamachu stanu, ale także w obliczu wzrastającego zagrożenia ze strony Państwa Islamskiego oraz Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), głównej organizacji kurdyjskich separatystów. W zeszłym tygodniu miały miejsce dwa ataki terrorystyczne, za jeden z nich odpowiedzialność wzięło Państwo Islamskie, za drugi władze obwiniają Partię Pracujących Kurdystanu.