Tunezja: Wielkie protesty i ponad 600 zatrzymanych. Kraj wrze w 10. rocznicą rewolucji, która rozpoczęła Arabską Wiosnę

Zamieszki w stolicy Tunezji - Tunisie, źródło: Twitter/Sebastian Usher (@sebusher)

Zamieszki w stolicy Tunezji - Tunisie, źródło: Twitter/Sebastian Usher (@sebusher)

Coraz bardziej niespokojnie w Tunezji. Z powodu przeciwepidemicznego lockdownu i pogłębiającego się kryzysu gospodarczego dochodzi tam od kilku dni do wielkich ulicznych protestów. Ludzie są rozczarowani tempem reform, mimo, że od rewolucji, która obaliła dyktaturę minęła już dekada.

 

Niemal dokładnie 10 lat temu, na przełomie grudnia 2010 r. i stycznia 2011 r. doszło do ulicznej rewolucji, która odsunęło od władzy rządzącego po dyktatorsku od 1987 r. prezydenta Zin Al-Abidin Ben Alego.

Iskrą do protestów było wówczas samospalenie się młodego sprzedawcy warzyw Mohameda Bouaziziego, któremu policja zarekwirowała wózek, ponieważ nie miał odpowiedniego zezwolenia na handel uliczny. Zdesperowany mężczyzna, który mimo wykształcenia nie mógł znaleźć żadnej pracy, odebrał sobie życie.

Tunezyjska rewolucja dała początek tzw. Arabskiej Wiośnie, czyli fali wystąpień i rewolucji, które przetoczyły się przez Afrykę Północną i Bliski Wschód. Doprowadziło to m.in. do obalenia i zabicia dyktatora Libii Muamamara Kadafiego, obalenia prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka, a potem przywrócenia w tym kraju rządów wojskowych, a także do wojny domowej w Syrii.

Kilka tysięcy migrantów z Hondurasu idzie w stronę USA. Wielki test dla polityki migracyjnej Joe Bidena

Honduras to najbiedniejszy kraj Ameryki Środkowej, w którym oprócz biedy panują także wysoka przestępczość i bardzo duża korupcja.

Tunezja na skraju bankructwa

Tunezja, gdzie rewolucja (nazwana potem „jaśminową”) odbyła się na tle regionu stosunkowo bezkrwawo – choć kosztowała życie co najmniej 338 osób – wskazywana była jako kandydat na stabilną demokrację. Doszło tam bowiem do wytworzenia się w miarę demokratycznej sceny politycznej i uznawanych międzynarodowo wyborów.

Ale sytuacja gospodarcza kraju nie poprawiała się już tak szybko. Dalej dużymi problemami pozostały bezrobocie, korupcja czy nepotyzm. Kryzys pogłębiła jeszcze pandemia koronawirusa, bowiem gospodarka Tunezji w dużej mierze opiera się o turystykę, a zagranicznych gości w tym sezonie było w kraju jak na lekarstwo.

Do tego przeciwpandemiczne obostrzenia, wymuszające zamknięcie wielu drobnych biznesów, pogarsza sytuację materialną wielu obywateli. Tunezja według niektórych ocen znalazła się nawet na skraju bankructwa. Młodzi ludzie znów więc próbują szukać szczęście nielegalnie przedostając się przez Morze Śródziemne do Europy.

Zarobki zwykłych Tunezyjczyków bardzo mocno więc w ostatnim czasie spadły, a z powodu rosnącej inflacji ceny wielu podstawowych towarów poszybowały w górę. W kraju niewiele też zmieniło się przez ostatnią dekadę jeśli chodzi o kiepski stan służby zdrowia czy innych usług publicznych, co dodatkowo uwypukliła pandemia.

Francja ma pierwszego uchodźcę klimatycznego. Uniknął deportacji z powodu złej jakości powietrza

Według Environmental Performance Index Bangladesz był w 2020 r. na 179 miejscu ze 180 na świecie pod względem jakości powietrza.

Protesty mimo ścisłego lockdownu

Tym razem jednym z przyczynków do protestów było umieszczone w internecie nagranie, na którym widać jak policjant popycha protestującego przeciw restrykcjom pasterza z prowincji. Wielu Tunezyjczykom przypomniały się więc emocje, jakie przeżywali gdy dowiadywali się o losie Mohameda Bouaziziego. Zwłaszcza, że wszystko działo się niemal dokładnie w przypadającą 14 stycznia 10. rocznicę ustąpienia i ucieczki z kraju prezydenta Ben Alego.

Władze, spodziewając się ulicznych protestów, przed rocznicą wprowadziły czterodniowy ścisły lockdown, ale to nie powstrzymało ludzi przed wyjściem na ulice. Do dużych protestów doszło m.in. w stolicy kraju – Tunisie oraz ważnym portowym mieście Susa.

W kolejnych dniach protesty zaczęły wybuchać w innych miejscowościach, do czego przyczyniło się też ich brutalne tłumienie przez siły policyjne, które używały pałek czy gazu łzawiącego. Manifestanci zaś budowali na ulicach barykady czy podpalali opony.

Belgia: Zamieszki w Brukseli po śmierci 23-latka na policyjnym komisariacie

Między rzucającymi w funkcjonariuszy kamieniami i butelkami zadymiarzami znalazł się nawet w pewnym momencie samochód króla Belgów Filipa I.

Masowe zatrzymania i aresztowania

Do największych protestów doszło w miniony weekend, a wczorajszy (18 stycznia) i dzisiejszy dzień władze nazwały już „stosunkowo spokojnym”. Ale utrzymania tego spokoju musi pilnować nie tylko policja, ale także wojsko. Jak poinformował minister obrony Mohamed Zikri, żołnierze wyszli na ulice m.in. w Susie, Bizerte, Kasserine czy Silianie.

Z kolei rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Khaled Hayouni przekazał, że aresztowano dotąd 632 uczestników zamieszek. Większość z nich jest bardzo młoda, najmłodsi mają zaledwie 15 lat. „To nie byli protestujący w dzień pokojowo ludzie, ale chuligani atakujący pod osłoną nocy policjantów kamieniami i podpalający różne miejsca” – mówił.

Ale Amnesty International zwraca uwagę, że policja także zachowywał się bardzo brutalnie, a funkcjonariusze atakowali i zatrzymywali także osoby zachowujące się pokojowo. Obrońcy praw człowieka wezwali więc do uwolnienia wszystkich zatrzymanych podczas protestów.

Tymczasem protestujący i część opozycji domaga się ustąpienia premiera Hichama Mechichiego, którego obwiniają o katastrofalny stan gospodarki i złe zarządzenia państwem w czasie pandemii. Sam Mechichi przeprowadził niedawno rekonstrukcję swojego gabinetu, ale nastrojów to nie uspokoiło.