Tunezja: Prezydent przedłuża zawieszenie parlamentu bezterminowo

Kryzys polityczny w Tunezji trwa od końca lipca (U.S. Army photo by Sgt. Apolonia L. Gaspar/CC BY 2.0)

Kryzys polityczny w Tunezji trwa od końca lipca (U.S. Army photo by Sgt. Apolonia L. Gaspar/CC BY 2.0)

Tunezyjski prezydent Kais Saied zawiesił 25 lipca parlament na 30 dni. Teraz przedłużył to już bez podawania terminu zakończenia. Głowa państwa tłumaczy to „ratowaniem państwa przed upadkiem”, ale zwolennicy rządu oskarżają go o zamach stanu.

 

Na mocy lipcowej decyzji prezydenta Kaisa Saieda członkowie Izby Deputowanych utracili też swoje immunitety, a rząd premiera Hiszama Meszisziego został zdymisjonowany.

Pandemia pogłębiła kryzys w Tunezji

W Tunezji od kilku lat trwa kryzys gospodarczy, który skutkuje wysokim bezrobociem (zwłaszcza na terenach oddalonych od wybrzeża) oraz galopującą inflacją, a także napędza korupcję i nepotyzm. Zapaść ekonomiczna pogłębiła się jeszcze w ubiegłym roku w wyniku pandemii COVID-19, ponieważ uderzyła w bardzo istotną dla kraju branżę turystyczną.

Trudna sytuacja, w której liczba zakażeń koronawirusem rośnie coraz szybciej, doprowadziła do wybuchu na przełomie grudnia i stycznia – dokładnie w 10. rocznicę „jaśminowej rewolucji”, która obaliła w Tunezji dyktaturę i zapoczątkowała Arabską Wiosnę – wielkich ulicznych antyrządowych protestów.

Po tym jak prezydent Saied zawiesił parlament i zdymisjonował rząd złożony głównie z polityków konserwatywnej, ale nie radykalnej religijnie partii Ennahda (Odrodzenie), która rządzi od czasu „jaśminowej rewolucji”, na ulice znów wyszli antyrządowi demonstranci, którzy tym razem triumfowali.

Ale zwolennicy Ennahdy także urządzali protesty, a lider rządzącej dotąd partii i jednocześnie przewodniczący parlamentu Raszid Ghannuszi oskarżył prezydenta o to, że „przeprowadził zamach przeciwko rewolucji i konstytucji”. Również współpracujące z parlamencie z Ennahdą ugrupowania – nacjonalistyczno-socjalna partia Serce Tunezji oraz islamska partia Karam – mówią o „zamachu stanu”.

Kryzys demokracji w Tunezji. Prezydent zdymisjonował rząd i zawiesił parlament

„Przechodzimy przez najdelikatniejszy moment w historii Tunezji”, powiedział prezydent Kajs Saied.

W Tunezji wciąż nie ma nowego rządu

Sprawujący urząd od października 2019 r. bezpartyjny prezydent Saied, który od dłuższego czasu był w politycznym konflikcie z premierem Mesziszim, tłumaczy swoje działania chęcią „ratowania kraju przed upadkiem” i powołuje się na konstytucję, która pozwala mu działać w sytuacji poważnych państwowych kryzysów.

Pod koniec lipca zapowiedział wielką rozprawę z korupcją, w tym śledztwo w sprawie układu jaki miało z władzami zawrzeć 460 biznesmenów, a który miał służyć m.in. nielegalnemu finansowaniu rządzących partii politycznych.

Obiecał także mianowanie nowego premiera i apolitycznego rządu, ale dotąd się tak nie stało. Nie opublikowano także mapy drogowej do zakończenia kryzysu politycznego, której zażądali najważniejsi obecnie zagraniczni sojusznicy Tunezji – USA i Francja.

Zamiast tego w ostatnich 30 dniach doszło do zatrzymań niektórych członków byłego rządu, a w aresztach domowych przebywa nawet kilku ministrów. Na inne bliskie władzom osoby nałożono zaś zakaz opuszczania kraju lub miejscowości, w których mieszkają.

Choć więc prezydent (który niemal dwa lata temu wygrał wybory z poparciem prawie 73 proc. głosujących) nadal cieszy się ogromnym zaufaniem społecznym, a większość Tunezyjczyków kibicuje jego rozprawie z niepopularnym rządem, to jednak część osób zaczyna się już tą sytuacją rozczarowywać i zadaje pytania czy działania głowy państwa nie są sprzeczne z ideami „jaśminowej rewolucji”, która miała w Tunezji raz na zawsze skończyć z dyktaturą.