Tim Barrow nowym brytyjskim ambasadorem w Brukseli

sir Tim Barrow (p), przyszły stały przedstawiciel Wlk. Brytanii przy UE// Źródło: Obwód Tomski

Znany jest już następca sir Ivana Rogersa na stanowisku ambasadora Wlk. Brytanii przy UE. Wyszły też na jaw wcześniejsze plany pominięcia Rogersa w negocjacjach Brexitu.

 

Przedwczoraj (3 stycznia) niespodziewanie do dymisji podał się sir Ivan Rogers, stały przedstawiciel Wlk. Brytanii przy Unii Europejskiej. Uczynił to na 9 miesięcy przed programowym terminem odejścia z placówki na niecałe 3 miesiące przed rozpoczęciem negocjacji ws. brytyjskiego wyjścia z UE (tzw. Brexit).

Barrow

Wczoraj wieczorem (5 stycznia) ujawniono, że następcą Rogersa będzie sir Tim Barrow, były ambasador Wlk. Brytanii w Moskwie. Do Brukseli ma on już przyjechać w przyszłym tygodniu, według zapowiedzi brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Barrow ma trzydziestoletnie doświadczenie w służbie dyplomatycznej Wlk. Brytanii. Prócz reprezentowania jej interesów w Moskwie, był on m.in. przedstawicielem Londynu w Komitecie Politycznym i Bezpieczeństwa, jednym z organów Rady UE, zajmującym się obserwacją wydarzeń międzynarodowych i wydawaniem zaleceń Radzie w tych kwestiach.

Kontrowersje

Odejście Rogersa niepozbawione było kontrowersji. Miał on poczucie, że jego uwagi i perspektywy na Brexit nie są brane pod uwagę przez Londyn, a w swoim liście pożegnalnym skrytykował „bezpodstawne argumenty i nielogiczne myślenie” rządu w kwestiach związanych z wychodzeniem z UE.

>> Czytaj więcej o krytyce Rogersa i kulisach jego odejścia

Z uwagi na jego krytyczność wobec podejścia nowego, pro-Brexitowego rządu, w Londynie miał istnieć plan odsunięcia go na boczny tor. Zgodnie z brytyjskimi źródłami EurActiv, do przedstawicielstwa w Brukseli w marcu z MSZ miał zostać ściągnięty nowy człowiek, który miał odgrywać rolę twardego negocjatora wobec UE. Rogers miałby dbać o sprawy proceduralne i brać odpowiedzialność za ewentualne porażki, wizerunkowe lub faktyczne, ale realna władza i decyzyjność spoczywałaby w rękach człowieka z MSZ.

Już wcześniej Rogers szedł wbrew oficjalnej rządowej linii, stwierdzając, że wynegocjowanie umowy handlowej między Wlk. Brytanią a UE może potrwać nawet dwa lata. Zwolennicy Brexitu natomiast argumentują, że członkostwo w UE zostanie szybko zastąpione takim właśnie porozumieniem, co pozwoli brytyjskiej gospodarce uniknąć szoków.

Pozytywnie o rządzie

Barrow przyjmuje natomiast inne podejście. Mimo że jego wczorajsze komentarze po ogłoszeniu nominacji były krótkie, to znalazł w nich miejsce, by pochwalić „zdecydowane przywództwo” Ministerstwa ds. Wyjścia z UE (DExEU) w Londynie.

Rząd także ma do niego podejście inne niż do poprzednika. Oficjalnie ani premier Theresa May, ani jej ministrowie nie zareagowali na dymisję Rogersa. Podobno w trakcie listopadowej wizyty ministra ds. Brexitu Davida Davisa w Brukseli, Rogers „zmusił Davisa do konfrontacji z rzeczywistością, która mu się nie spodobała”. Zarówno jednak minister spraw zagranicznych Boris Johnson, jak i Davis, szybko pochwalili Barrowa.

„Tim Barrow był niezastąpiony odkąd przeszedłem w lipcu [2016 r. – przyp. red.] do MSZ i chciałem osobiście podziękować mu za jego niewyczerpaną energię, mądre rady i niezłomne komentarze” – tłumaczył Johnson. Davis z kolei dodał, że jest „pewien, że z pomocą [Barrowa] Wlk. Brytania będzie w stanie wykuć nowe relacje z UE, które będą działały na korzyść obu stron”.

Z kolei, proszący o zachowanie anonimowości b. pracownik brytyjskiego MSZ, który współpracował z Barrowem w Moskwie ma bardziej krytyczną o nim opinię. Stwierdził, że „Barrow zrobi wszystko to, co mu każe rząd”.

Krytycznie podszedł do nominacji Barrowa także jeden z głównych zwolenników Brexitu, b. lider Partii Niezależności Zjednoczonego Królestwa (UKIP) Nigel Farage. Mimo że był on krytyczny wobec Rogersa, to Farage sarkastycznie stwierdził, że „dobrze widzieć, jak rząd zastępuje uszlachconego zawodowego dyplomatę innym uszlachconym zawodowym dyplomatą”.