Tajlandia: Incydenty po aresztowaniu liderów antyrządowych protestów

Protest w stolicy Tajlandii Bangkoku, źródło: Wikipedia, fot. Prachatai (CC BY 3.0)

Protest w stolicy Tajlandii Bangkoku, źródło: Wikipedia, fot. Prachatai (CC BY 3.0)

Kolejne incydenty między manifestantami a policją w stolicy Tajlandii – Bangkoku. Do przepychanek doszło po tym, jak około 130 członków studenckiej organizacji domagało się wypuszczenia aresztowanych w ostatnich dniach liderów trwających od kilku tygodni antyrządowych protestów.

 

 

Tym razem podczas manifestacji nie doszło do poważnych starć między manifestantami a policją. Krzyczący „Niech żyje demokracja!” oraz „Precz z dyktaturą” studenci usiłowali wedrzeć się na jeden z policyjnych posterunków, gdzie stawiło się na przesłuchanie 15 liderów antyrządowych studenckich organizacji.

Zdaniem około 130 działaczy, którzy towarzyszyli wezwanej na policję piętnastce, przesłuchanie zaczęło się podejrzanie przedłużać. Ponieważ w ostatnich dniach doszło do zatrzymań liderów innych antyrządowych manifestacji, postanowiono „odbić” znajdujących się na posterunku towarzyszy.

Jednak nie doszło do żadnych poważnych aktów przemocy. Studenci usiłowali przepchnąć się przez policyjny kordon na posterunek, a funkcjonariusze po prostu do tego nie dopuścili. Najpoważniejszym zdarzeniem było oblanie przez jednego ze studentów niebieską farbą policjanta.

Przesłuchiwani przedstawiciele studenckich organizacji też ostatecznie opuścili po kilku godzinach policyjny posterunek. Zaś część z zatrzymanych wcześniej działaczy zostało zwolnionych za kaucją, choć niektórzy z nich jeszcze przebywają w areszcie.

Tajlandia ogłasza koniec epidemii koronawirusa, ale szykuje się już na jej powrót

Tajlandzkie władze ogłosiły koniec epidemii COVID-19. Od 45 dni stwierdzono tam bowiem lokalnego zakażenia wywołującym tę chorobę koronawirusem SARS-CoV-2. Stwierdzane są tylko pojedyncze przypadki u przyjezdnych z zagranicy.

Krytyka rządu i monarchii

Manifestacje w Tajlandii trwają od połowy lipca. Odbywają się niemal codziennie, a ich trzon stanowi głównie młodzież – studenci oraz uczniowie. Protesty są wymierzone w premiera Prayutha Chan-ochę, czyli byłego generała, który w 2014 r. przejął władzę w wyniku wojskowego zamachu stanu, a potem zrzucił mundur i w 2019 r. wygrał wybory, które jednak były zdaniem opozycji tylko w części wolne, ponieważ system wyborczy gwarantował juncie utrzymanie władzy.

Będący eks-generałem premier zawarł także sojusz z bardzo wpływową w Tajlandii monarchią. Dlatego drugą osobą najmocniej krytykowana podczas protestów jest panujący od 2016 r. jako Rama X król Maha Vajiralongkorn.

To dość wyjątkowa sytuacja, ponieważ monarchia jest w Tajlandii otaczana bardzo silną czcią. Wszelkie przypadki obrażania królów są surowo karane (nawet 15 latami więzienia), a wśród potencjalnych przestępstw jest np. zniszczenie wizerunku monarchy (m.in. na banknocie). Zdarza się, że niezdający sobie z tego sprawy turyści popadają w Tajlandii w kłopoty.

Ale obecny król nie jest aż tak szanowany jak jego zmarły przed niemal czterema laty ojciec – panujący jako Rama IX Bhumibol Adulyadej, któremu w referendum z 1987 r. przyznano przydomek „Wielki”. I nie przeszkadzało poddanym to, że monarcha zgromadził przez 60 lat panowania pokaźny majątek o wartości ponad 30 mld dolarów.

Tymczasem młody król (jedyny syn poprzedniego monarchy) dał się poznać w swoich książęcych latach jako nieodpowiedzialny birbant, kobieciarz, rozrzutnik i próżniak lubiący używki i wystawne przyjęcia.

Wielu Tajów nie lubi go też za napady silnej złości wobec najbliższych, brak szacunku do kobiet (kazał kiedyś kochance jeść z psiej miski) czy brak poszanowania zasad państwowych i religijnych. Jego ukochany pudel Foo Foo został mianowany marszałkiem sił powietrznych, a po śmierci urządzono mu czterodniowy uroczysty buddyjski pogrzeb.

EVFTA: Wietnam ratyfikował umowę o wolnym handlu z UE. Co zawiera porozumienie?

8 czerwca Wietnam ratyfikował EVFTA – umowę o wolnym handlu z UE. Zgodnie z porozumieniem w ciągu najbliższej dekady zniknie 99 proc. taryf celnych między obiema stronami.

Sojusz tronu i generalicji, a gospodarka kuleje

Porozumienie króla z generałami nie podoba się więc coraz większej liczbie poddanych, bowiem jego głównym elementem jest to, że w zamian za dostęp do dużej części państwowego skarbca monarcha nie przeszkadza juncie w umacnianiu jej rządów.

Dlatego protestujący domagają się od połowy sierpnia już nie tylko dymisji rządu i premiera Chan-ochy oraz nowych, w pełni wolnych wyborów parlamentarnych, ale także ograniczenia królewskiej władzy. Obecny król tymczasem, dzięki sojuszowi tronu i wojska, powiększył swoje prerogatywy, zwłaszcza w kwestii finansów państwa.

Ponadto wobec członków rządu pojawia się coraz więcej oskarżeń o korupcję i nadużywanie władzy. Tajom daje się też coraz mocniej we znaki kryzys finansowy wywołany przez pandemię koronawirusa. W drugim kwartale bieżącego roku gospodarka Tajlandii skurczyła się aż o 12,2 proc., do czego przyczyniło się m.in. zamknięcie kraju przed zagranicznymi turystami.

Co więcej, rządowe szacunki mówią o tym, że w najbliższych miesiącach pracę z powodu pandemii może stracić nawet 8 mln obywateli. Kryzys uderza przede wszystkim we wchodzącą właśnie na rynek pracy młodzież. I to ona najmocniej protestuje przeciw rządowi eks-generała Chan-ocha oraz domaga się przekształcenia tajlandzkiej monarchii w głównie ceremonialnie symboliczną monarchię na wzór tej w Wielkiej Brytanii.

Z drugiej strony są zwykle starsi Tajowie, dla których przewroty wojskowe to nic nowego. Od ustanowienia w Tajlandii w 1932 demokracji było ich już kilkanaście. I bywało, że armia rzeczywiście ratowała kraj przed politycznym chaosem.

Na razie trwające od połowy lipca antyrządowe protesty są na ogół spokojnie i tylko sporadycznie dochodziło do bójek. Ale emocje zaczynają rosnąć. Dlatego część komentatorów realnie obawia się powrotu sytuacji z 1976 r., gdy coraz bardziej eskalujące studenckie protesty przy jednoczesnym coraz ostrzejszym ich tłumieniu przez władze doprowadziły w końcu do masakry kilkudziesięciu studentów w Bangkoku dokonanej przez policję i rządowe oddziały paramilitarne.